Fantastyka · 19 min czytania
Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.10
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
Krążownik typu Charger był wygodnym statkiem. Kiedyś służył jako jednostka dyplomatyczna, przez co poszczególne pomieszczenia i pokoje były dobrze wyposażone. Bezpośrednio przed wybuchem wojen klonów zaczęto je dozbrajając i przemianowano na lekki okręt bojowy. Ta wersja była wersją pośrednią pomiędzy typowym statkiem dyplomatycznym, a mocno dozbrojona fregata, która zaczęła się pojawiać w czasie wojen klonów. Kiedyś jako okręt republikański, teraz można go było spotkać również wśród piratów i przemytników.
Quaresma przebywał w swojej kajucie. W medytacji łączył się z Mocą unosząc się jednocześnie nad podłogą. To zawsze go odprężało i pozwalało oczyścić umysł. Nachodziły go myśli, że może niepotrzebnie się wyrwał z tym lotem, że Batien nie był z tego zadowolony. Ale nic mu o tym nie powiedział, wiec i on nie zaczynał tematu. Usłyszał lekkie pukanie i głos zza drzwi.
- Przepraszam Mistrzu. Można? - Można - odpowiedział spokojnie Jedi cały czas lewitując.
Młody chłopak otworzył drzwi i wszedł do środka. Zatrzymał się jednak zmieszany, gdy zobaczył Quaresmę. Widział Jedi tylko jak przechodzili tu czy tam. Nie miał jednak okazji przyjrzeć się ich zdolnością, dlatego latający facet lekko go zmieszał.
- Przepraszam - odpowiedział zawstydzony. - Nic się nie stało - powiedział spokojnie. - Wszystko w porządku? - Tak... tak - odblokował się. Quaresma stał już przed nim i poprawił miecz świetlny. - Wzywają Pana na mostek. Zbliżamy się do miejsca spotkania. - Dobrze. Powiedz im, że już idę. - Tak jest - chłopak obrócił się w miejscu i wymaszerował przez drzwi.
*****
Baratri siedziała w swoim pokoju na pokładzie transportera Armii Mandalorianskiej. Lot nie miał być bardzo długi, ale i tak postanowiła wziąć cześć pracy ze sobą. Plan nowej ofensywy zawładnął nią całkowicie. Można powiedzieć, że była nim podekscytowana. Analizowała różne warianty i reakcje przeciwnika. Przygotowywała plany rozdysponowania członków jej Akademii. Obecnie dobierała dowódców poszczególnych grup uderzeniowych. Miały to być elitarne jednostki wykorzystywane do zadań specjalnych, jak i w przełomowych momentach bitew. Miały pojawiać się jako odpowiedź na drużyny Jedi, ale chciała także wykorzystywać je tam gdzie nikt się tego nie spodziewał, tak aby uzyskać szybka przewagę. Ekran, który wyświetlał się na stole wypełniony był zdjęciami poszczególnych kandydatów. Po kliknięciu na danego z nich można było przeczytać krótką notkę o nim i jego dotychczasowej służbie. Jeśli chciała mogła uzyskać pełną informację razem z kartą zdrowia. Manewrowała podobiznami i zastanawiała się jak je najlepiej dobrać. Jej rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
- Wielka Mistrzyni? - zapytał głos zza drzwi - Słucham? - odpowiedziała i wcisnęła przycisk pod blatem. Drzwi rozsunęły się i ujrzała młodego żołnierza w stopniu szeregowca. - Coś się stało? - dodała. - Za pięć minut wyjdziemy z nadprzestrzeni. Proszą Panią na mostek. - Już się zbieram. Przekaż, że za chwile będę. - Tak jest. - chłopak już się odwrócił, ale usłyszał głos za sobą. - Albo poczekaj. Pójdziemy razem. - Tak... - Chce się czegoś dowiedzieć - rzuciła Baratri i wyszła na korytarz.
Część 22 / 4
*****
Quaresma zobaczył przed sobą ruchomą stację przeładunkową Rodziny Solo. Trzeba powiedzieć, że robiła wrażenie. Miała ona kształt odwróconego stożka, gdzie w górnej części znajdowało się miejsce do zadokowania. Republikańska korweta właśnie zbliżała się do jednego z nich. Jedi obserwował to wraz ze swoimi pięcioma podopiecznymi z Akademii. Dowódca okrętu, major Gruut stał z założonymi z tyłu rękami.
- Pięćdziesiąt metrów - zakomunikował kontroler. - Przechył trzy stopnie, moc niska sześć, silniki wsteczne minus dziewięć stopni. - nawigator naprowadzał. - Trzydzieści metrów. - Moc niska trzy, silnik wsteczny na zero. Wysunąć rękaw. - Piętnaście metrów. - Utrzymuj. Jesteśmy w korytarzu. - Pięć metrów, cztery, trzy, dwa, jeden. Kontakt - Mamy was NR Omnibus. - usłyszeli głos w głośniku. Otwieramy dok przeładunkowy.
Wszyscy podążyli za oficerem handlowym w kierunku doku. Tam już czekali ludzie z ekipy przeładunkowej. Drzwi rozsunęły się i zobaczyli po drugiej stronie przedstawicieli rodziny Solo. Jeden z nich w fioletowym uniformie wyszedł do przodu. W rękach trzymał elektroniczny notatnik.
- Cóż za synchronizacja. Wpłata właśnie wpłynęła. Dwa i pół tysiąca ton ładunku. - podniósł lekko wzrok. - Jedi? a tak... miałem takie informacje. Może przelećcie ładunkiem? - powiedział pokazując swoje zęby - to nam zaoszczędzić sporo czasu. - Nie jestem w nastroju do latania - odpowiedział z uśmiechem Quaresma. - No cóż, może innym razem.
Zza rogu na początku pojawił się ładunek na palecie, a potem trzy osoby, które ją pchały. Oficer handlowy odznaczył coś w swoim notesie.
- To na prawo - zarządził.
Część 33 / 4
Za chwile pojawiła się kolejne paleta, a za nią następna i następna. Quaresma stał w miejscu i starał się nie ruszać. Chciał się wyciszyć, pomyśleć o czymś przyjemnym, ale widział tylko paletę za paletą i nie mógł pozbyć się myśli, ze Batien specjalnie go w to wpakował. To jeszcze trochę potrwa. Może jednak trzeba było polatać...
*****
W innym miejscu galaktyki, w przestrzeni ociężale unosiła się bliźniaczo podobna stacja załadunkowa Rodziny Solo. Zacumowany był do niej inny statek handlowy, lecz wewnątrz rozgrywały się podobne sceny. Palety przesuwały się wolno, jedna po drugiej. Rodianin z elektronicznym notesem zaznaczył coś rysikiem, po czym podniósł głowę.
- To już ostatnia. - Tak ostatnia. - odpowiedziała ubrana w ciemno fioletowy uniform osoba. - wszystko w porządku. Odetniemy Was za 15 minut. - Dobrze - odpowiedział Rodianin. - Do następnego spotkania. - Na razie Kopla - Pozdrów Drufta jak go zobaczysz. - Pewnie. a Ty powiedz Dereter, że może spotkamy się w końcu na partyjkę pazaaka. - Jak ją zobaczę. Mandalorianskiej Dowództwo Floty Handlowej przerzuciło jej statek w inny sektor. - Ale jakbyś spotkał to daj znać. - Nie ma problemu.
Poszczególne grupy schowały się po swoich stronach, a właz zaczął się zamykać.
*****
Baratri poczuła lekkie szarpnięcie i przechylenie statku na prawo. Świadczyło to o tym, że właśnie wyszli z nadprzestrzeni. Pomyślała, że ustawiają się do dokowania. Stanęła na przeciwko drzwi na mostek. Młody szeregowiec, który jej towarzyszył właśnie wpisywał kod. Całkiem porządny chłopak - pomyślała. Wyczuwała w nim pokłady zdolności, może nie wielkie, ale jednak. Mógłby się nadać do Akademii. W trakcie drogi próbowała go wypytać o to jak wyglądają takie transakcje, ale wiele się nie dowiedziała. To była jego pierwsza misja. Latał wcześniej w misjach transportowych, ale nie po kolctę. Dowiedział się o przydziale dzień przed odlotem. W sumie tak jak ona...
Część 44 / 4
Drzwi rozsunęły się i weszli do środka. Zaraz po minięciu progu zamknęły się ponownie ze świstem. Baratri rozejrzała się po pomieszczeniu. Było okrągłe, prawie całkowicie przeszklone. Na środku znajdowało się wydzielone miejsce dla obsługi w kształcie kwadratu. Było ono obniżone w stosunku do poziomu podłogi o około dwa metry. Na każdym boku ulokowano schody. W każdym rogu, przy schodach znajdowały się wentylatory i okablowanie. Coś jednak tutaj nie pasowało. Nie było widać stacji handlowej. Baratri sprawdziła jak ona ma wyglądać i nie dało się jej przegapić. W tym momencie przed nimi była pustka galaktyki. Z lewej strony przeleciał jeden z osłaniających ich myśliwców. Już bez modułu hipernapędu. Baratri poczuła wibracje. Jej zdolności... Ostrzegały ją.
- Witaj Baratri - odezwał się jeden z Mandalorian. - skinął głową na nawigatora stojącego po środku kwadratu. - Wszystko ustawione? - zapytał trójkę osób obsługująca pulpity. - Tak jest - opowiedzieli zgodnie. Byli równie młodzi co kompan Baratri.
Na górnym pokładzie stało trzech Mandalorian. Baratri nie znała ich wcześnie. Spotkali się parę razy w czasie lotu, przy jedzeniu, na korytarzu. Nic nadzwyczajnego. Nie próbował nawet zapamiętywać ich imion. Nie uważała ich za wartych uwagi. Jeden z nich nacisnął przycisk na konsoli i odwrócił się z powrotem do nich. Sith usłyszała brzęk. Wibracje się wzmocniły. Do przodu podeszły dwa droidy typu BX. Mandalorian kiwnął rękę. Padły trzy szybkie strzały. Obok nawigatora leżała jego obsługa.
- Co się dzieje? - Baratri w końcu się odezwała.
Nawigator dołączył do pozostałych. Po ich lewej stronie stanęły droidy BX. Po prawej pojawiły się również dwa humanoidalne droidy IG 100 Magnaguard z charakterystycznymi pałkami magnetycznymi. Baratri kątem oka spojrzała na chłopaka. Był przerażony. Odwróciła się do przeciwników spokojnie.
- Pytam ostatni raz. Czego chcecie od Wielkiej Mistrzyni Akademii Sithów? - Byłej Mistrzyni. Zostałaś zdegradowana. - odezwał się jeden z nich. - Rada Wojenna uznała twoje usługi za zbędne i przeszkadzające naszym interesom. - Oczy Baratri zmieniały się z lekko różowych na praktycznie czerwone - Nie pasujesz już do naszej organizacji, a z racji twojego stanowiska nie można pozwolić Ci odejść. - Ten statek będzie waszym grobem - głos Sitha był nadzwyczaj potężny. Miecz świetlny zapalił się w jej ręce. W koło pojaśniało czerwonym światłem. Oczy jej pasowały do tej poświaty. Odwróciła się jeszcze do chłopaka - Schowaj się gdzieś. - Chłopak odwrócił się powoli i skinął głową. - Zabić ich - rozkazał Mandalorianin.
Pałki