Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 12 min czytania

Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ben okrążył sale spotkań już kilka razy. Przy innych nie pokazywał tego, że się niepokoi, że coś może być pójść nie tak. Choćby nie wiadomo co się działo, zachowywał się jakby to przewidział i był na to przygotowany. Tego nauczył się od rodziców i siostry. Zawinięty dość dokładnie w swoje szaty z mieczem przypiętym do boku wyglądał jak prawdziwy, rasowy Jedi. Czasami zastanawiał się czy nie odejść od tego, ale jakoś nie potrafił. Szanował tradycję. Zaczynał się już lekko niecierpliwić. Powinni już tu być. Bardzo był ciekawy jak potoczyły się sprawy na Kothlisie. Utrzymali brak kontaktu radiowego. Tak jak się umawiali.

W głowie budował różne scenariusze. Co zrobić jeśli jego podejrzenia będą prawdą? Co zrobić jeśli się myli? Ale on się nie myli. Był pewien, że Calwdite coś knują. Rodzina nie utrzymywała stałych załóg w laboratoriach poza Tatooine więc były to idealne miejsca do sabotaży. A dlaczego Kothlis? To podpowiadało mu przeczucie. Nie wiedział jednak jak daleko zaszli. Kogo mają za sobą? Podejrzewał Huttów, ale nie miał dowodów. Zapalił swoją fajkę. Lubił ją, lubił ten zapach. Zaciągnął się mocno. W tym momencie drzwi do pokoju się otworzyły. Weszli Kumd i Retax. Tylko w dwójkę. Tylko ich zaprosił. Reszta stanowiła osłonę misji. Oni byli najważniejsi.

- No nareszcie – zaczął Ben. - Witaj Ben – przywitał się Kumd. - Witaj – rzucił Retax. - Jak minęła podróż? Bez problemu? - Spokojnie – odparł Retax. - Podróż jest tutaj mało ważna. – powiedział Kumd – Przywozimy ważne wieści z Kothlis.

Ben zaciągnął się fajką i wypuścił dym w przestrzeń. Zapanowała chwilowa cisza po czym kontynuował.

- Słucham. - Coś jest nie tak – zaczął Kumd. – Panuje tam dziwna atmosfera. Niby wszystko jest poprawnie, a produkcja trwa, ale mam sporo wątpliwości. - Jak laboratorium? - Sprawdzone. Jeśli chodzi o dokumentację nie ma niezgodności. Jeśli chodzi o system też wszystko w porządku. - A ogrody? - Pad sprawdził je pod każdym kątem. Byli tam z Yokim. Wszystko wygląda dobrze. Bothanie wykonują swoje obowiązki całkiem sprawnie. - A jednak coś Cię niepokoi? - Tak. Nie było Pako. - Jak to nie było Pako? A gdzie był? – zdziwił się Ben. Pako to była osoba, z którą powstawało to laboratorium. Był ich sojusznikiem i przekonał pozostałych, że praca dla Rodziny może im się opłacić. - Podobno chory. – rzucił jak od niechcenia Retax.

Kumd przeszedł pod jeden z pulpitów i usiadł. Retax stał ciągle przy drzwiach. Dym z fajki rozchodził się po całym pokoju. Przy przygaszonych światłach robił jeszcze większe wrażenie. Kumd mówił dalej. - W jego zastępstwie nadzór sprawuje tam teraz Wrepeg. Dziwny osobnik. Fałszywy. Nie ufam mu.

Ben zaciągnął się ponownie. Spojrzał przed siebie. Przez chwile wydawało się, że oczy mu błysły, ale może to tylko złudzenie. Dym przyjmował coraz bardziej futurystyczne kształty.

- Dobrze. Wiemy, że tam coś się dzieje. Twoje odczucia są dla mnie ważne, ale czy mamy jakieś dowody? Czy dzieje się coś nieprawidłowego? Jeśli pójdziemy na konflikt z Clawdite to musimy mieć pewność. Kumd spojrzał na Bena.

- Jest jedna sprawa. Odpad. - Co z nim? – zaciekawił się Ben. - Jest podwyższony. Niby to normalne, ale wg mnie zbyt często się to zdarza. Poza tym zawsze następuję awaria na ogrodzie i potem w laboratorium. Musimy się temu bardziej przyjrzeć – Kumd myślał o tym wszystkim. Prawda jest taka, że nie miał niczego konkretnego. Miał przeczucia, ale to wszystko. To za mało. Musi złapać się tych awarii, to jedyne co ma.

W rogu zadymionego pomieszczenia poruszył się Retax.

- Jest coś jeszcze – zaczął. - Tak? – Ben skierował teraz wzrok na niego. Był cały czas spokojny, nie ekscytował się. Przynajmniej na zewnątrz. - Na terenie naszej bazy na Kothlis nie ma hormonu ACH.

Kumd popatrzył na Retaxa zdzwiony. O czym on mówił? Nie da się od tak stwierdzić czy hormon jest w powietrzu czy nie. Retax cały czas był z nim, więc na pewno nie wyciągał czujnika. Poza tym nie jest on wcale mały, na pewno by zauważył.

- To jest podstawa do poważnych działań – Ben powiedział spokojnie i zaciągnął się. - Skąd to wiesz? Moli sprawdzała dystrybutor. Wszystko było w porządku. – Kumd podnosił głos – Byłeś cały czas przy mnie. – Nie potrafił ukryć zdziwienia. - Spokojnie Kumd, spokojnie. – uspokajał go Ben. – Retax, pozwól.

Retax podszedł do siedzącego Kumda nie spuszczając z niego wzroku. Nie odzywał się.

- Kumd – zaczął Ben. – Agnes nie żyje. Myślę, że dalej dwie osoby powinny znać pewien sekret o naszym Retaxie.

Kumd miał szeroko otwarte oczy, ale nic nie mówił.

- Retax ma pewną tajemnicę. Można powiedzieć, że jest tajemnicą. – uśmiechnął się lekko i spojrzał na Retaxa – Nie chciałbym aby wyszła ona poza ten pokój. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz? - Tak – tylko tyle był w stanie powiedzieć. - Retax, czy możesz? - Dobrze.

Retax stanął przed Kumdem. Patrzył na niego i nie mógł uwierzyć w to co widzi. Retaxowi zmieniał się kolor włosów. Był blondynem, ale teraz już szatynem. Pojawiły się wąsy. Rysy twarzy lekko się zmieniły. Teraz włosy stały się rude. Retax stał spokojnie i zmieniał kolory jak kameleon.

- Co tu się dzieje – wydusił w końcu. – Retax przybrał swoją normalną postać. - To jest nasza tajemnica – powiedział Ben. Retax się uśmiechnął. - Wszyscy tak reagują - dodał. - Ale o co chodzi? - Retax nie jest do końca człowiekiem Kumd. Jest mieszańcem, bez obrazy Retax. Jego matka była człowiekiem, ale ojciec to Clawdite. - Co? – powiedział Kumd. - Odziedziczył po ojcu możliwość transformacji, ale jest ona znikoma. Jego naturalną postacią jest postać ludzka. Potrafi jednak uruchomić te ograniczone zdolności. Chodzi przede wszystkim

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.4 — czytnik · opowiadania