Przyjaźń · 10 min czytania
Harcerz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
{font:verdana}Trzy przyjaciółki raźnym krokiem maszerowały w kierunku przystanku autobusowego. Najstarsza z nich, Marta, niespokojnie zerknęła na zegarek w swoim telefonie komórkowym. Dzisiejsze zajęcia sportowe skończyły się nieco później niż zwykle, miała jednak nadzieję, że zdąży na czas.
- Na wczorajszym spotkaniu omówiliśmy chyba wszystko, co najważniejsze, prawda? – pytała Lidka głosem pełnym ekscytacji. Marta miała już powyżej uszu tej paplaniny. – A jak z tobą, Marta? Dasz radę przygotować harmonogram?
- Bez obaw – powtórzyła z naciskiem. Jako przewodnicząca miejscowej drużyny harcerskiej nie mogła zawieść w tak ważnej sprawie; niemniej jednak nieustanne przypominanie o obowiązkach działało jej mocno na nerwy. – Napiszę go jeszcze dzisiaj, będziemy mieć dość czasu, żeby go omówić. Ruszcie się, nie chcę drałować do domu na piechotę.
Dziewczyny przyspieszyły, a porywisty wiatr zawzięcie utrudniał im wędrówkę. Pierwsze płatki śniegu wirowały na tle zachmurzonego nieba. Media zapowiadały na dzisiejszy dzień załamanie pogody i wyglądało na to, że niepokojące doniesienia były uzasadnione. „Cholera, spóźnię się”, myślała Marta gorączkowo. „A muszę jeszcze pojechać do szpitala…”
- Mam nadzieję, że na kolejnym spotkaniu będą wszyscy – zauważyła z przekąsem druga z towarzyszek, Paulina. – No okej, jest zimno, ale nie do przesady. Taki na przykład Bartek, on chyba zapomniał, że jest harcerzem. Nie pamiętam, kiedy go ostatnio widziałam.
- Wiecie, co się z nim dzieje?
- No, chyba nie umarł. – Lidka parsknęła śmiechem. – Ale zawsze był jakiś małomówny i niechętny do współpracy… Może celowo unika spotkań?
Część 22 / 4
- Nikt nikogo nie zmusza – mruknęła przewodnicząca, wzruszając ramionami. – Z tego co wiem, nie ma on jakichś problemów rodzinnych czy czegoś w tym rodzaju… Cóż, zawsze był z niego kawałek lenia. Ale mógłby chociaż przyznać, że już mu nie zależy…
Słowa Marty przerwał dzwonek telefonu. - Niedługo będę – zapewniła pospiesznie, zaraz po odebraniu połączenia. – Tak, już wsiadam… nie wychodź przede mną. No, całuski. – Z trzaskiem zamknęła klapkę. – Gazu, dziewczyny, bo matka mnie rozszarpie!
Zdyszane, nareszcie dotarły na przystanek. Autobus już stał, w kolejce po bilety czekało kilka osób. Marta pożegnała przyjaciółki – obie miały jechać później, w zupełnie innym kierunku – i wsiadła do środka. Z westchnieniem opadła na siedzenie.
*
- Jesteś, nareszcie. – Kobieta rzuciła na córkę przelotne spojrzenie, w pośpiechu pakując torbę. – Jedzenie jest w lodówce, ale zostawię ci trochę pieniędzy, na wszelki wypadek…
- Dlaczego się pakujesz, mamo? – zdziwiła się Marta, lecz nagle zrozumiała. - …Zamierzasz tam zostać?
Część 33 / 4
- Tylko kilka dni. To już trzy noce, jak Elka leży sama, z tymi wszystkimi lekarzami. Musi być jej ciężko; dzwoniłam tam, podobno ciągle płacze. Nie mogę nie zostać przy niej… Hej, co robisz?
Marta wyjęła jej torbę z rąk.
- Daj spokój, tym razem ja tam zostanę. I tak miałam zamiar jechać z tobą, chciałam odwiedzić Elkę.
- No, ale… Jak to zostać? A twoje harcerskie obowiązki…? Szkoła?
Dziewczyna uśmiechnęła się drwiąco.
- Chyba sobie jakoś bez nich poradzę…
Część 44 / 4
*
Mikołajki. Kampania promująca Święta Bożego Narodzenia ruszyła pełną parą, więc Marta i jej mama nie miały większych problemów ze skompletowaniem świątecznej paczki dla dziewczynki. Znalazły się w niej, oprócz ulubionych słodyczy małej, nowy pluszowy miś do towarzystwa oraz książeczka z obrazkami – wszystko obowiązkowo owinięte w papier ze wzorkiem w choinki, bałwanki i renifery.
Szpital. Miejsce, którego Marta nigdy nie darzyła sympatią, od choroby kilkuletniej Elki stało się mimowolnie częścią jej życia. Częsta nieobecność matki, pustka w domu, wreszcie wizyty, po których zawsze czuła przygnębienie i bezradność. Widok innych, chorujących dzieci tylko pogarszał sprawę, lecz pomimo tego wszystkiego Marta była zdecydowana tym razem osobiście dotrzymać towarzystwa siostrze.
I jak postanowiła, tak zrobiła.
Noc okazała się najtrudniejsza. Spędzona bezsennie na krześle obok łóżeczka, w ciszy sporadycznie przerywanej płaczem jakiegoś dziecka. Spodziewała się tego, lecz i tak ledwie wytrwała do rana.
Potem zwykłe, szpitalne zamieszanie. W pewnym momencie dziewczyna wyszła przed budynek, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Pogoda zmieniła się nie do poznania; teraz sypał gęsty śnieg, a lodowaty wiatr szarpał połami płaszcza, mroził uszy i policzki. Marta czuła głębokie zmęczenie, a przecież planowała minionej nocy skorzystać z ciszy i napisać harmonogram…