Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 22 min czytania

Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.8

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Siedzieli w owalnym pokoju. Przed nimi znajdował się wielki ekran komunikacyjny, który w tym momencie był wygaszony. Duraj wyglądał na najbardziej zdenerwowanego. Prater, Turus i Kawar siedzieli na swoich miejscach i wpatrywali się w pusty telebim.

- Dalej nic? - Duraj stawał się niecierpliwy. - Nic. Cisza. - Może jakieś zakłócenia? - zapytał Prater. - Nie ma takiej możliwości. Wszystko jest czyste. Po prostu nie odpowiadają. - Coś się święci panowie. - zaczął Kawar. - Dziwne to wszystko. Dlaczego nie odpowiadają? - Ogólny przekaz z planety Tatooine! - Krzyknął Turus. - Włączę na ekran - dodał.

Wszyscy podnieśli głowy do góry i spoglądali na monitor. Ten po chwili rozbłysnął i wykrystalizowały się postacie Bena Solo i trzech innych osób. Siedzieli oni przy stole konferencyjnym, a przed sobą mieli tablety z przygotowanymi dokumentami. Ben zaczął pewnym i niskim głosem.

- Otrzymaliśmy niepokojące informację na temat naszej bazy produkcyjnej na Kothlis. Została ona potajemnie zinfiltrowana i zaatakowana. Nasz wywiad ustalił wstępnie grupę osób, która za tym stoi. Nie są to jednak potwierdzone informację, dlatego nie chcemy ich w tym momencie ujawniać.

W sali zrobiło się poruszenie. Clawdite spoglądali po sobie. W sali jednak panowała cisza. Było słychać tylko głos Bena.

- Nasza stacja na Kothlis została zamknięta. Produkcja w tym ośrodku jest wstrzymana i nie będzie tam kontynuowana. Nowe laboratorium zostało już uruchomione, ale z wiadomych powodów nie będziemy ujawniać jego lokalizacji. Pragniemy jedynie zaznaczyć, że najbliższy odbiór kolcty nastąpi zgodnie z planem w wyznaczonych miejscach. - Ben zrobił pauzę - To wszystko co chciałem Państwu przekazać. Rozwiązanie zaistniałej sytuacji leży wyłącznie w gestii Rodziny Solo i osób jej przychylnych.

Ekran zgasł. W pokoju dalej panowała cisza. Durajowi dudniły w głowie ostanie słowa Bena - "osób jej przychylnych". Co to znaczy? O kogo chodzi? Czyżby Solo uzyskał jakieś wsparcie?

Kawar siedział przy pulpicie. Prater i Turus patrzyli na Duraja. Wszyscy ważyli słowa. Jednak musiało w końcu do tego dojść. Każdy zdawał sobie z tego sprawę. Nie można było podkradać Rodzinie kolctę przez wieczność. Wszystko ma swoje granice. Teraz trzeba było pójść krok dalej. Tylko dlaczego Huttowie nie odpowiadają? Wszystko przybiera dziwne barwy. Nic nie jest już takie jakim się wydawało. W końcu Turus się odezwał.

- Myślę, że musimy wywieźć z Kothlis co można. Bothanie na razie tego pilnują, ale nie potrwa to długo. - Na razie Rodzina musi obsłużyć transporty. Przez tydzień, może nawet dwa nikt tam się nie zjawi. Spokojnie. - Cały czas jego myśli wracały do Huttów. - Mamy połączenie z Nar-Shadaa!. - krzyknął Kawar. - W końcu - widać było, że Durajowi ulżyło - Przerzuć na główny ekran.

Monitor ponownie rozbłysnął. W sali zrobił się lekki zaduch. Okna były pozamykane, a pomieszczenie nie było za wielkie. Wszyscy zgromadzeni ponownie zwrócili swe oczy do góry.

- Witam - zaczął Duraj. - Witam panów - przywitał się Grock. - Dlaczego się nie zgłaszacie? - włączył się Prater - Widzieliście konferencję Bena Solo? - Widzieliśmy - Grock mówił cały czas monotonnym, spokojnym głosem. - I co? Co z tym robimy? - Grock ciągnął dalej - Nie rozumiem... - Na kanale ogólnym jest konferencja z Sektora Huttów! - Kawar ponownie krzyknął - Co? - Duraj zaczął się obawiać tego co może nastąpić. - Pokaż! - Rozkazał.

Ekran podzielił się i obok twarzy Grocka pojawiła się wielka postać Radga`y, przywódcy kartelu Huttów. Głos popłynął z ekranu.

- W związku z kryzysem jaki pojawił się w sektorze Bothan, na planecie Kothlis, ja Radga, przywódca Huttów pragnę wydać krótkie oświadczenie będące głosem wszystkich Huttów i innych osób znajdujących się pod naszą jurysdykcją - Tutaj przerwał na chwile.

Wszyscy w sali zwrócili głowy w kierunku drugiego obrazu. Grock zszedł na chwile na dalszy plan. Cały czas jednak połączenie z nim było kontunuowanie. Radga zaczął ponownie.

- W sytuacji, która zaistniała Organizacja Huttów chce zadeklarować swoją całkowitą neutralność i zapewnić, że nie miała nic wspólnego z wydarzeniami na Kothlis. Chcemy także jasno powiedzieć, że nigdy nie kwestionowaliśmy obecności Rodziny Solo na tej planecie, jak i w całym układzie. Mamy nadzieję, że sytuacja szybko wróci do równowagi i nie wpłynie ona na destabilizację regionu. Dziękuję za uwagę.

Radga zniknął, a na ekranie pozostał tylko Grock. Lekko przymrużył oczy, ale nie przerwał transmisji. Duraj czuł jak krew dopływa mu do mózgu. Nie mógł wyrzucić z siebie żadnego dźwięku. Wszystko się w nim gotowało. Patrzył tępo przed siebie i nie mógł uwierzyć w to co przed chwilą usłyszał.

- Ty wielka, kłamliwa, tchórzliwa glisto! - nie wytrzymał Turus. - Zdrajcy! Zemścimy się! Żaden robal w tej waszej norze tego nie przeżyje.

Grock złożył ręce na piersi.

- Niestety nie wiem o co państwu chodzi. Przepraszam, muszę zakończyć transmisję. - Nie odpuścimy tego! - ostatnie słowa Turusa padły w momencie gdy Grock zniknął z ekranu.

W Sali panował półmrok. Wszyscy siedzieli w kompletnej ciszy. Można było wyczuć narastające napięcie w sali. Duraj przymknął oczy i próbował się skupić. Wiedział, że to była ryzykowana akcja. Wiedział, że niosła ze sobą ogromne ryzyko, ale chciał je podjąć. Nie miał nic osobistego do Bena Solo. Mieli oni ten nieszczęsny hormon ACH, ale to był tylko dobry pretekst. Galaktyka była na tyle duża, że mogli działać omijając Rodzinę z daleko. Chodziło po prostu o interesy. o nic więcej. Strefę wpływów. Jego myśli przerwał Kawar.

- Co za tchórzostwo. Nie mogę w to uwierzyć! - krzyczał - Co teraz, co teraz? - Spokojnie - powiedział Duraj. - Glisty! Padalce! - Spokój - Duraj podniósł głos, ale jego oczy wciąż były zamknięte. - Nie możemy działać pochopnie. Tak naprawdę to nie ma jeszcze tragedii. - Rodzina Solo nas hańbi od lat - Kawar nie ustępował. - Interesy, tylko i-n-t-e-r-e-s-y - Duraj przeliterował ostatnie słowo. Wydawał się nadzwyczaj spokojny. - Dobrze. Musimy jednak zastanowić się nad najbliższymi działaniami. Po pierwsze i najważniejsze. Czy idziemy na otwarty konflikt z Solo, bez Huttów? - powiedział Prater - Myślę, że nie na samych Solo - rzucił Turus. - Ben wspomniał o, jak to powiedział, "osobach im przychylnych". - Osoby im przychylne - Duraj manewrował tymi słowami - Lotnicy, to pewne. Tylko po co to powiedział. Może chce nas przestraszyć, może to blef. - Bracia zorganizowali manewry na Alzoc. To rzut kamieniem od Tatooine. Już wtedy wydawało mi się to dziwne, bo zawsze to były północne rejony ich terytorium. Teraz nabiera to sensu. Chcą być w pobliżu. Na wszelki wypadek. - Turus zdobył teraz zainteresowanie pozostałych. - Musimy wykorzystać Bothan do końca - powiedział po chwili Duraj. - Trzeba zdobyć wszystko co pozostało na Kothlis. Rodzina ma teraz sporo na głowie, ale nie zostawi tego laboratorium nam. - A potem? - zapytał Kawar. - Myślę - rozglądnął się na pozostałych - że musimy na razie odpuścić. Jako przywódca tego klanu chce dbać o jego interesy, ale nie jestem samobójcą. Bez wsparcia floty Huttów Rodzina i Lotnicy zrobią z nas swoją kolonię. Trzeba wyciągnąć z tego ile się da i dlatego Turus i Prater razem z odpowiednią obstawą polecą na Kothlis za trzy dni, wtedy gdy będą trwały transfery. To najlepsza pora.

Nikt nie podważył jego zdania. Wszyscy słuchali w zamyśleniu.

- Myślę, że Huttowie wiedzą o czymś o czym my nie wiemy. Nie zdziwię się, że nikt inny nie wie. Takie zachowanie nie jest do nich podobne. Musimy teraz działać szybko i sprawnie.

*****

Na Coruscant Prime właśnie zachodziło. Można było zauważyć wyłaniające się ze światła trzy księżyce. - Centax-1, Centax-2 oraz Centax-3. Tęczowy Most stawał się coraz lepiej widoczny na tle nieba. Pogoda była idealna. Nie było za ciepło ani za zimno, Nad tym wszystkim czuwał WeatherNet. Ruch na autostradzie powietrznej był jednak nieprzerwanie bardzo duży.

W kompleksie Senatu Galaktycznego, w jednej z sal konferencyjnych, zebrało się grono najważniejszych osób w Republice. Znajdowali się tam Kanclerz - Varido Klam, Wicekanclerz - Garofakis, Szef Komitetu Budżetowego - Kuno Mashga, Szef Komisji Handlowej - Rapo Lock oraz Szef Komisji Militarnej - Xotar Pok. Wszyscy oni należeli do najwyższych przedstawicieli Senatu Republiki. Naprzeciwko nich zasiedli przedstawicieli Zakonu Jedi, z Mistrzem Batienem na czele.

Varido Klam był Kanclerzem już drugą kadencję. Wyrobił sobie pozycję jako deputowany do Senatu z Planety Arkania. Był przedstawicielem tej rasy. Nie posiadał jednak szponów, a ludzkie dłonie, które wyróżniały go spośród większości przedstawicieli Arkanian. Wielu uważało go za bardzo dobrego Kanclerza, ale wszyscy uważali go za przebiegłego Kanclerza. Potrafił czuwać nad wieloma sprawami jednocześnie. To było jego mocną stroną. Pozostali członkowie Senatu, którzy zebrali się w sali byli mu całkowicie lojalni. Osiągnęli swoje stanowiska dzięki niemu i mieli wobec niego dług do spłacenia. Wiedział o tym dobrze i potrafił to wykorzystać. Działał sprawnie i bez zbędnej zwłoki. Trzymał w ryzach większość stanowisk w Senacie i nie podejmowano żadnych decyzji bez konsultacji z nim. Oczywiście nieoficjalnych.

Patrzył teraz przed siebie. Kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią, na lewitującym siedzisku, znajdował się Przewodniczący Rady Jedi - Mistrz Batien. Był już staruszkiem, miał 88 lat i jako jedyny z zebranych poznał osobiście Luke Skywalkera. Jego dni dobiegały już końca. Varido trochę go podziwiał. Nigdy nie udało mu się wypracować jakichkolwiek wpływów w Radzie Jedi. Od pewnego czasu już nawet nie próbował, ale liczył po cichu, że za niedługo wszystko może się zmienić.

- Witam wszystkich Panów - zaczął Kanclerz Klam. - Nie muszę mówić dlaczego się tutaj zebraliśmy. Sytuacja na Kothlis wymaga podjęcia konkretnych kroków. Rodzina Solo pewnie rozwiąże ją samodzielnie, ale myślę, że destabilizacja regionu jest możliwa. Musimy się zabezpieczyć w czasie najbliżej transakcji przed ewentualnymi konsekwencjami. Rapo - zwrócił się do osoby siedzącej po jego prawej stronie. - omów proszę jak to będzie wyglądać od strony handlowej.

Rapo poprawił się na fotelu. Jego cztery macki na twarzy zafalowały. Wyglądał jak każdy inny Quarren, niczym się nie wyróżniał. Spojrzał jeszcze raz na Klama i zwrócił się do pozostałych.

- Handlowo tak naprawdę dużo się nie zmienia. Cena pozostaje taka sama, chociaż w związku z przeniesieniem laboratorium w inne miejsce, może ona nieznacznie wzrosnąć w przyszłości. Zapewniono nas, że wielkość najbliższej dostawy będzie standardowa. Jakość też została zagwarantowana. Transfer odbędzie się, tak jak zawsze, w sektorze Antar. - Czyli w tej sytuacji niepotrzebnie tu Pana ściągaliśmy - powiedział z lekkim uśmiechem Varido. Macki Rapo znowu zafalowały. Widać było, że…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.8 — czytnik · opowiadania