Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 7 min czytania

Grzegorz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Grzegorz i ja. Grzegorz był typem intelektualisty. Czytał Młodego Technika. I obliczał wszechświat. Co dokładnie liczył, sama nie wiem. Ale pamiętam, że matematyka nie miała przed nim tajemnic. Zawsze miał dobry wynik. I to nas połączyło. On mi te cyfry wyjaśniał i klarował, a ja nie widziałam nic prócz pękatego brzuszka piątki i krzesełka czwórki. Tak już mam, po prostu. Wysoki brunet zaatakowany młodzieńczym trądzikiem. Przyjeżdżał do mnie często tłumaczyć matematyczne zawiłości. Pewnego dnia odprowadzałam go na przystanek i chyba przypadkiem chwyciliśmy się za ręce. Ot tak. Imponował mi. Elokwencją i wiedzą. Nawet nie wiem czy mi się podobał. Chyba nie. Ale facet nie musi być przecież ładny. Grzegorz całował mnie tylko na dzień dobry i do widzenia. Najczęściej w policzek. Jeśli w usta, czułam tylko zasznurowany otwór. Kiedy obejmował mnie, to przyjaźnie. Kiedy przytulał, to jak dobry wujek. Pewnego dnia, po szkole, powiedział chodźmy do mnie. Coś ci pokażę. To ostatnie zdanie dobrze pamiętam. Parę chwil po tym, jak je usłyszałam przeżyłam przecież swój pierwszy w życiu orgazm. Zaciekawiona, w zatłoczonym autobusie, przytulałam się do Grzegorza, a on był zimny jak szczytowa ściana wieżowca. Mieszkanie było małe i pełne niepotrzebnych przedmiotów. Na przykład te słoiki na szafce w przedpokoju. Dziwnie rozstawione czekały pewnie, aż ktoś wyniesie je do piwnicy, a później gdy odstoją tam swoje, do śmieci. Podeszłam bliżej. Były trochę nietypowe. Nie dotykaj! krzyknął Grzegorz. To zabytkowe misy. Słucham? Zabytkowe. Przywiezione z (tu padła nazwa egzotycznego kraju pochodzenia mis lecz nie wryła mi się specjalnie w pamięć). Pokój Grzegorza zszokował mnie. Całe ściany pokryte były cienkimi słomiankami, na których wisiały pożółkłe stare papiery, poogryzane pocztówki. Stare śmieci, mówiąc krótko. Na półeczkach miał pełno brązowawych skorup w przeszłości robiących pewnie za wazoniki czy coś w tym stylu. Byłam mocno zdezorientowana. Niestety, moje osłupienie zostało odebrane zupełnie inaczej. Jesteś pod wrażeniem, co Marta? Jasne… odparłam niepewnie. Na cholerę ci tyle klamotów, pomyślałam. Jednego byłam pewna. Archeologiem nie zostanę. Ani kustoszem. Sto procent. Grzegorz, tu nie ma łóżka… A po co ci łóżko? Fakt. Było parę minut po czternastej. Podszedł do czegoś, co wyglądało jak szafa. Tu jest! Sprytne, co Marta? Bardzo. Zaczęłam się nudzić. Grześ, zrobimy matmę? Czysta desperacja. Pół godziny rachowaliśmy, on klarował a ja nawet rozumiałam. Dziwny ten Grzegorz myślałam sobie. Urodził się chyba z pokładami wzorów matematycznych w szarych komórkach. Drzemały sobie i czekały na swoją kolej. Już wiem czemu nigdy nie pił alkoholu. Martwił się pewnie biedak, aby nie stracić tych cennych złóż… Tak sobie myślałam. Zdążyliśmy skończyć matematykę, on poleciał gdzieś i wrócił z zabytkowym klaserem… Później był pożółkły zeszyt z przepisami kulinarnymi prababci. I harmonijka dziadka. Flaki z olejem po prostu. Obmyśliłam sobie chytry plan. Nazajutrz była impreza. Postanowiłam dyskretnie spić Grzegorza. On…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Grzegorz — czytnik · opowiadania