Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 51 min czytania

Harry potter i Kamień Filozoficzny

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Harry Potter i Kamień Filozoficzny Scena 1 Pociąg.Harry própuje wnieść kufer do pustego przedziału.Kufer spada mu na stopę. George Weasley: Pomóc ci? Harry Potter:Oj, tak, proszę. GW:Hej, Fred! Chodź tu i pomóż! Zjawia się Fred. Bliźniacy wnoszą kufer. HP: Dzięki. Harry odgarnia włosy z czoła. Fred Weasley: Co to jest? Wskazuje na czoło Harry'ego. GW:A niech to! Czy ty jesteś... FW:To on. Jesteś nim, prawda? HP: Kim? GW i FW(razem): Harrym Potterem. HP: Ach, nim... To znaczy... tak to ja. Rozlega się głos. Bliźniacy wybiegają z przedziału. Harry siada.

Po chwili do przedziału wchodzi chłopiec. Na nosie ma coś czarnego. Ron Weasley: Ktoś tu siedzi? Wszędzie jest pełno. HP: Nie. Te miejsca są wolne. RW: Naprawdę jesteś Harrym Potterem? HP: Tak. RW(siada): Och...wiesz myślałem, że to może jeden z dowcipów moich braci... RW(wskazuje na czoło Harry'ego): To tu? HP: Tak. Ale ja tego nie pamiętam. Tylko mnóstwo zielonego światła. RW: Ojej. HP: Czy w waszej rodzinie wszyscy są czarodziejami? RW: Tak. Słyszałem, że mieszkasz u mugoli. Jacy oni są? HP: Okropni. Chciałbym mieć trzech magicznych braci. RW: Pięciu. Ja jestem szósty. Bill, Charlie, Percy, Greorge, Fred, ja no i Ginny. Mam szaty, różdżkę i szczura po braciach. Nazywa się Parszywek. HP: Dopóki Hagrid mi nie powiedział nie miałem pojęcia kim był ten Voldemort... Co jest? RW: Wymówiłeś imię Sam-Wiesz-Kogo! HP: Ja po prostu nie wiedziałem, że nie powinno się go wymawiać. Do przedziału wchodzi chłopiec. Neville Longbottom: Nie widzieliście ropuchy? RW: Nie. NL: Zgubiłem ją! Ciągle ucieka! HP: Znajdzie się. NL: Mam nadzieję. Nevile odchodzi. RW(patrzy na Parszywka): Próbowałem zmieńić jego sierść na żółtą. Pokażę ci... Wyjmuje różdżkę. Do przedziału wchodzi dziewczyna. Hermiona Granger: Czy ktoś nie widział ropuchy? RW: Już mówiliśmy, że nie ma tu żadnej ropuchy. HG(Patrząc na różdżkę): Och, robisz czary? No to popatrzmy. RW(zaskoczony): Ee... no dobra. RW: Słoneczko,masełko, stokrotki żółciutkie Cyraneczko,żądełko, pieniążki złociutkie, Zmieńcie szczura tego, głupiego, tłustego, W szczura mądrego i całkiem żółtego! HG: Jesteś pewny, że to prawdziwe zaklęcie? Nawet jeśli tak, to chyba nie najlepsze. Próbowałam paru prostych zaklęć i wszystkie podziałały. W mojej rodzinie nikt nie jest magiczny, a jak dostałam list byłam bardzo zaskoczona. Oczywiście nauczyłam się wszystkich podręczników na pamięć, myślicie, że to wystarczy? A tak przy okazji jestem Hermiona Granger, a wy? RW: Ron Weasley. HP: Harry Potter. HG: Naprawdę?Oczywiście wiem o tobie wszystko.Mam parę dodatkowych książek, no wiecie lektura uzupełniająca i wiem, że jesteś w wielu dziełach. HP(zdziwiony): Jestem? HG: Jejku nie wiedziałeś? Gdyby o mnie tak pisali wszystko bym wynalazła. Chyba będzie lepiej jak się już przebierzemy. Za chwilę będziemy na miejscu. Hermiona wychodzi. Scena 2 Przed drzwiami do Wielkiej Sali. Profesor McGonagall: Witajcie w zamku Hogwart. Bankiet rozpoczynający nowy rok wkrótce się zacznie, ale zanim zajmiecie swoje miejsca w Wielkiej Sali, zostaniecie przydzieleni do domów. Ceremonia przydziału jest bardzo ważna, ponieważ podczas całego pobytu w Hogwarcie wasz dom będzie czymś w rodzaju rodziny. Będziecie mieć zajęcia razem z innymi mieszkańcami waszego domu, będziecie spać z nimi w jednym dormitorium i spędzać wspólnie czas w pokoju wspólnym. Są cztery domy: Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i Slytherin. Każdy dom ma swoją zaszczytną historię i z każdego wyszli w świat słynni czarodzieje i znakomite czarodziejki. Tu, w Hogwarcie, wasze osiągnięcia będą chlubą waszego domu, zyskując mu punkty, a wasze przewinienia hańbą waszego domu, który przez was utraci część punktów. Mam nadzieję, że każde z was będzie wierne swojemu domowi .Ceremonia przydziału rozpocznie się za kilka minut. Zalecam wykorzystanie tego czasu na zadbanie o swój wygląd. Wrócę za chwilę. Proszę zachować spokój. Wychodzi. Słychać szmery rozmów. HP(do Rona): Jak oni dokonują tego przydziału? RW: Chyba stosują jakiś test. Fred mówił, że to boli, ale napewno żartował. Pojawia się McGonagall. Prowadzi uczniów do Wielkiej Sali. Scena 3 Wielka Sala. Przy stołach siedzą już uczniowie. Przyglądają się pierwszoroczniakom. Na stołku spoczywa stara tiara. Tiara: Może nie jestem śliczna, Może i łach ze mnie stary, Lecz choćbyś świat przeszukał, Tak mądrej nie znajdziesz tiary. Możecie mieć meloniki, Możecie nosić panamy, Lecz jam jest Tiara Losu, Co jeszcze nie jest zbadany. Choćbyś swą głowę schował Pod pachę albo w piasek, I tak poznam kim jesteś, Bo dla mnie nie ma masek. Śmiało, dzielna młodzieży, Na głowy mnie wkładajcie, A ja wam zaraz powiem, Gdzie odtąd zamieszkacie. Może w Gryffindorze, Gdzie kwitnie męstwa cnota, Gdzie króluje odwaga I do wyczynów ochota. A może w Hufflepuffie, Gdzie sami prawi mieszkają, Gdzie wierni i sprawiedliwi Hogwarta szkoły są chwałą. A może w Ravenclawie Zamieszkać wam wypadnie Tam płonie lampa wiedzy, Tam mędrcem będziesz snadnie. A jeśli chcecie zdobyć Druchów gotowych na wiele, To czeka was Slytherin, Gdzie cenią sobie fortele. Więc bez lęku do dzieła! Na głowy mnie wkładajcie, Jam jest Myśląca Tiara, Los wam wyznaczę na starcie! Oklaski.Profesor McGonagall trzyma w ręce zwój pergaminu. MMcG: Kiedy wyczytam nazwisko i imię, dana osoba nakłada tiarę i siada na stołku. Abbott, Hanna! Tiara: HUFFLEPUFF! MMcG: Bones, Susan! Tiara: HUFFLEPUFF! MMcG: Boot, Terry! Tiara: RAVENCLAW! MMcG: Brawn, Lavender! Tiara : GRYFFINDOR! MMcG:Granger, Hermiona! Tiara: GRYFFINDOR! MMcG: Neville Longbottom! Tiara: GRYFFINDOR! MMcG :Malfoy, Dracon! Tiara: SLYTHERIN! MMcG: Potter, Harry! Tiara: GRYFFINDOR! Wiwaty, krzyki, hałas. FW i GW(razem): Mamy Pottera! Mamy Pottera! MMcG: Weasley, Ronald! Tiara: GRYFFINDOR! Koniec ceremoni przydziału.Dumbledore wstaje. Albus Dumbledore: Witajcie! Witajcie w nowym roku szkolnym w Hogwarcie! Zanim rozpoczniemy nasz bankiet, chciałbym wam powiedzieć kilka słów .A oto one: Głupol! Mazgaj! Śmieć! Obsuw! Dziękuję wam! Wiwaty. Oklaski. Śmiechy. HP(do Percy'ego): Czy on jest trochę... no wiesz... stuknięty? Percy Weasley: Stuknięty? To geniusz! Ale fakt ma lekkiego świra. Sir Nicholas de Mimsy-Porpington(do Harry'ego): Wygląda całkiem apetycznie. HP: Nie możesz...? SNMP: Nam to niepotrzebne, ale się trochę z tym tęskni. RW(nagle): Ty jesteś Prawie Bezgłowym Nickiem! SNMP(ignorując słowa Rona) : Nowi Gryfoni! Żywię nadzieję, że pomożecie nam zdobyć mistrzostwo domów w tym roku. Jeszcze nigdy nie utraciliśmy pucharu aż na tak długo. Krwawy Baron puszy się, że trudno z nim wytrzymać... Baron rezyduje w Slytherinie. HP(łapiąc się za głowę): Auu! PW: Co ci jest? HP: Nic. Dumbledore wstaje. AD: Jeszcze tylko kilka słów. Pierwszoroczniacy niech zapamiętają, że nikomu nie wolno wchodzić do lasu, który leży na skraju terenu szkoły. W tym roku wstęp na korytarz na trzecim piętrze jest zabroniony. A teraz zanim pójdziem y spać, zaśpiewajmy nasz szkolny hymn. Każdy wybiera sobie swoją ulubioną melodię i śpiewamy! Wszyscy: Hogwart, Hogwart, Pieprzo-Wieprzy Hogwart, Naucz nas choć trochę czegoś! Czy kto młody z świerzbem ostrym, Czy kto stary z łbem łysego, Możesz wpychać w nasze głowy Farszem czegoś ciekawego, Bo powietrze je wypełnia, Muchy zdechłe, kurzu wełna. Naucz nas co pożyteczne, My zaś będziem wkuwać wiecznie, Aż sie w próchno mózg rozsypie! AD: Ach, muzyka. To magia większa od wszystkiego, co my tu robimy! A teraz pora spania. Biegiem do łóżek. Tupot nóg.Wszyscy ruszają ku wyjściu.

Scena 4 Lekcja eliksirów. Mroczna klasa. Wyczuwalna, chłodna atmosfera. Severus Snape: Jesteści tutaj, żeby nauczyć się subtelnej, a jednocześnie ścisłej sztuki przyrządzania eliksirów. Nie oczekuję od was, że docenicie piękno kipiącego kotła... Mogę was nauczyć, jak uwięzić w butelce sławę, a nawt powstrzymać śmierć, jeśli tylko nie jesteście bndą bałwanów, jakich zwykle muszę nauczać. Cisza. SS: Potter! Co mi wyjdzie, jeśli dodam sproszkowanego korzenia asfodelusa do nalewki z piołunu? Hermiona podnosi ręke. HP: Nie wiem panie profesorze. SS: Aha! Najwyraźniej sława to nie wszystko. Spróbujmy jeszcze raz. Gdzie będziesz szukał bezoaru? HP: Nie wiem, panie profesorze. Hermiona wciąż trzyma ręke w górze. SS: Wydaję mi się, że nie zaglądałeś do żadnej książki. Jaka jest różnica między mordownikiem, a tojadem żółtym? HP: Nie wiem. Myślę, że jednak wie Hermiona, więc dlaczego pan jej nie zapyta? SS: Zamknij się. Twoja ignorancja pozbawiła właśnie Gryffindor jednego punktu. Neville wylewa na siebie eliksir z kotła. SS:Idiota! Zaprowadź go do skrzydła szpitalnego, Sesamus. Scena 5 Błonia.Harry goni Dracona na miotle. Lata najlepiej choć mu nie pozwolono robić tego pod nieobecność nauczycielki. Nagle zjawia się profesor McGonagall. MMcG: Potter! Jeszcze nigdy... póki jestem w tej szkole... to znaczy w Hogwarcie... Jak śmiałeś? Mogłeś skręcić sobie kark.... Parvati Patil: To nie jego wina pani profesor... MMcG: Cicho bądź, Patil! PP: Ale Malfoy go sprowokował.... MMcG: Dosyć tego, Parvatti. Potter za mną. Idą korytarzem. Zatrzymują się obok jakiejś klasy.McGonagall zabiera z niej chłopaka. Wchodzą do pustej klasy. MMcG: Potter, to jest Oliver Wood. Wood... znalazłam ci szukającego. Oliver Wood: Poważnie, pani profesor? MMcG: Absolutnie. Ten chłopiec to urodzony szukający. Jeszcze nigdy czegoś tak wspaniałego nie widziałam. Potter, pierwszy raz siedziałeś na miotle? HP: Tak. MMcG: Złapał małą kulkę, nurkując za nią z wysokości pięćdziesięciu stóp. I nawet się nie zadrasnął. OW: Widziałeś już mecz quidditcha? MMcG: Wood jest kapitanem drużyny Gryfonów. OW: Zbudowany jak należy. Trzeba będzie dać mu przyzwoitą miotłę, pani profesor. MMcG: Tylko żebyś mi się wziął ostro za trenowanie, bo mogę się jeszcze zastanowić karą za ten wybryk. Scena 6 Korytarz.Harry i Ron idą pojedynkować się z Malfoyem. HG :Nie mogę uwierzyć, że jednak to robisz, Harry. RW: To ty! Wracaj do łóżka. HG: Już chciałam powiedzieć twojemu bratu Percy'emu. Jest prefektem i na pewno by was powstrzymał. RW: Idziemy. HG: Myślicie tylko o sobie, może byście pomyśleli o Gryffindorze... nie chcę, żeby Slytherin zdobył Puchar Domów, a przez was stracimy wszystkie punkty, które zdobyłam u McGonagall za zaklęcia świetlne... RW: Zjeżdżaj. HG: Idę z wami. RW: Nie idziesz. HG: A co, myślicie, że będę tam stała i czekała na Filcha? RW: No nie, jesteś naprawdę bezczelna. HP: Zamknijcie się oboje! Coś słyszałem. HG: To Pani Norris... Teraz się wpakowaliśmy. RW: To tu. Spóźnia się, może stchórzył. Filch(z oddali): Muszą gdzieś tu być. Pewno się ukrywają. HP: Tędy. Biegiem. Otwierają jakieś drzwi. Wpadają do środka. HG: Mówiłam... mówiłam.... mówiłam. HP: Musimy poczekać. Filch nie może nas zobaczyć. Ron szarpie rękaw Hermiony. HG: No co? RW: TO! Uciekają. Po chwili są już w dormitorium. RW:Co oni sobie myślą, trzymając coś takiego w szkole? W ciasnym korytarzu? Ten pies potrzebuje wybiegu. HG: To nie był zwykły korytarz. RW: To już zauważyliśmy.... HG:To zakazany korytarz na trzecim piętrze. HP:Ale to nie zmienia faktu, że to niebezpieczne.... HG:Nie macie oczu? Nie widzieliście na czym on stał? HP: Może na podłodze? Nie patrzyłem mu pod łapy, byłem zajęty jego głowami. HG: Nie, nie na podłodze. Stał na jakiejś klapie. Najwyraźniej czegoś pilnuje. HG:(wstaje): Mam nadzieje, że jesteście zadowoleni. Mogliśmy wszyscy zginąć...albo zostać wyrzuceni ze szkoły. A teraz, jeśli nie macie nic przeciwko temu, pójdę do łóżka. Scena 7 Noc Duchów.Wszyscy są w Wielkiej Sali. Wbiega Quirrell. Quirrell: Troll... w lochach... uznałem, że powinien pan wiedzieć. Zamieszanie.Prefekci prowadzą swoje domy do dormitoriów. HP: Pomyślałem sobie o... Hermionie. RW: Że co? HP: Ona nic nie wie o trollu. RW: No dobra... Ale lepiej niech Percy nas nie zauważy. HP:Czujesz coś? Troll jest w łazience dziewczyn. Z za zasłony słychać krzyki Hermiony i odgłosy wyrywania umywalek. RW: Och, nie... HP: To jest łazienka dziewczyn! HP i RW(jednocześnie) : Hermiona! Wpadają za zasłonę. HP:Trzeba go skołować! RW: Hej, ciastomózgi! HP: Szybko, uciekaj! Biegiem RW: Windgardium Leviosa! Hałas spowodowany upadkiem trolla. HG: Czy on... umarł? HP: Chyba nie. Chyba tylko został znokałtowany. Nagle wychodzą McGonagall, Snape i Quirrell. McGonagal rozgląda się. Po chwili wyprowadza z zasłony Harry'ego, Hermionę i Rona. MMcG: Co wy sobie w ogóle myślicie? Macie szczęście, że was nie pozabijał. Dlaczego nie jesteście w swoim dormitorium? Snape wbija wzrok w Harry'ego. HG: Pani profesor... proszę... oni szukali mnie. MMcG: Panna Granger! HG(trzęsąc się): Ja... poszłam szukać tego trolla, bo... myślałam, że sama sobie z nim dam radę... no... bo przeczytałam o nich wszystko. Gdyby mnie nie znaleźli, już bym była martwa. Harry uderzył go różdżką w nos, a Ron znokałtował go jego własną maczugą. Nie mieli czasu kogoś wezwać. Kiedy tu wpadli, on już chciał ze mną skończyć. MMcG: Panno Granger, Gryffindor właśnie stracił przez to pięć punktów. Bardzo się na tobie zawiodłam, Granger. Jeśli nic ci się nie stało, maszeruj do wieży. Hermiona wychodzi. MMcG: No cóż, mieliście dużo szczęścia, bo niewielu pierwszoroczniaków dałoby sobie radę z dorosłym górskim trollem. Każdy z was zarobił dla Gryffindoru po pięć punktów. Poinformuję o tym profesora Dumbledore'a. Możecie odejść. Chłopcy wychodzą. Scena 8

Przed meczem Quidditcha. Cała drużyna przed wyjściem na boisko. OW: No dobra, chłopaki... Angelina Johnson: I dziewczyny. OW: I dziewczyny. To jest to. FW: Coś naprawdę wielkiego. GW:Coś, na co wszyscy czekaliśmy. FW: Znamy przemówienie Olivera na pamięć. OW: Wy dwaj, zamknijcie się. To najlepsza drużyna Gryffindoru od wielu lat. Wychodzimy po zwycięstwo. I wiem, że zwyciężymy... FW: Albo przegramy. OW: Dobra. Już czas. Życzę wszystkim powodzenia. Zawodnicy wchodzą za zasłone. Pojawiają się kibice. W najwyższym punkcie stoi komentator Lee Jordan oraz McGonagall. Słychać komentowanie. Lee Jordan: Angelina Johnson natychmiast przejmuję kafla... cóż to za wspaniały ścigający, ta dziewczyna, no i przy tym taka ładna... MMcG: JORDAN! LJ:Świetne prowadzenie, zgrabny przerzut do Alicji Spinnet, to nowe odkrycie Olivera Wooda, w zeszłym roku była w rezerwie... z powrotem do Johnson i... nie Gryfoni tracą piłkę, kapitan Ślizgonów, Marcus Flint przejmuje kafla i natychmiast podrywa się w górę... szybuje ja orzeł... zamierza strze... nie, Wood, obrońca Gryfonów, znakomicie wyłapuje kafla, oddaje Katie Bell, co za wspaniałyn zwód, ograła Flinta, już jest wysoko, nurkuje i... OCH!... to musiało zaboleć, tłuczeek rąbnął ją w tył głowy... Kafel w posiadaniu Ślizgonów... to Adrian Pucey szybuje ku słupkom bramkowym, ale... tak, zablokowany przez drugi tłuczek, podbity tam przez Freda albo George'a Weasleya, trudno powiedzieć, którego... w każdym razie to ładne zagranie pałkarza i Johnson znowu ma kafla, przed nią nie ma nikogo, rusza do przodu... naprawdę, mknie jak jastrząb... wymineła pędzący ku niej tłuczek... słupki są już blisko... strzelaj, Angelino!... obrońca Bletchley nurkuje... nie trafia...GOL DLA GRYFONÓW! Rozlegają się wiwaty Gryfonów.Nagle pojawia się Hagrid. Sadowi się koło Hermiony i Rona. RH:Patrzyłem z mojej chaty, ale to nie to, co być tutaj, w tłumie. Znicz się jeszcze nie pokazał, co? RW: Nie. Na razie Harry nie ma zbyt wiele do roboty. RH:Unika kłopotów, bardzo dobrze. Znów słychać komentowanie. LJ:Ślizgoni mają kafla. Ścigający Pucey unika dwóch tłuczków, mija obu Weasleyów, Bell, śmiga ku... zaraz, zaraz... czy to nie znicz? Och, nie! Flint próbóję strącić szukającego Gryfonów z miotły. LJ: Tak więc... po tym oczywistym i odrażającym oszustwie... MMcG: Jordan! LJ: To znaczy... po tym jawnym, oburzającym faulu... MMcG: Jordan, ostrzegam cię... LJ: No dobrze już, dobrze. Flint o mały włos nie zabił szukającego Gryfonów, co mogło się zdarzyć każdemu, to jasne, więc rzut wolny dla Gryfonów, wybija Spinnet, bez kłopotów, gra toczy się dalej, kafel wciąż w posiadaniu Gryfonów... Ślizgoni mają piłkę... Flint leci z kaflem... mija Spinnet... mija Bell... tłuczek trafia go prsto w twarz... mam nadzieję, że ma złamany nos... to był żart, pani profesor... strzela... och, nieeeee... Ale co się dzieje z szukającym Gryfonów? Chyba stracił kontrolę nad miotłą. Sami zobaczcie... Hermiona wstaje przerażona, pożycza lornetkę od Hagrida i przeszukuje tłum. RW: Co ty robisz? HG(podając mu lornetkę): Wiedziałam. Snape... zobacz. Snape stoii naprzeciw Rona i Hermiony. Oczy ma utkione w jednym punkcie i nieustannie coś mamrocze. HG: On coś robi... czaruje miotłę. RW: To co robimy? HG: Zostawcie to mnie. Hermiona zakrada się do Snape'a, przy okazji potrącając Quirrella, dotyka szaty Snape różdżką i odbiega. Snape krzyczy i trzepie swoją szatę. Znów słychać komentowanie. LJ: Tak! I oto on Harry Potter po drobnej niedyspozycji miotły złapał znicz! Wynik meczu 170: 60! Scena 9 Chatka Hagrida. Ron, Hary oraz Hermiona piją herbatę. RW: To był Snape. Hermiona go zobaczyła. Czarował twoją miotłę, nie spuszczał z niej wzroku. RH: Bzdury. Niby dlaczego miałby to robić? HP: Czegoś się o nim dowiedziałem. W Noc Duchów próbował przejść koło psa o trzech głowach. Potwór go ugryzł. Sądzimy, że chciał ukraść to, czego strzeże pies. RH(wypuszczając z rąk dzbanek): Sąd wiecie o Puszku? HG: O Puszku? RH: No tak... to mój pies... kupiłem go od jednego Greka... w pubie, w zeszłym roku... pożyczyłem go Dumbledore'owi, żeby pilnował... HP: Czego? RH: No... co to, to nie, więcej wam nic nie powiem, nawet o to nie pytajcie. To ściśle tajne, ot co. HP: Ale Snape próbował to wykraść. RH: Bzdura. Snape jest nauczycielem w Hogwarcie, nigdy by czegoś takiego nie zrobił. HG: Więc dlaczego próbował zabić Harry'ego? HG: W końcu potrafię poznać, czy ktoś rzuca zły urok, jak to zobaczę. Trzeba mieć stały kontakt wzrokowy, a Snape ani razu nie mrugnął okiem, sama widziałam! RH: A ja wam mówię, że się mylicie! Nie mam pojęcia, dlaczego miotła Harry'ego zachowywała się tak dziko, ale Snape nigdy nie zabiłby ucznia! A teraz posłuchajcie mnie, wszyscy troje! Grzebiecie w sprawach, które was nie dotyczą. To niebezpieczne. Zapomnijcie o tym psie, zapomnijcie o tym, czego on strzeże. To jest sprawa między Dumbledore'em a Nicolasem Flamelem... HP: Aha! A więc w to jest zamieszany jakiś Nicolas Flamel, tak? RH: Zmykajcie mi stąd natychmiast! Scena 10

Harry, Ron i Hermiona są w pokoju wspólnym. Siedzą na podłodze. Hermiona ma przed sobą stos zamkiniętych książek. HP(przyglądając się karcie): Znalazłem go! Znalazłem Flamela! Mówiłem wam, że gdzieś widziałem to nazwisko. Przeczytałem je w pociągu, którym tu jechaliśmy... Posłuchajcie: Przez wielu uważany za największego czarodzieja współczesności, Dumbledore znany jest szczególnie ze zwycięstwa nad czarnoksiężnikiem Grindelwaldem, z odkrycia dwunastu sposobów wykorzystania smoczej krwi i ze swoich dzieł alchemicznych, napisanych wspólnie z Nicolasem Flamelem! Hermiona nagle otwiera jedną z grubych ksiąg leżących przed nią. HG: Nie przyszło mi na myśl, żeby zajrzeć tutaj. Wypożyczyłam to z biblioteki kilka tygodni temu, żeby rozerwać się jakąś lekką lekturą. RW(z niedowieżaniem): Lekką? HG: Wiedziałam! Wiedziałam! RW: Czy możemy już się odezwać? HG: Nicolas Flamel jest jedynym znanym twórcą Kamienia Filozoficznego! HP i RW: Czego? HG: No nie... Czy wy nic nie czytacie? Patrzcie... przeczytajcie, o tu. Hermiona podaje chłopcom książkę. RW: Najważniejszym celem starożytnej sztuki alchemi jest stworzenie Kamienia Filozofów, legendarnej substancji posiadającej zdumiewającą moc. Kamień ów zamienia każdy metal w najczystsze złoto. Wytwarza też eliksir życia, który daje nieśmiertelność temu, kto go wypije.Kamień Filozofów pojawia się w wielu doniesieniach historycznych, ale jedyny Kamień, który istnieje do dziś, jest w posiadaniu Nicolasa Flamela, wybitnego alchemika i miłośnika opery. Pan Flamel, który w ubiegłym roku obchodził swoje sześćset sześćdziesiąte piąte urodziny, prowadzi spokojne życie w hrabstwie Devon, razem ze swoją żoną Perenellą(sześćset piędziesiąt osiem lat). HG: Rozumiecie? Ten pies musi strzec Kamienia Filozoficznego, odkrytego przez Flamela! Założę się, że poprosił Dumbledore'a, żeby się zaopiekował Kamieniem, bo przecież są przyjaciółmi, a Flamel wiedział, że ktoś tego skarbu szuka, i właśnie dlatego Dumbledore kazał Hagridowi zabrać go z podziemi Gringotta! HP: Kamień, który wytwarza złoto i czyni nieśmiertelnym! Nic dziwnego, że Snape chce go mieć. RW: I nic dziwnego, że nie mogliśmy znaleźć Flamela we " Współczesnych osiągnięciach czarodziejstwa" . Nie jest bardzo współczesny, skoro ma sześćset sześćdziesiąt pięć lat, prawda? Scena 11

Cienista polana. Harry stoi za drzewem ze swoją miotłą. Nieco dalej Snape rozmawia z Quirrell' em. Quirrell( trzęsąc i jąkając się): N-n-nie wiem d-dlaczego chciałeś się ze mną s-s-spotkać w t-t-takim miejscu, Severusie... SS: Och, nie chciałem mieć świadków. Chyba się ze mną zgodzisz, że uczniowie nie powinni się dowiedzieć o Kamieniu Filozoficznym. Quirrell: A-a-ale j-ja... SS: Wymyśliłeś już coś, jak ominąć tego psa Hagrida? Quirrell: A-a-ale Severusie, ja... SS: Quirrell, chyba nie chcesz mieć we mnie wroga, co? Quirrell: J-j-ja nie wiem, co ty... SS: Jakieś twoje hokus-pokus. Czekam. Quirrell: A-a-ale ja n-n-nie... SS: Świetnie. Wkrótce znowu utniemy sobie pogawędkę, kiedy przemyślisz to wszystko i zdecydujesz, po której jesteś stronie. Scena 12 Chatka Hagrida. RH: No więc... tego... chcieliście mnie o coś zapytać, tak? HP: Tak. Zastanawialiśmy się, czy mógłbyś nam powiedzieć, co strzeże Kamienia Filozoficznego oprócz Puszka. RH: No pewnie, że nie mogę. Po pierwsze, nie wiem. Po drugie, za dużo już wiecie, więc i tak bym wam nic nie powiedział. Kamień jest dobrze strzeżony i, jak wiecie nie bez powodu. Mało brakowało, a wykradliby go z podziemi Gringotta... O tym to już sami wiecie, co? Tylko... niech skonam, jak dowiedzieliście się o Puszku? HG: No dobra, Hagridzie, możesz nie chcieć nam powiedzieć, ale dobrze wiemy, że wiesz. Przecież ty wiesz o wszystkim, co się tu dzieje. My się tylko zastanawiamy, kto zorganizował tę całą ochronę. Zastanawialiśmy się , komu Dumbledore najbardziej ufa, oczywiście poza tobą. RH: No cóż... chyba nie zaszkodzi, jak wam powiem, że... no... zaraz... no więc on pożyczył ode mnie Puszka... a potem niektórzy z profesorów rzucili zaklęcia... Profesor Sprout... Profesor Filtwick... Profesor McGonagall... Profesor Quirrell... no i sam Dumbledore też coś od siebie dorzucił. A niech to, o kimś zapomniałem... No tak, profesor Snape. RW: Snape? RH: Tak... A wy wciąż o tym samym, co? Słuchajcie, Snape pomógł w bezpiecznym ukryciu Kamienia, więc nie może zamierzać go wykraść, to chyba jasne, nie? HP: Tylko ty jeden wiesz, jak przejść koło Puszka, prawda, Hagridzie? I nie powiedziałbyś nikomu, prawda? Nawet któremuś z profesorów? RH: O tym wiem tylko ja jeden, no i Dumbledore. HP: No, to już jest coś. HG: Hagridzie, może byś otworzył okno? Tutaj można się ugotować. RW( spoglądając na leżącą w kącie poduszkę): Hagridzie... co to jest? RH: Ach, to... To jest ee... no... RW( kucając przy poduszce): Skąd to masz, Hagridzie? Musiało kosztować majątek. RH: Wygrałem. Wczoraj wieczorem. Wybrałem siędo wioski, żeby wypić parę szklaneczek, no i zagrałem sobie w karty z jakimś nieznajomym. Niech skonam, ale chyba z ulgą się tego pozbył. HG: Ale co z nim zrobisz, jak się wylęgnie? RH: No... trochę już czytałem na ten temat. To co ja mam, to Norweski Smok Kolczasty. HG: Hagridzie przecież ty mieszkasz w drewnianym domku! Scena 13 Dormitorium. Harry i Ron siedzą na łóżku, Hermiona siedzi na podłodze z książką w ręku. Przychodzi Fred Weasley. FW: Filch już czeka. HG: Harry, to już? HP: Na to wygląda. RW: No to, powodzenia. FW: Trzymajcie się. Przechodzą dalej. W połowie drogi czeka na nich Filch. Argus Filch: Za mną. Idą dalej.Dochodzą do miejsca, gdzie czekał Neville z Malfoyem. AF: Założę się, że teraz dwa razy pomyślicie, zanim znowu złamiecie regulamin, co? Tak, tak... ciężka praca i ból to najlepsi nauczyciele, przymajmniej moim zdaniem... Szkoda tylko, że nie stosuje się już tych dobrych, dawnych kar... Na przykład takie wieszanie za ręce pod sufitem... Po kilku dniach bylibyście posłuszni jak baranki. Mam jeszcze łańcuchy, a jakże, trzymam je w swoim kantorku, oliwię od czasu do czasu, może jeszcze kiedyś się przydadzą... No dobra, idziemy tylko nie myślcie o ucieczce, bo będzie jeszcze gorzej. Ruszają w głąb ciemnego parku. W pewnym momencie słyszą głos. RH: To ty, Filch? Pospiesz się , chcę już zaczynać. AF(do Harry' ego) : Pewno myślisz, że z tym niedojdą będziecie mieli pyszną zabawę, co? No to radzę ci to jeszcze raz przemyśleć, chłopcze, bo idziemy do lasu, a coś mi się widzi, że nie wyjdziecie z niego cało. Draco Malfoy: Do lasu? Nie możemy tam iść w nocy... tam są różne takie... mówią, że wilkołaki. AF: No to będziecie mieć kłopoty, co? A nie powinniście czasem pomyśleć o wilkołakach, zanim zaczęliście szwendać się po nocy? RH: Trochę późno. Czekam na was już od pół godziny. No jak, w porządku, Harry? Głowa do góry, Hermiono. AF: Lepiej się z nimi nie cackaj, Hagridzie. Ostatecznie mają być ukarani, prawda? RH: Aaa... to dlatego się spóźniliście. Zrobiłeś im małą lekcję wychowawczą, tak? Kłopot w tym, Filch, że ani się do tego nie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%