Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 13 min czytania

Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.12

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kanclerz stał wyprostowany i obserwował wszystkich wokół siebie. Zawsze obserwował. Wychodził z założenia, że dobra obserwacja jest kluczem do sukcesu. Najpierw poznaj cel, a dopiero potem działaj. Może nie jest to przebojowa dewiza życiowa, ale doprowadziła go do najwyższego urzędu w Republice. Stosował ją perfekcyjnie. Gra pozorów także była jego mocną stroną. Niech wszyscy myślą, że coś wiesz, albo że czegoś nie wiesz... Co Ci akurat potrzebne. Uwij sieć, w której tylko ty się odnajdziesz. Miał do tego talent. Ci, którzy go otaczali w większości byli tylko elementami tej układanki.

Jego rozmyślania przerwał cichy szept zza pleców.

- Kanclerzu. - jeden z podwładnych próbował zwrócić jego uwagę. - Nie teraz – syknął. - Ale to ważne - był nieustępliwy. - Poczeka - uciął Kanclerz.

Osoba wycofała się, ale w tym momencie poczuł, że ktoś włożył zawiniątko do jego zaplecionych na plecach rąk. Nie bronił się. Zamknął papierek w dłoni i rozejrzał się dookoła. Wszyscy byli skupieni na czymś innym. Rozwinął wiadomość i spojrzał na nią ukradkiem. To co przeczytał było realizacją jego tajnego, dalekobieżnego planu. Sama informacja była krótka, ale treściwa. „Usunęliśmy przeszkodę. Czekamy na Wasz ruch.” Rozejrzał się jeszcze raz w koło i lekko się uśmiechnął. Nasza przeszkoda sama się usunęła - pomyślał. Spoglądnął przed siebie. Stał na czele delegacji Senatu, lecz gospodarzami byli tutaj Rycerze Jedi. Quaresma i inni stali w bezruchu po przeciwnej stronie. Miedzy nimi leżał Batien... Zmarł w nocy. Atmosfera była napięta. W Zakonie nie było jednego, klarownego lidera. Teraz czekał ich jego wybór, który nie był prosty. Oczywiście należał on wyłącznie do Jedi. Senat nie miał tutaj nic do powiedzenia. Wyznając swoje zasady Kanclerz także się nie wtrącał, ale to nie miało oznaczać pozostawienia tak ważnego wyboru nieprzewidzianym przypadkom.

Ktoś przedzierał się przez zgromadzonych dostojników. W końcu wyszedł przed delegację Senatu. Był to jeden z uczniów Akademii Jedi. Pewnie pełnił dziś służbę. Spojrzał przez ramię na Kanclerza, po czym przeszedł koło łóżka i stanął przed Mistrzami Jedi. Ci próbowali go zignorować, ale młodziak szepnął coś miedzy nimi. Varido Klam zauważył, że wszyscy w jednej chwili zwrócili oczy na chłopaka. Usłyszał tylko pytanie.

- Jesteś pewien?

Po chwili Quaresma obrócił się do pozostałych zebranych i zabrał głos.

- Dzisiejszy dzień jest smutnym dniem dla całej Republiki, a przede wszystkim dla Zakonu. Stała się rzecz bardzo istotna dla naszych spraw. Odszedł Batien, człowiek, który stał na straży pokoju i prawości. Jego służba dobiegła końca. Jednakże, otrzymaliśmy właśnie informację, że nasi wrogowie, Mandalorianie także utracili kogoś ważnego. – zrobił pauzę. Baratri Sakka najprawdopodobniej nie żyje. Nic nie jest oficjalne. Nie będę wyrażał własnych poglądów na jej temat, gdyż są one już nieistotne, a o zmarłym mówi się dobrze albo w cale. Kanclerz starał się wyglądać na równie zdzwionego i zaskoczonego jak wszyscy pozostali. Quaresma kontynuował. - Myślę, że Batien nie chciałby żebyśmy tu tkwili, gdy ważą się losy galaktyki. Nie wiemy, co Mandalorianie i Sithowie zamierzają teraz zrobić. Kto będzie nowym Wielkim Mistrzem Akademii. Mam nadzieję, że Kanclerz się ze mną zgodzi. Trzeba zwołać nadzwyczajne posiedzenie Rady. - spoglądnął na Varido. - Oczywiście - był aż nad to zaskoczony. Może trochę przesadzam? - pomyślał. - Nie kojarzę żebyśmy chcieli usunąć Baratri - rzucił ktoś z zebranych. - My nie mamy z tym nic wspólnego - głos Kanclerza był stanowczy i zniechęcał do jakiejkolwiek polemiki. Wszyscy powoli opuścili salę.

*****

Za drzwiami zebrało się parę osób. Na gorąco omawiały informacje płynące z obozu Mandalorian jak i sytuacje wewnętrzną po śmierci Batiena. Kanclerz nie rozmawiał z nikim. Sam powoli opuścił pokój i skierował się przed siebie. Na końcu podążali Mistrzowie Jedi gorąco ze sobą rozmawiając. W pewnym momencie przewodniczący Senatu zatrzymał się i ewidentnie na kogoś czekał. Jeden z senatorów chciał skorzystać z okazji, ale Varido kiwnął lekko głową, pokazując, że nie ma na to czasu. Joka poszedł dalej. Gdy zbliżali się już członkowie Zakonu, obrócił się nagle i rzucił.

- Mistrzu Quaresma. Mógłbym zamienić słowo? - spoglądnął na pozostałych - Oczywiście o ile to nie problem. - użył przepraszającego tonu. - Nie ma problemu. Zaraz do was dołączę w sali spotkań. - rzucił do pozostałych. Gdy odeszli skierował się bezpośrednio do Kanclerza. - Co się stało? - Nie. Nic. Chciałem jeszcze raz wyrazić swoje współczucie i złożyć kondolencje. Utraciliśmy wielkiego wojownika o pokój i sprawiedliwość. - Dziękuję Kanclerzu. Na pewno przekażę je pozostałym członkom Rady. - Ciężko będzie go zastąpić. - Wiem, ale następca z pewnością stanie na wysokości zadania. - Oczywiście, oczywiście... - Varido zamyślił się. To będzie ciężki wybór. - Z pewnością - krótko odpowiedział Jedi. - Osobiście myślę, że byłbyś idealnym kandydatem. - Quaresma stanął jak wryty.

Nie wiedział co powiedzieć. Co on ma na myśli? Próbuje go wciągnąć w jakieś polityczne gierki? Niemożliwe, nie ma aż takich wpływów. Był jednocześnie pewny, że Kanclerz nie byłby na tyle głupi i naiwny by próbować go przekupić. Rycerze Jedi są wierni swoim ideałom i tradycji i nic tego nie zmieni. Nim zdążył coś powiedzieć Varido kontynuował.

- Ale to oczywiście tylko moje skromne zdanie i ono nic nie znaczy - akurat, pomyślał w duchu - Rada Jedi wybierze najodpowiedniejszą osobę i chce Cię zapewnić, że Senat nie będzie się do tego mieszał i zaakceptuje każdy jej wybór. Z każdym będziemy w pełni współpracować. - Rozumiem. - To dobrze - twarz Varido Klama wykrzywiła się w dziwnym uśmiechu. Spojrzał przed siebie zawieszając wzrok w przestrzeni. Jedi także się nie odzywał analizując ostatnie słowa Kanclerza. - Jeszcze raz współczuję - przerwał ciszę Arkanin. - Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie się dobrze układać. Bardzo pana cenię. - Dziękuję - to jedyne słowa, które Jedi z siebie wyrzucił. Chciał powiedzieć coś więcej, zaprotestować przeciwko sugestiom, które usłyszał, ale Kanclerz już się oddalił. - Do następnego spotkania - rzucił jakby przez ramie i zniknął za zakrętem…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.12 — czytnik · opowiadania