Fantasy · 13 min czytania
Harmonia- prolog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Prolog
Księżyc zawisł nad zamkiem w Sagaże. Wspaniała forteca z białego kamienia w noc przypominała ponure zamczysko czekające na rychły koniec. Królowa z niepokojem stanęła przy oknie. Zapatrzyła się na prawie kompletny świecący dysk, jutro pełnia. Oparła ręce o framugę i powoli pochyliła głowę. Błędy przeszłości wciąż nie dają jej spokoju. Król powoli podszedł do swej małżonki, objął ją rękami w pasie i położył brodę na jej ramieniu. Zawszę kiedy księżyc jest bliski pełni i w jej trakcie opanowywał ją straszny humor. W końcu to dziesięć lat, pomyślał ze smutkiem. Wiedział dokładnie co ma się wydarzyć jutrzejszej nocy, jak również wiedział o wszystkich niepokojach kobiety, która dzierży władzę w tym królestwie. Musiał ją pocieszyć. Chociaż odrobinkę. -Solario, spokojnie- odezwał się łagodnie- Wszystko będzie dobrze, kochana. -A jeśli moja uczennica i jej przyjaciółki zawiodą?- szept kobiet zdawał się być przesiąknięty niepokojem. -Przecież im ufasz jak mało komu. Poza tym będą miały odpowiednią obstawę- król mocniej przytulił złotowłosą- Sama przecież powtarzasz, że Ultra Squad jest niezwyciężony. -Esteban, ale tu chodzi o Lunę... O moją siostrę Lunę, nie pamiętasz?!- Solaria gwałtownie odwróciła się w jego ramionach ze łzami w oczach- A jeśli w jej sercu jest tylko nienawiść?! Co w tedy, Estebanie, co w tedy?!- łzy zaczęły powoli spływać po jej twarzy tworząc słone szlaki smutku. -Kochanie, wszystko będzie dobrze- król uśmiechną się i otarł jedną z jej łez- Pamiętam Lunę jako dobrą dziewczynę. Na pewno powróci tu taką. -Tak, sądzisz?- złotowłosa spytał wpatrując się w jego żółte oczy. -Wieżę w to- mężczyzna przytkną swoje czoło do jej- A z reguły to w co wieżę sprawdza się. Po chwili królowa również się uśmiechnęła. Zamknęła oczy i pocałowała Estebana. Zawszę potrafił zasiać w jej sercu chociaż odrobinę spokoju. Potem jeszcze przez długi czas trwała w jego uścisku. Właśnie za to kochała swojego króla.
* * *
Słońce leniwie wyłaniało się ponad horyzont. Pierwsze smugi światła oświetlały jeszcze śpiący Kalidon. Tylko nocna straż robiła ostatni obchód, po chwili ustępując miejsca straży dziennej. Zarządca stacji kolejowej staną leniwie na peronie i przeciągną się. Pierwszy pociąg tego dnia, jak zwykle pewnie jest pusty. Jednak praca zobowiązuje i zarządca musi na własne oczy to zobaczyć i zapisać to bezproduktywne stwierdzenie w służbowym kajeciku. Drgania szyn stawały się coraz głośniejsze, a na horyzoncie pojawiła się maleńka kropka, która z każdą chwilą rosła i coraz bardziej przypominała lokomotywę. Kilka chwil później rozgrzany parowóz z kilkoma wagonami staną na stacji zalewając ją falą pary. Z jednego z wagonów wysiadł konduktor i zaczął rozliczać się z zarządcą. Starszy człowiek nie mógł ukryć zdziwienie, kiedy konduktor oznajmił mu, że sześciu pasażerów tu wysiada, a sekundę później rzeczywiście. Sześciu młodych żołdaków z kilkoma bagażami. Czyli dziś, dla odmiany stary zarządca ma coś ciekawego do zapisania w służbowym kajeciku. Żołnierze z tobołkami pod pachami powoli przechadzali się uliczkami budzącego się do życia miasteczka. Jeden z nich pełen ciekawości wzrokim rozgląda się wypatrując choć małych zmian w miejscu w którym spędził całe dzieciństwo. Z przyjemnością odkrył, że wieś jak zwykł nazywać Kalidon nic, a nic się nie zmieniła. Po obejściu najbliższej okolicy stacji oddział zatrzymał się w dopiero co otwartym barze na małego browarka. Siedząc przy stoliku zaczęli powoli odczuwać skutki całonocnej podróży. Senni, bez słowa wypili zawartość swoich kufli i zawiesili się. -Cholera, jak ja bym walną w kimkę!- ognisto włosy krzykną jak psychopata i walną czołem w blat. -Fajer, zamknij pysk! Niektóry starają się tu spać- ciemny blondyn zawarczał na przed rozmówcę. -A tak właściwie, czemu nas wyrwałeś na ten spacerek po okolicy, Storm?- zielono włosy zaczął szturchać łokciem odchylonego na krześle blondyna. -Zebrało mi się na nostalgię- Storm przyznał z uśmiechem. -Ciebie chyba jebło z braku snu- czarnowłosy zauważył z przymrużonymi oczami. -Shagon, ty też zamknij pysk!- ciemny blondyn nadal warczał. -A zajebać Ci?- czarnowłosy zacisną pięść. -Dawaj- ciemny blondyn odwrócił się do niego twarzą. -Shagon, Riwer spokój!- białowłosy przywołał ich do porządku uderzając pięścią w stolik. -Light ma rację. Nie warto się klepać w takim stanie- Sand ziewną przeciągle- Trzeba znaleźć klitę i się kimnąć. -Jedyna opcja to hotel- Riwer zauważył sennym głosem. -Ale, w hotelu jest kurewsko nie wygodnie i liczą ze 15 razy więcej za driny niż w knajpach- Fajer zrobił zawiedzioną minę. -Tylko mnie się tu na hotel nie ustawiać, mam plan- Storm rozciągną usta w uśmiechu. -Wiesz, gdzie możemy godnie się wyspać?- Shagon spytał z ciekawością. -Przecież mieszkałem tu za dzieciaka, więc zapraszam was na moją rodzinną farmę- blondyn wyją z kieszeni kilka złotych monet i rzucił na blat stolika- I ja stawiam. -A jesteś pewny, że nie będziemy przeszkadzać twojej rodzinie i nie zajmiemy komuś miejsca?- Light spytał z nutą niezadowolenia w głosie. -Weź mnie nie wkurwiaj!- Stand wstał z krzesła- Bardzo lubimy gości. Zgodnie z rodzinną zasadą: „Gość w dom, Harmonia jest” muszę wam zapewnić wyrka i trochę żarełka. Do tego mamy kupę miejsca, bo mamy sporą rodzinę, a spędy mamy kilka razy do roku i gdzieś trza ich przenocować. Poza tym mamusia i padre wydziedziczyli by mnie gdyby się dowiedzieli, że nie zaprosiłem przyjaciół na chatę, tylko kazał im spać po hotelach. -No to prowadź!- Fajer zakrzykną z entuzjazmem. -Za mną wiara!
* * *
Blond włosa dziewczyna leniwie otworzyła lewe oko i spojrzała na zegarek. Już 6, trzeba wstawać, pomyślała niechętnie. Usiadła na swoim łóżku i przeciągnęła się akcentując to głośnym jęknięciem. Powoli wstała i wzięła ze stolika nocnego szczotkę. Stanęła przed lustrem i zaczęła rozczesywać swoje włosy. Gdy skończyła zawiązała je gumką, a szczotkę rzuciła na łóżko. Nadal czując niezwykle silny pociąg do poduszki ziewnęła idąc w stronę okna. Otworzyła je i przez kilka chwil napawała się chłodną poranną bryzą mimowolnie zamykając oczy. Kiedy je otworzyła zobaczyła sześciu mężczyzn stojących przed bramą farmy. Jeden z nich zamachną się i uderzył drugiego w szczękę, co spowodowała śmiech pozostałej czwórki. Przyglądając im się dalej rozpoznała jednego z nich. To Storm. Wychyliła się mocna przez okno i zaczęła machać. -Hejka, duży braciszku!- krzyknęła z entuzjazmem- Jakie wichry Cię przywiały? -A żem se pomyślał, że rodzinkę odwiedzę, młoda!- Storm odkrzykną…