Inne · 3 min czytania
Gwałt myśli
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Po każdym kroku kurz na nowo osiadał na podłodze. Wyglądało to jak wybuch rewolucji, która tak samo jak nagle się zaczynała, błyskawicznie się kończyła. Pył zagęszczał powietrze na tyle, że nie było już tak przejrzyste. Stare, drewniane deski, uginały się pod wpływem niewielkiego ciała. Każde stąpnięcie rodziło skrzypienie podłogi. Dźwięk ten był krzykiem by przestała lub muzyką by nie kończyła. Smukłe nogi, stąpające w sposób nadzwyczaj delikatny, zatrzymały się przed oknem. Jasna karnacja nieskazitelnej skóry odbijała promienie światła. Dla ludzi przechodzących przed budynkiem jej postać mogła wydawać się zjawą, otuloną w śnieżnobiałe prześcieradło. Ten skrawek materiału uwypuklał się w miejscu, gdzie są nabrzmiałe sutki. Było widać, że młode piersi nie zaznały jeszcze grawitacji. Piegi na jej twarzy wydawały się upajać ciepłem jakie wpływało do pomieszczenia. Stała z głową przechyloną w prawo, co powodowało, że kosmyk miedzianych włosów spływał jej na oczy. Zielone. Nie tak zwykle zielone. Powiedziałbym, że nosiły w sobie kawałki bursztynu. Nieraz lśniły ze szczęścia i nie jednokrotnie zalewały się smutkiem. Jednak największy urok miały gdy patrzyły w złości. Wtedy niczym diamentowe ostrza ucinały każde zdanie. Dłonie, rozpieszczone przez najdroższe balsamy, chwyciły mocno parapet. Pościel spłynęła po jej ciele ukazując światu jej piękno. Ogrom powietrza jaki nabrała w płuca, przez różowe, pełne usta, napełniał ją życiem. Gdy stała tak próbując go nie wypuszczać…