religia · 9 min czytania
Guru – Rozdział II - Moc Boża
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
„Im więcej możliwości, tym większe zaślepienie, im więcej z nich korzystamy, tym trudniej o prawdę. Pamiętaj jednak, by niczego nie odrzucać, gdyż mrok obejmie twą duszę.” Księga rozdwojenia
Tego dnia ponownie rozmawiałem z Bogiem. Czy wystarczy mi sił, by zrealizować jego zamierzenia? Wychodząc przed dom, zauważyłem dużą grupę pielgrzymów, o których mi mówił. Miałem ich uzdrowić, a On w swoim czasie do nich przyjdzie i ujawni zadania, stojące przed nimi. Była tam też moja przyszła towarzyszka życia, która została mi ponownie przydzielona. To z nią dwa tysiące lat temu, jeszcze w poprzednim wcieleniu głosiłem słowo Boże. Wiele z tego, co mówiłem, zostało zapomniane, a jeszcze więcej przeinaczone. Teraz zaś ponownie kroczyłem ścieżką Wszechmogącego i realizowałem jego cele. Szedłem niesiony wiarą udzielając pomocy śmiertelnie chorym pielgrzymom. Dotykałem ich i odsyłałem do domu, odbierając im jednak pamięć tego zdarzenia, mającą ujawnić się w odpowiednim czasie. Oni stawali się ukrytym narzędziem Boga, narzędziem nie do uchwycenia przez zwykłych śmiertelników. Uzdrowiłem dwieście ludzkich istnień i doszedłem do mojej wybranki.
Przede mną stała piękna trzydziestokilkuletnia, długowłosa brunetka, z cudownymi dużymi zielonymi oczami oraz pełnymi ustami. Ubrana w stare znoszone ubranie, mające czasy świetności już dawno za sobą. Jednak jej postawa świadczyła raczej o tym, iż mam przed sobą prawdziwą boginię, próbującą dzięki brzydocie stroju wtopić się w tłum innych. Przed nią na wózku siedział zdecydowanie zbyt otyły 15–letni chłopiec, będący przeciwieństwem matki. Miał on zespół downa, ponadto jedno z jego oczu pokryte było ropą, na rękach widniały nigdy niegojące się rany, wciąż i wciąż dające o sobie znać. Na dłoniach widniały stygmaty świadczące o jego niezwykłości. Właśnie ten chłopak miał poprowadzić ludzkość, jak mnie już nie będzie. By jednak to się stało, musiałem go uzdrowić, co jednak nie było takie proste jak w innych przypadkach.
– Chodźcie za mną. Możecie do mnie mówić Jan.
Uśmiechnąłem się do nich, delikatnie odsunąłem Martę i zacząłem pchać wózek w kierunku dwóch wielkich dębów rosnących na środku polany. To tam miała otworzyć się nowa karta historii w dziejach człowieka.
– Marto, stań przy dębie, plecami do niego przywierając.
Część 22 / 3
Dziewczyna nie wiedziała, skąd znam jej imię, jednak bez sprzeciwu wypełniła prośbę. Nieśpiesznie podniosłem spod drzewa wcześniej przygotowany sznur i przywiązałem dziewczynę do dębu. Kobieta niespokojnie zerkała na mnie.
– Co robisz? Po co? Zostaw mnie! – próbowała się uwolnić, było już jednak za późno.
– Zaufaj Bogu. Musisz być przywiązana, gdyż to, co zobaczysz, mogłoby zniweczyć plany Boga w względem was.
– Zostaw mamę, zostaw! – Piotr z trudem wstał z wózka i zaczął mnie nieporadnie okładać pięściami.
Chwyciłem chłopca, delikatnie naciskając punk na jego szyi i Piotr utracił możliwość jakiejkolwiek obrony. Chwilę potem leżał na trawie, z niepokojem wpatrując się w skrępowaną matkę.
– Marto, to jest twój nowy początek. Będziesz tak jak i ja kroczyć ścieżką wytyczoną przez
Część 33 / 3
Jedynego. Jesteś zarazem jedyną osobą na całym świecie, na którą nie mam żadnego wpływu, nie słyszę także twych myśli. Proszę cię, obserwuj to, co się tu będzie działo i opisz to dla przyszłych pokoleń – poprosiłem moją wybrankę.
– Dlaczego to robisz? Czemu nie uzdrowisz mojego syna tak jak tych wszystkich innych?
– Marto przyszłaś do mnie, bo Bóg tego chciał. Nie sposób w pełni uzdrowić twego syna samym dotykiem. Moja moc musi połączyć się z mocą natury. Tylko wtedy dokonam wszystkiego, co niezbędne, by twój syn poprowadził ludzi, jak mnie już nie będzie.
– Nie chcę by Piotrek, kogokolwiek prowadził. Wypuść nas i pozwól odejść. – Marka nie poddawała się, chciałaby, aby ten koszmar jak najszybciej się skończył.
Nie dyskutowałem już więcej z dziewczyną, wziąłem drugi sznur, postawiłem chłopaka przy drzewie i jego także przywiązałem, dokładnie naprzeciw matki. Teraz Marta mogła tylko patrzeć na przerażonego syna. Uklęknąłem, wzniosłem ręce do góry i rozpocząłem modlitwę.
– Dziękuję Ci Boże za sprowadzenie tych przerażonych owieczek, które jeszcze dzisiaj poznają prawdę o Tobie. Dziękuję ci Boże, że mogę kroczyć wyznaczoną przez Ciebie ścieżką. Dziękuję także za uzdrowienie tego chłopca, niech on z całej mocy serca służy Ci, jak mnie zabraknie. Na polanie pojawił się bardzo silny wiatr,…