Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 11 min czytania

Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.6

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Stację laboratoryjną Rodziny Solo było widać jak czarny punkcik na śnieżnobiałym obrusie. Patrząc z brzegu można było odnieść wrażenie, że nie zajmuje ona zbyt wiele miejsca, ale to było jedynie złudzenie. Koth`lar chylił się już za horyzont, jednak dawał jeszcze trochę ciemno-pomarańczowego światła. Cała sceneria potęgowała wygląd stacji. Migotała ona majestatycznie na tle ciemniejącego morza. Wszystko wyglądało bardzo spokojnie, wręcz sennie.

Na brzegu znajdowało się mała wioska, która stanowiła siedzibę załogi obsługującej stację. Bothanie zdołali wynegocjować, aby stała się ona ich enklawą, bez możliwości ingerencji Rodziny. Miejsce to otoczone było niezbyt wysokimi górami. Z ich szczytów, przy dobrej pogodzie, można było zobaczyć w oddali ruiny stolicy dawnego Państwa Bothan - Tal`cary. Była ona monumentem przypominającym wszystkim mieszkańcom o wielkości, która przeminęła. o sześciuset ośmiu klanach Bothan żyjących i rywalizujących ze sobą, o Ar`kai, świętej wojnie, która potrafiła zjednoczyć ich we wspólnej walce o przetrwanie. Nie byli jednak w stanie zapobiec temu co nadeszło. Z biegiem lat stali się zbyt skłóceni aby się zjednoczyć. Nawet w najtrudniejszych chwilach. To doprowadziło do upadku szanowanej niegdyś w galaktyce cywilizacji. Dziś byli oni cieniem dawnych Bothan ze smutkiem patrzących w otchłań minionych lat. Część z nich jednak nie chciała spoglądać za siebie. Starali się, choćby w małym stopniu, przywrócić ich świetność.

Wrepeg siedział w pokoju sam. Prawie sam. W rogu pomieszczenia siedział ktoś jeszcze. Nie był skuty ani związany, to nie było potrzebne. Pako patrzył w ścianę. Jego twarz wyrażała smutek i zrezygnowanie. Nie chciał spojrzeć na Wrepega.

- Pako, zrozum mnie. Zrozum nas. Nie chcemy być wiecznie na usługach. - A co robisz teraz? Zmieniłeś tylko osobę wydającą rozkazy. Moim zdanie na dużo gorszą. - Rodzina Solo gardzi nami. Nie pamiętasz kim jesteśmy? Mają nas za małych futrzaków. - To nie jest prawda. Szanują nas. - Szanują nas jako całkiem sprawnych ogrodników. Nie jesteśmy ogrodnikami Pako. - Dają nam stabilizację w tych trudnych czasach. Wejdź na Kratch. Oglądnij sobie stolicę jeszcze raz. Zobacz co się stało z tymi, którzy nie chcieli z nikim współpracować. - Widzę to codziennie Pako i nie mogę tego wytrzymać. Pragnę podnieść nas z ruiny. Odbudować Tal`car. Jeśli tego nie chcesz i nie rozumiesz, to nie jesteś prawdziwym Bothaninem. - Robiłem to co uważałem za dobre dla nas. Jesteś za młody, nie zrozumiesz tego. To my wspomogliśmy Rebelię, kiedy najbardziej tego potrzebowała. Nie dla poklasku, nie dla sławy, ale dla ważnej, dobrej sprawy. Chciano zrujnować naszą reputację, ale nie pozwoliliśmy na to. Piętnaście lat zajęło nam oczyszczenie się z plugastw Imperatora. Teraz Ty bratasz się z osobami ich pokroju. Wstyd mi za ciebie Wrepeg. Wstyd.

Mina Pako wyrażała wszystko. Żywił pogardę dla tego co robił Wep. Najbardziej jednak bolało go to, że tak wielu Bothan go popierało. Wiedział, że chciał dla swoich pobratymców jak najlepiej, ale zbyt wielu miało gorące głowy. Pragnęli wszystkiego już, od razu. Nie chciał o tym myśleć, ale bał się, że obróci się to przeciwko nim z siłą jakiej się nie spodziewają.

- Teraz są inne czas Pako. Dość poniżenia, dość zniewolenia. - Stracimy to co nam pozostało. - Pako powiedział to jakby w powietrze, bez konkretnego adresata. - Dobrze wiesz, że to chwilowy stan rzeczy. Przegnamy jednego okupanta, a wtedy ogłosimy Ar`kai. Wszyscy Bothanie powstaną, aby walczyć z wrogiem. Odbudujemy naszą cywilizację.

Wrepeg był bardzo podekscytowany. Wierzył głęboko, że to co robi jest słuszne. Szanował Pako. Nie kazał go więzić. Był ich przywódcą bardzo długo. Może i za długo. Nic się nie zmieniało przez lata. Dalej tkwili jako ogrodnicy Rodziny Solo. To była hańba, wielu tak sądziło. Dlatego on stanął na czele przewrotu. Zamierzał go doprowadzić do końca, albo polec. Uważał, że takie życie nie jest godne prawdziwego Bothanina.

Zostawił Pako samego. Czekało go spotkanie. Nie lubił ich, Clawdite budzili w nim niechęć. Zdecydował się na współprace z wiadomych powodów. Miał nadzieję, że nie będzie musiał tego długo ciągnąć. Uważał ich za głupców, którzy nigdy nie połapią się w tym co zamierza zrobić. Ale na razie... Na razie niech myślą, że to oni wszystko kontrolują.

Zamknął za sobą drzwi chaty i minął dwóch strażników przy drzwiach. Ci pozdrowili go służbowo. Poprawił strój i skierował się w stronę sali konferencyjnej, gdzie czekali na niego Clay, Rapid i Crekus.

*****

W niewielkiej sali, w budynku na uboczu wioski zebrali się goście. Było ich trzech - Clay, Rapid i Crekus. Wszyscy siedzieli przy okrągłym stoliku i gorąco dyskutowali. Przebywali w swoich naturalnych formach, w których przypominali humanoidalnych reptaili. Nagle drzwi gwałtownie się otworzyły i powolnym krokiem wszedł przez nie Wrepeg. Był sam. Ubrany w szatę do ziemi z kapturem, który przydawał się w tym klimacie dość często. Podszedł do siedzących i każdemu podał rękę.

- Witam Was w naszych skromnych progach. - Musimy omówić kilka spraw. - zaczął Clay. Po jego zachowaniu można było wnioskować, że był najważniejszy z

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.6 — czytnik · opowiadania