Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 8 min czytania

Gwóźdź

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Czas to wieczność. Spadałem. I wiedziałem w jakie wpadnę gówno. Świadomość, że przeżyję nie dodawała mi otuchy. Napierające powietrze mściło się swym rozdarciem wciąż obracając mnie głową w dół. Widziałem wtedy coraz więcej zbliżających się szczegółów. Moje stalowe nerwy buzowały szalejącymi atomami nabrzmiałymi krwią rozpaczy. Ich wiązania trzymały mnie jednak krótko, na tyle, że nie byłem w stanie zemdleć. Zbliżająca się powłoka krzyczała na mnie zachłannie. Czułem się jak idiota, któremu dech zapiera świadomość klęski. W locie pękały moje marzenia, przez głowę przelatywało stado szalonych myśli, jedna za drugą przerzucając mnie przez mosty moich uczuć, przez wszelkie ścieżki moich wrażeń. Przez życie w stalowej zbroi. Cały świat to blaga. Wszyscy znajomi, wszelkie me miłostki, to łgarstwo. Przyjemność i kłamstwo obusiecznie smagające dusze. Prócz jednej.. Teraz jednak nie miałem czasu o niej myśleć. Przebłyski wspomnień wtłaczały mnie w przestrzeń obłudy, którą wiodłem pod rękę od wielu lat. Tylko to dawało mi chęć wyrżnięcia. Jednak nie popełniłem samobójstwa. Po prostu potknąłem się i spadałem, w pierwszym momencie z głupawym uśmiechem miłego zaskoczenia lekkością ciała, zawierającą mnie w swej obecności. Ułamek sekundy później zacząłem krzyczeć. Dużo niżej, gdy kręciło mną wzburzone powietrze, mszcząc się za zakłócenie spokoju, zasnąłem. Nieprawdopodobne, ale to musiał być sen. Tak piękna rzeczywistość nie mogła zaistnieć dla mnie w tym krótkim czasie. Obok mnie objawiła się Ona. Uśmiechnęła się ślicznie, jak tylko Ona potrafiła i pięknym szeptem uświadomiła mi szczęście poznania. Patrzyłem z zachwytem, tarłem oczy, by nie uronić niczego. Byłoby to stratą gorszą niż śmierć. Potem odeszła, gdy uświadomiłem jej swoją miłość. Zabrakło jej czasu nawet na pożegnanie.. Po chwili złośliwy oddech wyjącego wiatru rzygnął mi w twarz przebudzeniem. Brutalność tego czynu zmusiła mnie do otwarcia oczu i o mały włos, a zamarłby wrzask w mych ustach. W dole, już tak bliskim, leżały tłumy takich jak ja. Stracone dusze jęczały rdzą karmiąc swoje istnienie. Głodny świat wchłaniał ich energię, by na nowo stworzyć wszystko wokół. Z tego samego, a tak różne. Tajemnica życia, którą niedługo poślubię. Świst atakującej wichury przywrócił mi na sekundę wolę walki. Gwałtownie wtłoczyłem głowę w pierwszą wyrwę szczerbatej paszczy wiatru i tą dziurą przyspieszyłem lądowanie. Było szybciej ale gorzej. Orkan zemścił się znosząc mnie z litościwego kursu. Rąbnąłem głową w miękką część powłoki. O takim końcu krążyły legendy. Nikt jednak nie był w stanie dać przykładu lub znać kogoś, komu mogło się to przytrafić. Tacy pechowcy, jak teraz ja, ponoć zwyczajnie znikali. Bezskutecznie szukano ich ciał, próbując przekazać rodzinom marne resztki. Często znajdowano jedynie ślady po ciężarze zostawionym w miękkiej powłoce. W cholernej, przeklętej miękkiej powłoce, w którą właśnie pieprznąłem z impetem. Straciłem świadomość. Czas przekroczył próg mego domu, pijany w sztok zwalił się obok łóżka, zapomniawszy nastawić budzik. Kręcące się, błękitne niebo daleko nade mną nic mi nie powiedziało o jego dalszych losach. Pewnie wypruł z siebie flaki, wydalając brud świata i poszedł chlać dalej. Pustka, którą zostawił na zawsze pozostała dla mnie sekretem. Później przyszedł ból. Pewnie, z szyderczym uśmiechem rozpoczął swą chwałę. Kopał we mnie ze wszystkich stron, aż dzień został usłany miriadami świetlistych gwiazd na wciąż błękitnym niebie. Na horyzoncie objawiały się coraz gęściej czerwone chmury stworzone z mgły mego cierpienia. Gdy nastała noc, ból znudzony odszedł skopać tyłek innemu biedakowi. Po drodze odwrócił się do mnie, zapalił papierosa bez filtra i pożegnał się ohydnym znakiem pogardy. Nie miałem siły reagować. Kochałem go za to, że oddala się, mimo jego powolnych kroków.. zamglonymi oczyma chłonąłem gęstniejącą ciemność z nadzieją na powitanie śmierci. Ona – szalona w swych wyborach – zajęta była kimś innym. Słyszałem trzask rozrywanego ciała, z

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gwóźdź — czytnik · opowiadania