Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 28 min czytania

Grzybiarnia (cz. III)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

8. NAD MORZEM Wesele Nataszy i Richarda trwało prawie tydzień. Przyszło lato, miłość nowożeńców zakiełkowała, aby późną jesienią można było zebrać owoce. Stało się to nad morzem. Już od ciepłego lata mieszkali w olbrzymiej rezydencji prawie nad samym brzegiem morza, a pięć innych, odrobinę mniejszych, zamieszkiwali pozostali gangsterzy, których liczba zmniejszyła się od czasu śmierci Arnolda, bo albo zrezygnowali z całej zabawy, albo byli już za starzy, albo wpadli w ręce policji. Na początku grudnia przyszedł na świat młody Renegis. Niestety nikomu nie sprawiło to radości. Chłopiec był wątły i chorowity. Lekarze cudem utrzymali go przy życiu, a Nataszy odradzili kolejnych ciąży, gdyż mogłoby to być niebezpieczna dla jej zdrowia i zdrowia dziecka. Zasmuciło to ojca. Następca gangu musi być silny, a jego jedyny syn był słaby, miał alergię praktycznie na wszystko, a do tego nie może postarać się o drugie dziecko. Nati była smutna, widząc, że jej mąż jest smutny. Próbowała go pocieszać na wszystkie sposoby. Gdy rodzice małego Renegisa zajęci byli wzajemnym pocieszaniem, chłopcem zajmowała się Jenifer. To ona dała mu imię, to ona nie spała po nocach, czuwając nad maleństwem. Działo się tak prawie przez miesiąc. Później Richard wrócił do Białego Pałacu, aby zająć się sprawami gangu, a Natasza została z synem i z Jenifer nad morzem. Tom, bo tak został nazwany syn Richa, był wychowywany w tajemnicy. Nie wiedział kim jest jego ojciec, nie wiedział, że miał zostać szefem gangu. Ale od maleńkości podobały mu się filmy o przestępcach. Interesowała go broń palna, chciał nauczyć się bić, ale ze względu na bardzo słabe zdrowie matka nie pozwalała mu na to. Kochał matkę mocno. Zastępowała mu ona ojca i mógł polegać i ufać tylko jej. To znaczy była jeszcze Jenifer, ale ona była dla Toma tylko starszą przyjaciółką. Tom już od urodzenia miał czarne włosy, niebieskie oczy i bardzo jasną cerę. Był miły, grzeczny, spokojny wręcz ospały, do tego bał się wszystkiego i unikał rozmów z rówieśnikami. Łatwo było mu o płacz. Byle nieudana sprawa powodowała u niego falę łez. (*) Gdy miał niespełna pięć lat, do ich domu nad morzem przyjechał jakiś mężczyzna. Tom nie znał go. Miał jasne włosy, był bardzo wysoki, ubrany w czarny płaszcz i ciemne okularki. Przyjechał z jakimś pakunkiem. Gdy zobaczyła go Natasza rozpoznała od razu. -Trevisto! Co ty tu robisz? -Cii... - położył palec na ustach i wskazał na zawiniątko. - Mam do was sprawę. Rich mnie przysyła. -Rich... - westchnęła Nati. - Co u was? -Nienajlepiej. Werner kłóci się z szefem coraz częściej. Ostatnio Veroy znalazł Mary. Nie poznała go. Wzięli ślub i urodziły im się bliźniaczki. Tyle, że Mary dowiedziała się, kim jest jej mąż i chciała ukryć dziewczynki. -Poczekaj, jaka Mary? - zapytała Natasza. -No tak... Tobie nikt o nich nie mówił. - Jenifer pospieszyła z wytłumaczeniem. - Kiedyś, gdy byłam jeszcze młodą żoną Arnolda, pojawiła się w Pałacu taka kobieta o imieniu Rozalia. Próbowała mnie zbuntować przeciwko Veroy'owi i przez to właśnie została wywieziona na samotną wyspę. Po jakimś czasie wrócił jej mąż z dwoma córkami. Arnold znalazł je i uwięził w Pałacu. Jedna z nich to właśnie Mary. Uciekły z Pałacu, ale znowu je znaleźli. Tym razem oddano je do sierocińca. Arnold, a później Werner pilnował, żeby ich ojciec nigdy ich nie znalazł. -Od kilku lat są już samodzielne. Werner znalazł rok temu Mary. Nie poznała go. Wzięli ślub, a on powiedział jej, kim jest, gdy Mary była w szóstym miesiącu ciąży. Richard, gdy usłyszał o tym, kazał mi i Tajpejowi ukryć dziecko zaraz po porodzie, przed ich ojcem. Okazało się, że są to bliźniaczki. Tajpej zabrał jedną do Stanów Zjednoczonych, a ja wziąłem drugą i na polecenie szefa przywiozłem je tu. W tym momencie Nati i Jeni spojrzały na zawiniątko. -Tak. - odparł gangster, rozwijając zawiniątko. - To ona. -Nie jest tu bezpieczna. - ostro rzekła Jenifer, widząc zauroczenie Nataszy małą dziewczynką. - Musisz ją stąd zabrać, Trevisto. -Dokąd? -A może... - Natasza zamyśliła się na chwilkę wpatrując się w maleństwo. - Naprzeciwko mojego starego domu mieszkali tacy państwo... Mają teraz półtorarocznego syna, a z tego, co pisała mi Launnie, kilka dni temu miało się urodzić drugie dziecko. Można by puścić plotkę, że były bliźniaki... W każdym razie trzeba spróbować. -Co splóbować? - w drzwiach pokoju stanął pięcioletni Tom. -Aleś ty urósł! - zmienił temat Trevisto. - Gdy się ostatnio widziałem, to ledwo było cię widać z pomiędzy pieluch. -Ja pana nie znam... - odparł i przytulił się do mamy niepewnie, widząc jakieś małe, obce dziecko w jej rękach. - Kto to jest, mamusiu? -To jest mój stary przyjaciel. Mówimy na niego Trevisto. A to jest mała dziewczynka, którą musimy odwieść do domku. Ale najpierw Trevuś się czegoś napije i nakarmimy małą. Dziewczynkę położono na tapczanie w pokoju gościnnym. Tom z zaciekawieniem przyglądał się dziecku. Bardzo nalegał, żeby to on trzymał butelkę z mlekiem. Zanim gangster wypił kawę minęło troszkę czasu, ponieważ dużo rozmawiał z Nataszą. Musiał jej opowiedzieć o wszystkim, co się działo w Białym Pałacu... Cały ten czas Tom spędził na przypatrywaniu się maleńkiemu stworzeniu, które non stop opowiadało niestworzone historie, swoim niemowlęcym językiem. Kiedy przyszedł czas odwiezienia dziecka do nowego domu, chłopiec stwierdził: -Ona jest taka słodziutka... Ozenię się z nią. Trevisto zaśmiał się szczerze, Nati uśmiechnęła się pobłażliwie i tylko Jenifer zachowała powagę. Została z chłopcem w mieszkaniu na morzem, a jego matka i gangster pojechali w rodzinne strony Helashki. Zmieniło się tam bardzo. Jej stary dom przedstawiał widok żałosny. Opuszczony, zaniedbany, wręcz rozsypujący się. Od czasu przeprowadzki państwa Helashkich do nowej posiadłości, nikt nie odwiedzał starego domu, nikt nie chciał go kupić, ani nawet zburzyć. Naprzeciwko tej ruiny nadal mieszkali ci sami sąsiedzi, a wokół nich przybyło dużo nowych budynków. Tam, gdzie była kiedyś stadnina, zrobiono staw rekreacyjny. Wybudowano drogę odbijającą od głównej ulicy, wokół której budowano mieszkania. Trevisto zapukał do drzwi domu naprzeciwko ruiny Helashkich. Otwarł mężczyzna około trzydziestki. Nati rozpoznała pana Józefa. -W czym mogę pomóc? -Dzień dobry, mamy bardzo poważną sprawę do pana i do pana żony. -O co chodzi? -Sprawa jest bardzo skomplikowana, możemy wejść? -Proszę. Po chwili znaleźli się w salonie. -Widzę, że nie wie pan, kim jesteśmy, więc może powinnam się przedstawić... Pamięta pan może... Mniej więcej sześć lat temu, gdy naprzeciwko mieszkali państwo Helashscy, zdarzyło się coś takiego... Zaginęła ich najstarsza córka... -A tak, pamiętam. To była taka miła dziewczyna... -Jest... - wtrącił Trevisto. -Otóż ona nie zupełnie zaginęła. Teraz ma męża, ma syna, pomaga rodzinie się jakoś utrzymać... - kontynuowała Nati. -A skąd pani o tym wie? -Bo to ja. Pan Józef zamilkł. Chyba nie uwierzył. -Nie sądzę. W telewizji wyraźnie mówili, że znaleźli jej zwłoki... Nawet byliśmy z żoną na pogrzebie. -A Elizabeth płakała? -Nie. -A Launnie, Fredy, Liz, Tia albo Daniel? -Nie. -A tata? -Nie. -Czy ktoś płakał? -Taki Ted, Sarah i Deborah Fascher. Jej przyjaciele. I my. I jeszcze kilku sąsiadów. -Dlaczego moja rodzina nie płakała? -Dlaczego nie płakali państwo Helashcy i ich dzieci? Nie mam pojęcia. -Bo oni wiedzieli, że ja żyłam. Regularnie z nimi koresponduję. A moja śmierć była wymyślona tylko po to, żeby policja dała spokój z poszukiwaniem mnie. -Czemu miała ciebie nie szukać? -Bo po prostu nie mogła się mieszać... To nie jest istotne... Wierzy mi pan? -Nie. - odparł krótko pan Józef. -Już wiem. Kto rozpoznałby Nati i był dla pana wiarygodną osobą? -Ted. Albo Sarah czy Deborah. -Ted jest nieosiągalny, ale Fascherówny będą wiedziały. Zaraz je tu przyprowadzę. Natasza wybiegła. Po chwili wróciła z dwoma dziewczynami, swoimi dawnymi przyjaciółkami. Po drodze opowiedziała im wszystko o tym, jak to pan Józef jej nie wierzy. Potwierdziły one, że to jest Nati. Józefowi tyle wystarczyło, żeby być przekonanym. -O co chodzi? -O dziecko. - odezwał się Trevisto, pierwszy raz od dłuższego czasu. -Moja siostra napisała mi, że pana żona ma urodzić dziecko... - Nati przerwała, widząc nagły smutek w oczach Józefa. - Czy coś się stało? -Dziecko umarło zaraz po porodzie... - sapnął. -Nie wiedziałam... przykro mi... -Kiedy? - zapytał Trevisto, nie zwracając uwagi na to, jakim ciężkim przeżyciem dla pana Józefa była śmierć dziecka. -Dzisiaj. -Kto o tym już się dowiedział? -Nikt oprócz najbliższej rodziny. -Ocalenie... - szepnęła Natasza odwijając zawiniątko. - A może... Pan i pana żona... -Szukamy opieki dla małej, trzydniowej dziewczynki. Skoro spotkała państwa taka tragedia, to może przyjęlibyście małą i wychowali jak swoje... Józef zdębiał. -Jej rodzice nie żyją. Potrzebuje kogoś, kto nią się zaopiekuje. Nie chciałbym, żeby od takiego maleństwa ciągali ją po domach dziecka... Sam również byłem sierotą... I wcale nie wyszło mi to na dobre. Teraz pana żona mogłaby nawet wykarmić małą prawdziwym matczynym mlekiem... To jedyna nadzieja dla niej. A i wam może to wyjść na dobre. Wypełni wam pustkę po stracie waszego dziecka... -No nie wiem... nie wiem co na to powie Małgorzata. I te wszystkie dokumentowe sprawy... -Ależ panie Józefie... To jest przeznaczenie... - wstawiła się Debi za losem maleńkiej córki Wernerowskiej. -Sprawami papierkowymi ja się zajmę... Wystarczy, że wyrazi pan na to zgodę. - nie tracił nadziei Trevisto. -Musimy pojechać do szpitala, zapytać się Małgorzaty. Siostry Fascherówny zostały z synem pana Józefa, a on wraz z Nati, jej przyjacielem i małą dziewczynką pojechali do szpitala. Tam wszystko wytłumaczyli pani Małgorzacie, która niezmiernie się ucieszyła i z wielką chęcią zgodziła się na taką zamianę. Wówczas Trevisto ustalił wszystko z lekarzami, przy pomocy sporej sumy pieniędzy, którą otrzymał od Richarda, przeznaczoną właśnie na taki cel. Tom nadal był słaby. Z wiekiem nie wzrastała u niego odporność na choroby. Był przez to odosobniony od rówieśników. Z czasem Jenifer stała się jego przyjaciółką i najlepszą osobą do zwierzeń i rozważań.

* Tom był rozpieszczany i ubóstwiany przez matkę. Zawsze stała po jego stronie i nigdy nie pozwalała, żeby cokolwiek działo się nie po jego myśli.

9. TATO? Natasza z wiekiem wyładniała. Coraz więcej facetów kręciło się wokół niej. Nie przeszkadzało im to, że ma syna. Wszyscy uważali, że jest albo rozwódką, albo samotną matką, albo wdową. Nikt bowiem nie wiedział, że jest żoną Richarda Renegisa, szefa najstraszniejszego gangu obecnie opanowującego rozległe tereny kontynentu. Toma bardzo denerwowało to, że jacyś obcy faceci zaczepiają jego matkę. Powiedział jej o tym. Wtedy ona wytłumaczyła mu, że to jest normalne zachowanie facetów, ale ona wcale nie chce z żadnym z nich się wiązać. Gdy Tom miał już czternaście lat, jego wątłe zdrowie odrobinę się poprawiło. Nadal był jednak słaby, potwornie chudy i blady. Bardzo dokładnie przyglądał się mężczyznom, którzy zaczepiali Nataszę i któregoś razu doszedł do wniosku, że najbardziej systematycznie podrywa ją jeden wąsaty, na wpół wyłysiały mężczyzna. Często widywał go w towarzystwie trzech wysokich barczystych również wąsiastych opryszków i trzeba przyznać, że gdy go widział, bał się nieprzeciętnie. Pewnego dnia owy wąsacz podszedł do Nataszy, gdy ta siedziała w towarzystwie syna w restauracji. -Zabawimy się mała? - walnął ni stąd ni zowąd. -Nie wiem o co panu chodzi. -Chodzi o to, czy pójdziesz ze mną do łóżka. -Pan oszalał! Proszę stąd odejść i dać mi święty spokój! -To nie będzie takie łatwe... Chcę ciebie ptaszyno. A co chcę to biorę. -Zaraz wezwę kelnera. -Nie trzeba... już sobie idę. Ale jeszcze się spotkamy. Kiedy wyszedł z restauracji, odezwał się Tom. -Mamo, on jest niebezpieczny... on jest zły. (*) Natasza nic nie odpowiedziała. Zapłaciła rachunek i wyszła z synem z restauracji. Ledwo opuścili budynek, trzech kafarów, towarzyszy Wąsacza, złapało ich i na siłę wsadziło do samochodu. Po chwili znaleźli się w jakimś opuszczonym magazynie. Richard siedział właśnie w biurze. Układał jakieś papiery. Był spokojny, uśmiechnięty i zadowolony, że do tej pory nie pokłócił się z Wernerem. Nagle do gabinetu wparowała Mary. -Rich! Natasza i Tom! - wysapała. -Co się stało? - Richard rzucił wszystkie papiery widząc przerażoną twarz kobiety. -W telewizji... Żądają okupu. Sporo kasy. Werner twierdzi, że to oni nigdy nie puszczają zakładników żywych. -Kto? Poczekaj, zacznij od początku, tylko spokojnie. -Jak spokojnie?! Nataszę i Toma porwały Wąsy! Chcą okupu! Nie puszczają zakładników żywych, czy do ciebie to dociera? Zabiją ci żonę i syna! Richard poderwał się. Ogłosił alarm trzeciego stopnia (ten najwyższy), wezwał Butriniego, Burgosa i Rolfa, młodego gangstera na wysokim stanowisku, o ksywie Rudy i nakazał im zebranie doborowych strzelców z całego gangu. Sam, z Trevistem i Tajpejem, pojechał zobaczyć jak ma się sytuacja wokół magazynu. Tak jak podejrzewał było tam pełno glin. Niebiescy okrążyli magazyn i czekali. Rich podszedł do komendanta. -Jak czują się zakładnicy? - zapytał. -Nie wiemy. -Czemu nie atakujecie? -Nie dopuszczają policji bliżej niż dziesięć metrów. Po za tym nie możemy ryzykować. Już zbierane są pieniądze na okup. -Wąsy nie oddają żywych zakładników. - wtrącił Trevisto. -Wąsy? -Grupa nieudanych gangsterów, którzy tam siedzą. - wytłumaczył Tajpej, akcentując przymiotnik. -Proszę pana. Zależy mi na odbiciu zakładników. To moja najbliższa rodzina. - rzekł w miarę spokojnie Richard. - Moi ludzie gotowi są ryzykować życie dla tej dwójki. -Kim ty jesteś? -Nie ważne. Teraz jest ważne życie i zdrowie zakładników. Potrzebuję wolny teren. Możliwość swobodnego wejścia i wyjścia, bez zbędnego zeznawania i ujawniania naszych tożsamości. Da się załatwić? Komendant spojrzał niepewnie na Richa. -Potrzebujecie czegoś? -Oprócz swobody nie. Tylko proszę nie reagować na strzały. -Zgoda. W tym czasie Natasza broniła się przed napalonym Wąsatym jak tylko mogła. -Nie dotykaj mnie! Policja…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Grzybiarnia (cz. III) — czytnik · opowiadania