Komedia · 8 min czytania
Gwiazda z nieba
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Pali się! Pali! Z kuchni wyleciała przerażona Buba. Potknęła się o kabel od miksera, który z niewiadomych przyczyn stał na telewizorze i upadła na dywan. Bąbel oderwał wzrok od planszy Scrabble, na której właśnie miał położyć płytkę z literą „A” i spojrzał na siostrę. - Co? – spytał inteligentnie. - Gacie! – krzyknęła Buba i z powrotem wbiegła do kuchni, z której zaczęły się wydobywać kłęby dymu. Bąbel wzruszył ramionami i położył kostkę na planszy. - Damroka. - Nie liczy się, to imię – pokręciłam głową. - Damroka, daj spokój, pierwszy raz ułożyłem tak długi wyraz a ty chcesz to popsuć? - Nie, Tomek, w regułach jest wyraźnie napisane „ Dozwolone jest korzystanie słów znajdujących się w słownikach języka polskiego oraz ich poprawnych form gramatycznych, z wyjątkiem tych, które zaczynają się od wielkiej litery…” – pomachałam poradnikiem do gry w Scrabble. – Zabieraj płytki. - To pomoże mi ktoś z tymi gaciami? – głowa Buby spojrzała na nas prosząco. - To one jeszcze się palą? – zdziwiłam się. - Nie wiem, nie sprawdzałam. Buba była raczej inteligentną i rozumną siedemnastoletnią osobą, a przede wszystkim w miarę normalną…jak na swoją rodzinę. Nie skakała po dachach sąsiednich domów, nie próbowała wjechać rowerem na trzynaste piętro, nie piła nawet kawy. Ale była jedna rzecz, która wyróżniała Bubę spośród siedemnastoletniej społeczności. Gdy Buba skończyła sześć lat postanowiła, że od tej pory będzie się bała ognia. Tak po prostu, bez podania żadnej racjonalnej przyczyny. I boi się ognia, nawet tego zamkniętego za żaroodporną szybą i płynnego. Rodzina próbowała to jakoś wyleczyć, obawiając się, że ich córka może trafić do kliniki psychiatrycznej, ale Buba jest też uparta i nie dała sobie usunąć z głowy idiotycznego pomysłu. Tomek nawet z miejsca się nie ruszył, by pomóc siostrze. Gacie szybko się palą, więc prawdopodobnie został po nich tylko popiół, a jego Buba się nie bała. Nie trzeba było jej ratować. Podrapał się po jasnej czuprynie i z cichym westchnięciem zebrał płytki z planszy. Dom Buby i Tomka był jednym z nielicznych miejsc, do których lubiłam przychodzić. Był też jednym z nielicznych miejsc, które lubiło mnie. Cierpliwie znosił moje codzienne wizyty, ogałacanie lodówki z rzeczy jadalnych i deptanie równo przystrzyżonego trawnika przed blokiem, w którym mieściło się mieszkanie rodziny Buby. Manewrując rowerem między samochodami wyrwałam się z zakurzonego, pachnącego spalinami centrum i wjechałam na spokojne, pokryte zielenią przedmieścia miasta. Właściwie to miasto tu się kończyło, ale nikt jakoś się nie kwapił, by postawić tu tabliczkę o tym informującą. Oparłam rower o ogrodzenie naszego domu i zajrzałam do skrzynki. Oprócz wychudłego pająka, który obrał sobie naszą skrzynkę na schronienie, leżała tam dość obszerna koperta zaadresowana do taty oraz kartka z palmami i plażą z białym piaskiem w tle. Tata się ucieszy. *** - Wybrzeże Kości Słoniowej? – Babcia dokładnie obejrzała kartkę. I z przodu, i z tyłu a nawet z boku. – Daleko zawędrowała. Zamierza wracać? - Raczej nie. - Ostrzegałam twojego ojca przed tym małżeństwem. Wiedziałam, ze to nieodpowiednia dziewczyna dla niego, ale on nie chciał słuchać rad starej matki – zapaliła papierosa. Zaciągnęła się i wypuściła z ust siwy dym. – Zaraz po ślubie urodziłaś się ty a po sześciu latach…Z resztą sama dobrze wiesz, co było dalej. Umyj ręce, zaraz będzie obiad.
Historia mamy i taty zaczęła się jak z bajki. On, przystojny, z rodziny prawniczej. Ona, z nizin społecznych za to piękna i inteligentna. Poznali się przypadkiem, szukając sensu swojego życia w drugorzędnym barze. Poznali i zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Pokonując przeciwności losu, nieugiętą teściową i problem z wyborem sukni, wzięli ślub, a dwa miesiące później ja przyszłam na…