Fantastyka · 10 min czytania
Handlarz księżycami
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rok później.
- Oglądalność od początku programu nie spadła. Mamy tyle zielonych, że piętnaście nastepnych naszych pokoleń może nie pracować... cóż nam potrzeba więcej do szczęścia ? - Człowieku! - krzyknął drugi mężczyzna - Przez cały ten rok nie mogłem spać, prawie nic nie jadłem. Czuje się jakbym go zabił! Nie możemy tego dalej kontynuować, to jest barbarzy... Do pokoju zadymionego od papierosów wbiegła kobieta, krzycząc: - Do Księżyca zbiża się jakiś obiekt! Nie wiemy co to może być!... Czekamy na rozkazy generale! - Niech robi swoje, w końcu to... reality-show. - zapalił nowego papierosa i uśmiechnął się dziwnie.
W tym samym czasie na księżycu kwitło sztuczne życie. Andy Darling chodził do pracy która i tak niczego nie dawała. Wszystko czego zapragnął stwarzała mu wieża. Do tej pory tylko raz próbował rozgryźć to dziwne urządzenie, jednak po kilku dniach dał sobie spokój. W jego głowie z dnia na dzień rosło podejrzenie, wiedział że coś tu jest nie tak, to wszystko stało się za szybko. Jego dzień wyglądał rutynowo. Gdy przychodził z pracy, siadał przy oknie i patrzył na Ziemie trawioną przez ogień. Przynajmniej taki obraz przyjmowała jego głowa do świadomości. Jego sztuczna żona - Kate - gotowała mu obiady, sprzątała w domu, oraz spełniała jego potrzeby natury osobistej, ale oprócz tego opowiadała o sobie, tak jakby miała przeszłość. Jedynym ważnym dla Darlinga faktem było to, że jego żona to android przystosowany do przeżycia zagłady atomowej, do tej pory nie tworzono takich sztucznych ludzi, nie było potrzeby. Zwykłe domowe gospodynie starczały, bo każdy wiedział, że jak dojdzie do wojny to będą ją toczyć ludzie a nie androidy. Gdy Andy wypytywał się jej o szczegóły związane z przetrwaniem atomowym - ona milczała. Sprytny astronauta, od pierwszego dnia pobytu tutaj prowadził dziennik. Pisał bardzo drobnymi literami i robił małe schematy - zawsze był bardzo oszczędny. Notatnik trzymał pod łóżkiem w walizce otwieranej tylko za pomoca enzymów zawartych w ślinie. Każdą nową walizke tylko przyszły właściciel mógł zamknąć a później tylko on otworzyć, dodatkowym zabezpieczeniem było to, że nie mógł umrzeć, bo wtedy ślina zmieniała swoje wartości. Próba włamania do walizki kończyła się albo porażeniem prądem i chwilowym paraliżem, albo eksplozją całości. Każdy klient miał do wyboru jedna z tych opcji.
Kiedyś, gdy Andy wracał z pracy, nieznana siła zatrzęsła księżycem. W oddali, niemal na granicy ciemnej strony, ujrzał ogromny tuman kurzu wzbijający się w powietrze. Był pewien, że to nie pocisk, bo kurz by się uniósł inaczej, pozatym było by dużo ognia i wieksze trzęsienie. To był raczej kolejny prom kosmiczny, albo jakis inny statek między galaktyczny, napewno był ogromny. Pierwsze co bohater zrobił to pobiegł do domu i zabrał ze schowka plecak nadgrawitacyjny. Założył go na plecy i poszybował lekko i stosunkowo szybko w stronę swojego promu. Plecak działał na zasadzie wytwarzania swojej własnej grawitacji, ale tak aby obiekt odpychało od podłoża. Nadawał się on tylko na planety na których nie ma przyciągania bądź jest ale o wiele słabsze niż na Ziemi. Na miejscu był po jakiś ośmiu minutach, a pierwsze co zrobił to włączył komputer pokładowy. "Ciekawe przez ile dni był zmuszony krążyć nad księżycem". Według procedur Ziemskich, każdy prom przed wylądowaniem , musi kilkakrotnie oblecieć dany obiekt i to z wyznaczoną prędkością. Zastosowano to po to, aby dokładnie określić życie i warunki pogodowe na planecie. Dopiero później za zgodą Biura Badania Przestrzeni Kosmicznej, można było lądować, w skrajnych przypadkach to pilot wraz z załogą mogli decydować sami. - /T F I O - wpisał do konsoli komputera. - Obiekt nie zidentyfikowany. - Co jest do cholery! - zdźiwił się trochę, bo nigdy w życiu nie miał do czynienia z nie znanym obiektem, tym bardziej takim który nie przyleciał napewno ze zniszczonej Ziemi. Bez wachania wyszedł z promu i z pomocą plecaka ruszył na miejsce domniemanej katastrofy. Strefa graniczna ciemnej i jasnej strony znajdowała się daleko od promu oraz osiedla. A dokładniej oba te ośrodki oznaki cywilizacji umiejscowione były w centrum księżyca. Mimo to, Andy i jego ciekawość rozpoczeli podróż do miejsca niesamowitego wydarzenia. Po drodze mijał tylko księżycowe kamyki oraz kolejne puste metry szarego pyłu. Jego myśli były dzikie, nie potrafił ich poskładać w całość, ciągle wyobrażał sobie coż też może go tam spotkac. Ciągle zastanawiał się o co w tym wszystkim chodzi, a gdy już dotarł do celu wiedział, że ten ogromy pojazd kosmiczny który stał przed nim, nie mogł być dziełem człowieka, a przynajmniej nie tych ludzi którzy mieszkali kiedyś na Ziemi. W oddali zobaczył skaczącą małą kropkę. Zaczął szybowac w jej stronę. W miarę jak kropka rosła, jego strach i ciekawość również. Powoli wyłaniały się zarysy tegoż tajemniczego stworzenia. Okazało się, że był nim człowiek. Jednak nie był on zwykły. Miał na sobie ciemny garnitur, wypastowane czarne buty, w…