Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 11 min czytania

gwiezdne smrody:początek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dawno, dawno temu W odległej galaktyce Złe imperium Śmierdzieli Trzymało całą władzę. Źli lordowie Śmierdziele Wytępili prawie wszystkich rycerzy smrodu Ale nadejdzie…

Część 666 – zapach z gęby! (cały czas denna muzyka z PC-speakera w tle)

-Bek! Chodź tu! Trzeba kupić nowe roboty, stare się właśnie r***********y! – krzyknęła ciotka Beka Prewakera, wyjątkowo brzydka raszpla. Bek westchnął. od czasu kiedy jego ojciec r**********ł się na wyścigach, był wychowywany przez wujostwo. Miał już tego serdecznie dosyć. Wziął powietrzny wóz i pojechał. Handlarze używanych niewolników, robotów i całego innego sprzętu AGD™ mieli swoją siedzibę kilkaset kilometrów dalej. Kiedy dojechał, jego uwagę przyciągnęły dwa roboty w postaci młodych dziewczyn. Handlarze tak często robili – wgrywali program robotom z zupełnie innej dziedziny, tak w końcu było taniej. Bek podszedł do robotów pokonwersować. Czasem lubił się podroczyć z robotami. -Ello dziewczyny… -tylko nie „ello”. My, roboty, też mamy swój honor! Ja jestem ed3-iu a to sd3-8 -bez przesady. Roboty „kuchenne”? -teraz tak. 400 programów Wcześniej – zaczęła mówić druga - był w nas jednak zupełnie inny program, część jego została po formatowaniu mózgów. -jaki to był program? -nie domyślasz się? – uśmiechnęły się lubieżnie. Było jasne w jakim celu były wcześniej stosowane. Bek podszedł do sprzedawcy. Spytał się o ich cenę. Kiedy usłyszał odpowiedź… -Ile?? Taniej bym kupił całkowicie nowe! -na pewno nie na tej planecie. Kupiec miał rację, chociaż Bek wyciągnął laser, by „obniżyć” cenę. Kiedy już kupił obie roboty (od razu zaczął mówić w formie żeńskiej) kazał im wsiąść do wozu. Wtedy pojawił się Dreds – stały rywal Beka. -Ty! – zawołał do niego. -czego? – Bek odwrócił się w jego stronę. -scigamy się! No chyba że się k***a boisz! Wsiedli do wozów – w końcu Bek nie mógł pozwolić by taki s******l mógł do obrażać. -jedziemy do najbliższej stacji paliwowej -na pewno wiesz, co robisz? – spytała się ed3-iu -spoko ścigam się od czasu, kiedy przestałem robić w pieluchy – uspokoił ją Bek. Wyścig się zaczął. Miał prostą zasadę – kto u celu jest w stanie utrzymać się na nogach, ten wygrywa. Oba wozy pędziły, ostrzeliwując się wzajemnie. Jeden z promieni lasera otarł się Bekowi o włosy. Wtedy z całej siły skręcił kierownicę w bok. Wóz uderzył o bok przeciwnika. Tamten stracił panowanie i uderzył o mur. -wygrałem - stwierdził Bek, podchodząc do wraku. W wozie obie roboty stwierdziły, że cały ten wyścig był cudowny, a jeszcze taka wygrana… Bek postanowił z tego skorzystać. No, właściwie to z ich starego programu, ale kto by się czepiał? Przejeżdżający w pobliżu ludzie pustyni zobaczyli tylko trzęsący się wóz, z którego dochodziło wiele ciekawych odgłosów. W końcu Bek postanowił pojechać do domu. Jednak przed samą wioską zobaczył, jak z nieba spada meteor. -o k***a! – tylko tyle zdołał z siebie wyksztusić na widok zupełnie zniszczonej wioski i porozrzucanych ciał( grawitacja na Blaboine jest tak mała, że żaden meteor nie ryje porządnie terenu i nie spala całej okolicy) -o k***a! – powtórzył -no to masz przechlapane – powiedziała ed3-iu.

XXXX

-Lordzie Latrin – tu żołnierz z trudem powstrzymał śmiech – pojmana… -tak?? - Zapytał Darth Latrin, lord śmierdzieli. -pojmana po zażyciu kilkudziesięciu środków zaczęła mówić, ale teraz mówi nawet za dużo, co gorsza się śmieje tak, że przesłuchania w tej chwili nie maja sensu -zamknąć ją w kabinie. Jak w ciągu najbliższego miesiąca nie zacznie gadać, to wyrzucić w próżnię. -tak jest – żołnierz zasalutował, przypadkowo uderzając się tak, że z całej siły uderzył się w głowę Z kim ja musze pracować- westchnął Latrin Tymczasem kilku żołnierzy-kombinatorów zamontowało w kabinie księżniczki Weji kamerę. Na transmisji „dziwnych rzeczy” przez kosmonet można było naprawdę sporo zarobić…

XXX -I co ja teraz zrobię? – zastanawiał się Bek, patrząc na szczątki domu i krztusząc się kurzem. -nas się nie pytaj, jesteśmy tylko maszynkami – powiedziała sd3-8, włączając swój filtr przeciwkurzowy. Bez niego roboty nie przetrwałyby długo na Blaboine. -może odlecę stąd? Według mnie, robota, w dodatku zbudowanego przez kogoś niezbyt normalnego, co nieco chyba wpłynie na twoją decyzję, to całkiem niezły pomysł. Prewaker postanowił zrobić to co przyszło mu do głowy. Ale był jeden problem – musiał znaleźć transport. W końcu, kto by chciał przewieźć faceta bez kasy za to z dwoma robotami? Musiałby być naprawdę głupi, lub zdesperowany… albo jedno i drugie naraz.

XXX

Jan Golo, kapitan „kondora nowej ery” miał wiele kłopotów. Dokładnie to cztery. Lufy skierowane w stronę jego głowy. Oraz piętnastometrowy wodospad, który odcinał mu drogę ucieczki. -stój, Golo! Wisisz nam blisko czterysta miliomów za towar! -mówiłem byście nie dawali mi tak trefnego ładunku! -wypaliłeś blisko tonę trawki! Glaaba nie wybaczy ci tego! – jeden z łowców strzelił pod nogi Jana. -to nie ja! – krzyknął im Golo z trudem utrzymując równowagę nad wodospadem – mówię, że to zrobił jednoręki, jednonogi, bezgłowy koleś! -kogo próbujesz oszukać – jeden z łowców zbliżył się. Golo miał tylko jedno wyjście. Skoczył w stronę wodospadu. Spadł prosto na maskę „kondora nowej ery” którym kierował jego nieludzki, owłosiony, dwugłowy towarzysz. -ladowac zeee – krzyknął (a w tłumaczeniu na bardziej ludzki – ratuję cię!) -dzięki – odparł Golo. Teraz w jego oczach pojawiła się żądza mordu. – Działa…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
gwiezdne smrody:początek — czytnik · opowiadania