Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 19 min czytania

GWIEZDNA MAPA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Grupa dziesięciu okrętów wchodzących w skład Siódmego Skrzydła Bojowego wyszła z hiperprzestrzenni, pozostawiając za sobą jasny ślad okna nadprzestrzennego i tylko to zdradzało obecność jednostek Floty w sąsiedztwie wielkiego gazowego giganta. Statki leciały po hiperboli na wyłączonych silnikach, zmniejszając w ten sposób prędkość, co umożliwiało szybkie wejście na orbitę eliptyczną planety. Dwa lekkie krążowniki lotniskowe klasy Mark wraz z przydzielonym zespołem chińskich niszczycieli o masie dziesięciu tysięcy ton każdy poruszały się w szyku zwanym grot. Każdy okręt został wyposażony w dodatkowe hangary umiejscowione w tylnej części nadbudówek, gdzie dowodzący według uznania mogli zabrać trzy kompanie desantu, dywizjon inżynieryjny lub eskadrę starfighters. Korytarze statków roiły się od żołnierzy różnych formacji: piechoty, sił powietrznych, marines. W dusznym powietrzu kabin wyczuwało się podniecenie. Oficjalnie mówiło się o ćwiczeniach w obłoku Oorta, lecz wszyscy od szeregowca po ostatniego oficera przeczuwali coś całkiem innego: szeptano o locie poza układ słoneczny o lata świetlne stąd. Może to oni właśnie zadadzą decydujący cios w tej wojnie albo osłaniając ewakuację jednej z kolonii zetrą się w końcu z Arianami. O prawdziwym celu wyprawy wiedziało tylko ścisłe dowództwo grupy bojowej na czele z komandorem Perrym. Nawet kapitanowie poszczególnych spaceships nie znali szczegółów wyprawy. Wszystko dyktowały względy bezpieczeństwa i wypadki, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich miesięcy. Kilka tygodni temu wywiad odkrył wyciek informacji z jednostek bojowych, które przechodziły przez hiperprzestrzeń. Dowództwo podejrzewało, że obcy specjalnie na styku nadprzestrzeni, a naszego wszechświata umieszczali urządzenia nasłuchowe: sondy, które całymi tygodniami wisiały w szóstym wymiarze, rejestrując każdą transmisję Ziemian. Społeczność światowa straciła w ciągu ostatniego roku zbyt wiele. Nie mogła pozwolić sobie na kolejną porażkę. Dlatego zarządzono ciszę w eterze. O planach całej operacji załogi okrętów miały dowiedzieć się za godzinę, kiedy wejdą na orbitę Tyche, a później na stacjonarnej po nocnej stronie planety otworzą kolejne okno skoku . Kapral Maks Ostrowski, dwudziestolatek przyglądał się z wielkim podnieceniem temu wszystkiemu, co rysowało się przed nim za szkłem małego bulaju. Przeszedł go dreszcz emocji. Nierównomierne ciepło rozchodziło się po jego ciele. Powierzchnia globu rosła z minuty na minutę. Rozpiął górny guzik munduru, co mogłoby kosztować go wiele, zbyt wiele. Przez umysł przelały mu się obrazy z dzieciństwa, z książek, które czytał. Wszystko wydawało się tak znajome, jakby już kiedyś tu był. CYBERSPIRYT utwierdził go w tym przekonaniu, podsuwając podobne fotografie. Po chwili jego głowa zapełniła się nadmiarem informacji. Jednym szybkim ruchem wykasował cały nadesłany materiał ze swojej pamięci. Przegonił Admina do narożnika i zaczął zadawalać się tylko widokiem rozciągającym się za świetlikiem o trzydziestocentymetrowej średnicy. Niebieska atmosfera usiana gdzieniegdzie białymi kłębiastymi chmurami, rzucającymi na niższe warstwy stratosfery ciemne cienie, do złudzenia przypominała powierzchnię Neptuna. Kapral służący w dolnym przedziale niszczyciela ZHENYUAN doskonale o tym wiedział. Od dziecka na pamięć znał wszystkie dane każdego ciała niebieskiego krążącego wokół słońca. W jego życiu zdjęcia i archiwalne filmy planet odcisnęły swoje piętno, chociaż nigdy wcześniej na własne oczy nie widział ósmej i dziewiątej planety, zdawał sobie sprawę, że oba giganty są bliźniaczymi obiektami. Był to jego dziewiczy lot poza błękitną kropkę, z której nigdy wcześniej nie wychylił nosa. Biały mundur podoficera Zjednoczonej Floty Ziemi założył rok temu po dwóch nieudanych próbach dostania się do Akademii. Od przedszkola marzył, aby zostać astronautą, przemierzać gwiezdne szlaki, odkrywać nowe globy. Jego marzenie wzmogło się, kiedy zmarła jego matka. Mając szesnaście lat został sam jak palec. Nigdy nie poznał ojca, który dziewiętnaście lat wcześniej wyruszył z szóstą misją osiedleńczą do Nowej Europy. Mieli dołączyć do niego rok później w nowej kolonii, w ziemi obiecanej, w świecie wolnym od zanieczyszczeń, wysokich podatków i bezrobocia.

Miał wtedy tylko dwa lata. Transportowiec z tysiącem ochotników z UE za wcześnie wyskoczył z nadświetlnej. Kilka minut później spłonął w górnych warstwach atmosfery czerwonego karła. Tak zginął jego ojciec, o którym tak naprawdę nic nie wiedział. W jednym z miejskich parków Pragi ustawiono pomnik, upamiętniający tą katastrofę. Mając osiemnaście lat, miał okazję złożyć trzy czerwone róże pod obeliskiem, wyrażając w ten sposób pamięć o najbliższych.

CYBERSPIRYT znów rzucił mu kolorowe obrazy, tym razem znajomego monumentu otoczonego zielenią. Miał dość. Admin stawał się nachalny, wręcz nie do zniesienia. Miał ochotę go wyłączyć, skasować. Tylko jak to zrobić? Kasacja oznaczałaby powolną śmierć dla niego samego. Nie mógł żyć w świecie pełnym zagrożeń cywilizacyjnych bez nanobotów i ich sztucznej inteligencji. Po rodzicach pozostały mu tylko zdjęcia i wspomnienia, które nosił przy sercu. Szczególnie jedna fotka z podpisem: Anna, Filip i Maksio, Rzym 22.08. Matka mogła żyć jeszcze nawet pięćdziesiąt lat. Jednak los zabrał ją w nicość, tak sobie to tłumaczył, najprościej jak potrafił. Nie wierzył w Boga. Zresztą, kto w czasach podboju kosmosu, kiedy ludzkość swoimi stalowymi nogami coraz mocniej stąpała po Drodze Mlecznej i wszędobylskiej nanotechnologii tak wszechobecnej w zwykłym życiu jak internet na początku dwudziestego pierwszego wieku, modlił się do Stwórcy. No, może garstka odszczepieńców zamkniętych w małym państewku na półwyspie Apenińskim, zwanym Watykanem, o którym już prawie nikt nie pamiętał. Wstąpienie do AF czyli Akademii Floty było najszybszym sposobem na objecie etatu oficera pokładowego w siłach zbrojnych i równoczesne aplikowanie do NASA, która swoją siedzibę przeniosła na księżyc, skąd startowały LaCape, jednostki dalekiego zwiadu. Załogi liczyły tylko kilkunastu naukowców i najlepszych specjalnie wyselekcjonowanych pilotów wojskowych. Nazywano ich Pielgrzymami, często wracali po sześciu, siedmiu latach tułaczki, przywożąc ładownie pełne próbek gruntu i opowieści o niesamowitych planetach, o dziwnych światach odległych o setki lat świetlnych. Mieli jeden cel: znaleźć drugą Ziemię, glob gotowy do kolonizacji bez pieprzenia się w terraformowanie, co zabierałoby astroinżynierom całe epoki. Żeby zostać astronautą musiałby zrobić coś jeszcze, zmodyfikować swoje nanociała - mikroskopijne roboty, jakie otrzymywał każdy człowiek w dniu swoich narodzin w postaci zastrzyku, sztuczne robaki, które wspomagały rozwój, obronę i przemianę materii organizmu, a które każdy nosił w sobie po kres swojego istnienia. Życie pokazało, gdzie jest jego miejsce. Los zepchnął go na samo dno. Od miesiąca, jako nowo promowany kapral pierwszego stopnia służył w hangarze kosmicznego kolosa. Nurzając się w brudzie, smarach naprawiał kapsuły, czyścił szalety. Miał szczęście, że osiemdziesiąt procent personelu stanowili Europejczycy. Chińska Republika Ludowa budowała piękne i praktyczne statki klasy galaktycznej, ale miała problemy z obsadzeniem załóg tychże jednostek. CYBERSPIRYT uaktywnił się nagle. Maks oczami wyobraźni ujrzał niebieską pulsującą kopertę. Nakazał ją wyrzucić do kosza. Wiedział, co się w niej znajduje. Kolejna porcja reklam. Aplikacja zrobiła to niechętnie, objawiając się jako mały złośliwy gremlin – maskotka jaką dostał kiedyś na szóste urodziny od brata matki, za którym nie przepadał. - Żołnierzu bierz się do roboty! - krzyk sierżanta Cozzy wyrwał Maksa z zamyślenia. - Nie zasłużysz na żołd. Nie przyleciałeś tutaj na wakacje, aby podziwiać widoki - czterdziestolatek piorunował go wzrokiem. - Przysyłają coraz gorszych - odwracając głowę, ostatnie słowa mówił sam do siebie, wyrażając w ten sposób coraz większe niezadowolenie. Szef zacisnął pięści, uszedł kilka kroków, po czym przystanął, odwracając się krzyknął nagle. - To jest ostatnie ostrzeżenie. Jak tak dalej pójdzie to jeszcze dzisiaj wieczorem staniesz do raportu u kapitana Miksa. Kapral kuląc się w duchu, ostatni raz rzucił okiem na rosnącą kulę Tyche. Zapiął wszystkie guziki kombinezonu, tak jakby robiło mu się zimno i potruchtał jak mały krasnal w kierunku kapsuł. Przez umysł przeleciała mu treść regulaminu Floty, podpunkty 271 i 232. Nie zastanawiał się, czy był to wytwór jego chwiejnej podświadomości, czy kolejny chochlik sztucznej inteligencji gnieżdżącej się na jego korze mózgowej. Miejsce jego służby - hangary i doki jednostek ratunkowych, najgorsze co mogło mu się trafić w służbie galaktycznej. Nora pełna demonów. Przerażała go myśl, że tak będzie wyglądało jego całe życie. Nie o tym marzył. Nagle coś silnego szarpnęło pokładem. Uderzenie. Może kolizja z jakimś odłamkiem skalnym. - Co to?! - ktoś krzyknął. - Co się dzieje? W oczach młodych żołnierzy malowało się przerażenie. - Chyba mają problemy z reaktorem - sierżant krzyknął, świadomie kłamiąc, tłumiąc w ten sposób emocje i strach wśród swoich podwładnych. Miał w tym…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
GWIEZDNA MAPA — czytnik · opowiadania