Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 13 min czytania

Harry-paparuch i Wizień Klopa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Harry-paparuch i Więzień Klopa

Harry Potter, zwany również Harry-paparuchem (z wiadomych względów) wraca do Danwartu po wakacjach spędzonych z wujostwem. Któregoś dnia wakacji, wuj Velvet kopnął Harrego, kiedy ten wychylał się, aby obejrzeć gwiazdy... Później ciotka Pierdunia chciała mu przypalić głowę i zamknęła garnek przykrywką, kiedy Harry właśnie wąchał gulasz... Kilka dni później Kugley (Gruby Debil) wsadził mu ręke pod maszynę do cięcia kartek. Tak, dla Harrego te wakacje z pewnością nie były miłe. Ale co ja poradzę? Sam sobie na to zasłużył (swoim debilizmem). Harry wrócił do Daunwartu pociągiem expressem, ale podczas jazdy zgubił bilet i musiał walnąć za to pięć dych. A miał je wydać na słodycze... W szkole spotkał swoich dwóch przyjaciół: Hermionę Kran-ger i Ronem Grizli'ejem. - Yo ziomale! - wykrzyknął Harry, ale niechcący potknął się na skórce od banana. - Potter, Gryfindor traci 10 punktów - powiedział Knape, nauczyciel eliksirów. - Niezłe, co? Już na starcie 10 punktów! BUAHAHA!!! - Knape przewrócił się i brechtał, aż w końcy spadł z wieży i umarł. - No to co? Idziemy do piaskownicy? - zaproponował Harry. - Ale będzie jazda!!! Na piaskownicy spotkali swego najgorszego wroga: Dragona Valfoy'a. - Co, Harry? Znowu na piaskownicy? A patrz co ja mam... - rzekł Valfoy, po czym wyjął z kieszeni lizaka. - Haha. A ty nie masz! - Lizak o smaku czeko-truska-wanilio-kupo-myszkowego! Zawsze o takim marzyłem - wyszeptał Ron. - Tak, a na dodatek mam jeszcze coca-colę i szlugasy Sobieskie. HAHA!!! - Ach, morda Valfoy!!! - ryknął Harruś i rzucił się na Valfoy'a (nie wiadmomo za co). Valfoy wypuścił lizaka i krzyknął w przerażeniu: - Nie! To nie ja! Ja niewinny! Ja dobry człek! Łaska dla mnie! - ale już sekundę później tarzali się, dopóki przyszedł Dupnedore. - Co tu się dzieje? - spytał, jego gęba wyglądała jak hustka do nosa. - Oni się biją o lizaczka! - powiedziała Hermiona i kopnęła w kalendarz. - Lizaczka? Gdzie? LIZAK! Mój lizak... mój lizzzak. - Eee, co? - Nic. Uwaga, chłopcy! Za to że jesteście kurde niegrzeczni dostaniecie w pysk i zadanie specjalne. - podeszli do niego, a ten im dał z całej pary w mordę. - Hehe, chcecie dokładkę? - Nie, panie psorze... - No, a tera zadanie specjalne: musicie mi skądś wykombinować nowe skarpety, bo te już tak śmierdzą, że zagazowałem profesora Kupina. Zawieźli go do szpitala, ale nie zdążyli... No dobra, a teraz do roboty. Harry i Valfoy szukali czystych skarpetek, podczas gdy Hermiona i Ron odetkiwali kible w kiblu (hehe). Szukali wszędzie: w lodówce, na polu golfowym, w Górach Mglistych, w kiblu, w drukarce ip. Nagle Harry wpadł na pomysł. - Ej, Valfoy. Mam pomysł! - Tak? - Nie. A nie jednak mam. - Tak? - Tak, na serio; może kupimy skarpetki w sklepie? Dobre, nie? - Valfoy dał mu w pysk, po czym skierowali się do sklepu ze skarpetkami. - Dzieńdobry, parę skarpetek proszę. - rzekł Harry, po czym sprzedawczyni dała mu w ryj. - Aua... czemu w tym roku od każdego dostaje po pysku? No dobra, proszę jedną parę. - sprzedawczynie poszła w stronę budki z napisem "Kibel" i wyjęła z nich coś śmierdzącego. - Masz, daunie. 10 dolców dla mnie, albo 500 razy w pysk. - O kurde nie mam kasy! - rzekł nagle Harry, uświadamiając to sobie dopiero teraz. - Dobra, wybieram lanie. - "Lanie" to mało powiedziane - powiedziała baba i zaczęła się brechtać. Kiedy Harry wrócił do Daunwartu było już całkiem późno. Gęba była tak obita, że ledwo trzymała mu się na szyi. Oddał Dupnedorowi skarpetki, a na koniec jeszcze dostał od Valfoy'a po pysku, tak że musiał przykręcić sobie zapasową głowę, bo ta już mu odpadała. To był ciężki dzień. Następnego dnia Harry idąc wraz z Hermioną i Ronem na plac zabaw spotkali jakiegoś gościa. Był ubrany w jakieś łachmany i jechało mu z japy tak, że niektórych mdliło. - Balony! Świeże balony! - wrzeszczał, aż nagle jego wzrok spadł na Harrego. Co on ode mnie chcę? Może kiedyś nie oddałem mu 10 złotych? Może chce ukraść moje nowe okulary? Może chce ukraść mi inteligencję? A nie, tego na pewno nie ukradnie, przecież sam jej nie mam! pomyślał rozradowany Harry i podszedł do niego, mówiąc: - Proszę jednego świeżego balona. - Chcesz balona? A w mordę też chcesz? - spytał Harrego głosem przypominającym cięcie słoika. - Nie, dziękuje, poproszę tylko balona. Uwielbiam balony. Kiedy miałem pięć lat, dostałem balona i ... - nagle Harry przerwał, gdyż to co zobaczył było przerażające. Były to dwie rzeczy: obniżka chrupków o smaku kupy o 0,001% i twarz Voldeporta, kryjąca się za katurem sprzedawcy baloników. - O ja... - wyszeptał Harry. - Tak to JA!!! HAHA!!! Przyszedłem tutaj, żeby cię zlać, bo mi się nudziło od kiedy zabrali mi kablówkę, bo nie płaciłem rachuneczków. A teraz będzie jazda! - wyjął coś, co przypominało nożyczki, tyle że były zrobione z węży... - Utnę ci tym głowę, zgadzasz się? Harry zaczął uciekać przed Voldeportem, ale nikt go nie słyszał, gdyż klasa pisała właśnie sprawdzian z eliksirów. Hmmm, to ten, który wygrał z moim papciem i mamcią w brydża... Co ja robię? Muszę z nim walczyć... Harry stanął i pewnie wyciągnąl z kieszeni swoją różdżkę. - To twój koniec, Voldeporcie. - Voldeport stanął na przeciwko Harrego i obaj mierzyli się wzrokiem. Nagle Voldeport wybuchnął śmiechem i opluł Harrego po mordzie. - Hehe, mój koniec, hehe... Ale niezłe, ile wypiłeś, mały? - rzekł, po czym spoważniał i powiedział stanowczym tonem - Ty stara krowo! Jak śmiesz mi grozić, ty mały gówniarzu! Jeszcze się nie przekonałeś, jaki jestem zły? - to mówiąc, wziął Harrego za włosy i przykleił "Kropelką" do ściany, po czym zaczął pluć mu w twarz i czytać Kubusia Puchatka. Od czasu do czasu kopał go w ryj, a wtedy Harry ryczał: - Nie! Co ja zrobiłem! Poskarżę się mamie! - nagle na miejsce akcji wpadła grupka TVN. - Witam szanownych panów. Co tu się dzieje? - Nawalam Harrego w pysk, bo mi się tak podoba. - odrzekł Voldeport. - A, Harrego? Mogę się przyłączyć? - reporter walnął Harrego tak mocno, że zrobił mu dziurę w brzuchu. - Mama ci tego nie zaszyje - powiedział Voldeport. - A właśnie, że tak! - ryknął Harry i pokazał mu język, co kosztowało go drógiej dziury, tym razem w głowie. - Auaaaaaa, jak to mnie boli!!!! I w tym właśnie momencie wpadł Dupnedore. - Eee, Volcio, mógłbyś puścić Harrego? - spytał niepewnie. - O, jak…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%