Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Dla dzieci · 9 min czytania

Halloween

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wczoraj, 31 października wypadało święto Halloween. Dzień niby straszny a zarazem zabawny. Cała zabawa polega na tym , że przebieramy się , malujemy farbą twarze i idziemy straszyć ludzi, za co mają nam dawać słodycze. Jak ktoś nie chce nic dać to rzucamy w niego surowym jajkiem albo puszczamy bombę. Uzgodniliśmy, że spotkamy się o 18:00 u Lary i pójdziemy zbierać słodkie łupy. Było nas dziesięciu: Veronika, Lara, Omar, Dani, Mark, Kamilo, Habi, Alex, Habi Moralejo i ja. Każdy z nas był ubrany w coś porwanego i wysmarowany na twarzy niczym Rambo. Najzabawniej wyglądał Habi Moralejo, który miał maskę w postaci świńskiego ryja a na głowie zamiast uszu miał przymocowane bycze rogi. – Coś tak zmutanciał? – zapytałem. – Jestem Zombi – powiedział grobowym głosem. – Dobry mi Zombi z rogami byka i świńskim ryjem – zacząłem się śmiać. – Skończcie już! Idziemy zbierać słodycze – powiedział Dani. – No właśnie! No właśnie! – zawołał rozochocony Alex. – Już nie bądź taki podlizuch, Alex – zgasiła go Vero. – Idziemy! – oznajmił Kamilo. – Zaraz, zaraz. A macie chociaż jajka? – zapytał Mark. W tym momencie na twarzy Omara zabłysnął uśmiech. – Już ja o to zadbałem – powiedział wyciągając z plecaka koszyczek zawierający sześć jajek. – Ja mam nawet bomby – odezwał się Dani. – Skoro mamy wszystko to idziemy! – krzyknął Habi. – Wszystko? A torby na cukierki? – wtrącił Habi Moralejo. – Ja mam dwie reklamówki – powiedziała Lara. – W takim razie chodźmy! - Dokąd? - Najpierw obejdziemy wszystkie restauracje – rzucił propozycję Kmilo. Najbliżej nas była restauracja chińska. – W tej restauracji ja proszę o słodycze. Wy poczekajcie tutaj – powiedział Habi Moralejo. Otworzył drzwi i zaczął coś gadać w bliżej nieokreślonym języku. Zbiżył się do niego Chińczyk mówiąc coś w rodzaju: - Haja, aha, hu, iau – wymachując przy tym rękoma. Po chwili z kuchni wyszło jeszcze dwóch wykrzykując jeden przez drugiego: - Aja, hama, i ha! Wystraszony Habi wyrwał z kopyta i po chwili stał już obok nas. – Gdzie masz słodycze? – zapytał Alex. – Nie mam. – Jak to nie masz? - A co ty myślisz, że tak łatwo jest się dogadać z Chińczykiem? - Przecież chyba znają hiszpański? - Moze i znają, ale ja zacząłem do nich po chińsku. – Jak to po chińsku? - A co to trudnego? Ahi, muchi, duchi... – Jajkiem ich! – zawołała Vero. – Jeszcze czego! Moze znają karate – powiedział wystraszony Habi. – Tak, tak. Lepiej chodźmy stąd bo jeszcze zrobią z nas worki treningowe – dodał Kamilo. – Tchórze – mówiąc to Dani wyciągnął bombę zrobioną z balona wypełnionego zieloną farbą i rzucił prosto pod drzwi restauracji. Ta rozprysnęła się robiąc na drzwiach zielone zacieki. Zanim wyskoczył Chińczyk, byliśmy już po drugiej stronie ulicy. – Patrzcie! Tam jest kiosk – wskazał ręką zdyszany Omar. – Tam na pewno coś nam dadzą – dodała Lara. Tak też było. Do reklamówki wpadło nam dziesięć lizaków. Szczęśliwie udaliśmy się do restauracji francuskiej. – Tutaj to ja wytłumaczę co mają zrobić – powiedział Omar. – O nie! Od teraz wchodzimy do każdej restauracji razem – oznajmił Mark. Weszliśmy do środka. – Truco o trato, me das algo o te mato ( układ, dasz mi coś albo cię zabiję ) – powiedział groźnie Omar. – Yo no entender ( ja nie rozumieć ) – odpowiedział jeden z kelnerów. Omar otworzył reklamówkę pokazując, że mamy w niej lizaki. Kelner krzyknął coś po francusku i po chwili dookoła nas stanęło jeszcze czterech innych. Każdy z nich wziął sobie po dwa lizaki mówiąc po francusku merci. Ostatni wskazał nam drzwi do wyjścia. Nie mieliśmy innego wyboru jak tylko opuścić restaurację z pustymi rękoma. Tak właśnie straciliśmy nasze pierwsze słodycze. – I co mądralo? Zamiast coś wyrwać, wpędziłeś nas tylko w straty – zwrócił się do Omara Habi Moralejo. – Przestań się mnie czepiać, bo sam też nic nie wyrwałeś od Chińczyków – mówiąc to Omar wyciągnął dwa jajka i już chciał nimi rzucić, kiedy prawie wszyscy krzyknęliśmy aby tego nie robił. – Straciliśmy tu lizaki i starczy. Nie będziemy na nich marnować jeszcze jajek – powiedziała Veronika. – Patrzcie! – zawołała Lara – Tam jest jakiś bar. Idziemy! - Pizzeria italiana – przeczytał napis Alex. – Kto zna włoski? – zapytał Dani. – Przestańcie robić z siebie idiotów! Skoro mają tu restauracje to…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%