Romans · 8 min czytania
Harmonia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Harmonia
Było spokojnie, było cicho w duszy mojej. Drzwi były zamknięte. I tak miało być, spokojnie, bez natręctw niepewności i rozszalałej autostrady myśli. Bez zamętu serca i jego rozterek. Bez zbędnych i męczących pytań, bez szukania jeszcze bardziej bezsensownych odpowiedzi. Tak prosto i nieskomplikowanie, zmierzając prosto do intuicyjnego celu, bez wypowiedzianego celu. Nikt nie wdzierał się w myśli, nikt nie burzył ułożonego z trudem porządku. Harmonia ciszy serca. Emocji. Tak było lepiej, pewniej. Więc dlaczego pozwoliłam uchylić drzwi? Pierwsza odpowiedziała Pani Ciekawość. Spróbuj – mówiła. Przecież i tak nikt i nic nie zburzy Twojego spokoju. Nic nie tracisz, za nic nie płacisz. To tylko życie, warto zaciekawić się kto stoi po drugiej stronie lustra. Przecież zawsze możesz drzwi domknąć, zaryglować. Na to zawsze jest czas. Może jeszcze nie teraz? Może warto zdjąć łańcuch i przyjrzeć się kto tak puka? Zdjęłam łańcuch. Chciałam tylko popatrzeć kim jest. Dlaczego tak usilnie dobija się do mojego mieszkania. Dlaczego palec jakby przytwierdzony na stałe miał do mojego dzwonka. Wysoki, dość przystojny blondyn stał. Na pierwszy rzut oka – robił wrażenie, które trudno jest zdefiniować. Coś przykuwało moją uwagę. Najpierw oczy. Błyszczące, niebieskie, żywe. Zmieniały barwę, odcień, kontur, błysk. Wszystko w zależności od nastroju. Oczy te pomimo ciemności, usilnie domagały się kontaktu z moimi. Sprawiały wrażenie jakby chciały zamieszkać w moich oczodołach. Ssać z nich głębię i piękno. Pragnęły zielonej krwi. Sprawiały wrażenie przyjaznych i szczerych, a nawet wręcz dobrych! Czy udawały? Nie wiem. Dzisiaj trudno jest odszyfrować kod spojrzenia. Nie wiesz czy za szczerym błyskiem czai się Pan Hydra czy może Pan Filantrop. Nie wiesz z jakim ryzykiem zaczynasz mieć do czynienia: długoterminowe obligacje czy może akcje? W każdym razie ryzyko na własne życzenie. Oczy ujęły i zaciekawiły. Pani Ciekawość miałaś rację, nic nie tracę, bo nie myślę o stracie. Finanse zostawiam specjalistom. Ja widzę piękno, którym chcę się napawać. Pozwoliłam aby niebieskie oczy podtykały moich. Zielone też zaczęły błyszczeć, przypominając sobie jak to było kiedyś. Jakże miłe to doznanie. Ludzie zaczęli mówić, że coś zmieniło się w mojej twarzy. Oczy? Zgadywałam. Zawsze takie były, tylko przez dłuższy czas uśpione. Pani Ciekawość nie poprzestawała. Porozmawiaj z nim – szeptała. Nadal nic nie tracisz. Rozmowa to sedno istnienia. Tak mało dzisiaj mądrych ludzi, dorównujących Tobie. Czyż nie jest miło móc rozmawiać z kimś godnym Ciebie? – nie dawała za wygraną. Rozkosz rozmowy to dar, to cud. To nektar dla wprawionych w słuchaniu uszu. Pozwól sobie na tą przyjemność. Niech zastąpi Twoją ulubioną czekoladę. Od rozmowy nie przytyjesz – ironicznie nalegała. Wyjęłam zatyczki z drzwi. Muzykę uciszyłam aby nie przeszkadzała słowom. Niech one zainspirują teraz mój mózg. Niech będą jego pokarmem. W końcu tyle ciszy było w nim, że wyspał się za wszystkie czasy. Pani Ciekawość ma znowu rację. Potrzebuję inspiracji, nowych, twórczych percepcji. Ile mogę opychać się czekoladą? Niech naturalna słodycz zagości w umyśle. Niech wezmą się za ręce i zatańczą endorfiny. Do jego słów. - Sen przynosi mi Ciebie – zaczął. – czy wiesz, że ta zima nie będzie zimna dla Ciebie? - Zaśnij blisko tak. Idziesz do głowy Kobieto. - Chcę pobyć z Tobą, poznać, poczuć. - Dłoń widzę….oczy….uda. Mam omamy od rozrzedzonego powietrza? - …albo jesteś egipską królową, jak miód słodka i mądra jak sowa….a ja jestem dla Ciebie jak światło.. – słów nie było końca. Dłuższe, krótsze, przypominające o sobie, wysyłające sygnały, pamiętające. Mózg mój zaczął się radować. Uśmiech też…