Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 9 min czytania

Haervański Płomień

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gospodę rozświetlały płomyki olejnych lamp. Ściany, które wybudowano z grubych, ociosanych wiele lat temu sosnowych bali, utrzymywały wewnątrz przyjemne ciepło, bijące od kamiennego pieca. Pośródku sali, nad długim paleniskiem, obracano na rożnach mięso charakterystycznych dla księstwa Normodt futrzastych jeleni, o wielce okazałych porożach. Oczy jednego z nich smutno spoglądały na salę ze łba zawieszonego na drewnianej tarczy ponad szynkiem. Za kontuarem stał tęgi, posiwiały mężczyzna. Z nieumiejętnie ukrywanym żalem wpatrywał się w powierzchnię wycieranego przez siebie blatu. Bladoniebieskie oczy beznamiętnie śledziły okrężne ruchy ścierki. Ostre rysy, w połączeniu z dwoma śnieżnobiałymi tatuażami, biegnącymi wzdłuż kości policzkowych, dawały obraz typowego mieszkańca tych stron. Jednak dla niej ten był kimś wyjątkowym.. Jedynym znanym pośród zdających się jednakowymi tubylców, którzy wypełniali całą salę. Caelior Byk był ojcem Aenaiora, jej zmarłego kochanka. Lata temu przedstawił ich sobie, mówiąc, że oto do Księstwa Północnych Wiatrów przybyła jego narzeczona. Starzec był zdruzgotany wieścią o śmierci syna, przepełniała go jednak duma, że zginął w bohaterskiej walce. I nie zabity przez byle kmiota z widłami, ale przez potężnego i złowieszczego minotaura. Siedząc tak przy wąskim stole i sącząc piwo, podniosła wzrok na swego towarzysza. Nie wydawał się być w żadnym stopniu strapiony. Raczej podekscytowany, że udało im się dotrzeć aż tutaj. Od Cytadeli nie dzielił ich teraz więcej jak tydzień drogi -przynajmniej, jeśli pogoda się jeszcze bardziej nie pogorszy. I właśnie na pogodzie skupiać zdawała się jego uwaga, gdyż bezustannie wpatrywał się w szybę, oddzielająca ich ciepłą enklawę od mroźnej, miotanej wiatrem śnieżycy. Między stołami krzątała się Aerwi, najmłodsza córka gospodarza. Gorączkowo zbierała opróżnione kufle i kubki w obawie, że któryś z pijanych gości mógłby je przypadkiem strącić ze stołu. Stojące szkło, to stłuczone szkło – upominał ją raz za razem ojciec, nie dając jej nawet chwili na odpoczynek. W prowadzenie karczmy angażowała się cała rodzina. Ojciec za szynkiem, matka w kuchni, córki na sali, synowie zaś pilnowali porządku. Jak nieraz się przekonano, karczemne burdy Normodianie mieli we krwi. Nagle chłodny powiew wdarł się do wnętrza, gdy jacyś dwaj przybysze wkroczyli do środka. Poganiani przez miejscowych, prędko zamknęli za sobą drzwi. Nie zdejmując płaszczy ze swych wątłych sylwetek, ani nawet kapturów z głów, rozejrzeli się po sali. Niemalże jednocześnie zatrzymali swe spojrzenia na jednym ze stołów i nieporadnie zaczęli się do niego przedzierać między ławami. - Zaraz będziemy mieć towarzystwo – powiedziała, niesciszając głosu, do swego zamyślonego kompana. Ten, nagle oderwał wzrok od okna. Nie odwrócił się jednak do wejścia. Sięgnął tylko pod grubą, futrzaną kurtę, swobodnie wiszącą teraz na jego ramionach. - Ilu? – zapytał ściszonym głosem, odciągając kurek schwyconego, choć wciąż ukrytego, pistoletu. - Dwóch – odparła. – Nie widzę, żeby nieśli broń. Co nie znaczy, że jej nie mają – dodała, dostrzegając ruch Vicvane’a. Nieznajomi stanęli nad ich stołem i bez pytania się dosiedli, dostawiając pochwycone po drodze drewniane stołki. Jeden z nich sięgnął do twarzy, opuszczając na szyję gruby szal, który chwilę wcześniej skrywał jego usta. - Ciężka podróż? – zapytał czystym jak kryształ głosem. – Niewątpię, że tak. Nie mamy jednak czasu na czcze rozmowy, drodzy przyjaciele. - Miałam nadzieję, że ostatni raz widzimy się w Ostekeer – odezwała się Alaina, by skupić na sobie uwagę przybyszy. - Obawiam się, że dopiero tutaj rozstaniemy się na zawsze. Ale w jaki sposób – to zależy wyłącznie od was. - Wiesz, że go nie dostaniesz. We wszystkich ludzkich królestwach nie ma takich pieniędzy, za które bym go oddał – odpowiedział ze spokojem bard. Miał nadzieję, że pistolet wypali, gdy zajdzie potrzeba. Ani później, ani wcześniej. – To rodzinna pamiątka. – Dodał, unosząc lewą ręką kufel do ust. - Widzę zatem, że tej sprawy nie załatwimy polubownie. Do takiego człowieka jak ty przemawia, jak mniemam, tylko ostra klinga noża? Sam tego chcia... – nagle został szarpnięty do tyłu przez stojącego za jego plecami rosłego człowieka. - Żadnego grożenia, ani burd w tej gospodzie – warknął syn karczmarza, sięgając już drugą ręką, by pochwycić wątłego klienta. Nie zdążył.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Haervański Płomień — czytnik · opowiadania