Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

Gwoździe

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

r. 21 Gwoździe

Lea podeszła do pomieszczenia, w których były kapsuły teleportacyjne. Popatrzyła na swoje dłonie. Były szorstkie i żółte. Dotknęła piersi. Nie wyczuła ich. - Czy jestem kobietą? – pytała siebie. Nie ma tutaj lustra, więc twarzy nie zobaczę. Może jestem stworem, który jest tylko do specjalnych zadań, bo niczym innym być nie może. Jedyny mężczyzna, z którym chciałam być jest dla mnie zakazany. Moje serce wyrywa się do niego, ale okoliczności nie pozwalają mi być z nim. Kobieta bez przyszłości, a może jestem przyszłością. Jestem jakaś rozdrażniona. - Lea skup się. Nie czas teraz na mrzonki – oznajmił. - Nie czas? A kiedy będzie? - Lea! - Dobra. Skupiam się. - Kapsuła numer jeden. Wchodź! Kapsuła zamknęła się i mistrz otworzył następne drzwi. - Teraz ty. Pamiętaj co ci mówiłem. Ona jest ważniejsza niż ktokolwiek i cokolwiek, i nie może dowiedzieć się kim ty jesteś. - Pamiętam i będę pamiętał. - Wszedł? – zapytał - Tak. A teraz ty. - Z całym szacunkiem dla Ciebie Mistrzu, ale jak odnajdziemy się, skoro nie wiemy jak wglądamy. Skąd będę wiedział, że to ta właściwa osoba? - Oto zatroszczyłem się. Wierz mi, będziesz wiedział. - To dobrze. Wierzę ci. - Ram zostajesz. Każdy z nich musi przejść po trzy kapsuły. Kiedy skończysz wypuścisz pojedynczo tak, aby się nie widzieli. To jak poznają siebie, skoro nie wiedzą jak wyglądają? - Wierz mi, że poznają. Znak jaki mają pozwoli im na rozpoznanie siebie, ale tylko dla nich. Wracam do sieni. Muszę jeszcze troje ludzi przygotować, aby mogli spokojnie wyruszyć i zwyciężyć. Przeszedł przez korytarz. Na chwilę wszedł do biblioteki. - Szymon ty jeszcze tutaj? Miałeś.. - Tak, ale chciałem z tobą jeszcze chwilkę pomówić. Nie chcesz mnie jako asekuranta, ale… - Szymonie, czy cię kiedykolwiek zawiodłem. - Nie. - Obiecałem ci, że ona wróci, to wróci. Teraz proszę cię, abyś szybko ruszył do Franciszka. Czas nagli. Nie rozumiesz tego? - Dobra. Idę. Szymon nie pojechał do Franciszka, lecz najpierw zadzwonił do niego. Miał inne plany niż dyspozycje Wielkiego Mistrza. Oznajmił mu telefonicznie, że przyjdzie do niego, ale później, niż planowano. Franciszek był niepocieszony. - Szymonie mam jeszcze na tyle siły, aby na ciebie zaczekać. Proszę cię tylko o jedno, abyś nie podejmował żadnej akcji bez zezwolenia Mistrza. Wiem, gdzie jedzie twoja córka, ale ty musisz zostać tutaj. Cokolwiek teraz zrobisz, będzie głupie i tylko narobisz niepotrzebnego zamieszania i nic nie wskórasz. - Czy gdyby twoje dziecko było zagrożone siedziałbyś spokojnie i czekał aż coś się mu stanie? - Nie mam dzieci i nie wiem jak to jest. Kiedyś miałem żonę i dziecko, ale zginęli w wypadku. Jak widzisz nie założyłem drugiej rodziny. Jestem od tamtego czasu sam. - Przepraszam. Nie wiedziałem nic o tym. - Nie szkodzi. Trudno mówić jest o sprawach, które ciągle bolą. Po wypadku oddałem się całkowicie służbie Wielkiego Mistrza. On mi dużo pomógł w przezwyciężeniu bólu i rozpaczy. Teraz proszę cię jeszcze raz nie podejmuj żadnego ryzyka, aby twoja córka nie opłakiwała ciebie, albo ty jej. Mistrz wie co robi. Czasami tylko nic nie mówi, ale na pewno dopilnuje wszystkiego tak, aby zminimalizować szkody. Ty natomiast możesz tylko zwiększyć ryzyko i straty. Po za tym zwiększysz zagrożenie poprzez to, że może w ten sposób otworzysz drogę dla naszych wrogów, a oni tylko czekają na nasz błąd. Odstąp proszę od swego zamiaru. - Kraczesz. - Nie, tylko ostrzegam. - Znasz przynajmniej asekuranta mojej córki? - Nie. Wydaje mi się, że tylko mistrz wie, kto nim jest. - No właśnie, a ja – jej ojciec nie wiem, czy to nie absurdalne?. Nie chciał mi go nawet przedstawić i niby mam mu ufać, niby bardziej niż sobie. Za córkę oddałbym życie, a poza tym za dużo tych tajemnic wokół mojego dziecka. - Szymonie! – krzyknął Franciszek. - To moje jedyne dziecko. - Wiem. Porzuć swoje zamiary. Poczekaj. Lepiej przyjedź do mnie. Coś zaczęło mi serce bardzo kołatać. Nie najlepiej się poczułem. Coś mnie gniecie. To chyba…. – nie dokończył. - Już jadę. Nie denerwuj się. Szymon wsiadł do auta i skierował się do letniej rezydencji Franciszka. Kiedy przyjechał u Franciszka byli już lekarz. - Co się stało? - Zasłabł. Proszę teraz nie przeszkadzać. Staszek usunął się na bok i usiadł na kanapie obok kamerdynera. Przez moment uchwycił ironiczny uśmiech w kącikach jego ust. - Czyżby coś mu dosypał do picia? – pomyślał Szymon. Możliwe, ale jeśli tak, to trzeba mu się lepiej przyjrzeć i jest w takim razie naszym wrogiem. Rodzi się tylko pytanie, jak się dostał do Franciszka i dlaczego. Z zamyślenia wyrwał go lekarz. - Kim pan jest? – zapytał. - Przyjacielem. - Musimy zabrać go do szpitala na badania. Czy chory ma rodzinę? - Brata, ale on mieszka w Kanadzie. Tutaj nie ma nikogo oprócz mnie. - Zostaję w domu. Nie jadę do żadnego szpitala – powiedział słabym głosem Franciszek. To tylko przemęczenie. Odpocznę i będzie dobrze. Staszek zostanie ze mną. Jakby coś się działo wezwie karetkę. - Niestety nie możemy ryzykować. - A kto dopilnuje dobytku, jak będę w szpitalu? - Ja z Leonem. - Ty przecież masz inne plany. - Już nie. Posłucham twojej rady i zostaję. - Schyl się. - Tak. - Nie ufaj Leonowi. Coś za bardzo ostatnio krążył po domu i ciągle czegoś szukał. Wydaje mi się, że jest podstawiony, albo sprzedał się dla kogoś, ale może jestem już przeczulony. Już sam nie wiem, co myśleć czasami. - Długo

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gwoździe — czytnik · opowiadania