Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

militaria · 4 godz. 3 min czytania

Gry wojenne

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

GRY WOJENNE SZTUKA W TRZECH AKTACH Grzegorz Gatner Ze względu na brak kobiet w sztuce, dzieło dedykuję bliskim mi przedstawicielkom płci pięknej. W tym miejscu kończy się poprawność polityczna. OSOBY (w kolejności ukazywania się na scenie) PUŁKOWNIK, lat 48 GENERAŁ, lat 72 KOMANDOR, lat 49 SZEREGOWY DAWID, lat 33 SZEREGOWY PRZEMYSŁAW, lat 29 WIELEBNY, lat 50 KRZYSZTOF, lat 43, przystojny SZEREGOWY MICHAŁ, lat 28 SZEREGOWY ROBERT, lat 31 SZPIEG, lat 30 Akt I Scena 1 – PUŁKOWNIK, GENERAŁ, SZEREGOWY DAWID, SZEREGOWY PRZEMYSŁAW, WIELEBNY, KRZYSZTOF Poniedziałek. Nieznana planeta w nieznanej galaktyce. Scena przedstawia sztab wojskowy z wejściem po lewej i po prawej stronie sceny. Za drzwiami po prawej stronie jest jeszcze przedsionek, który jest w stanie pomieścić kilka osób. Przy lewym wejściu znajduje się biurko z rozłożonymi mapami i solidnym fotelem, na którym siedzi generał. Naprzeciw generała stoi pułkownik i kreśli po mapie na biurku. Na tylnej ścianie wisi portret generała, strzelba i duża mapa przedstawiająca spektakl działań. W rogu umiejscowiony jest barek z karafką i kieliszkami. Rozmiar mapy pozwala przynajmniej części widowni zorientować się w sytuacji na polu walki. Na odwrocie biletu można również umieścić mapę. PUŁKOWNIK: I właśnie w ten sposób staniemy przed pomnikiem Świętej Lany. GENERAŁ (patrząc na mapę): Zamysł ciekawy. Hmm… Jest tu duża doza strategii, ale i chaosu. Trudno mi obliczyć prawdopodobieństwo powodzenia przy tylu zmiennych. PUŁKOWNIK: Proszę oszczędzić kalkulator na liczenie zdobytych kilometrów. Jak do tej pory strategia ta pozwalała nam się znacząco posuwać do przodu. GENERAŁ: Tego nie kwestionuję. PUŁKOWNIK: Po prostu musimy trzymać się naszego planu i odrzucić dogmaty, którymi nas karmiono w szkołach wojskowych. GENERAŁ: Racja, pułkowniku. Nasz plan wydaje się rozgrywać siły przeciwnika. W szczególności atak na główne umocnienia na centralnym odcinku frontu. Tu ich zaskoczył pomysł starego generała! PUŁKOWNIK: Tak… Pan generał zastosował podwójnie paradoks kłamcy. Początkowo markując atak na centralnym odcinku frontu, a zaraz po tym udając odwrót, by ostatecznie upozorować odwrót odwrotu, czyli atak. GENERAŁ: Czyli potrójnie! PUŁKOWNIK: Tak…widzi pan, ryzykowny manewr. Było blisko zapętlenia czasoprzestrzeni. Mimo to genialne, nawet jeśli wcześniej nie dostrzegłem tej możliwości. Najważniejsze, że udało się. Nasi chłopcy siedzą już w zachodnich okopach nieprzyjaciela. GENERAŁ: Widzisz. Ja również potrafię myśleć nieszablonowo. Zresztą za młodu szablony nie pasowały do mapy i okoliczności… Kto normalny by tam na nie patrzył? PUŁKOWNIK: Ci ślepi, niewidzący pola bitwy. GENERAŁ: Ha! Już tak mi pan nie musi słodzić. Przyznaję, że sam jeszcze jako młody kadet kwestionowałem te proceduralne bajania. W obliczu ostrzału artylerii wszystkie formalności podróżują na gapę wraz z kawałkami ziemi i kończyn. Ale czymś nas musieli zająć pomiędzy musztrą a ćwiczeniami fizycznymi. PUŁKOWNIK: Ta ofensywa z pewnością wypali. Jakby to ująć, panie generale, jeśli w teatrze wisi strzelba, to znaczy, że zostanie użyta. A my właśnie pociągamy za spust. GENERAŁ (spoglądając na strzelbę na ścianie): Jakoś skromnie strzela. PUŁKOWNIK: Taki jej urok. Nieprzewidywalność. To nasza strategia. Jak do tej pory klasyczne prowadzenie wojny niespecjalnie przekładało się na efekty. Wróg widocznie też nie potrafi się wyrwać ze starych schematów i stara się walić głową w mur, a gdzie go nie ma, tam go stawia. Musimy działać szybko i stanowczo, nim nieprzyjaciel się dostosuje do nowych okoliczności. GENERAŁ: Pierwszy raz jesteśmy tak blisko stolicy. Wojna była wychowawcą tylu pokoleń. Aż trudno w to uwierzyć. PUŁKOWNIK: Pozwólmy tej staruszce odpocząć, już dość się napatrzyła. GENERAŁ: No, panie pułkowniku, muszę przyznać, że zrobił pan na mnie wrażenie. „Wiosna przy granicy, lato przy stolicy” trudno znaleźć media, które nie przerabiają tego frazesu na głównych stronach. Nie ukrywam, że moje notowania umocniły się dzięki pańskim brawurowym działaniom. PUŁKOWNIK: Cóż… zastając wojsko w tak znakomitej kondycji, takie morale. Trudno byłoby o inny scenariusz, kiedy dewizą armii jest pan generał. GENERAŁ: I do tego proszę pamiętać, że sam prowadzę działania ofensywne, ale dziękuję. Zasłużone… I to bez sił powietrznych. Popatrz pan. Akurat mamy dwudziestą rocznicę wprowadzenia nowoczesnych systemów radarowych i dział przeciwlotniczych. Po tym jak wykradliśmy tę technologię, konflikt w powietrzu zakończył się wymuszonym patem. Dobiegła końca era bombardowań i rozpoznania powietrznego. Koniec z rakietami balistycznymi dalekiego zasięgu i szpiegostwem na odległość. Można powiedzieć, że od tamtego znamiennego wydarzenia konflikt stał się nieco bardziej intymny. Jak na ironię ostatnio często dochodziły mnie słuchy, że wojny nie wygra się bez przewagi w powietrzu; że już do końca historii kraje nasze będzie dzielić okop a nie granica. A tu proszę… jesteśmy pod Świętą Laną. I to na mojej zmianie. Już to sobie wyobrażam: rada ministrów, prezydent i ja uwiecznieni na tle zdobytej stolicy. Nie mam pojęcia, jaka rama udźwignie ciężar tego obrazu. PUŁKOWNIK: Bardziej bym się martwił o ścianę, bo to kaliber istnie artyleryjski. Póki co radzę, czym prędzej przygotować się do ataku na stolicę. Wróg coraz lepiej stawia opór. Zaczyna dostrzegać klucz w naszych niekonwencjonalnych działaniach. Ostatnią bitwę udało się wygrać tylko dzięki związaniu sił wroga na Mętnym Wybrzeżu. Komandor, zgodnie z planem pana generała, wziął na swoją flotę część celowników wroga w zatoce. Z bezpieczniej odległości wymachiwał desantem, zmuszając nieprzyjaciela do rozproszenia. GENERAŁ: Mój plan? Już nawet nie pamiętam. PUŁKOWNIK: Ostrzegano mnie, że skromność w pana przypadku maszeruje tuż za geniuszem. GENERAŁ: Ha. Szlachetny z pana człowiek. Szlachetny i szczery. To lubię… Wracając do mapy. Komandor… Hmm… Teraz zdałem sobie sprawę, że już dawno marynarka nie była tak zmarginalizowana. Bardziej się sprawdza, jako strach na wróble zatknięty na bojce. PUŁKOWNIK: Oblicze wojny zmieniło się. Obecnie siły powietrzne służą wyłącznie logistyce i to na głębokim zapleczu. Marynarka też szuka nowej przestrzeni dla siebie. Ważne, że to my prowadzimy tę zmianę… i to na piątym biegu. GENERAŁ: Święta prawda. Komandor wchodzi do kwatery. KOMANDOR: Dzień dobry, panie generale (salutuje). Panie pułkowniku (pozdrawia skinięciem głowy). Mam meldunek… GENERAŁ (przerywa): Witam, panie komandorze. Mam rozkaz. Generał podchodzi do barku i zabiera karafkę i kieliszki. Napijmy się i uczcijmy sukcesy tego wspaniałego poniedziałku. Generał wręcza kieliszek pułkownikowi, po czym podchodzi do komandora. KOMANDOR (odmawia gestem): Nie piję na służbie. PUŁKOWNIK: Pańskie zdrowie, panie Generale! KOMANDOR: Na zdrowie. Generał i pułkownik opróżniają kieliszki. GENERAŁ: Pańskie też, panie komandorze. Mówił pan o meldunku. KOMANDOR: Tak jest, panie generale. GENERAŁ: Słucham pana. KOMANDOR: Linia brzegowa Mętnego Wybrzeża w pełni w rękach wroga. Artyleria rozstawiona na klifach, duże siły piechoty z wyrzutniami rakiet ukryte we wschodniej części Świętego Trzęsawiska. Desant byłby możli… GENERAŁ (przerywa): Byłby samobójstwem! Ale pan miał tylko odwrócić uwagę tych małpich oddziałów pochowanych w lasach. Na zachodniej części frontu pan pułkownik, zgrabnie manewrując piechotą podług mojego planu, przełamał linię obrony. Jeszcze musimy zabezpieczyć wschodni przesmyk, dobić centralny odcinek, i można kierować się na wrota Św. Lany. KOMANDOR: Centrum się załamało? GENERAŁ: Liżą dotkliwe rany, ale to doborowe jednostki. Utrzymali się. Często są też rotowane. Jak się może wydawać łącznie z okopami. Widzi pan, gdy tylko podchodziliśmy do okopów, te jakby się cofały, jakby żądając od nas jeszcze większego poświęcenia. (komandor patrzy na generała a później na pułkownika) PUŁKOWNIK: Na zachodzie rozproszone jednostki nie stanowiły większego wyzwania i po kilku szturmach zaczęły się wycofywać za krąg umocnień na przedmieściach stolicy. Kontrolujemy większość zachodniej linii frontu oraz mamy pewne … (zerka na generała) znaczące zdobycze zadane atakiem … psychologicznym w centralnej części Świętego Trzęsawiska. Na wschodzie podeszliśmy pod przesmyk, ale jest za wąski, aby był dla nas istotnym celem. Jest tam wzniesienie z uskokiem terenu skutecznie uniemożliwiające nam dalsze postępy. Oczyszczenie z min może potrwać trochę dłużej, dlatego zaplanowaliśmy, że marynarka będzie oczekiwać w bezpiecznej odległości od brzegu, rzucać złowieszczy cień na wschodnie jednostki wroga. Wtórować ma jej skierowana tam piechota, aby od czasu do czasu pomachać, że też jest groźna i zdesperowana. KOMANDOR: Zaplanowaliśmy? Ale sztuka wojenna mówi… GENERAŁ: Panie Komandorze, sztuka wojenna bezskutecznie jąka się od kilku pokoleń, a czas nagli. Marynarce przypadła zaszczytna rola kontroli Mętnego Wybrzeża. Jeżeli przetnie pan morskie linie zaopatrzeniowe w tym momencie, to wróg będzie musiał się zdać na ograniczony transport przez góry od północy, a pan zostanie okrzyknięty dyktatorem morskim. KOMANDOR: Przecież plaże na północnej części wybrzeża są niezwykle szerokie. Dodatkowo nie możliwe jest, aby miny zakopano na całej długości wybrzeża. Dopiero od niedawna stanowimy zagrożenie od strony morskiej. GENERAŁ: I to właśnie dlatego tam nie zaatakujemy. Po pierwsze, jesteśmy pod stolicą, więc wróg zrobi wszystko, aby nie dać się okrążyć od wschodu, a zatem przeznaczy na ten odcinek znaczne siły. Po drugie, naszej flocie daleko do wrogich jednostek. Dostęp do wschodniego morza mamy zaledwie od kilku dekad, a na zachodzie nie było potrzeby stawiać na marynarkę. Raczej kopiujemy, niż prowadzimy ten wyścig. Nasz potencjał pozwala na skromny desant bądź krótkotrwałą bitwę morską. To za duże ryzyko. Jest pan mocniejszą kartą, kiedy terroryzuje pan logistykę i gapowiczów w zaroślach przy Spopielonej Plaży. Po trzecie, proszę pamiętać, komandorze, że przeciwnik wyznaje tę samą sztukę wojenną. Te same szkoły oficerskie, te same podręczniki, co w konsekwencji daje te same wyniki od stuleci. Jak niby któraś ze stron ma wygrać, skoro obie odgrywają kolejne sceny tej samej sztuki. Postanowiłem dać szansę koncepcji pułkownika… którą zresztą sam udoskonaliłem. Co prawda jeszcze nie udało mi się nanieść tej doktryny na matrycę przyczynowo-skutkową, ale jestem całkiem dobry w ocenianiu efektów, a te nie pozostawiają wątpliwości. Owszem, to racjonalne podejście, jak je pan pułkownik nazywa, na nowo definiuje możliwości, rolę i charakter poszczególnych jednostek. Proszę jednak zauważyć, że od kiedy lotnictwo zostało mocno ograniczone, to nasze podręczniki nie uległy zmianie. Po prostu wykreślono rozdział opisujący siły powietrzne. Nie wzbijamy się już w przestworza. Tylko na niewielkich wysokościach oferujemy usługi tranzytowe na tyłach. KOMANDOR I jakie założenia ma ta koncepcja, pułkowniku? PUŁKOWNIK: Nie założenia, a podejście. Po prostu, racjonalnie podchodzimy do sztuki wojennej. KOMANDOR: No i w jaki sposób podchodzicie? Czy zostało ono przedstawione radzie wojennej? Jaka jej część została wcześniej zweryfikowana w ujęciu statystycznym na polu walki? PUŁKOWNIK: Staram się analizować większą liczbę czynników, niż jest to nam wpajane. Psychologia, socjologia i neuronauki tworzą zarys potencjału dostrzeżenia pewnych rozwiązań jak i analizują prawdopodobieństwo skuteczności dostępnych opcji. Dzieje się to w oparciu o wcześniejsze profilowanie psychologiczne osób decyzyjnych oraz możliwie jak największej liczby personelu, gdzie zachodzą pobudki, aby przyjrzeć się danej jednostce, czy to ze względu na jej stopień samodzielności, czy też możliwości istotne dla danego terenu bądź etapu wojny. Następnie zarys ten nakładamy na potencjał militarny poszczególnych jednostek wroga, uwzględniając przy tym już w sposób tradycyjny: warunki pogodowe i geograficzne oraz możliwości naszych oddziałów zlokalizowanych w pobliżu. W centrum uwagi jest człowiek z całym jego bogatym spektrum zachowań, a nie zbrojeniowa buchalterka randkująca z algebrą. KOMANDOR: Świetnie… Czyli kryształowa kula oblana fusami, ewentualnie rzut kośćmi. Jutro nikt nie odbija z portu bez trzymania się za guzik. Czy dostatecznie realizuję to podejście? Co rada wojskowa na ten horoskop? PUŁKOWNIK: Z wrażenia zaniemówili. KOMANDOR: Nie mogąc się doczekać królika z kapelusza? GENERAŁ: Plany zostały przedstawione i otrzymały warunkową aprobatę. O ile linia frontu zmienia się na naszą korzyść, o tyle moje wyśmienite jednostki mogą zdobywać kolejne kilometry. KOMANDOR: I pan się na to godzi, panie generale? GENEARAŁ: Nie pamiętam, aby w historii wojskowości ktoś zrzucał z konia żołnierza w trakcie skutecznej szarży. KOMANDOR: I te wszystkie neuro-wynalazki też pojawiły się w zapisach? GENEARAŁ: Ja akurat mam doskonałą pamięć długotrwałą. Ostatnie miesiące zazwyczaj… są dłużej przetwarzane i dopiero po jakimś czasie rozum wypluwa zaskakujące wnioski. Wiedział pan na przykład, że dla widowiskowej szarży czasami nie warto tracić jednostek, jeśli zdobycze przynoszą niewielkie korzyści operacyjne… Proste, a takie prawdziwe. KOMANDOR: Czasami świtała mi taka myśl. (spogląda na pułkownika) PUŁKOWNIK: Tak, neuronauki zostały oddane w duchu nowej formuły nomenklatury doktrynalnej. KOMANDOR: Mmm... Widzę, że mamy sezon na krzykliwe slogany. Brak panu jedynie kubka z kawą i wzrostowego wykresu za plecami. Da się to podejście przełożyć na rozdziały podręcznika akademii wojskowej? PUŁKOWNIK: Jeszcze nad tym pracujemy. W pierwszej kolejności staramy się opiniować i udoskonalać wyniki analizy. Nie przepuszczamy wszystkiego jak leci, tylko sami interpretujemy wyniki. Na formalizowanie i generalizowanie tej wiedzy nie pozostaje już zbyt wiele czasu. KOMANDOR: A co jeśli, ktoś nie obejmuje swym rozumem niepowtarzalności tej doktryny? PUŁKOWNIK: Zgodnie z nową formułą nomenklatury doktrynalnej taka okoliczność jest indykatorem, pozycjonującym daną jednostkę poza nawiasem oddziaływania nowej formuły nomenklatury doktrynalnej. KOMANDOR (sarkastycznie): Auć. Brzmi okrutnie. Zastanawiali się panowie, co się stanie jeśli to wycieknie do mediów? Przecież opozycja może wnioskować o warunkowy wgląd w wojskową doktrynę. Na fali sukcesów militarnych obecni koalicjanci wykarmili słupki popularności bojaźliwym i zmęczonym wojną elektoratem, co przyczyni się do tego, że opozycja będzie węszyć, gdzie popadnie, aby zniwelować sondażową zapaść. (komandor spogląda na generała) GENERAŁ: Opozycja nie zareaguje. Rada wojskowa to obecnie najwyżej oceniany organ ze wszystkich struktur państwowych. Gdy będzie taka potrzeba, to zasłonią się tajemnicą wojskową dla dobra sprawy. Sami odpowiadają przed innym ciałem i rozliczani są z wyników. Od kiedy odnosimy zwycięstwa, wszystkiemu potakują i nie zadają pytań. Zakładam, że kiedy komunikują to wyżej, to odbywa się to w ten sam sposób. KOMANDOR: Bardzo ładnie wypracowany kompromis… taki demokratyczny. W szczególności jeśli bierzemy pod uwagę, że na szali mamy życia setek tysięcy żołnierzy odbijających się od siebie w maszynie losującej… (unosi się) Łamiemy kodeks, na który przysięgaliśmy, wprowadzamy ciasteczka z wróżbami i rozprowadzamy je głuchym telefonem. Nikt nie mówi „sprawdzam”, bo nikt tego nie rozumie. Świetnie. Dostanę ulotkę z harmonogramem zajęć tej sekty? PUŁKOWNIK: Szkolenia są przewidziane dopiero po zrewidowaniu skuteczności działań. KOMANDOR: Ale działania już są wdrażane. Wybitna chronologia. Nie informowano mnie, że dysponuje pan maszyną czasu. I to w imię czego? Aby pan pułkownik mógł się dowartościować i przeprowadzić genialny eksperyment na tkance ludzkiej? PUŁKOWNIK: Racjonalista odrzuca egoistyczne pobudki, kiedy decyduje o tysiącach istnień. Po za tym, to właśnie moja… nasza doktryna stawia człowieka w centrum uwagi. GENERAŁ: Właśnie. Wypowiadając „genialny”, już pan pewnie przeczuwał, że ja również maczałem w tym palce. Trudno ukryć odciski moich linii papilarnych na tym dziele. Od zawsze intuicja podpowiadała mi, że postawienie człowieka w centrum uwagi na swój sposób jest przełomowe, tylko nie umiałem tego odpowiednio ująć w skodyfikowany sposób. I nie chodzi tylko o moją osobę. Inni żołnierze też są ważni. KOMANDOR (odpuszczając): Rozumiem...Cóż… Myślę, że na chwilę obecną moja osobowość służbisty da radę nadzorować tradycyjną koncepcję pilnowania wybrzeża z małymi modyfikacjami wytyczonymi przy pomocy… neuro-nowinek. GENERAŁ (koncyliacyjnie): Komandorze, chce pan wygrać tę wojnę? KOMANDOR: Tak. GENERAŁ: A pan, panie pułkowniku? PUŁKOWNIK: Również. GENERAŁ: Widzicie panowie, jak łatwo się dogadać. Często mi zwracano uwagę, że mam doskonałe zdolności mediatorskie. KOMANDOR: Panowie wybaczą, ale za chwilę będę musiał wyjść odebrać kilka pilnych meldunków. Jednakże wcześniej chciałbym się dowiedzieć, co pozwoliło przełamać obronę na zachodzie? PUŁKOWNIK: W skrócie nasi chłopcy na neuro-nowinkach. KOMANDOR: I to tyle? Żadnej finezji strategicznej? Żadnej zdrady? Przecież umocnienia na zachodzie uważane są za niepenetrowalne. Przecież wróg musiał już dostrzec, że działacie inaczej. Albo to może ich manipulujecie tymi gusłami? GENERAŁ: Ha, ha. A może są po prostu tępi… W sensie wróg. Kto to tam wie. Jest też niemała możliwość, że ich generał jest mniej rozgarnięty, co by tłumaczyło… Nie czas teraz na niesnaski. W każdym razie napijmy się jeszcze. Pukanie do drzwi. GŁOS ZZA DRZWI: Żołnierze frontu zachodniego meldują obecność. GENERAŁ (zadowolony): Rozkazuję wejść! Dwaj żołnierze w zielonych mundurach z zabandażowanymi ranami wchodzą i ustawiają się przy prawych drzwiach. GENERAŁ: Ooo! Przyszli! Jakby to były moje dzieci! Meldunki to proza. Papier przyjmie wszystko. To wy lepiej mówcie, jak wam ołów wierci się w nozdrzach. My tu z racji wieku i doświadczenia nad mapami ślęczymy, a to wy spijacie całą śmietankę… I to pod takim dowództwem. SZEREGOWY DAWID: Można się zapomnieć, panie generale. Zwycięstwa wyjątkowo nas rozpieszczają. GENERAŁ: Doskonale to słyszeć. (zwracając się do szeregowego Przemysława) A co to za rana? Jak do tego doszło? SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Co? A tak. To. Rana. Poważna. Jeszcze krwawić… na bandaż. GENERAŁ: Aha. A jak się czujecie żołnierzu? SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Dobrze. Trochę w głowie dzwonić, ale być OK. GENERAŁ: To i miałeś okazję zobaczyć, co wróg pokazał. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Co? Tak, tak. Biegać nogami i strzelać też … nabojami. (szeregowy Dawid próbuje ukryć rozweselenie) GENERAŁ: Ooo! To niewiele się zmieniło. Sam pamiętam, jak wiatr smagał nasze oblicza. To były czasy. Teraz też są czasy. Inne czasy. Żołnierzu, nie ominie cię nagroda i obowiązkowy kurs odmiany czasownika. PUŁKOWNIK: Biedny żołnierzyna. Jeszcze się nie potrafi otrząsnąć po tym zwycięstwie. Może drugi szeregowy dopowie to, co naszemu bohaterowi umknęło. SZEREGOWY DAWID: Panie generale, działania wojenne trochę obciążyły fleksję szeregowego Przemysława, więc powiem, co ja widziałem. Natarliśmy na zaskoczonego wroga od południa i zachodu. Początkowo wróg stawiał opór, ale po wplątaniu się sił z centralnego odcinka, zaczął powoli wycofywać się w głąb swojego terytorium na dalsze umocnienia, a później w stronę wybrzeża. KOMANDOR: A to ciekawe. Od strony morza nie było widać żadnych manewrów. SZEREGOWY DAWID: Jakie manewry? To był triatlon zbierania godności, pakowania sprzętu i sprintu w kierunku najbliższego dystrybutora morale. (szeregowy Przemysław próbuje ukryć rozweselenie) KOMANDOR: O której to się wydarzyło? SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: O której? Bo ja wiedzieć. Ludzie różne rzeczy gadać. KOMANDOR: Żołnierze stoją w obecności generała. Proszę się zachowywać zgodnie z kodeksem. GENERAŁ: A dajże chłopakom spokój. (wskazuje na szeregowego Przemysława) Ten tu pewnie szedł w pierwszym natarciu, a wiesz, jakich tam literatów ustawiają. I tak dobrze, że podmiotu z orzeczeniem nie myli. Pukanie do lewych drzwi. GŁOS ZZA DRZWI: Wielebny z wesołą nowiną. GENERAŁ: Proszę wejść. Wchodzi rozweselony wielebny lewymi drzwiami. WIELEBNY: Niech będzie pochwalona. POZOSTALI: Pochwalona. WIELEBNY: Widzę, że błogosławieństwa spłynęły również na sztab. Wszyscy w szampańskich nastrojach. Nie zgrzeszyć w takich okolicznościach to grzech. Wielebny podchodzi do barku, sięga po kieliszek i wystawia go, aby mu nalano, co wykonuje generał. Wypija trunek a następnie zerka na szeregowych. WIELEBNY: Mamy też przedłużenie woli Św. Lany. Kwiat naszej młodzieży tak przybrany w purpurę. To musiały być ciężkie zmagania. KOMANDOR (wskazuje na szeregowego Przemysława): Ten jeden to do teraz się zmaga. W pierwszej kolejność z tym, gdzie w ogóle był. WIELEBNY: W tym wieku duszyczka niepodobna wszystko zrozumieć, co się wokół niej dzieje. Dlatego trzeba przypowieścią, a już w szczególności przykładem nadawać właściwe interpretacje. (do generała) Panie Generale, winszuję zwycięstwa. GENERAŁ: Dziękuję. Po wtargnięciu w pas przesłaniania i przełamaniu pierwszej linii obrony zdałem sobie sprawę, że żaden generał wcześniej nie kontrolował takich połaci Świętego Trzęsawiska. WIELEBNY: Zaiste, piękny to widok. A jego owoce jeszcze nie w pełni skonsumowane. Ale nim dogodzimy naszym żołądkom, godzi się ofiarować Św. Lanie modlitwę dziękczynną. SZEREGOWY DAWID: Przepraszam, panie generale, ale jeżeli pan pozwoli, to chcielibyśmy już wrócić do naszej jednostki. GENERAŁ: Pewnie chłopcy. Daliście dzisiaj pokaz niebywałej odwagi. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW (po cichu do szeregowego Dawida, przysłaniając usta): I włączonego aim-bota. GENERAŁ: Szeregowi, odmaszerować! SZEREGOWY DAWID: Tak jest! SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Tak być! Szeregowi cicho chichoczą, wychodząc prawymi drzwiami przez przedsionek. GENERAŁ: Co to ja miałem? Aha! Modlitwa dziękczynna. Ja codziennie dziękuję Św. Lanie, przemierzając jej świat, w szczególności z pułkiem strzelców wyborowych. Wtedy zerkam w stronę Szczerbatego Wzgórza… Czuję jej obecność… No tak. Ale podziękować trzeba. Umawialiśmy się na… ? Jutro! Woli wielebny przeprowadzić nabożeństwo w trakcie przygotowań, czy po kolacji. Z rana jesteśmy zbyt zajęci aktualizowaniem planu ewentualnego kontrataku. WIELEBNY: W trakcie. Coś mi podpowiada, że po kolacji skromniej oddziałuje duch święty na frekwencję. GENERAŁ: Proszę się nie martwić. Uczestnictwo będzie obowiązkowe. Byłoby wielką stratą nie usłyszeć tak zacnego orędownika pojednania pod jedną flagą. WIELEBNY: Pod Świętym Trapezem. Relikwią symbolizującą wszak pojednanie pod jednym dachem. Do kwatery głównej lewymi drzwiami wchodzi Krzysztof, syn generała, w stroju cywila. Jest starszy od szeregowych i bardzo przystojny. Trzymając telefon w ręku, staje obok wielebnego. GENERAŁ: Ależ to oczywiste. Musi być łaska boska, tak jak i musi być pomazaniec boski. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie odpokutować Wielką Schizmę. A propos schizmy, jak mój syn przyjął naukę o niej? Krzysztof odkłada telefon do kieszeni. WIELEBNY: To bardzo rezolutny młodzieniec. Ma trochę skłonność do herezji, ale dzięki temu był w stanie rozumieć słuszność naszej doktryny. Bardzo wnikliwy. Wszystko weryfikował na telefonie. Tempo nauki musiałem dostosować do prędkości przesyłu danych, ale dobrze, że postrzega weryfikację informacji za konieczną. Schizmę z kolei udało się wytłumaczyć, wskazując palcem, jeśli już mamy okazję przebywać tak blisko frontu. GENERAŁ: To mam nadzieję, że udawała mu się też od czasu do czasu schizma z telefonem. (do Krzysztofa) Krzysiu, gdybyś tylko widział, jacy tu chłopcy byli. Przypominają mi się młodzieńcze lata. Jak to my maszerowaliśmy. Ramię w ramię. Pięknie to wyglądało, nieprawdaż synu? KRZYSZTOF: Jak? Aaa… Pewnie tak. GENERAŁ: Rozmarzyłem się. Po chwili generał odwraca się w stronę komandora i pułkownika. GENERAŁ: Panowie, nie chcę zatrzymywać panów. W dniu jutrzejszym otrzymają panowie stosowne rozkazy. Gdyby coś było niejasne, to proszę podkreślić zagadkowy fragment i przeczytać jeszcze raz… Powinno pomóc. KOMANDOR I PUŁKOWNIK: Tak jest, panie generale. Komandor i pułkownik wychodzą prawymi drzwiami przez przedsionek. Krzysztof znowu sięga po telefon. Generał napełnia dwa kieliszki i jeden wręcza wielebnemu. Ten od razu go opróżnia. GENERAŁ: Czy wielebny jest przekonany, że działania ekumeniczne dadzą pożądany efekt? W końcu od Wielkiej Schizmy minęło już prawie sto lat. WIELEBNY: Zdziwiłbym się, gdyby tak nie było. Wszakże dowodzą tego ostatnie protesty i przemówienia za granicą. Ortodoksyjna retoryka jest skuteczna, tak długo, jak długo trzyma ludzi pod kloszem. Zna generał demografię wroga, prawda? Teraz przeważają ludzie młodzi. To już nie jest aż tak zacietrzewione społeczeństwo. Mają dostęp do Internetu. Kontakty z krajami północnymi pokazały im, że jest więcej sposobów na życie niż tylko represjonowanie losowych zdrajców i martyrologia uśmierconych bohaterów. Protesty odbiły się szerokim echem po parlamencie. Władza świecka coraz bardziej skłócona jest z hierarchami. Jest to idealny moment na wytyczenie nowej ścieżki duchowej zagubionym owieczkom. Ścieżki, którą idealnie personifikuje nasza… właściwa wizja Świętej Lany. Wszak najnowsze interpretacje Świętej Bibuły wskazują na immamentną radość życia. Św. Lana nie potrzebuje męczenników, tylko wyznawców. Szczęśliwych w życiu, bo podległych szczęśliwej nowinie. GENERAŁ (wesoło): Czyli mamy lepszy produkt do sprzedaży. Świetnie! Słyszałeś Krzysiu. Już niedługo z udzielonym błogosławieństwem Św. Lany oświecimy we współpoddaństwie… lub niezachwianej wierze naszą niegdyś utraconą część społeczeństwa. Krzysztof chowa telefon do kieszeni. KRZYSZTOF: Co? Świetnie, tato. WIELEBNY: Myślę, że jest to odpowiednia chwila, aby Krzysiek wykazał się niezłomną wiarą oraz odwagą i miał swój udział w planie Św. Lany. GENERAŁ: Niech wielebny się nie martwi. Znajdzie się odpowiedni order upamiętniający wkład młodzieńca. Wypijmy za zdrowie waszej świętobliwości. Generał orientuje się, że wielebny ma już pusty kieliszek. GEBERAŁ: Albo ja sam dostąpię tego zaszczytu. (generał opróżnia kieliszek) WIELEBNY: Świetnie się dyskutuje i degustuje, jednak generał wybaczy, ale czas nagli. Choć święta panienka nas nim obficie darzy, to muszę jeszcze raz zerknąć na jutrzejsze kazanie. GENERAŁ: Oczywiście. Jeśli obowiązki obronne nie pokrzyżują planów, to sam z chęcią go wysłucham. WIELEBNY: Kazanie będzie transmitowane w telewizji publicznej. Obecność w tak doniosłym wydarzeniu nie umknie uwadze społeczeństwa i Św. Lany, gdy na sądzie będzie podliczać nasze dobre uczynki. Zawsze to okazja, aby szczerze wyrazić miłość i poddanie się woli naszej szczodrej panienki. GENERAŁ: Nie wątpię. Dlatego nie chcę wielebnego odciągać od nanoszenia ostatnich poprawek. Mam nadzieję, że swoją doniosłościom dorówna naszym sukcesom militarnym. WIELEBNY: Proszę się o to nie martwić. No ale czas na mnie. Niech będzie pochwalona. GENERAŁ: Niech będzie pochwalona. Wielebny wychodzi lewymi drzwiami. GENERAŁ: O! Byłbym zapomniał. (do syna) Krzysiu! Generał sięga do kieszeni i wyciąga pomiętą kartkę. GENERAŁ: No, no, no. Trafiłeś w bingo, synu. Wylosowałeś nie lada zadanie. Gratulacje, żołnierzu. Przebierzesz się i zażyjesz życia żołnierskiego. Będziesz musiał wykonać istnie szpiegowską operację. Jutro przenikniesz i zinfiltrujesz oddziały szeregowców w koszarach w celu pozyskania i przekazania mi cennych informacji. KRZYSZTOF: Wypas, tato. Tylko na symulatorze szpiega dalej wyskakuje mi „ćwicz dalej”, więc to chyba nie jest bezpieczne. GENERAŁ: Spokojnie, Krzysiu. Symulatory zostaw innym dzieciom mundurowych wysokiej rangi. Ty masz spenetrować nasze szeregi, aby dowiedzieć się jakie są morale i stan wyposażenia. Bądź jednak ostrożny, bo to nadal niebezpieczna misja. Wyposażymy cię, żebyś prezentował się jak prawdziwy szeregowy. KRZYSZTOF: Muszę? GENERAŁ: Dostaniesz gadżety i nowinki technologiczne. KRZYSZTOF: A będę mógł wrzucić selfie na… GENERAŁ (przerywa synowi): Nie. Przecież to misja szpiegowska. Możemy zdjęcie zapisać w ukrytym folderze „Szpieg” na dysku E mojego komputera, dobrze? Musisz się wtopić w nich. Musisz być jak cień. KRZYSZTOF: Aha. A nie lepiej to sprawdzić na necie? Na różnych grupach ludzie linkują takie rzeczy i nagrywają filmiki. Poza tym strona ministerstwa obrony też regularnie publikuje doniesienia o stanie armii. GENERAŁ: Ha, ha, ha. Widzę, że ciągnie Cię bardziej do cyberbezpieczeństwa. No cóż, analityczny rozum masz po ojcu. Jednak widzisz, chłopcze… jakby to powiedzieć? Komunikaty ministerstwa obrony są wrażliwe na sugestie rady wojskowej, a ja jako weteran wielu bitew, co to wąchał proch regularnie, mam słabość do szczerych relacji poczciwych żołnierzy. KRZYSZTOF: Dobrze. Rozumiem… A meldunki od pułkownika nie wystarczą? GENERAŁ: Jak niby generał ma mieć pełny ogląd sytuacji skoro tylko przez jedno oko patrzy? Sama perspektywa może wiele podpowiedzieć. Poza tym w wojsku należy zachować zasadę ograniczonego zaufania. Pewnie poznasz to na późniejszych etapach symulatora. No… czyli co masz zrobić? KRZYSZTOF: Dopytać o morale i stan wyposażenia… A mogę rozpocząć rekonesans w mediach społecznościowych? GENERAŁ: Nie! Wiesz to taka tajna sztuczka szpiegów. Pofatygować się i pozyskać wiedzę u źródła. Zrozumiałeś? KRZYSZTOF: Tak jest, panie generale. GENERAŁ: Ooo! Generał sięga do kieszeni i wyciąga drugą kartkę. GENERAŁ: Mamy aktualizację rozkazu. KRZYSZTOF: Można zdalnie? GENERAŁ: Nie! Masz się dowiedzieć, co sprawia, że zachodnie oddziały odnoszą tak niebywałe sukcesy. KRZYSZTOF: A co z wypytaniem o morale i sprzęt? GENERAŁ: To już nieaktualne. To tak naprawdę był test na inteligencję i jak się okazało jesteś na tyle pojętny, że go zdałeś. Gratuluję, przechytrzyłeś naszych specjalistów od weryfikacji kompetencji i szyfrantów. Czyli co masz zrobić? KRZYSZTOF: Nie pytać o morale i uzbrojenie. GENERAŁ: I? KRZYSZTOF: Dowiedzieć się, czemu wygrywają. GENERAŁ: Brzmi jak wstęp do twojej kariery szpiegowskiej. Jednak pamiętaj, że masz być raczej ich cieniem niż spowiednikiem. KRZYSZTOF: No, ale tam się lajków nie dostaje. Brzmi to bardziej jak shadowban. GENERAŁ: A widzisz. Tajemniczość ma wielkie wzięcie. Kiedy nie chwalisz się sukcesami, zostawiasz pole do fantazjowania w głowie drugiej osoby. Zaczyna ona fanatycznie szukać odpowiedzi i budować różne scenariusze. Staje się niewolnikiem twojej osoby. Twoja mama tak przynajmniej o mnie mówi. KRZYSZTOF: Z pewnością. GENERAŁ: Synu, ja wiem, że mama w swym udziale genetycznym nie koncentrowała się na wydajności, ale po to jest wojsko, aby wyhartować i nadać sens życiu nawet tym, którzy w kwestii przymiotów fizycznych i charyzmy zostali przemilczani. Jesteś już dorosły i najwyższy czas podjąć niezależną decyzję i dołączyć do jednostek, do których utorowałeś sobie drogę. Wiem, że zmiana jest pewnym niewygodnym wyzwaniem, ale jest ona wpisana w nazwisko naszej rodziny. Poza tym to, że głownie ćwiczysz samotnie na symulatorach przysposobiło cię do roli szpiega. Niewiele osób cię tu zauważa. Natura wiedziała, jak cię ukształtować, by łatwo ci było unieść rzemiosło szpiega. KRZYSZTOF: Dobrze, tato. To znaczy panie generale. Muszę iść podładować telefon. Generał skinieniem głowy godzi się na to po czym Krzysztof wychodzi lewymi drzwiami. GENERAŁ: Ha, ha. Poczciwy chłopak. Cała mama. Może się czegoś w końcu nauczy. Scena 2 – PUŁKOWNIK, KOMANDOR Wtorek. Pułkownik spotyka komandora na opustoszałej stołówce. Akcja rozgrywa się w trakcie nabożeństwa. Stoły są równomiernie ustawione. Przy środkowym siedzi komandor i je obiad. Pułkownik nakłada sobie na talerz posiłek i zasiada obok komandora. W trakcie rozmowy oboje jedzą obiad skierowani w stronę publiczności i nie patrzą na siebie. PUŁKOWNIK: Nie spodziewałem się komandora w naszych skromnych progach. I to w trakcie wtorkowego nabożeństwa. Czemu zawdzięczam szanowną wizytę? KOMANDOR: Nie pałam szczególną miłością do jedzenia na pełnym morzu. Mam również słabość do przypatrywania się, jak żołnierze w innych jednostkach utrzymują dyscyplinę i wywiązują się z regulaminu. Pozwala mi to usprawnić moje dowodzenia. PUŁKOWNIK: Sam uważam, że to świetne miejsce. Lubię się tu pojawiać, kiedy wszyscy inni ćwiczą lub krzepią ducha na kazaniu. Chwila spokoju pozwala poukładać myśli. Więc, jak pan ocenia jakość wojsk lądowych? Mocne dwa na dziesięć? KOMANDOR: Jak na szczury lądowe, to macie tu nawet porządek. Brakuje trochę większego rygoru. Mimo wszystko kontrola daje poczucie bezpieczeństwa, a spokój ten bierze się z przewidywalności zbudowanej na przejrzystości przepisów. Bezpieczeństwo to naturalna potrzeba ludzka, której jestem apologetą na otwartym morzu. PUŁKOWNIK: Kiedy naturalną potrzebę człowiek można załatwić za pobliskim krzakiem, to jakoś mniej trzeba przymuszać żołnierzy do odhaczania kolejnych wytycznych. Ta dawka liberalizmu i zaufania wydaje się mieć dobry wpływ na stan psychiczny naszych żołnierzy. Obecnie zbieramy dane, które miałyby to potwierdzić. KOMANDOR: Jaką metodą? PUŁKOWNIK: To już pytanie do zespołu specjalistów. Moja wiedza w tym zakresie jest ograniczona. KOMANDOR: Jakieś konkluzje? PUŁKOWNIK: Za wcześnie by stwierdzić. KOMANDOR: Skoro pułkownik już do mnie dołączył, to chciałbym, aby pan rozwiał pewne wątpliwości. A mianowicie, chodzi mi o rozkazy generała. Jako, że wraz z generałem jest pan orędownikiem tego psychologicznego podejścia do wojskowości, to proszę mi jeszcze raz wytłumaczyć, dlaczego marynarce przypada rola stoczni z zębami? PUŁKOWNIK: Przede wszystkim podejście racjonalne. Racjonalne, bo uwzględnia czynniki psychologiczne. Jednocześnie skuteczne bo nakłada je na to, co wiemy z naszych podręczników. KOMANDOR: W jakich proporcja jest to stosowane? Co i dlaczego jest czynnikiem dominującym w wyborze podejścia, kiedy zachodzi między nimi konflikt? PUŁKOWNIK: Nie starał się pan tak po ludzku usiąść i zastanowić nad rewolucyjnością tego rozwiązania? KOMANDOR: Na służbie nie piję. PUŁKOWNIK: Jak pan to nazwał, zęby marynarki są na tyle ostre, aby uzyskać znaczące korzyści. Sam pan wie, że wybrzeże jest usiane artylerią krótkiego zasięgu i minami. W takich okolicznościach pańska flota będzie nurkować synchronicznie, a desant bił temu brawo latającymi kończynami. Pańska obecność ściąga wystarczająco dużo jednostek wroga na wschód, co daje mi większe pole manewru na stałym lądzie. Na morzu nie trzymamy się doktryny. Pozostaje nam zaakceptować patową sytuację ze względu na przeważającą siłę wroga, a zarazem jego niechęć do wypłynięcia na otwarte wody. A przecież pozostaje jeszcze panu blokowanie dostaw i ewentualnej pomocy drogą morską państw północnych. Naprawdę, znając pańską naturę nie chcieliśmy skusić się na coś, co wybiegałoby poza tradycyjne metody działania. Wyrwa operacyjna na froncie zachodnim i w centrum wystarczą nam, na dalsze nękanie wroga, a więc dodatkowe ryzyko obecnie nie jest nam potrzebne. Przynajmniej ja tak interpretuję plany generała. KOMANDOR: Skoro zdobył się pan na szczerość, to proszę uściślić, jak to wygląda u pana na zachodnim odcinku. Skąd te sukcesy? PUŁKOWNIK: Racjonalnie dobrane punkty przełamania linii wroga. Wszystko w oparciu o profilowanie psychologiczne, o którym wcześniej wspominałem. KOMANDOR: I szczęśliwa gwiazda nie była do tego potrzebna? PUŁKOWNIK: Jeśli jakiś konkretny dowódca wierzy w jej moc, to wrzucamy ją na matrycę profilowania. KOMANDOR: Więc co z matrycy wyskoczyło, jeżeli weźmiemy pod uwagę najbliższe działania? PUŁKOWNIK: Otrzymał pan rozkazy, prawda? KOMANDOR: Zgadza się. Znowu zostałem wrzucony na listę oczekujących. PUŁKOWNIK: Święte Trzęsawisko nie pozwala swobodnie poprowadzić oddziałów na całej rozciągłości. Biorąc pod uwagę cieki wodne, podmokłe tereny i kaprysy pogody w ostatnim okresie, jesteśmy niewolnikami nowych okoliczności. Racjonalność każe mi zachować ostrożność. Im więcej losowych zmiennych jesteśmy w stanie wyeliminować, tym większe szanse na pomyślaną operację. Oczywiste jest, że przejście przez Święte Trzęsawisko pochłonie wiele żyć. Jest to teren, którego obrońcy mogą długo stawiać opór, a stolica zapewnia wręcz nieograniczone dostawy. Wróg nie ma się już gdzie wycofać, więc będą się zaciekle bronić. Fakt, że marynarka wiąże część sił wroga jest kwestią życia i śmierci moich chłopaków. Poza tym, wcześniejsza strategia, zgodnie z rzemiosłem wojennym, mocno akcentowała potencjał lotniczy i przez dekady niczym wahadło front niemrawo przesuwał się to w jedną, to w drugą stronę. Obecnie jesteśmy w zupełnie innych okolicznościach. Rozmieszczając akcenty w alternatywny sposób, zerwaliśmy z konwencją, dzięki czemu osiągamy sukcesy, natomiast na wypadek nieprzewidzianego obrotu zdarzeń chcemy mieć marynarkę pod ręką, aby w porę przyszła z pomocą. KOMANDOR: Pana zdaniem dotychczasowi wielcy stratedzy i tradycje militarne aż tak się mylili? Aż tak ego się w panu wierci? PUŁKOWNIK: Nie. Moim zdaniem wojna, jak każda inna dziedzina życia się zmienia i powoływanie się na tradycję oraz autorytety ma ograniczone zastosowanie. Widać to po zachowawczych działaniach naszego wroga. A moje ego jest skutkiem, a nie przyczyną, naszym postępów. No chyba, że, ubóstwiany przez pana kodeks, ma inną definicję tej typowo ludzkiej cechy, która średnio się sprawdza w przypadku racjonalnie podejmowanych decyzji. KOMANDOR: No proszę. Sztuczna skromność ukrywa pańskie ambicje. PUŁKOWNIK: Proszę ją dopisać do kodeksu wojennego, jeśli przyjdzie go panu kiedyś zaktualizować. A z katalogu sztucznych, to korzystamy z najnowszych odkryć w zakresie sztucznej inteligencji. KOMANDOR: Czyli kryształowa kula przeszła aktualizację i stała się komputerem. Nie budzi pańskich wątpliwości technologia, która dopiero raczkuje? PUŁKOWNIK: Oczywiście, że budzi. Dlatego nie tworzy ona scenariuszy działania, a jedynie weryfikuje i usprawnia przepuszczone przez nią plany i dane. Czasami zmiany te są znaczące. W takim wypadku mamy kilka systemowych bezpieczników, aby zachować reżim koncepcyjny. A czasami wypluwa tak doskonałe i jednocześnie niekonwencjonalne zagrywki, że zostają one wdrożone w całości. KOMANDOR: Jak na froncie zachodnim? PUŁKOWNIK: Jak na froncie zachodnim… Z chęciom udzieliłbym panu szczegółowych informacji odnośnie naszych sukcesów, ale problem w tym, że sami nie wiemy, jak to działa. Od kiedy ta technologia została podłączona do Internetu, jest w stanie samodzielnie udoskonalać swoje algorytmy. Zaś spece of inżynierii wstecznej nie potrafią odtworzyć łańcucha przeprowadzanych operacji, więc tak, jak wcześniej wspominałem dostajemy gotowy produkt bez możliwości wglądu w jego komponenty. KOMANDOR: Czyli kryształowa kula z modułem Wi-Fi. PUŁKOWNIK: Trochę tak, a trochę nie. Ależ czy nie na tym polega postęp? W mozolne udoskonalanie technologii wpisane są ciężka praca, wykwalifikowana kadra i budżet, ale również szczęście, przypadek i iskierka szaleństwa. Czemu nie mamy z nich skorzystać, jeśli działają na naszą korzyść, a wróg kurczowo trzyma się starych porzekadeł. KOMANDOR: Bo nie wiemy, gdzie nas to zawiedzie. PUŁKOWNIK: Jak w przypadku każdego wiekopomnego dzieła. KOMANDOR: Tak, ale ryzykuje pan losem tego kraju. PUŁKOWNIK: I ryzyko to właśnie wypłaca dywidendę. Mam nadzieję, że udało mi się rozwiać choćby część z pańskich wątpliwości. Natomiast, czy to ze względu na moją ignorancję, czy też z uwagi na to, że jest zbyt wcześnie na konkretne wnioski, nie chciałbym pana wprowadzać w błąd pochopną dedukcją. Możliwe, że będziemy musieli zmienić całe nasze wyobrażenie o człowieku, jako autonomicznej jednostce. A możliwe, że nasza stołówka serwuje tak doskonałe dania, że ciężko być pesymistą przy talerzu. Pułkownik kończy jeść swoje danie. KOMANDOR: Smacznego. Pułkownik wstaje od stołu i zabiera swój talerz. PUŁKOWNIK: Dziękuję… i wzajemnie. KOMANDOR: Jeszcze jedna sprawa. Te nowe rozkazy dotyczące ewentualnego ataku wroga na naszą marynarkę. Dostałem je niedawno. Czy mogę się dowiedzieć, w jaki sposób zweryfikowano prawdopodobieństwo takowych działań? Całe moje doświadczenie podpowiada mi, że w tych warunkach nieposobne jest przeprowadzić skuteczny atak na nasze jednostki. PUŁKOWNIK: Z militarnego punktu widzenia działanie jest bezsensowne, ale politycznie nie możemy go wykluczyć. Wróg broni się pod stolicą i potrzebuje sukcesów. Choćby i mało znaczących, aby zachować pełnię władzy i propagandowo pomachać zaciśniętą pięścią. KOMANDOR: Nakładał ktoś to na siatkę prawdopodobieństwa? PUŁKOWNIK: A pan nakładał? KOMANDOR: Na razie motywowany okolicznościami zdążyłem tylko na układ pokarmowy i cała idea wydaje się koncentrować w jego ostatnim odcinku. (od tego momentu rozmowa staje się mniej uprzejma) PUŁKOWNIK: No cóż. Mimo wszystko szczęście mi dopisało, że tak znamienity proktolog poświęcił mi swój czas. Msza już pewnie dobiegła końca, więc wybaczysz, ale muszę nakarmić chłopaków moim ego. Jak to się mówi. Przez żołądek do serca. Chociaż twoja specjalizacja nie pozwala zapuszczać się tak głęboko w zakamarki ludzkości. KOMANDOR: Serce nie leży w kręgu moich zainteresowań. PUŁKOWNIK: A powinno. Mogłoby pompować wiele dobrego przez dziurkę, którą zagląda pan do wnętrza człowieka. Do widzenia, komandorze. KOMANDOR: Do widzenia. Pułkownik odnosi talerz na ladę, po czym opuszcza stołówkę. Scena 3 – SZEREGOWY DAWID, SZEREGOWY ROBERT, SZEREGOWY MICHAŁ, SZEREGOWY PRZEMYSŁAW, GRUPA INNYCH ŻOŁNIERZY OBU WOJSK Środa. Następnego dnia o poranku akcja rozgrywa się przy drugiej linii okopów zachodniego frontu na Świętym Trzęsawisku. Po lewej stronie w zielonych mundurach znajdują się oddziały wojska szeregowych Dawida i Przemysława, po prawej w niebieskich mundurach wojska szeregowych Roberta i Michała. Atakujący i broniący ukrywają się w okopach. Święte trzęsawisko usłane jest prowizorycznymi grobami, mizerną roślinnością w stanie rozkładu i szlamem. Ogólnie to bardzo nieprzyjemny widok. KILKA DONOŚNYCH GŁOSÓW Z LEWEJ I PRAWEJ STRONY: Do boju! Zza worków wybiegają żołnierze i strzelają w powietrze lub ziemię. Wyciągają buraki i smarują się nimi, bandażują splamione kończyny. Robią fikołki i inne absurdalne akrobacje imitujące odniesienie obrażeń. Na środek sceny dobiegają szeregowi Dawid i Przemysław oraz z przeciwnego wojska szeregowi Robert i Michał. W trakcie całej długości rozmowy pozostali żołnierze co jakiś czas smarują się burakami, rozdzierają mundury, brudzą się garściami ziemi, wykonują absurdalne akrobacje itp. SZEREGOWY DAWID: Siemka, mordeczki! No to dzisiaj my mamy epic faila. Co tam u was? SZEREGOWY ROBERT: Luzik. Piękny dzień na quick save’a na Świętym Trzęsawisku. Środa marzeń. (ironicznie) Ale tu ładnie! SZEREGOWY MICHAŁ: No! Pięknie w chuj. I pomyśleć, że wysyłają nas żebyśmy umierali za bagno. Co za cyrk. Zresztą kostiumy już mamy. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW (patrząc na szalejących żołnierzy): I przedstawienie w toku. Bagno łabędzie, panowie! Kilku pobliskich żołnierzy nieudolnie próbuje wykonać figury baletnicy. SZEREGOWY DAWID: Dziadersi nie potrafią się podetrzeć bez romantycznego gestu lub rytuału. Symbolami przeżarte mózgownice. SZEREGOWY ROBERT: Życie im się powoli kończy, to dramę cisną, że niby jakie to wielkie pokolenie odchodzi. Nam każą strzelać do siebie na swoją cześć. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Zajebista stypka open air. Tylko wiek trupa w akcie zgonu się nie zgadza. SZEREGOWY ROBERT: Jebać stare pryki. Bagno nazwali świętym i chcą nas w nim utopić, a sami modlą się o przejście na drugą stronę w pidżamie pod pierzyną. SZEREGOWY MICHAŁ (unosi się): Pomarszczone chuje! Jak chcą wieczności, to może tu ich zaprosimy. Błotko fajnie konserwuje. SZEREGOWY ROBERT: Stary, poczekaj aż zobaczysz Spopieloną Plażę. SZEREGOWY DAWID: Nigdy nie byłem. Słyszałem, że całkiem ładne plaże i atrakcje. SZEREGOWY ROBERT: Pewnie. Pierwsze miejsce wśród escape roomów pod względem średniej prędkości spierdalania stamtąd. Kierunek zwiedzania wskazują leżące wszędzie kończyny. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Rozmarzyłem się. Muszę się tam wybrać z laską. SZEREGOWY MICHAŁ: Przecież ty nie masz laski, Przemo. SZEREGOWY DAWID: Nie szkodzi. Na miejscu sobie poskeja. (wszyscy wybuchają śmiechem) SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Wracając do rzeczy, w Internetach nic nie było o udanym przewrocie, także nie ogar, co? SZEREGOWY ROBERT: No, smuteczek. Myśleliśmy, że jak podejdziecie pod miasto, to ludzie spanikują i dojdzie do przewrotu, ale wapniaki uderzyli w nutę patriotyczną, rozpędzili protesty policyjną pałką i internowali część liberalnej opozycji. SZEREGOWY DAWID: I co z nimi będzie? SZEREGOWY MICHAŁ: Nasi ludzie ich ogarnęli, więc są bezpieczni. My akurat mamy dość głęboko spenetrowane struktury. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Jak wam się udało tak głęboko przeniknąć? SZEREGOWY ROBERT: Stara kadra pewnie gdzieś tu leży, a młodzi szybko sobie zdali sprawę, że mają inne zainteresowania niż wpierdalanie muzealnej mielonki z puszki pod playlistę artylerii. SZEREGOWY MICHAŁ: Maszyna losująca wytypowała zdrajców. Nawet transmisja była w TV i konkurs na przeróbkę ich dotychczasowych wypowiedzi w auto-tune. Piwo i talon na kiełbasę. Gawiedź szczęśliwa. Przedstawienie podobne do naszego. SZEREGOWY DAWID: Nie myśleliście, aby dołączyć do protestujących? SZEREGOWY ROBERT: Nie. Skala była za mała, aby wychodzić. Ludzie czuliby się zdradzeni przez wojsko i mielibyśmy wesołą partyzantkę. To jeszcze nie czas. SZEREGOWY MICHAŁ: Ciężko przebić się przez ten beton. Wiesz, dekady mózgotrzepów i indoktrynacji. Trudno wgrać ludziom do głowy jakiś nowy soft. No, także dzisiaj my wygrywamy. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: A ja wygrywam zakład! SZEREGOWY ROBERT: Serio? SZEREGOWY DAWID: Tak. Wszystkie czasowniki w bezokoliczniku. Potem ci prześlę nagranie. SZEREGOWY MICHAŁ: Kurwa, Przemo. Ty to jesteś lingwista semiglota. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Sie wiedzieć! Poza tym, takie głupoty im ciśniemy, a te pajace to łykają. Stary, meldunki możemy przepisywać z komiksów. SZEREGOWY DAWID: Gdyby generał miał jakąś kończynę reagującą na patriotyzm, to by mu cały czas stała nabrzmiała krwią. (szeregowi śmieją się) A u was? SZEREGOWY ROBERT: Wiadomka. U nas drama, więc na razie nie przesadzamy. Przyjdą zwycięstwa to będziemy mogli w raportach kontynuować historię komandosa porannej zemsty. Na razie jest zaginiony w boju po katapultowaniu się z helikoptera. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Zajebiście. Czekałem na nowy odcinek. SZEREGOWY ROBERT: A jak! Plus 10 do zajebistości. SZEREGOWY DAWID: Katapultujący się z helikoptera. (śmieje się) Takiego gówna byśmy nie przepchnęli. SZEREGOWY ROBERT: Jesteś pewien? To wszystko zależy od tego jak doniosłe wydarzenie zostanie nim opatrzone. Jak coś serio niebywałego, to ludzie łatwiej łykają legendy. SZEREGOWY MICHAŁ: No, przyklej do tego narrację w stylu „albowiem niesiony ramionami Świętego Trapezu zaiste czerpał z ruczaju prawości”. Znajdź jakieś powierzchowne nawiązania do Świętej Bibuły. Zamień „bazie” na „bagnety”… SZEREGOWY ROBERT (przerywa): To akurat specjalność Michała. Sfera sacrum jest bliska jego sercu. Wychowywał się w konserwatywnej i głęboko wierzącej rodzinie. Ma dryg do bycia natchnionym. SZEREGOWY DAWID: Przydał by się nam taki. Nie ma komu obsłużyć starszego elektoratu. SZEREGOWY ROBERT (spoglądając na zmęczonych żołnierzy): Dobra, bo się nam morale i buraki kończą. O ile przesuwamy front? U nas troszku chaos jest, więc trzeba zapewnić poczucie bezpieczeństwa, aby odciąć tlen foliarzom i innym szurom od teorii spiskowych. Śmieszne, jak niektórzy z nich są blisko prawdy, opierając się wyłącznie o banalną negację oficjalnego przekazu ministerstwa obrony. SZEREGOWY DAWID: Ze złej strony kopią. Nie odkryją nas. Może oddamy wam pierwszą linię okopów na zachodzie i fragment przy przesmyku na wschodzi, żeby was trochę rozciągnąć. Niedaleko Święta Lana objawiła się komuś. Wiesz, jaki to ma wymiar symboliczny dla miłośników odpustów. SZEREGOWY MICHAŁ: No, w Świętej Bibule są długie fragmenty poświęcone tej części bagna. SZEREGOWY DAWID: No… W sumie niech tak będzie. Generał nie będzie musiał fatygować się z przenoszeniem sztabu. Wy zrobicie sobie dobrze medialnie i wszyscy na jakiś czas będą hepi. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Zakładamy się jeszcze o coś? SZEREGOWY ROBERT: Może później. Wieczorem widzimy się na partyjce w COD-a, przynajmniej tam jest miejsce na jakiegoś skilla. SZEREGOWY DAWID: No to winszuję zwycięstwa szeregowym. SZEREGOWY ROBERT: Jaki szeregowy. Po tych skirmiszach, to niebawem panie kapralu. (zwraca się do Michała) Nie, Michał? A Ty kim chcesz być? SZEREGOWY MICHAŁ: Skoro to taki looter shooter, to myślę, że na starszego szeregowego naekspiłem. (do udających walkę żołnierzy) Słyszeliście, od jutra ma być panie starszy szeregowy! A jak nie, to z flaków zrobię wam połączenie światłowodowe! SZEREGOWY ROBERT (do szeregowego Michała): Spokojnie, Michał. (do szeregowych Dawida i Przemysława) Widzicie, potem musimy komandosem porannej zemsty PR wojska ratować. SZEREGOWY DAWID: Kto by pomyślał, że takiego narwańca można dopuścić do tak spokojnego zawodu. Ok. Chyba mamy wszystko ustalone. To narka, do wieczora. Pamiętajcie o VPN-ach, bo wywiad później się rzuca, że zostawiacie ślad na serwerach. A… I zaczniemy później, bo my dzisiaj jeszcze musimy iść na dywanik do ojca generała. SZEREGOWY ROBERT: OK. To narka. SZEREGOWI DAWID, MICHAŁ I PRZEMYSŁAW: Narka. Scena 4 – GENERAŁ, WIELEBNY, PUŁKOWNIK, KOMANDOR, SZEREGOWY PRZEMYSŁAW, SZEREGOWY DAWID, KRZYSZTOF Popołudnie. Sztab. Generał wraz z wielebnym stoją przy biurku, z kolei pułkownik i komandor znajdują się z prawej strony pomieszczenia. Szeregowi Dawid i Przemysław z zabandażowanymi ranami stoją w pobliżu pułkownika. GENERAŁ: No, panie pułkowniku. No i widzi pan. W tym bagnie… WIELEBNY (przerywa): W Świętym Trzęsawisku. GENERAŁ: …pańska oryginalność ugrzęzła. Racjonalizm pośliznął się i zrobił szpagat. PUŁKOWNIK: Wcześniej nie podejmowaliśmy prób przebicia się przez aż tak zabagnione tereny. WIELEBNY: Święte... Niektóre przynajmniej. PUŁKOWNIK: Nas susza już jakiś czas temu pozbawiła terenów podmokłych. Nie mamy gdzie ćwiczyć podobnych manewrów. Nie twierdziłem też, że nam się na pewno uda. Moi chłopcy zdawali sobie sprawę, że ryzyko jest większe, ale przepuścić okazję podejścia pod stolicę i to w chwili, kiedy sytuacja polityczna wroga wydawała się wrażliwa, byłoby wyrazem braku zdecydowania. KOMANDOR: No właśnie, wydawała. To słowo klucz. Ciekawy to racjonalizm, który systematyzuje wydawanie się. Nie da się tego ująć w jakieś strukturalne ramy? PUŁKOWNIK: Pracujemy nad tym. KOMANDOR: Zbiór arbitralnych decyzji, arbitralnie dobranych jednostek w arbitralnie wyznaczonym miejscu i czasie. Brakowało jeszcze komisji gier i zakładów. PUŁKOWNIK: To wtedy mielibyśmy pięćdziesiąt procent szans. KOMANDOR: Nie rozumiem. PUŁKOWNIK: Albo byśmy wygrali, albo przegrali. KOMANDOR: Takie same zasoby inteligencji poświęcił pan na ten szturm jak w przypadku tego dowcipu? GENERAŁ (uspokaja sytuację): Ha, ha. Spokojnie już. To nie jest łatwy teren. Doskonale o tym wiem. Zezwoliłem na ten szturm, ponieważ widziałem, że chłopcy byli dobrze rozgrzani serią wcześniejszych bitewek. Mimo wszystko, nadal jesteśmy blisko stolicy. Nasi chłopcy rotują przy zachodniej linii okopów. Świeże siły przejmą pałeczkę z ucałowaniem ręki. Odwody wroga są za słabe, aby wziąć nas w kocioł. Jesteśmy bezpieczni i możemy brać pod uwagę atak na środkowy odcinek frontu. Zachodnia część jest solidnie zabezpieczona i oparta o Szczerbate Wzgórze od północy. Mimo nieudanego podejścia nadal możemy brać ten odcinek pod uwagę. Mamy potencjał, aby przeprowadzić przynajmniej jeszcze trzy porządne natarcia. Natomiast, musimy zmodyfikować nasz plan, zaktualizować racjonalizm o, jak widać, ludzkie czynniki, ale nie psychologiczne… Takie po prostu ludzkie. Jak chociażby chęć odniesienia zwycięstwa. Przecież chłopcy też chcą utracić trochę krwi za wieczną chwałę. Prawda, moje dzieci? SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Co? Często… Nie wiem. W głowie mi dzwoni. GENERAŁ (przerywając): To pewnie wspomnienia ze szkoły. Widzę, że i odmiana czasownika się poprawiła. No a drugi szeregowy co nam może powiedzieć? SZEREGOWY DAWID: Było dobrze, póki nie podwoiły się szeregi nieprzyjaciela. Poza tym, z każdym zdobytym metrem było coraz bardziej grząsko w bag… Świętym Trzęsawisku. (wielebny skłonił głowę okazując aprobatę) Reasumując, nie ma jak się przebić. Zbyt gęsto rozmieszczone siły nieprzyjaciela. Walczą o wszystko, więc są zmotywowani. GENERAŁ: Dziękuję wam, chłopcy. (zwraca się do szeregowego Dawida) W szczególności tobie. Nawet podobny do mnie jesteś (szeregowy Przemysław ukrywa grymas uśmiechu). Pochodzisz może ze wschodnich rubieży? SZEREGOWY DAWID: Dziękuję, panie generale, ale urodziłem się w zachodniej części kraju. GENERAŁ: Dlatego nadal jesteś tylko szeregowcem. Gdybyś, jak ja, urodził się na wschodzie, to wojna towarzyszyłaby ci od najmłodszych lat. W podstawówce byłem najszybszy w rozciąganiu zasiek przez płotki. SZEREGOWY DAWID: Gratuluję, panie generale. GENERAŁ: No, to teraz już rozumiecie, na czym polega hart starej szkoły. Za czasów mojej młodości taktyczny odwrót odbywał się w kierunku wroga. Parło się do przodu żołnierskim krokiem. (zamyśla się) Piękne to było! Gdyby to tak częściej parady organizować. Ale nie o tym teraz. Nadzwyczajna sytuacja wymaga nadzwyczajnych środków. Czyli robimy konwencjonalną zwrotkę, stojącą w opozycji do dotychczasowej niekonwencjonalnej strategii. Jak minus i minus dają minus, a plus i plus dają plus, tak niekonwencjonalność i konwencjonalność dają konwencjonalną niekonwencjonalność. Co pan o tym myśli, pułkowniku? PUŁKOWNIK: Zamysł świetny… Jest również uwzględniony w moim planie działa… GENERAŁ (przerywa pułkownikowi, zwracając się do komandora): Panie komandorze. KOMANDOR: Tak jest, panie generale. Komandor podchodzi do biurka i pokazuje na mapie. KOMANDOR: Raporty wskazują na to, iż siły wroga w zachodniej części bagn… Świętego Trzęsawiska znacząco przewyższają liczbę naszych jednostek. Są to siły ściągnięte ze Spopielonej Plaży. Otwiera mi to drogę, aby przeprowadzić zaczepne działanie desantowe. PUŁKOWNIK: Skąd pan wie, że to nie rezerwy ściągnięte z drugiej linii lub nowo uformowane jednostki? KOMANDOR: Wszyscy żołnierze z drugiej linii już dawno biorą udział w potyczkach. W końcu bronią stolicy. Poza tym, ich jednostki też muszą odpocząć. Przegoniliśmy ich przez kilka równin i miast przy względnie niskiej rotacji. Zachód jest atakowany, więc go zapewne bronią doświadczone oddziały z rotacji. Jak jest możliwość, to dają im odpocząć, jak nie, to gnają do walki. Na wybrzeżu pewnie rozmieścili nowicjuszy, bo jest najspokojniejszym odcinkiem i sam teren jest trudny od strony lądu. Daje to szansę na wywołanie popłochu w jednostkach wroga, rozciągnięcie frontu i umożliwia pana żołnierzom przebicie się na drugą stronę ściętego… to znaczy Świętego Trzęsawiska. GENERAŁ (do pułkownika): Widzi pan, że udało się nam zaplanować coś racjonalnego, jednocześnie zachowując pierwiastek konwencjonalności w odpowiednich proporcjach. Nie wątpi pan chyba w moje zdolności analityczne. PUŁKOWNIK: Nie, tylko nie wiem, czy komandor jest gotowy. Meldunki wywiadowcze informują o mających niebawem dotrzeć wrogich okrętach z północno-wschodniego portu. KOMANDOR: Wróg wie, że jest inwigilowany, więc powiela kłamstwa wśród oficerów niższej rangi, aby nas zdezorientować. Na taką ewentualność mogę zostawić kilka jednostek zabezpieczających nas na północnym-wschodzie. Powinno wystarczyć. W razie czego zawsze możemy relatywnie szybko wypłynąć na otwarte morze, aby nie dać się zamknąć w zatoce. Nasze jednostki są mniejsze, a przez to szybsze. PUŁKOWNIK: A co będzie z nami, jeśli komandor odbije się od plaży? GENERAŁ: Nie będziecie musieli nic robić. To nie będzie atak na dużą skalę, bardziej działanie zaczepne, aby wakacjowicze nie wykreślali słowa „wojna” z organizera. Nie mamy takiej floty, aby zbytnio ryzykować. PUŁKOWNIK: Musimy wysłać tam swoje jednostki, aby przekonać wroga, że to coś więcej niż pozorowane działania. Nawet jeśli utworzycie tam przyczółek, to dalej się nie posuniecie ze względu na miny i ostrzał artylerii. Nie mamy na to sił… Lepsze jest jedno skoncentrowane natarcie. Panie generale, moi chłopcy od dłuższego czasu są w natarciu. Nasze niekonwencjonalne działania statystycznie nadal dają nam przewagę. Patrząc racjonalnie, jesteśmy na ostatnim odcinku. Psychologicznie dzierżymy inicjatywę. Natomiast biologia nakazuje odpoczynek. (zwraca się do szeregowych) Jak tam chłopaki samopoczucie? SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Oj, nadal dzwoni… I noga drży. Szeregowy Przemysław wprawia w drganie nogę. Szeregowy Dawid stara się ukryć grymas śmiechu. PUŁKOWNIK: Widzi pan, panie generale, jak nam armia koroduje. Sugeruję wstrzymać dalsze działania, wypocząć i zaplanować na spokojnie atak decydujący. GENERAŁ: Dałem panu pułkownikowi szansę, bo doświadczenie mi tak podpowiadało. Natomiast w obecnych okolicznościach plan komandora, którego autorstwo i sobie po części przypisuję, jest zdecydowanie zacniejszy. Ma punkty wspólne, z tym jak wojna powinna wyglądać. Bark przy barku. (generał się zamyślił). A jak pan pułkownik już wspomniał, nie neguje pan moich zdolności analitycznych. Co więcej, nie chcemy się wykazać brakiem zdecydowania, co również jest dla pana istotne. Niemniej jednak jestem w stanie uwzględnić prośbę o odpoczynek. Dwa dni powinny wystarczyć. Jutro ma nastąpić rotacja części oddziałów, więc dotrą do nas świeże jednostki. A plotki o odsieczy floty północno-wschodniej krążą od jakiegoś czasu, więc już dawno powinni tu być. Nawet jeśli są prawdziwe, to im to jeszcze trochę zajmie. Do tej pory byli przejęci przygotowaniami obrony własnej bazy morskiej, wymuszonymi manewrami komandora na szerokim morzu. Ostateczne rozkazy napiszę i wyślę jutro wieczorem. (do szeregowego Przemysława) A szeregowemu radzę więcej magnezu i mniej stresu. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Tak jest, panie generale! GENERAŁ: Rozumiem, że wszystko jest jasne panowie. Można odmaszerować. WSZYSCY WOJSKOWI W POMIESZCZENIU: Tak jest, panie generale! Pułkownik, dwaj szeregowi wychodzą ze sztabu prawymi drzwiami przez przedsionek. Za nimi podąża komandor, jednak nim udaje mu się wyjść zostaje zatrzymany przez generała. GENERAŁ: Komandorze, proszę jeszcze pozostać chwilkę. Komandor stosuje się do prośby i wraca do głównego pomieszczenia. Za zamkniętymi drzwiami po prawej stronie pułkownik rozpoczyna rozmowę z szeregowymi. W głównym pomieszczeniu sztabu, przy mapie generał wraz komandorem gestykulując, symulują wymianę zdań w taki sposób, aby nie zagłuszyć rozmowy w przedsionku po prawej. PUŁKOWNIK: Chłopaki, przede wszystkim skończcie się już wydurniać. Nie czas i okoliczności na to. Słuchajcie. Zarządziłem jeszcze większy rygor informacyjny. Wydaje mi się, że możemy być obserwowani. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Tak. Pan pułkownik i pańskie sławne „wydaje mi się”. PUŁKOWNIK: To ładnie, że moje słowa ciągle ci dzwonią w głowie. Może i noga wyrazi jakąś oznakę podekscytowania. A tak na serio to miejcie się na baczności. Komandor robi się coraz bardziej podejrzliwy. Kręci się po obiektach na lądzie. SZEREGOWY DAWID: Mnie do niego nie musisz negatywnie nastawiać. PUŁKOWNIK: Co udało wam się ustalić podczas bitwy? SZEREGOWY DAWID: Wiadomo. Pierwsza linia okopów wróciła na drugą stronę granicy plus oddaliśmy im jakieś chaszcze przy przesmyku. Na kolejny przewrót najpewniej trochę poczekamy. Zakładam, że będziemy się wycofywać. PUŁKOWNIK: Wiesz, że to umocni pozycję komandora. SZEREGOWY DAWID: Tak, ale dopóki współpracujemy, dopóty to my ustalamy zasady i jesteśmy kilka kroków przed nim. Bratnie dowództwo też musi otrzymywać oznaki, że mają wpływ na wojnę i ich zdanie jest respektowane. U nich całe wojsko jest zaangażowane w spisek. A biorąc pod uwagę, że jest to kraj nieco bardziej skostniały, nie wiadomo, jak protesty mogły się potoczyć. I co najważniejsze, to był pomysł pułkownika, aby podjąć próbę zdobycia stolicy w trakcie protestów, na co bracia się zgodzili. PUŁKOWNIK: Wiem, musiałem nie uwzględnić czegoś w obliczeniach. Jak myślicie, kto jest decyzyjny po drugiej stronie? Szeregowi czy dowódcy? SZEREGOWY DAWID: Szeregowi podejmują decyzje po obu stronach. My się dogadaliśmy, nasze zasady. Taka była umowa. Oczywiście wszyscy konsultujemy to z dowództwem i ich zdanie wywiera na nas wpływ, ale ostatecznie to my stawiamy kropki nad „i”. PUŁKOWNIK: Nawet jeśli tak jest, to nie znaczy, że tak będzie zawsze. Dynamika decyzyjności może ulec zmianie wraz z dynamiką działań militarnych. SZEREGOWY DAWID: No i nasze ostatnie ataki się do tego przyczynił. Dlatego teraz musimy iść na ustępstwa naszych sąsiadów. PUŁKOWNIK: Nie pozwól uśpić swojej czujności. Sto lat w izolacji odciska piętno. Nawet jeśli wy, młodzi się dogadujecie, to jest masa kwestii, których nie dostrzegacie, a są one stałym mentalnym krajobrazem starszego pokolenia za linią frontu. SZEREGOWY DAWID: Myślałem, że pułkownik kieruje się racjonalizmem, a nie wiekiem. PUŁKOWNIK: Racjonalizm wyrasta z dogłębnej analizy dużej liczby analogicznych sytuacji z przeszłości. Jak wiek nie pozwala ci sięgnąć krzesła, to nie widzisz, co jest na stole. SZEREGOWY DAWID: Jak jesteś wpatrzony w stół, to nie widzisz na czym stoisz, ale zapamiętam. A teraz pozwoli pan, że udam się na zasłużony odpoczynek. (pułkownik zezwala skinięciem głowy) Szeregowi wychodzą z przedsionka prawymi drzwiami. Pułkownik po chwili namysłu również wychodzi tym samym wyjściem. W głównym pomieszczeniu sztabu generał z komandorem zaczynają rozmawiać na głos. GENERAŁ (patrząc na mapę): … więc pan komandor tak widzi sprawy. Słusznie. Sam często kładłem na to pole różne znaczniki, abyście rozważyli tę ewentualność. KOMANDOR: Ale później zabierał je pan i stawiał gdzie indziej. GENERAŁ: Abyście zauważyli ich brak na tym polu. KOMANDOR (po chwili ciszy sarkastycznie): Genialne. Dziękuję za lekcję, panie generale. Teraz odtworzyłem ten manewr w podręcznikowej wersji. Rozumie pan, że nie ma on przede mną żadnych tajemnic. GENERAŁ: Jeśli rzeczywiście nie ma, to byle absolwent szkoły wojskowej, mógłby nosić mój mundur. A coś mi podpowiada, że niezwykle by go uwierał, gdyby natrafił na działania zbrojne, gdzie nie może zdać się na dobrodziejstwa poziomu teoretycznego. To właśnie jest potęga jednostki decyzyjnej. Co innego wydawać rozkazy, a co innego patrząc w oczy, pytać o ulubiony kolor trumny. Żołnierze muszą wiedzieć, że warto zginąć w służbie doświadczonego przywódcy. Widzieć, że wywodzi się spośród nich i tylko niestrudzoną służbą zdołał się wzbić ponad nich. Słyszeć, jak donośnym głosem wypędza strach. Czuć, że jest z nimi siła, która niesie ich marne żywota w kierunku wielkich czynów. To wszystko jestem w stanie im dać. Jak ojciec cierpliwie czekający na wykonanie zadania. KOMANDOR: Obawiam się, że kodeks ma cały rozdział poświęcony nepotyzmowi. GENERAŁ: Ha, ha, ha! Pan jeszcze nie jest na tyle doświadczony, aby to w pełni zrozumieć. Dzisiejsze wymiar konfliktu jest inny. Po wprowadzeniu konwencji humanitarnych, konflikty nie są już tak brutalne. Lata mojej młodości w wojsku upłynęły w przeświadczeniu, że jeśli wróg mnie złapie, to wykorzysta nawet zesztywniałe palce do otwierania puszek. Dzisiaj odwaga otępiała od natłoku biurokracji. (spogląda na komandora) Dotyczy to również wroga. Przecież widzimy, że podrostki działają z linijką przystawioną do rozkazu. Żadnej finezji, żadnego polotu. W takich okolicznościach regulaminy i tajniki sztuki wojennej mogą tylko posłużyć jako płótno, ale sam obraz namalowany jest purpurą odwagi. To ona przełamie marazm naszkicowanych nudą pejzaży. KOMANDOR: Co pan w takim razie proponuje? GENERAŁ: Pański desant będzie przykrywką. Odbędzie się, ale nie do końca. Dobije pan do brzegu, ale pozornej linii brzegu… na chwilę. W otrzymanym rozkazie będą zawarte szczegółowe polecenia. Nie przemyślałem jeszcze wszystkiego, więc teraz panu wszystkiego nie wyłożę. KOMANDOR: Może spróbujemy razem to przemyśleć. Ja ze swojej strony służę szeroką wiedzą z zakresu… GENERAŁ (przerywa): Wiedzy mamy pod dostatkiem. I tej racjonalnej, i tej regulaminowej. To czego brakuje, to niezłomnego ducha, symbolu, bohatera. Za takim kimś żołnierze pójdą na stolicę, nawet nie umiejąc, wskazać północy palcem. KOMANDOR: W dobie technologii GPS takich jest dość sporo. GENERAŁ: No w końcu pan zrozumiał. KOMANDOR: Tak jest panie generale… Czy mogę prosić o możliwość konsultacji po przeczytaniu rozkazu. GENERAŁ: A czy mogę prosić o unieszkodliwienie już wystrzelonej torpedy? KOMANDOR: W sumie to tak. Obecna technologia pozwala nam zdalnie unieszkodliwić torpedę. GENERAŁ: No to proszę potraktować ten rozkaz jak unieszkodliwienie unieszkodliwienia torpedy. Czy wyraziłem się jasno? KOMANDOR: Chyba tak… (zrezygnowany) Tak jest, panie generale. GENERAŁ: Dziękuję za poświęcony czas, panie komandorze… Jutro o piątej już pewnie będę miał gotowy plan działania. Będzie pan mógł rzucić na niego okiem. KOMANDOR: Rozumiem. Bardzo dziękuję. Komandor wychodzi z pomieszczenia prawymi drzwiami przez przedsionek. Generał spogląda na mapę. GENERAŁ: Co ja mam zrobić? Może pułkownik będzie w stanie coś podpowiedzieć. Do pomieszczenia lewymi drzwiami ukradkiem wchodzi Krzysztof ubrany w garnitur i okulary przeciwsłoneczne, po czym ustawia się za generałem tak, aby go nie widział. KRZYSZTOF: Ptasznik do jastrzębia. Ptasznik do jastrzębia. Odbiór. GENERAŁ (generał nie odwraca głowy od mapy): Tak, Krzysiu. Jak się odnajdujesz w nowej roli? KRZYSZTOF: Póki co byłem sfotografować nasz sprzęt. Czołgi w rzeczywistości są naprawdę duże. Z bliska trudno się było z nimi zmieścić w kadrze. Przez to, że wymogi misji nie pozwalają mi poprosić kogoś o zrobienie zdjęcia, fotki nie nadają się na karuzelę na Insta. GENERAŁ (skoncentrowany na mapie): Tak, tak… Co mówiłeś? KRZYSZTOF: Czołgi na karuzeli… GENERAŁ (przerywa): Czołgi już mamy skatalogowane, a ty się zajmij misją, a nie zabawą na karuzeli. Nie jesteś już na to za stary? Byłeś już może w koszarach, aby zaaklimatyzować się w nowym środowisku? KRZYSZTOF: Na tym etapie misji nie chciałem ryzykować demaskacji. GENERAŁ: Słusznie. Szpieg jest tak długo skuteczny, jak długo jego obecność nie wzbudza podejrzeń. Udało mi się kupić ci trochę czasu, abyś mógł się wdrożyć w arkana szpiegowskie. Będziesz miał okazję na spokojnie wykonać zadanie do jutrzejszego dnia. KRZYSZTOF: Ptasznik obawia się, że w koszarach może zostać zdemaskowany. Instynkt szpiegowski podpowiada mi, że już na poziomie administracji wzbudzam zainteresowanie personelu wojskowego. GENERAŁ: A czym jest to spowodowane? I czemu ma służyć ten głupi kryptonim? Mówiłem ci, że po osiemnastce nie bawimy się dłużej w te głupoty. (generał odwraca głowę w stronę Krzysztofa i unosi się) Mój Boże! Krzysiek! Miałeś byś szpiegiem, a nie ambasadorem marki odzieżowej! Dużo osób widziało cię w tym stroju? KRZYSZTOF: Nie. GENERAŁ: Dobrze, że nie wysłałem cię na stronę wroga! A zresztą może powinienem był! Krzysztof upada na ziemię. GENERAŁ: Co teraz wymyśliłeś!? KRZYSZTOF: Tanatoza. GENERAŁ: Co? KRZYSZTOF: Tanatoza. Czyli symulowanie śmierci przez niektóre gatunki, w tym i pająki, gdy znajdują się w stanie zagrożone. GENERAŁ: A już myślałem, że los się do mnie uśmiechnął. Wstawaj. Generał szarpie Krzysztofa. GENERAŁ: Słyszysz! Wstawiaj! KRZYSZTOF: Proponuję zachować odległość i przejść na połączenie szyfrowane, aby reakcja obronna ustała. (Krzysztof przykłada dłoń do ust) GENERAŁ (wzdycha zrezygnowany): No dobrze. Generał odchodzi na odległość kilku kroków i przykłada dłoń do ust. GENERAŁ: Jastrząb do ptasznika. Jastrząb do ptasznika. Krzysztof wstaje z ziemi. GENERAŁ: Odwołujemy misję prezentacji najnowszej kolekcji smokingów, zakładamy mundur wojskowy i imitujemy zachowanie pospolitego szeregowca, aby zdobyć jego zaufanie, a następnie wypytujemy o powody sukcesu na froncie zachodnim. Zrozumiałe? KRZYSZTOF: Zrozumiałe. GENERAŁ: Czy ptasznik ma jakieś pytania? KRZYSZTOF: Czy w przyszłości będzie pozwolenie na udostępnienie folderu szpiegowskiego kilku cywilom? GENERAŁ: Tylko po uzyskaniu autoryzacji Jastrzębia. Potwierdź odebranie komunikatu… Ptasznik, potwierdź odebranie komunikatu. Krzysztof robi krok do tyłu. KRZYSZTOF: Jakość połączenia się pogorszyła. Nie wiem, czy zrozumiałem komunikat. Generał robi krok do przodu. GENERAŁ: Teraz powinno być dobrze. Ponawiam komunikat – jeśli ptasznik postrada zmysł pajęczy i zacznie ujawniać nieautoryzowane zdjęcia z misji, to przypominam, że ptasznik znajduje się poziom niżej w łańcuchu pokarmowym względem jastrzębia. Zrozumiane? KRZYSZTOF: Zrozumiane. GENERAŁ (odkłada dłoń od ust): Świetnie. Możesz odmaszerować, żołnierzu. Krzysztof opuszcza pomieszczenie lewymi drzwiami. GENERAŁ: Nie pozostaje mi nic innego, jak wygranie tej wojny jak najszybciej. Skoro Krzysiu ledwo w tym świecie się odnajduje, to kolejne pokolenia tanatozy doprowadzą to masowych samobójstw pracowników linii zaufania. Jak się czegoś dowie, to dobrze. Jak nie, to nie. Teraz muszę zastanowić się nad rozkazami. Scena 5 – SZPIEG, KOMANDOR Komandor siedzi wieczorem w pustej stołówce. Po chwili do pomieszczenia wchodzi żołnierz marynarki wojennej – dalej nazywany „szpiegiem”. SZPIEG: Panie Komandorze, przepraszam, że nachodzę, ale otrzymałem od marynarzy informacje o naszych walecznych jednostkach lądowych. Mają oni znajomych w siłach rotujących niedaleko zachodniej linii frontu. Część z nich przybyła już dzisiaj nad ranem i piszą, że po przegranej morale szeregowych nadal jest wysokie. KOMANDOR: Kto autoryzował komunikowanie się z innymi jednostkami? A poza tym w czym problem? Jesteśmy dalej pod stolicą. Wojska lądowe wyliżą się z ran i niebawem znów będą starać się o nowe postępy. SZPIEG: Tak i w tym problem. Lazarety wyglądały na puste. Nie wchodzili do środka, ale też nie musieli. Na e-papierosa medycy wychodzili tak często, jakby za zasłony dymne byli odpowiedzialni. Przerwy, ploteczki z żołnierzami. Nie było też podobno żadnej dostawy materiału, leków, krwi. A chyba aż tak dobrze nie przegrali tej bitwy. KOMANDOR: Co to za źródła dokładnie? Znasz ich? Wiesz, że znudzeni żołnierze powtarzają byle głupstwa, jeśli nie mają do czego strzelać. SZPIEG: Ja nie, panie komandorze. Natomiast moi marynarze ręczą za nich… Może jest możliwość, żebym sprawdził sytuacji na lądzie z bliska? KOMANDOR: Hmm… Gdyby cała sprawa wyszła na jaw, to może mi grozić sąd wojskowy. Z kolei zgodnie z przepisami, nieświadomy niczego dowódca nie jest obarczony oskarżeniem o zdradę, jeśli jego jednostki się jej dopuszczą. Z drugiej strony, będzie to negatywnie rzutować na marynarkę. Szpieg w moich szeregach, może dowodzić, że szpiegował za moją zgodą… Otrzymujesz zielone światło, jednak niebezpieczeństwo z tym związane, każe mi postawić dwa warunki. Po pierwsze, jeśli jesteś przekonany, co do prawdomówności swoich marynarzy to znaczy, że coś jest na rzeczy. Jeśli jednak nic nie wykryjesz, to wiedz, że nie uminie cię kara. Po drugie, masz na to czas do godziny szesnastej jutrzejszego dnia. Dłużej się tam nie będziesz błąkał. Nie możemy ryzykować wizerunkiem marynarki wojennej w szczególności, kiedy ta jest tak marginalizowana. Poza tym jutro zapada decyzja odnośnie charakteru ofensywy. Jeśli coś ma mi przynieść korzyść, to nie mogę się tego dowiedzieć w ostatniej chwili. Decyzja należy do ciebie. SZPIEG: Trudna decyzja. KOMANDOR: Ale do podjęcia. Przedstawiłem ci ramy, w których masz się poruszać. Do ciebie należy ocena sytuacji. Nie ukrywam, że w przypadku wykrycia czegoś, możesz liczyć na pochwałę, a wiesz, że u mnie to rzadkie i często jest łączone z awansem. SZPIEG: Ufam im. KOMANDOR: Mam również nadzieję, że jest zrozumiałe, że nic o tym nie wiem. SZPIEG: Tak jest, panie komandorze. Proszę jedynie o stawiennictwo na wypadek wykrycia. KOMANDOR: Mogę tylko obiecać, że zastosuję się do kodeksu i przysługujących mi na jego mocy przywilejów. Czy jeszcze chcesz coś przekazać? SZPIEG: Nie, panie komandorze… Aha, co z mundurem sił lądowych? Łatwiej będzie się poruszać między żołnierzami. KOMANDOR: Dzisiaj łodzie transportowe odnotują zaginięcie jednego z mundurów medyka sił lądowych. Możesz odmaszerować. SZPIEG: Tak jest, panie komandorze. Szpieg opuszcza stołówkę. Scena 6 – SZEREGOWY DAWID, SZEREGOWY ROBERT, SZEREGOWY MICHAŁ, SZEREGOWY PRZEMYSŁAW, INNI ŻOŁNIERZE Później tego samego dnia. Lewa strona sceny przedstawia baraki jednego, a prawa drugiego wojska. Umowne przedstawienie dwóch różnych miejsc w celu przeprowadzenia dialogu. Żołnierze siedzą przy laptopach ze słuchawkami na uszach i grają w Call of Duty. SZEREGOWY DAWID: (cieszy się) Owned! (żołnierze wybuchają salwą śmiechu) Pajace!... Lamerzy! Match! Game! Zaorane, aż kartofle ludzie przyszli sadzić! Zemsta za Święte Trzęsawisko! Killcamy już jadą w depeszach do ojca generała. SZEREGOWY ROBERT (również w dobrym humorze): Świetnie! Może w końcu was wyposaży w lepsze kompy. Zaoraliście, ale pingami. SZEREGOWY DAWID: Pałuj się, NPC-u wychowany przez bota przed aktualizacją. Następny razem z Roombą zagramy. Przynajmniej jeżdżą, a nie campią. Dobra mordeczki, fragi się posypały. Na dziś wystarczy. Trzeba zmienić wartę w lazarecie. Good game i do jutra. (do słuchawki) Michał zostań jeszcze na chwilkę. Pogadamy. Pozostali szeregowi opuszczają pomieszczenie w wesołej atmosferze. SZEREGOWY MICHAŁ: Dobra. Po założeniu słuchawek, szeregowy Michał zasiada przy swoim laptopie. SZEREGOWY MICHAŁ: Co tam? SZEREGOWY DAWID: Jak tam u was poza fragowaniem? SZEREGOWY MICHAŁ: Ale co? SZEREGOWY DAWID: No w społeczeństwie. Jakie emocje rządzą ludźmi? SZEREGOWY MICHAŁ: Normalnie. Leci. Ludzie żyją od pokoleń przyzwyczajeni do wojny. Nasz kraj jest dużo mniejszy. Każdy ma jakieś doświadczenia z wojną, albo kogoś bliskiego, co z chęcią coś o niej opowie. Wy na zachodzie sąsiadujecie z oceanem, to i najczęściej walczycie z żywiołem na deskach surfingowych. SZEREGOWY DAWID: A jaka była reakcja na potencjalny przewrót? SZEREGOWY MICHAŁ: Miasta i inteligencja mogłyby się bawić w przewrót. Prowincji w telewizji pokazano dramę, więc drżała na myśl o rewolucji, a mentalna prowincja w miastach śledziła wydarzenia z balkonu. SZAREGOWY DAWID: Auć. To nie macie tam za wielu kółek postępowej myśli politycznej. SZEREGOWY MICHAŁ: Mamy kontakty z krajami północy, ale są one świeże i wymuszone potrzebą znalezienia przeciwwagi do was. Wapno nadal podejrzliwie looka na wszystko, co made in gdzieś tam. SZEREGOWY DAWID: Jak myślisz, co ludzie powiedzą na wyzwolony wizerunek Lany? Posłanniczki radości i miłosierdzia. Pytam ciebie, bo ponoć znasz się na tym. SZEREGOWY MICHAŁ: Na pewno na początku będzie wrzawa, ale chuj tam – tak zaczynają się wszystkie zmiany. Część będzie szukać punktów wspólnych ze starszym wizerunkiem, część po pewnym czasie przyjmie nowe nauki, a część będzie stawiać opór. Ważne żeby to mieć pod kontrolą. Są przyzwyczajeni do pokutnicy i świętoszki, ale jeśli to ma zakończyć wojnę, to może się głąby obudzą. W każdym razie nie możemy zostawić tego naturalnemu biegowi wydarzeń. SZEREGOWY DAWID: To może być dla nich zbyt wiele. Same zmiany polityczne będą terapią szokową. SZEREGOWY MICHAŁ: Więc mamy czas do momentu, aż się ockną. SZEREGOWY DAWID: Kumam. Pamiętaj, że jesteśmy w tym razem. Jeśli wy macie jakieś pytania, to wal śmiało. SZEREGOWY MICHAŁ: Dobra. W jakim zakresie i stopniu treści Świętej Bibuły będą zawarte w nowej konstytucji? SZEREGOWY DAWID: Znam tylko ogólniki. W zakresie religii promowana będzie tolerancja. Jednocześnie nowy ustrój będzie miał prawo karać duchownych podżegających do nieposłuszeństwa lub bezprawia. Ze Świętej Bibuły pewnie kwestie związane obrzędami, czy pochówkiem zostaną przepisane lub… SZEREGOWY MICHAŁ (przerywa): A co z karaniem duchownych za długie lata stygmatyzacji na tle światopoglądowym? SZEREGOWY DAWID: Nie wiem, ale prawo nie może działać wstecz. Wyślę do ciebie kogoś z naszych ludzi od kodyfikacji prawa, jeśli chcesz poznać szczegóły. SZEREGOWY MICHAŁ: Nie trzeba. Konstytucja jest przecież wspólnie układana. Sam mogę poprosić o wgląd. Chciałem się tylko upewnić, jak to widzicie. SZEREGOWY DAWID: Stary, ja tam nie mam nic przeciwko dojechaniu kilku sukienkowatych. Pod warunkiem, że jest już jasno ustanowione prawo i oba narody łączy konstytucja. Ale raczej nie będziemy urządzać polowań na czarowników za to, co robili wcześniej. Ludzie zaraz powiedzą, że nowa religia organizuje czystki, by zdominować sferę sakralną. Smuteczek, jednak łączenie naszych państw dobrze zacząć od łączenia. SZEREGOWY MICHAŁ: No ok. SZEREGOWY DAWID: Coś jeszcze chcesz wiedzieć? SZEREGOWY MICHAŁ (żartobliwie): Tak. Czy wasza Św. Lana ma kolekcje jesienną, bo nasi ludzie nie modlą się do garderoby późnej nastolatki. SZEREGOWY DAWID: Spoko, ubierzemy ją trochę. Że wy się też tak uginacie przed dziadami. SZEREGOWY MICHAŁ: Co mamy robić, skoro przeciętny obywatel ma 45 lat? Młodzi wiadomo, że olewają takie detale, ale starsi nigdy innej bogini nie widzieli. A ich jest więcej. Gdyby tak już odprowadzić ich do Świętej Lany. SZEREGOWY DAWID (wzdycha patrząc z politowaniem na Michała): Nie będzie łatwo połączyć nasze kraje. SZEREGOWY MICHAŁ: Nie będzie. SZEREGOWY DAWID: Ale co nam pozostało? Nie myślisz chyba, żeby do końca życia odgrywać ten cyrk. Udało nam się zaprzestać bratobójczej sieczki, uda się też dogadać na płaszczyźnie politycznej i religijnej. Musimy tylko głębiej zinfiltrować nasze rządy. Wtedy do kupy z wojskiem ogłosimy pokój. SZEREGOWY MICHAŁ: Ile to ma zająć? SZEREGOWY DAWID: Na pewno krócej niż zostanie weteranem i na pewno dłużej niż życie przeciętnego żołnierza pod ostrzałem artylerii. Nie wiem. Nikt tego wcześniej nie zrobił. SZEREGOWY MICHAŁ: Ja pierdolę… panie. To ja jeszcze obligacji skarbowych nie kupuję. Wcześniej większość geriatryczno-parlamentarna zgubi skierowanie do specjalisty, niż zwolni miejsca na sali plenarnej. SZEREGOWY DAWID: No, kurwa, Michał. A chcesz żeby ci wręczyli karabin powstańczy i tryb new game plus. SZEREGOWY MICHAŁ: Nie wiem. Jakoś nie widzę tego. SZEREGOWY DAWID: Co jest trudnego w zrozumieniu, że jeden, wymieszany naród nie stanowi zagrożenia dla siebie? Musimy to spokojnie i odpowiednio ogarnąć, żeby spoiwo dobrze lepiło. SZEREGOWY MICHAŁ: Dobra. Mniejsza z tym. Im szybciej nowa Święta Lana dotrze do nas, tym łatwiej będzie ruszyć z tematem. SZEREGOWY DAWID: Jak na takiego wytarganego z seminarium coś dużo hejtujesz to wasze święte. SZEREGOWY MICHAŁ: Mam swoje powody. Szeregowy DAWID: Nie martw się. Pod wspólnym prawem nie będziesz musiał się już przejmować… SZEREGOWY MICHAŁ: Ja? Mi chodzi o moich ludzi i jak byli traktowani. SZEREGOWY DAWID: Oni też będą mogli spać spokojnie. Akt II Scena 1 – GENERAŁ, KRZYSZTOF, WIELEBNY, KOMANDOR Czwartek. Sztab a w nim generał, wielebny i Krzysztof w cywilnym stroju. Krzysztof sięga po telefon. GENERAŁ: No, Krzysiu. Tak się składa, że czwartek to dzień weryfikacji treści Świętej Bibuły. Co możesz ojcu przypomnieć z zapisów świętej księgi? Jak ci się podoba fragment o zwycięstwie wysłannika świętej panienki? KRZYSZTOF (patrzy w telefon): Tak, wysłannik. WIELEBNY: Zwycięstwie świętej panienki. Prawda, Krzysiu? Przypominasz sobie przypowieść o tym, jak Świętej Lana natchnęła dusze żołnierzy? KRZYSZOF (pisze wiadomość): Gdzieś to tu było, że natchnęła. GENERAŁ: Ależ oczywiście, że Święta Lana natchnęła dusze. Jednakże drzemiącą w kończynach siłę wyzwolił hart wielkiego dowódcy. KRZYSZTOF: No, drzemiącą. WIELEBNY: A to oczywista oczywistość. Nie zapominajmy jednak, kto zaprojektował ludzką duszę tak, aby mogła odznaczać się hartem. Twierdzić inaczej, to byłaby zachęta do bluźnierstwa. Prawda, Krzysiu? KRZYSZTOF (cały czas patrząc w telefon): Hart, zgadza się. (podnosi głowę i patrzy na generała i wielebnego, a oni na niego) Co? Robiłem fact-checking. GENERAŁ: To podziel się z nami zweryfikowaną wiedzą. KRZYSZTOF: Wysłannik … natchnął… drzemiące… harty. GENERAŁ: No proszę. Jak to metaforycznie wyłożył. Szyfrem potwierdził zwierzchnictwo służby wojskowej. KRZYSZTOF (z radością): No w końcu szpiegiem jestem! WIELEBNY (patrzy na Krzysztofa, a potem na generała): Szpiegiem?... Gratuluję! Kiedy spotkało cię to błogosławieństwo? A może generał już od dawna posyła cię do mnie na przeszpiegi. Ha, ha. No proszę, mój powiernik może się teraz sam wyspowiadać. GENERAŁ: Tak. Ha, ha. Trzeba myśleć nad przyszłą specjalizacją młodego. A ma chłopak zadatki na tę funkcję. Wieczorami trudno go znaleźć. WIELEBNY (do Krzysztofa): Jeszcze raz gratuluję, chłopcze! GENERAŁ: Nie ma czego. Już chłopak zdążył zostawić kamuflaż na zasiekach. Skoro jest to już wiadome, to nie powinien się nikt dziwić, że tak zgłębia inwigilację w oparciu o technologię przenośną. WIELEBNY (patrzy na Krzysztofa operującego telefon): To już chyba długo jest tym szpiegiem. GENERAŁ: Niedawno spadła na niego ta rola, ale decyzja była oparta na długoletniej obserwacji predyspozycji. Prawda, Krzysiu? KRZYSZTOF (nadal korzystając z telefonu): No. GENERAŁ: Na dzisiaj już wystarczy męskiej szczerości. WIELEBNY: Pełna zgoda. (zwraca się do Krzysztofa) Jednak w stosunku do wroga. Pośród swoich niech skarbiec twojej wiedzy będzie dostępny. KRZYSZTOF (pokazuje wielebnemu telefon): Jestem dostępny. GENERAŁ: Z dostępnością to nie ma problemu. Chłopak ma to po ojcu, że ludzie go lubią. Fach jednak, który przyjdzie mu dźwigać wymaga dyskrecji w dzisiejszym, owładniętym przez technologię świecie. Słyszałeś Krzysiu? Nigdy więcej nie mów, że jesteś szpiegiem. KRZYSZTOF: Właśnie pracuję nad tym. Tak. W każdym bądź co bądź razie… bez spoilerów. Pukanie do drzwi. GENERAŁ: Proszę. Komandor wchodzi do pomieszczenia. KRZYSZTOF (nadal koncentrując się na telefonie, mówi sam do siebie): Ja też proszę. Usuń się. KOMANDOR: (wchodzi do pomieszczania na tyle wcześnie, aby usłyszeć uwagę Krzysztofa) Dopiero przyszedłem, a już chcą mnie usuwać. Najpierw trzeba jednak dopełnić obowiązków. Panie generale, mam zaktualizowany raport o rozmieszczeniu sił wroga na Mętnym Wybrzeżu. Co więcej, chciałbym przypomnieć o możliwości wspólnego pochylenia się nad planem działania. GENERAŁ: Oczywiście. Proszę położyć raport na biurku. (komandor kładzie raport) Znajdzie się chwila na oderwanie od misji dydaktycznej. Panie Komandorze, tak jak mówiłem, będę do pana dyspozycji w okolicach piątej. (komandor potwierdza skinieniem głowy) WIELEBNY: Doskonale. Cieszy mnie to niezmiernie, że takie braterstwo panuje w naszym szeregach. Święta Lana zawsze mówiła, aby zrzucać pęta zacietrzewienia i nie bać się w gronie dzielić myślami. O ile oczywiście nie są to herezje. (wielebny podchodzi do barku i nalewa do trzech kieliszków) Napijmy się. KOMANDOR: Na służbie nie piję. GENERAŁ: A czemu to niby miałaby u nas panować niezgoda? Jeśli wszyscy idą za idącym z góry przykładem, to nie ma sposobu, aby się kłócić. Wielebny podaje generałowi kieliszek a drugi od razu opróżnia po nalaniu. WIELEBNY: Ja koncentruję się na pozytywnej konsekwencji braterstwa. Dobre relacje wyzwalają otwartość, więc ludzie są skłonni zrozumieć rację innych. To buduje wspólnotę. Ludzie szanują się, więc i bólu nie zadają. Taka jedność pod Świętym Trapezem to laurka dla Świętej Lany. GENERAŁ: Tak, ma wielebny rację. Jednakże i ci zjednoczeni ludzie pod Świętym Trapezem muszą stać na trwałym fundamencie, aby cała konstrukcja nie runęła. Komandor podchodzi do barku i zabiera przygotowany dla niego kieliszek z trunkiem, następnie podchodzi do pozostałej dwójki. GENERAŁ: A fundamenty to jednolita masa, a nie pstrokacizna. Zdrowie wielebnego. (opróżnia kieliszek) WIELEBNY (spogląda na komandora): Pan podobno nie pije na służbie. KOMANDOR: Dwie minuty temu dobiegła końca. Komandor w teatralny i dystyngowany sposób wypija trunek. Pozostałe osoby ze dziwieniem patrzą na niego. KOMANDOR: No co? Wszystko zgodnie z etykietą. WIELEBNY: To niezwykłe, ale mam wrażenie, że zaktualizowany raport miał zostać doręczony w porze, kiedy obowiązki służbowe ustają. GENERAŁ: Proszę nie insynuować, jakoby komandor naciągnął obowiązki do okoliczności. KOMANDOR: Jak przypuszczam tych obowiązków jakoś wyjątkowo wiele nie występuje w sferze sacrum. W szczególności zaraz po dostawie racji żywnościowych i trunków. GENERAŁ: Ha, ha. Choć możliwe, że właśnie trunek pozwoli na przetrawienie koncepcji i istoty roli wybitnej jednostki w kształtowaniu się państwa. A teraz chodź Krzysiu ze mną i wielebnym, aby zmiana perspektywy pozwoliła ci szerzej objąć całokształt hierarchicznego świata Świętej Lany. Widzimy się o piątej, panie komandorze. KOMANDOR: Tak jest, panie generale. Generał, Krzysztof i wielebny wychodzą lewymi drzwiami. Po chwili czas się zatrzymuje i słup światła pada na komandora. KOMANDOR: Człowiek to małpa przyozdobiona w prawo. Jak ono upadnie, to wraca do lasu bestialsko spełniać swoje rządze. Prawo własności, prawo do życia, prawo do szczęścia wypada wraz z gorącymi trzewiami po rozpruciu brzucha pod dyktando pierwotnych instynktów. My, którzy okiełznaliśmy żywioł. My pierwsi zerknęliśmy w głąb siebie, aby ocenić nie tylko, na co akurat mamy ochotę, ale i kim jesteśmy naprawdę. Ta szczera ocena pozwoliła nam dostrzec ciemną część naszej natury. I wystraszyliśmy się jej. Od tego czasu widzimy ją w każdym innym człowieku. Ale ta sama introspekcja pozwoliła wyobrazić sobie most, porozumienie, wspólny mianownik. To był pierwszy i jedyny traktat pokojowy. Prawo! Prawo dało nam spokój, prawo pozwoliło nam współpracować, prawo nadało sens wspólnotowy. Zaś dzisiejsza młodzież z wolnością na ustach żąda anarchii. Wszystko wolno. Nie oceniaj mnie. Nie określaj mnie. Banda przygłupów. Gdyby dostali tę swoją wolność, to by już kompletnie zatracili sens życia. Bez obowiązku, bez współdzielenia odpowiedzialności za kraj, bez współzależności i współzawodnictwa. Wolne elektrony. Samodzielnie szukają prawdy, jakby nie wiedzieli, że cała cywilizacja dopiero ruszyła, gdy nastąpiła specjalizacja zawodów, ta z kolei wymusiła stworzenie norm zachodzących między nimi relacji, by w końcu okrzepnąć w zbiorze praw. Oczywiście, że każda epoka jest inna i powinien jej przyświecać adekwatny kodeks, ale jakiś kodeks musi być. Ewolucja to doskonalenie, a nie niszczenie. W gruncie rzeczy, bez względu na wybór, czy to silna jednostka, czy religia, czy postęp naukowy, wszystkie te ideologie ostatecznie kodyfikują swoje pretensje w prawie. Nie uciekniemy od niego. A znając jego prawidła, możemy je stworzyć lepsze lub gorsze. Wzburzone karty historii pokazują, że przywódcy duchowi ustępują władcy, władca ustępuje oligarchii, a oligarchia ludowi. I miesza się to wszystko w pajęczynie sukcesji i abdykacji, ale każda z tych zmian wprowadza swój kodeks. Co więcej prawo jest wyrażone w sposób abstrakcyjny, daleki od naszych codziennych doświadczeń. Oderwane od bezpośredniej percepcji reguły zawsze są podatne na pewną doza interpretacji. Rzadko kiedy dwie sytuacje idealnie się pokrywają, więc musimy wziąć pod uwagę różniące je czynniki i sprawiedliwie ocenić. I w tym właśnie miejscu znajduje się wolność ludzka. Ta przestrzeń daje nam możliwość, aby się uzewnętrznić, być tą dumną małpą, która może rozprawiać o wolności i sprawiedliwości z bezpiecznej perspektywy. Wolność zharmonizowana z ujednoliconym punktem odniesienia. A nie ciągle pokonywać i być pokonywanym na oznaczonym moczem kawałku dżungli. Co podniosłego miałoby się niby wykształcić z takiego systemu relacji? Bezmiar cierpienia, wieczne poczucie zagrożenia, pełna koncentracja na jak najszybszym zaspokojeniu potrzeb. Setki zapomnianych pokoleń właśnie w ten sposób spędziło życie. Nikt nic nie napisał, bo nie było mechanizmu, który by dostarczył materiału, nauczył pisać i dał możliwość w spokoju ująć na piśmie fragment swojej rzeczywistości. Prawo to brakujące ogniwo, oddzieliło nas od małp i ich mikroskopijnych kręgów społecznych. To ono projektuje jedność na nieznane sobie jednostki. Ludzi, których dzielą setki kilometrów bądź też mówią w różnych językach. Co więcej, to wreszcie prawo, jak abstrakcyjny i sprawiedliwy sędzia, nie będzie patrzyło na zwyczaje, rodzinne powiązania, cechy etniczne czy interpretacje Świętej Bibuły. Czy można sobie wyobrazić lepsze narzędzie do wyrugowania rasizmu i całej masy innych zabobonów, w jakie zostały ubrane różniące się społeczności? Na wszystkie kłótnie, kody kulturowe, różnice w postrzeganiu rzeczywistości lekarstwem jest jedna uniwersalna miara. Oczywiście, że żaden kodeks do tej pory nie był doskonały, ale jako gatunek osiągamy coraz to wyższe stadium rozwoju. Zmiany są nieuniknione ze względu na nowe odkrycia. Prawo nie sięga po doskonałość. Ono ma dać wszystkim jej dzieciom równy i sprawiedliwy dostęp do głosu, aby w ramach ścierania ideologicznego finalnym produktem stała się umowa. Umowa ta, obejmując wszystkich członków, daje szanse na dalsze doskonalenie jej. I tak ta ewolucja napędza kolejne pokolenia, będąc nieskończonym fundamentem rozwoju. Nie znajdzie się lepszego spoiwa na nasze dwa zwaśnione narody. Tym bardziej teraz, kiedy pułkownik grą w kości ustala strategię, muszę mieć mocną pozycję, jeśli chcę zapewnić odpowiedni porządek prawny przyszłej wspólnoty. Nie może być inaczej. Muszę iść tą drogą, w przeciwnym wypadku będę cynikiem. Scena 2 – SZEREGOWY PRZEMYSŁAW, SZEREGOWY DAWID, KRZYSZTOF, INNI ŻOŁNIERZE Nieco później. Grupka szeregowych żołnierzy stoi razem na terenie koszar i swobodnie rozmawia, żartuje lub korzysta z telefonu. Po prawej stronie znajduje się duża skrzynka, za którą można się schować. Szeregowy Przemysław nabija lalkę na karabin. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: He, he. Święta Lana Nadziewana! Czaicie? A co jak Święta Lana urodzi tępego płaskoziemianina? Przynajmniej nie trzeba będzie już w szkole obliczać zakrzywienia powierzchni ziemi. SZEREGOWY DAWID: Przynajmniej będzie wiadomo, kto jest ojcem. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW (pocierając lalką szeregowego Dawida po twarzy i udając głos kobiety): Jesteś taki bystry. Może ty zostaniesz dawcą świętego nasienia. Otwórz buzię, a Święta Lana pokaże ci jedną ze swoich LGBT sztuczek. SZEREGOWY DAWID (odpychając lalkę od twarzy): Skończ już z tą religią. Gdybym miał cię wyruchać, to zrobiłbym to w kakao, bo najobrzydliwsze gówno ci z gęby wychodzi. (pozostali szeregowi wybuchają śmiechem, szeregowy Dawid zwraca się do nich) Niezłe, nie? Na forum było. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Coś ty taki obrońca bajek i przesądów świętej srajtaśmy? SZEREGOWY DAWID: Daj spokój. Nawet u nas nie przejdą aż tak liberalne zmiany. Większość ze starego pokolenia wierzy. Młodzi też do końca nie są przekonani. Ciągle czegoś szukają. Ja z resztą też wierzę, że coś tam jest. Nawet jak zwyciężymy wroga to staniemy przed konseSrwatywną ścianą. Ci ludzie jak się zmienią to i tak na swój sposób. Nie zapominaj również o możliwości dalszego prowadzenia wojny przez region północno-wschodni, gdzie rząd braci może się udać zaraz po zajęciu miasta. A ja im nie chcę tego paliwa dawać, wywołując reformację w stolicy. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Północny-wschód jest bardziej liberalny ze względu na kontakty handlowe z krajami północy. SZEREGOWY DAWID: Tak, ale z naszej perspektywy kraje te nie są aż tak bardzo liberalne. I co gorsza mogą zacząć w jakiś sposób wspierać ten region z obawy o zbyt daleko idącą liberalną rewolucję, równowagę sił i swoje bezpieczeństwo. Zrobiliśmy ostatnio duże postępy. Myślisz, że umknęło to ich uwadze? SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Pewnie nie. Ważne, żeby szybko nasze narody się dogadały. Wtedy interwencja z zewnątrz nie będzie miała sensu. Chyba jedynie ta demokracja sprawi, że przestaniemy być wobec siebie podejrzliwi. SZEREGOWY DAWID: No dobra, a jak ty widzisz nowy zjednoczony naród? Wyobraźmy sobie, że jesteś na mównicy i spada na ciebie blask jupiterów. Masz swoje pięć minut, żeby oczarować ludzi demokracją. Szeregowy Dawid telefonem oświetla Przemysława od góry. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: A co tu kurwa czarować. Na wybory pójdę, ale dla mnie ważne, żeby dobry serial zobaczyć, jebnąć piwko nad morzem i żeby w babie w łóżku się zakotwiczyć, abym po najebce z niego nie spadł. Szeregowy Dawid gasi latarkę. SZEREGOWY DAWID: To się wzbiłeś na wyżyny intelektualne, Przemo. Chodząca reklama demokracji z zainstalowanym adblockerem. A może coś, co będzie mieć jakiś pozytywny wynik? SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Pozytywny wynik testu ciążowego? (żołnierze wybuchają śmiechem) A co ja tam będę o wielkich sprawach decydować. To i tak wy, bananowe elity po studiach będziecie rządzić. Nie każdy musi „ą” „ę” rozkminiać. Ważne żeby iść oddać głos, kiedy wam zacznie odbijać. SZEREGOWY DAWID: A jak to rozpoznasz? SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Kiedy wam zacznie odbijać… Wyluzuj. Ważne, że już jesteśmy blisko Mętnego Wybrzeża. Wdziałem je dzisiaj ze wzgórza. Nic dziwnego, że tylko wojsko się bije o to miejsce. Żaden kurort tam złotych jaj nie zniesie. SZEREGOWY DAWID: No. Jedyne jaja tutaj to te ogromne, co nam w kamasze wpadają. Nikt nigdy wcześniej takich rzeczy nie odpierdalał. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Uda nam się? SZEREGOWY DAWID: Pewnie, w końcu nasze pokolenie nie jest tak zryte, żeby latami do bogini wysyłać na zmianę błagania o pokój i owieczki w trumnie. To kwestia umowy społecznej, jak każde inne stanowione prawo. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Niektóre prawa są martwe. SZEREGOWY DAWID: Wystarczy starych nie dopuszczać do władzy. Młodzi są już dogadani. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW (cynicznie): No piękna ta nowa demokracja, taka inkluzywna. SZEREGOWY DAWID (zwraca się do pozostałych szeregowych): A propos demokracji, czy też dyktatury. Pozostali szeregowi nie mają czasem ogarnąć logistykę buraków? Niedługo akcję mamy. W trakcie ostatniej kwestii szeregowego Dawida za skrzynię podkrada się Krzysztof w mundurze sił lądowych oraz z założonymi okularami ze sztucznym nosem i wąsami. Pozostali szeregowi psiocząc opuszczają scenę prawą stroną, co zmusza Krzysztofa do okrążenia skrzyni, aby go nie zauważyli i wystawia na widok szeregowych Dawida i Przemysława. Szeregowi patrzą na niego, a potem na siebie nawzajem. SZEREGOWY DAWID (do Krzysztofa): Jak cię zwą żołnierzu!? KRZYSZTOF (zdezorientowany): Krzysz… ton. SZEREGOWY DAWID: Drogi Krzysztonie, skąd to cię przywiało? KRZYSZTOF: Ja tutaj… Na tyłach… SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Jednostki rotujące, co? KRZYSZTOF: Tak, rotacja. SZEREGOWY DAWID: Słyszałem dużo dobrego o waszych zdolnościach. Może byś się pochwalił czymś. (Krzysztof obraca się wokół własnej osi) SZEREGOWY PRZEMYSŁAW (ironicznie): Brawo. Fejm zasłużony. Nic dziwnego, że was tutaj przysłali. Potrzebujemy takich killerów. KRZYSZTOF: Dzięki. SZEREGOWY DAWID: Pagony powinni wam większe zrobić, żeby wszystkie otrzymane odznaki się zmieściły. Już niedługo będziecie mieli okazję się wykazać. KRZYSZTOF: Wiadomo. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Jakieś konkretne doświadczenie? KRZYSZTOF: A jak? SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Czyszczenie terenu po potyczkach na wcześniej zdobytych terenach? KRZYSZTOF: Bardziej symulator po aktualizacji. SZEREGOW DAWID: Brzmi groźnie. KRZYSZTOF: Żebyś wiedział. W rankingu grozi mi spadek do drugiej setki. A u was jak? Kto wygrywa? SZEREGOWY DAWID: Zgadnij. Masz trzy szanse. KRZYSZTOF: Niech się zastanowię… Doszło do mnie info, że ostatnio oni. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Ciepło. KRSZYSZTOF: My? SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Bingo. SZEREGOWY DAWID: Dobry jest! KRZYSZTOF: To czemu się cofamy? SZEREGOWY DAWID: Infiltracja zwrotna. Od tej chwili szeregowi Przemysław i Dawid na zmianę w sposób apodyktyczny tłumaczą zagadnienia, coraz bardziej pochylając nad Krzysztofem. Krzysztof bezrefleksyjnie potakuje na wszystko. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Niby książkowa infiltracja, ale o przeciwnym wektorze. SZEREGOWY DAWID: Jak podwójny agent, co nieoficjalnie szpieguje na rzecz szpiegowanego, wykorzystując oficjalnie pozycję szpiega. Kumasz, nie? SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Tak, infiltracja zwrotna infiltruje własne zaplecze w trakcie wycofywania się, co skutkuje infiltracją wroga na przeciwległych pozycjach. Kapujesz, co? SZEREGOWY DAWID: W konsekwencji odbity wektor przekształca szpiega w podwójnego szpiega. Daje to większe możliwości, tak długo, jak długo pozostaje w ukryciu. Jasne, nie? (Krzysztof nadal potakuje) SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Musisz zaprzeczyć, aby wykorzystać paradoks kłamcy. W przeciwnym wypadku pomyślimy, że jesteś szpiegiem infiltrującym zwrotnie nasze oddziały. (Krzysztof kręci głową na boki) SZEREGOWY DAWID: Świetnie, Krzysztonie. Właśnie wyjawiamy ci najgłębsze sekrety. Leżą one u podstaw naszego powodzenia. Nie możesz nas zdradzić. Nie zamierzasz, prawda? (Krzysztof nadal kręci głową na boki) SZEREGOWY DAWID: Paradoks! (Krzysztof zaczyna potakiwać głową) SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Pamiętaj, że przyjaciel może być szpiegiem, a szpieg przyjacielem. Z natury ten drugi może więcej. Z kolei przyjaciel może udawać szpiega, aby zweryfikować zaufanie. A jeśli żaden z przyjaciół nie jest szpiegiem, tak jak w przypadku naszej dwójki, to ktoś obcy, ktoś, kto niedawno dołączył do przyjaciół może nim być. Zgadasz się, Krzysztonie? (Krzysztof nadal potakuje) SZEREGOWY DAWID: Paradoks! (Krzysztof zaczyna kręcić głową na boki) SZEREGOWY DAWID: Więc już chyba rozumiesz, że nie możesz być szpiegiem, który przyszedł tu dowiedzieć się, jak sprawują się nasze jednostki w boju, aby przekazać te informacje swoim zwierzchnikom. A tym bardziej wejść w posiadanie szczegółów planu CP4! (Krzysztof wycofuje się powoli dalej kręcąc głową na boki) SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Paradoks! (Krzysztof zaczyna znowu potakiwać i zdezorientowany wychodzi poza scenę) SZEREGOWY PRZEMYSŁAW (do Dawida): CP4? Ja pierdolę. Gdzie to usłyszałeś? SZEREGOWY DAWID: Tak, mi się skojarzyło z nickiem starego kumpla. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Kolo, będzie miał takiego rebusa do zhakowania, że jedynie opaska uciskowa na szyi uratuję mu czachę przed eksplozją. SZEREGOWY DAWID: Ciekawe, kto wysyła takich geniuszy do nas. Czasami boję się, że osoby na górze mogą być z nimi jakoś powiązane. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Czasami boję się, że to celowe. Wysyłają nam takie okazy na front, aby zachować lepsze egzemplarze. Laski coraz lepiej wykształcone. Mają oczekiwania w kwestii jakości nasieniodawców. A taki to, albo zostanie piwniczakiem zdolnym do zagłosowania na wszystko, co radykalne, albo bohaterem wykopek na polu minowym. SZEREGOWY DAWID: Zwykły swipe left. Lepsza dla niego będzie druga opcja. Przynajmniej postawią mu pomnik nieznanego farmera. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Myślisz, że to zbłąkana dusza rotacji, czy góra stawia na alternatywne kanały komunikacji? SZEREGOWY DAWID: Może jakiś ciekawski, pułkownik też ostrzegał przed inwigilacją. Myślę, że nie mamy potrzeby tego rozkminiać. Jak zaczniemy się błąkać za każdym ciekawskim, to sami rzucimy na siebie cień podejrzeń. Jak się znowu pojawi, to zaczniemy się martwić. Póki co rotują i trzeba wszystkich dobrze poustawiać. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Jak stopień wtajemniczonych w oddziałach rotujących? SZEREGOWY DAWID: Będzie jakieś osiemdziesiąt procent. To wystarczy, aby front bawił się w pantomimę. Pozostałe oddziały będą zabezpieczać tyły. SZEREGOWY PRZEMYSŁAW: Oby kolesiom od pantomimy nie zabrakło gibkości umysłu i ideologicznej kondycji. SZEREGOWY DAWID: Oby. Scena 3 – KRZYSZTOF, WIELEBNY, SZPIEG, KOMANDOR, GENERAŁ Później tego samego dnia. W sztabie znajduje się wielebny, do pomieszczenia lewymi drzwiami wchodzi Krzysztof w przebraniu sił lądowych w okularach ze sztucznym nosem i wąsami. Wielebny akurat opróżnia szklankę z trunkiem przy barku. KRZYSZTOF: Niech będzie pochwalona. WIELEBNY: Pochwalona. (wielebny badawczo zerka na Krzysztofa) KRZYSZTOF: Jest ojcie… eee… generał? WIELEBNY: Przecież szeregowi już byli zdać relację z ostatnich potyczek. Czego zbłąkana owieczka szuka? KRZYSZTOF: Miałem dostarczyć tajny raport generałowi. WIELEBNY: Tajny. Brzmi poważnie. Generał obecnie wizytuje swój pułk strzelców wyborowych. Możesz mi przekazać raport. KRZYSZTOF: To bardziej poufna rozmowa bez świadków. WIELEBNY: W tym się specjalizuję. KRZYSZTOF: To ja poczekam. Krzysztof rozsiada się niedbale w fotelu generała. WIELEBNY: Proszę się rozgościć. (już po tym, jak Krzysztof usiadł) KRZYSZTOF: Fajnie tu macie. WIELEBNY: Nie najgorszej. A wy tam na froncie? KRZYSZTOF: Też całkiem nieźle. Co prawda, cofamy się, ale to jakby przez brak zaufania. WIELEBNY: Nie ufacie sobie? KRSZYSZTOF: To nie tak. Ufamy, ale to jakby zwrotnie. WIELEBNY: Tu akurat Święta Lana jest w stanie zaradzić. Zawsze utrzymywała, że droga zbawienia wiedzie przez zaufanie i wiarę. KRZYSZTOF: Zgadza się, ale trudno tak wszystkim ufać. Czasami ma się wątpliwości. WIELEBNY: Nasza panienka i w tym przypadku przychodzi z pomocą. Po to jesteśmy wyposażeni w tę słabość, aby udowodnić naszej pocieszycielce, że w pełni oddajemy się pod jej kuratelę. Bez szukania dziury w całym. Chyba nie chciałbyś uchodzić za Wnikliwego Tomasza. KRZYSZTOF: Nie, w żadnym wypadku. Nic mnie do niego nie ciągnie. WIELEBNY: W takim razie podług Świętej Bibuły musisz otworzyć swoje serce na zaufanie. Pamiętaj, że Wnikliwy Tomasz, gdy się podzielił swoimi rozmyślaniami, to święta panienka uznało to, jako pierwszy krok do powrotu na właściwą ścieżkę. KRZYSZTOF: A potem go spalili na stosie. WIELEBNY: Widocznie jego ścieżka była krótka. Każdy z nas ma swoją długość ścieżki i nikt nie wie, jak długo jeszcze będzie się jego świeczka palić. A zatem, idąc za przykładem krótkiego żywota Wnikliwego Tomasza, powinniśmy zawsze mieć pewność, że jesteśmy na właściwej ścieżce. Nawet zanim zauważymy, że już się kończy. KRZYSZTOF: Zrozumiałem. Życie żołnierza jest zbyt niebezpieczne, aby odkładać to na później. WIELEBNY: No, nie powiem. Sprytny z ciebie młodzieniec. Jak się nazywasz? KRZYSZTOF: Krzysz… ton. WIELEBNY: A więc, Wnikliwy Krzysztofnie, najwyższy czas wejść na właściwą ścieżkę. KRZYSZTOF: CP4. WIELEBNY: Słucham? KRZYSZTOF: CP4… To plan sił lądowych. WIELEBNY: A co jest celem tego planu? KRZYSZTOF: Tego jeszcze nie wiem. WIELEBNY: I tutaj święta panienka służy radą. „C” czyli „cesarstwo”, „P” czyli „pod”, czwórka symbolizuje cztery kąty trapezu. KRZYSZTOF: Cesarstwo pod trapezem! Naprawdę? WIELEBNY: Ponad wszelką wątpliwość. Przecież sam, jak Wnikliwy Tomasz, w momencie natchnienia wypowiedziałeś te słowa. Nasi żołnierze chcą pojednania w umiłowaniu świętej panienki. Jak nie wierzysz to sprawdź? KRZYSZTOF (sięga po telefon do kieszeni): Dzisiaj nic na fajsie o tym nie było. WIELEBNY: Wynika to z tego, że to przekonanie jest dużo głębiej w nas schowane niż przestrzeń technologiczna. Już wiesz, co masz przekazać generałowi, prawda? KRZYSZTOF (nadal patrzy w telefon): Tak, wiem. WIELEBNY: A teraz możesz już odmaszerować. Jest w pół do piątej. Niedługo generał będzie miał wizytę. Zdasz raport później. KRZYSZTOF: Dobrze. Krzysztof nie spuszczając telefonu z oka, kieruje się do lewych drzwi. WIELEBNY: Drzwiami dla żołnierzy. Krzysztof potakuje i patrząc w telefon, wchodzi do przedsionka prawymi drzwiami. W przedsionku Krzysztof napotyka szpiega, który chwilę wcześniej do niego wszedł. Szpieg stoi tyłem w przebraniu medyka oraz w okularach ze sztucznym nosem i wąsami – takich samych jak ma Krzysztof. Ma jeszcze przewieszoną torbę naramienną. SZPIEG (po cichu do siebie): Po co ja to, kurwa, brałem na siebie? Chciałem zapunktować i dałem dupy. Lepiej od razu mu to powiedzieć. KRZYSZTOF (wpatrując się w szpiega): Halo. Jest tam ktoś? SZPIEG (szpieg się odwraca, zmienia nastawienie na wesołe i wita Krzysztofa): Czołem żołnierzu. KRZYSZTOF: Czołem… (Krzysztof wpatruje się w szpiega badawczo) Bracie! Gdzieś Ty się podziewał! Tata nigdy nie mówił, a zresztą …(Krzysztof tuli się do szpiega i od tej chwili w sposób radosny dzieli się informacjami) SZPIEG (trochę zbity z tropu): A wszystko dobrze! Leci! KRZYSZTOF: No popatrz, nosy takie same, wąsy takie same, nawet okulary identyczne. Pewnie mamy tę samą wadę wzroku. Kto by zaprzeczył, że z jednej krwi jesteśmy. SZPIEG (entuzjastycznie): Nikt! Nikt! Widzę, żeś nasz, z pola bitwy i mój brat. A moim obowiązkiem jest dopilnować, żeby każdy szeregowy był dobrze wyposażony w indywidualny pakiet medyczny. Niczego ci nie brakuje, bracie? KRZYSZTOF: To jest pakiet zwrotny, co bracie? SZPIEG: Co? KRZYSZTOF: Niby nie wiesz, ale paradoksalnie dobrze rozumiesz, o co mi chodzi. Ha, ha. Dobrze się ukrywasz. SZPIEG (zmieszany): Ha, ha. No, tak. Pakiet zwrotny i odwrotny. Przejrzałeś mnie. KRZYSZTOF: No raczej. W sumie to mógłbym pracować w kontrwywiadzie. Żaden szpieg by mi nie umknął. SZPIEG: No raczej. Ale skoro już wyczekujesz awansu, to możesz powiedzieć, jak tam z zaopatrzeniem na froncie. KRZYSZTOF: To znaczy? SZPIEG: No, na przykład, możesz opisać, jak zdobywacie pozycje wroga, kiedy macie dużo albo mało bandażu na stanie. KRZYSZTOF: Stosujemy taktykę wektora zwrotnego! SZPIEG: Aaa… Wektor zwrotny… No tak. A daleko tak zawracacie tym wektorem? Poza zasięg naramiennych wyrzutni rakiet czy dalej? KRZYSZTOF: Nie, tylko tyle ile trzeba. Żeby wektor się za bardzo nie pokrzywił. SZPIEG: Pokrzywiony wektor. Nomenklatura już trąci kontrwywiadem. Widzę, że mocno liczysz na ten awans. Zostań natomiast jeszcze pośród szeregowych i powiedz mi, czy może siły wroga czasem nie zapomniały o odpowiednim wyposażeniu lub… właściwej liczbie dobrze wyszkolonych jednostek na naszym odcinku. KRZYSZTOF: Mogę ci powiedzieć coś więcej, ale nie możesz nikomu tego zdradzić. To kwestia zaufania. SZPIEG: Pewnie. Przysięgam na… rodzinną przysięgę Hipokratesa. KRZYSZTOF: Na pewno? SZPIEG: No, tak. KRZYSZTOF: Dobra, przekonałeś mnie. Niezły z ciebie ogar, tak zdobyć moje zaufanie, no ale kiedyś trzeba nadrobić zaległości z dzieciństwa. Tylko nikomu nie mów, że wiesz to ode mnie. W każdym bądź, co bądź razie, opieramy się o zaufanie. Szpieg : To wszystko? A co z tym wektorem? KRZYSZTOF: Jest zwrotny. Szpieg: Masz na myśli zwrócony w pewnym kierunku? KRZYSZTOF: Tak, na początku. A później następuje… Szpieg: Zwrot. KRZYSZTOF: Dokładnie. Szpieg: A co następuje później? KRZYSZTOF: Zwycięstwo. Szpieg: I to wszystko? KRZYSZTOF: A co byś jeszcze chciał? Taki jest syndrom zwycięstwa. Szpieg: Bardziej syndrom stresu pourazowego. KRZYSZTOF: Co? SZPIEG: Nic. Po prostu stresuje się … o mój stetoskop. Szpieg wyciąga stetoskop z torby naramiennej. KRZYSZTOF: Aaa… Tak samo, jak ja o moją broń. Dlatego zawsze zostawiam ją w pokoju. SZPIEG: Tak… Statystycznie do największej liczby wypadków z bronią dochodzi w sytuacjach, kiedy się ją posiada. Ale wracając do meritum, może trochę więcej konkretów? W kontrwywiadzie będziesz musiał zdecydowanie więcej szczegółów zapamiętać. KRZYSZTOF: Panie specjalista od mumifikacji, ja Cię nie pouczam o niebezpieczeństwie szczepionek, więc i ty sobie odpuść. SZPIEG: Środowisko medyczne pewnie byłoby ukontentowane. KRZYSZTOF: Się wie. Mój smartwatch przesyła mi diagnostyczny content. Mam status: zdrowy bardzo. Patrz! (Krzysztof pokazuje szpiegowi smartwatch) Kozacka rzecz, bardziej kompaktowa niż twoja zabawka i można się dzielić wynikami online. SZPIEG: Doskonale, bracie. Widzę, że nie będę w stanie ci pomóc… Masz status zdrowy bardzo i smart kompana. Trzymaj się jego rad, a będziesz bezpieczny. KRZYSZTOF: To nie wszystko. SZPIEG: Hm? KRZYSZTOF: Spoko z ciebie ziomek, bracie. Musimy się polubić, to Ci potem trochę spoilerów podrzucę. SZPIEG: Dobrze. Lubię Cię! KRZYSZTOF: Ale nie w realu. (Krzysztof sięga po swój telefon) Na Facebooku, albo Insta. What the fuck! (patrzy na ciemny wyświetlacz telefonu) Rozładował się. Muszę lecieć. SZPIEG (szpieg próbuje zatrzymać Krzysztofa): Ej, ale jeden mały spoiler odnośnie nadchodzącej operacji po takim czasie bratu się należy. KRZYSZTOF: Dobra, później się zlinkujemy. Powiem tylko tyle: Operacja CP4. Z niej się wszystkiego dowiesz, jeśli tylko cię dopuszczą do tajnych rozkazów. Pamiętaj: „C” jak Cecylia, „P” jak Paweł i 4 jak …45. A! przy okazji Krzysz…ton (podaje rękę). SZPIEG (odwzajemnia uścisk dłoni): Tom… szon. Kiedy znowu się spotkamy? KRZYSZTOF: Nie martw się. Znajdę cię. Teraz czuję się, jak bez ręki. (wskazuje na telefon) Muszę nakarmić to ustrojstwo. SZPIEG: Dobrze. Postaram się zaglądać w tę okolicę. Krzysztof wychodzi z przedsionka prawymi drzwiami. KRZYSZTOF (do siebie): Kurwa, wiedziałem, że nie doposażyli mnie na tę misję. Po chwili prawymi drzwiami wchodzi do przedsionka Komandor. KOMANDOR (do szpiega): Czemu tak głupio przebrany tu stoisz? SZPIEG: Wiedziałem, że ma pan spotkanie z generałem. I przyszedłem, żeby… KOMANDOR (przerywa): Trochę za późno. Już nie będę w stanie wdrożyć tych informacji w wybraną koncepcję. Może pan oczekiwać wezwania i wymierzenia kary. Odmaszerować żołnierzu i przebrać się w godność marynarza. SZPIEG: Ale mam coś naprawdę mocnego. Cały plan działania. KOMANDOR: No i co ja teraz z tym zrobię? Odmaszerować. SZPIEG (zdesperowany): Proszę zapamiętać plan CP4. KOMANDOR: Proszę spodziewać się kary. Komandor wchodzi do pomieszczenia po lewej i napotyka wielebnego pijącego trunek. WIELEBNY (do komandora): Niech będzie pochwalona. KOMANDOR: Pochwalona. Widzę, że wielebny zajmuje się konsekracją trunków. WIELEBNY: Zawsze jest dobra pora, aby przyjąć łzy świętej panienki. Transsubstancjacja jest przecież pierwszym dowodem świętości panienki. KOMANDOR: Biorąc pod uwagę dane ilościowe, to panienka musi częściej płakać niż to widać na obrazach. WIELEBNY: Chyba nie stroi sobie komandor żartów z dogmatów. KOMANDOR: Nie. Przynajmniej tak długo, jak długo są wpisane w naszą konstytucję. WIELEBNY: Ależ wspaniałomyślnie. Napije się pan? A zapomniałem – jeszcze piąta nie wybiła. KOMANDOR: Z kolei zegar wielebnego podaje jedynie interpretację uznaniową. WIELEBNY: Mój jest niebiański. W przeciwieństwie do mechanicznych części pańskiego urządzenia, mój nigdy nie ulega degradacji. KOMANDOR (zerka na swój zegarek): Może dlatego, że jest schowany za niewidzialnym parawanem. WIELEBNY: Nie jest to jedyne zjawisko pozbawione możliwości odbijania fotonów. Chociażby skłonność do bycia regulaminowym. Nie ma nigdzie na świecie fizycznej formy regulaminowości, a każdy się zgodzi, że taka cecha występuje. KOMANDOR: Porównuje wielebny mechaniczne urządzenie z cechą charakteru? WIELEBNY: Porównuję czas odmierzany przez mechaniczne urządzenie, a ono jest pod kontrolą Świętej Panienki. Nie podlega nawet najbardziej regulaminowym zegarmistrzom. KOMANDOR: Jakie fikołki sofistycznego trzeba robić, aby wybronić personifikację pierwszej przyczyny. WIELEBNY: Nasza wybawicielka zawsze była oddaną propagatorką aktywności fizycznej. KOAMNDOR (wzdycha): No właśnie. Czemu mnie nie dziwi takie tłumaczenie. WIELEBNY: Bo nie budzi wątpliwości. KOMANDOR: Może wielebny pochwali się, jak będzie pełnił koncyliacyjną posługę wobec obu owczarni na wypadek zjednoczenia narodów? Jaką rolę odegrają duchowni zza granicy? WIELEBNY: Moja rola będzie bardzo liberalna. Nie przewiduję ingerencji w treści odłamu. Póki jawnie nie będą szkalować radosnej wersji Świętej Lany, to mogą mówić, jak im napisano. Bardziej stawiam na dobrowolne przejście na pogodną stronę Świętej Bibuły. KOMANDOR: Mocno wielebny stawia na jej pole grawitacyjne. WIELEBNY: Stawiam na miłość. KOMANDOR: To chwalebne, ale wróćmy do pytania, jak da się połączyć oba narody? WIELEBNY: Miłością! Przecież to leży w naszej duszy, że ciągniemy do siebie. Każdy ma jakąś wersję raju, gdzie wszyscy wspaniałomyślnie ze sobą współpracują, szanują się i ufają sobie. Nawet jeśli nie wszyscy są w tej wizji ujęci. Z natury dążymy do radości i szczęścia i nie mamy, jak się przed tym bronić. Ilu to wybitnych racjonalistów postradało zmysły dla kobiety czy uznania środowiska? Po prostu chcemy być wśród ludzi i być przez nich kochani. Choć zapewne są jakieś wyjątki, na przykład w marynarce. KOMANDOR: Ja mam dla kogo żyć. WIELEBNY: A co połączyło wasze życia razem? Miłość, prawda? To jeden z najsilniejszych przejawów ludzkiej duszy. Ignorowanie go przez umysły badawcze jest wielkim błędem. KOMANDOR: A co tu badać? Nonsensowne kichnięcie starszej części zwierzęcego mózgu. WIELEBNY: Nie musimy jej badać, tylko w końcu zauważyć, że jest podstawą naszych dążeń; że schowaliśmy ją za woalem popkultury i dawkujemy ją sobie za pieniądze, zapominając, że ona jest tu i teraz. Wszyscy chorujemy na jej brak, a najlepsze jest to, że możemy z niej czerpać i jej udzielać w nieskończonych dawkach. KOMANDOR: Wielebny naprawdę w to wierzy. WIELEBNY: Oczywiście to potrwa nim różnice społeczne, narodowościowe czy obyczajowe na dobre się zatrą, ale jak już wcześniej ustaliliśmy, święta panienka jest cierpliwym zegarmistrzem. KOMANDOR: I ludzie mają za tym pójść? WIELEBNY: A komandor gdzie idzie, mając wolny wybór? Tam gdzie wzbudza odrazę, czy wywołuje podziw? Chcemy czuć się dobrze. Z kolei miłość to najwyższa forma dobra. Na nic umartwianie. Najwyższy czas udostępnić jej trochę utraconemu wcześniej społeczeństwu. KOMANDOR: Musicie tam w seminariach mieć świetne zajęcia z marketingu. WIELEBNY: Moja krystalicznie czysta wiara w tak skonstruowany świat zwalnia mnie z tego przedmiotu. KOMANDOR: Co nie świadczy dobrze, albo o instytucji, albo o marketingu… Bez względu na ideologię czy motyw przewodni jakiś porządek prawny i zbiór zasad powstanie. Albo w oparciu o kompromis, albo narzucenie woli, albo trudną do zdefiniowania hybrydę. Ja się koncentruję na relacji możliwości do zakazów. Czy wpływ kapłanów będzie sięgał tylko ław świątyni, czy ta miłość rozleje się też na jurysdykcję i ustawodawstwo? WIELEBNY: A jak sobie można to inaczej wyobrazić? Musi być zagwarantowana możliwość wolnego wyboru. Przecież tylko wtedy na sądzie ostatecznym jest sens rozważać moralność petenta. KOMANDOR: Chodzi mi raczej o to, co zostanie zabronione. WIELEBNY: To już tylko czas pokaże. KOMANDOR: Czas macie po swojej stronie. WIELEBNY: Ale i nas on dotyka. Święta panienka odmierza go każdemu sprawiedliwie. Wystarczy się wsłuchać w tykanie zegara. KOMANDOR: Proszę mieć na uwadze, że jeśli się zagalopujecie zbyt daleko z kagańcem miłości, to społeczeństwo na chłodno przekalkuluje, ile kosztuje ich ta bezgraniczna ckliwość. Co z konsekwencjami nagłej i chirurgicznej operacji zszycia? W łonie religijnym zmierzą się ze sobą dwa kontrastujące oblicza Świętej Lany. Jest to przyczynkiem do fermentu ideologicznego, a na tym zawsze korzystają szeregi agnostyków i nowopowstałych sekt. WIELEBNY: W takim razie pozostaje mi tylko hartować się w miłości. Wiem, że ludzie podejmują decyzje duszą, a rozumem je ogłaszają. Wynika to w prostej linii z CP4. KOMANDOR (ożywionym głosem): Słucham?! WIELEBNY (dostrzegając reakcję komandora): CP4… Cesarstwo pod trapezem. Czwórka symbolizuje cztery kąty trapezu. Do pomieszczenia wchodzi generał lewymi drzwiami. GENERAŁ: O, wielebny! Czy opatrzność boska, wie gdzie się Krzysiu podziewa? WIELEBNY: Przepraszam, panie komandorze. Pójdę go poszukać. Wielebny wychodzi lewymi drzwiami. KOMANDOR (na pożegnanie): Życzę dużo miłości! GENERAŁ: Pewnie! Wszystkim się nam przyda. KOMANDOR: Szanowny panie generale, czy zdecydował pan już, jaki charakter ma mieć najbliższa ofensywa? GENERAŁ: Widzi pan, jeszcze decyzja nie została w pełni podjęta. KOMANDOR: A które aspekty wymagają doprecyzowania? GENERAŁ: Nadal nie jest jasne, któremu odcinkowi frontu przyjdzie gościć najbliższe potyczki. KOMANDOR (od tej pory komandor próbuje podlizywać się generałowi): Aby pokazać uniwersalność geniuszu pańskiego dowództwa, myślę, że czas na marynarkę. GENERAŁ: Też to rozważałem, ale nie wiele korzyści byłem w stanie przykleić do tego typu manewru. Pomijając, co do tej pory pan powiedział, czym jest pan w stanie przekonać mnie do zmiany strategii? KOMANDOR: Ja doskonale wiem, że generał tylko mnie zwodzi. Z pewnością tak wytrawne oko dostrzegło możliwości, jakie oferuje wybrzeże z szybkim dostępem do stolicy. GENERAŁ: Nie przeczę. Może i ta perspektywa była dostrzeżona, jednak szczegóły korzyści nie jawią się zbyt jasno. KOMANDOR: Mogę rzucić na nie jaśniejsze światło. Skoncentruję się na kwestiach jeszcze nie omawianych podczas narad, aby ta okazja nie umknęła strategicznemu horyzontowi planowania. Jednocześnie nie twierdzę, jakoby generał jej nie dostrzegał. GENERAŁ: A czemu komandor dzisiaj taki taktowny, jakby dopiero co skończył czytać rozdział o hierarchicznym manifeście lojalności sił wojskowych? KOMANDOR: Każda okazja wymiany zdań z panem generałem, to dla mnie ogromna lekcja pokory. GENERAŁ (z zadowoleniem): Mogę wysłuchać pana stanowiska. KOMANDOR: Po pierwsze, przywództwo i geniusz pana generała. Bez względu na odcinek frontu nasi żołnierze prą, jak lekka kawaleria bez zatrzymywania się. To pan niesie na swoich barkach tę wojnę. Jest pan w stanie tak samo wzmocnić waleczność marynarki. GENERAŁ: Hm… Kawaleria! Proszę kontynuować. KOMANDOR: Po drugie, desant byłby zaskoczeniem… I zaszczytem, aby obserwować, jak pański pułk strzelców wyborowych przełamuje front w centralnym odcinku. GENERAŁ: Po trzecie? KOMANDOR (trochę gubiąc się): Szybki dostęp do stolicy… i geniusz… i zaszczyt. GENERAŁ: Może i zacne te świeże projekcje, ale inne rozwiązania też mają swoje wabiki. Wezmę pod rozwagę pana perspektywę przy kolejnym uderzeniu. KOMANDOR (strapiony i zrezygnowany): Wtedy nastąpiłaby również pełna synchronizacja pól działania w ramach planu CP4. GENERAŁ: A tak. Właśnie. Tego czynnika jeszcze nie zdążyłem uwzględnić. Jestem przekonany, że po szczegółowej analizie uda mi się w adekwatnej proporcji dopasować pańskie uwagi. KOAMNDOR: Jest pan świetnym strategiem i jestem przekonany, że dokona pan iście perfekcyjnego wyboru. Generał wybaczy, ale muszę jeszcze odebrać meldunki o stanie wyposażenia marynarki. A naprawdę jest, co podliczać. GENERAŁ: Nic nie szkodzi. Sam mam jeszcze do dokończenia pisanie rozkazów. KOMANDOR (wychodząc zrezygnowanym głosem): Do widzenia, panie generale. GENERAŁ: Do widzenia, panie komandorze. Komandor wychodzi prawymi drzwiami przez przedsionek. GENERAŁ: Jakiś przyzwoitszy ten komandor ostatnio. Co to znowu było to CP4? Muszę to sprawdzić. Generał sięga do szuflady biurka i przegląda dokumenty. Po szybkim przewertowaniu wszystkich odkłada je na miejsce. GENERAŁ: Nic tutaj nie ma o żadnym CP4. Po chwili lewymi drzwiami wchodzi Krzysztof w stroju cywila. GENERAŁ: O Krzysiu! To znaczy jastrząb do ptasznika. Jastrząb do ptasznika. Proszę o status misji… KRZYSZTOF (rozemocjonowany przerywa): Dlaczego mi nie powiedziałeś? GENERAŁ: O! Widzę, że na darmo Cię nie wysyłałem. Słucham, co ci się udało ustalić? KRZYSZTOF: Dlaczego mi nie powiedziałaś o moim bracie? GENERAŁ (wystraszonym głosem): Nie było odpowiedniej pory. Wojna, wspinaczka po szczeblach drabiny służby wojskowej, obowiązkowe bankiety i ich kobiety. Mama wie? KRZYSZTOF: To nawet nie mamy wspólnej mamy? GENERAŁ: Tak macie. Święta panienka jest matką wszystkich dzieci. Ona też do wszystkich swoich dzieci się nie przyznaje. Na przykład do tych za granicą. KRZYSZTOF: To znaczy, że mam więcej rodzeństwa? GENERAŁ: To znaczy, że zostałeś wybrany jako najlepiej zapowiadające się przedłużenie rodu. Mama zresztą sama zaproponowała takie rozwiązanie. Gdy była młoda … bardzo interesowała się eugeniką. KRZYSZTOF: Ale przecież ona nie wie nawet o tym dziecku. GENERAŁ: Ale jest również jej. KRZYSZTOF: Jak to? GENERAŁ: Widzisz Krzysiu… No… Ja naprawdę chciałem zadowolić twoją mamę, aby powstała najlepsza możliwa mieszankach naszych genów. Musiałem mieć pewność, którą daje tylko analiza porównawcza. Wiesz, laboratoryjne warunki i tak dalej. Skrycie udało mi się pozyskać zapłodnioną komórkę jajową mamy, znaleźć chętną surogatkę i podjąć się wyzwania naukowego. Naprawdę tak było. KRZYSZTOF: Więc czemu wybraliście mnie? GENERAŁ: Bo to chuchro głupie było. Proporcje ciała zaburzone. Nie podrzuciłbym najgorszemu wrogowi. Ciebie wybrałem, bo jesteś wyjątkowy, Krzysiu. KRSZYSZTOF (emocjonalnie): Czasami mam wrażenie, że wykorzystałeś to małżeństwo, żeby wprowadzić się do jej sto razy większego domu. Czysta rachuba. W stosunku do mamy nawet czysto biologicznego pożądania z twojej strony nie dostrzegałem. GENERAŁ: Ależ Krzysiu, no przecież, gdy mój plemnik zagnieździł się komórce jajowej Twojej mamy, to tak jakby, zamieszkał w sto razy większym domu. No przecież nie zignorujesz tej biologicznej analogii. KRZYSZTOF (biadoli): Tak długo żyć w niewiedzy. Tyle czasu zmarnowanego. GENERAŁ: Nie przesadzaj znowu. Raptem trzy lata minęły. KRZYSZTOF: Jak to? Przecież dzisiaj go widziałem w mundurze. Wyglądał na niewiele młodszego ode mnie. GENERAŁ (energicznie): Ach tak!... Czyli jednak szybciej się rozwija! No to masz poważny problem chłopcze! Oj poważny! Musisz oddać się swojej misji szpiegowskiej bez końca, bo ktoś genetycznie zbliżony do ciebie depcze ci po piętach. Musisz oddać się woli generała, który na podstawie sprawiedliwie ocenionych zasług, zdecyduje, czy jesteś godzien piastować stanowisko przyszłej głowy rodu. Musisz słuchać rozkazów. A pierwszym z nich jest zakaz poruszania tego tematu z kimkolwiek i kiedykolwiek. Zrozumiałeś żołnierzu? KRZYSZTOF (wystraszony): Tak jest, panie generale. GENERAŁ: Świetnie! Widzę, że jesteś materiałem na świetnego spadkobiercy. Tylko trzymaj się rozkazów. A teraz gadaj, co udało Ci się zasłyszeć w koszarach. KRZYSZTOF: Tak jest, panie generale. Szeregowi zdradzili mi, że działają zgodnie z planem CP4. GENERAŁ: CP4!? KRZYSZTOF: CP4. Nie znam szczegółów, ale udało mi się jeszcze dowiedzieć, że istotą strategią działania jest wektor zwrotnym. GENERAŁ: Wektor zwrotny. KRZYSZTOF: Ufają też sobie. GENERAŁ: Tak?! To przyzwoite. Przy okazji, przyszły wyniki z testu maturalnego twojego brata. KRZYSZTOF: Tak szybko? GENERAŁ: No cóż, chłopak nie próżnuje. Są całkiem blisko twojego wyniku. Nie powiem, czy poszło mu lepiej czy gorzej. Powiem tylko, że powinieneś mieć się na baczności. KRZYSZTOF: Rozumiem. GENERAŁ: Jak masz coś do umieszczenia w katalogu szpiega, to możesz to teraz zrobić. KRZYSZTOF: Już wrzuciłem. GENERAŁ: Tak? A kiedy to miało miejsce? KRZYSZTOF: Jak tylko zbliżyłem się do sztabu, to złapała mnie lokalna sieć, a mam też włączoną synchronizację katalogów. GENERAŁ: Aha. To chyba…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%