Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 39 min czytania

Harry Potter i Kula Cienia, rozdział 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}Rozdział pierwszy{/b}

{b}{u}Planowane i nieplanowane spotkanie{/u}{/b}

Tegoroczne lato dawało się we znaki mieszkańcom Privet Drive. Fala upałów, jakie nawiedziły w lipcu ten region kraju utrzymywała się od wielu dni. Ludzie byli bardzo leniwi. Całe dnie spędzali wylegując się na kanapach przy włączonych wiatraczkach, bo nawet najlepsza wentylacja w domach była bezsilna wobec nieubłaganych ukropów. Z pozoru mogłoby się wydawać, że tegoroczne wakacje mijają mieszkańcom domu spod numeru cztery, jak każde inne. Dudley wraz z swoją bandą nadal napadał na słabszych i okradał ich z cennych drobiazgów, podczas gdy jego matka święcie przekonana, że Dudziaczek spędza miło czas na herbatce u przyjaciela Dennisa, podglądała sąsiadów z nadzieją, że dowie się jakiejś porażającej, skrzętnie ukrywanej przez nich tajemnicy. Był to jeden ze sposobów zabicia czasu przez Petunię Dursley, gdyż lipiec był dla niej miesiącem dość trudnym. Kobieta przeżywała rozstanie z mężem, który wyjechał w sprawie służbowej na kilka tygodni. Wyjazd wuja Vernona dla Harry’ego oznaczał całkowitą swobodę. Chłopak wracał do domu o której chciał, robił co chciał, dokuczał Dudley’owi, kiedy tylko miał na to ochotę. Jego wyrośnięty kuzyn, który z roku na rok stawał się coraz bardziej tłusty i podobny do ojca, zmienił stosunek do Harry’go od czasu ataku dementora, którego nasłała Dolores Umbridge. Dudley unikał teraz Harry’ego i szczędził mu jakichkolwiek złośliwości. Harry był święcie przekonany, że wynika to z tego, że „Dudziaczek”, jak nazywał kuzyna z ironią, naśladując swoją ciotkę, panicznie boi się go, obwiniając za wydarzenia sprzed roku. Te wakacje były dla Harry’ego nieco inne niż zawsze, również z innego powodu. Chłopak nadal nie mógł pogodzić się z tym, że jego ojciec chrzestny, z którym przecież wiązał tak wielkiej nadzieje, teraz nie żyje i nic tego nie zmieni. Ból po tak wielkiej stracie pomagał mu ukoić nowopoznany przyjaciel, którym był Mark Evans. Ów chłopak często był prześladowany przez bandę Dudley’a i tak samo było tego dnia, w którym Harry poznał Evansa osobiście. Gdy spacerował po parku dostrzegł oddali grupę wyrośniętych chłopaków, którzy zaczepiali mniejszego i słabszego. - Hej Wielki De! – zawołał Harry podchodząc pewnym krokiem do grupy chłopaków, którzy obstąpili z każdej strony małego chłopaka, może dziesięcioletniego, który stał bez silnie i przyglądał się z przerażeniem Dudley’owi. Kiedy rozległ się głos Harry’ego wszyscy obrócili się w jego stronę, także młody Mark Evans. - Czego tu chcesz?! – zabuczał Dudley. - Potter, wypuścili cię z św. Brutusa, czy sam uciekłeś?! – wycedził Dennis a reszta grupy, wyłączając Evansa i Dudley’a zarechotała się donośnie. - Bardzo dowcipne Dennis! – zaśmiał się z ironią Harry – Masz niebywałe poczucie humoru! To chyba u was w rodzinie cecha dziedziczna, co?! Dennis zrozumiał, że Harry drwi z niego i uśmiech z twarzy bladego blondyna spełzł tak szybko, jak się na niej pojawił. Dennis już miał coś odpowiedzieć, ale uprzedził go Dudley. - Czego chcesz?! – powtórzył poirytowany unosząc głos, jakby chciał przerazić w ten sposób Harry’ego. - Chce żebyś ty i twoja banda przygłupów odwaliła się od niego! – wycedził Harry wskazując na Marka Evansa, który stał osłupiały i zdumiony faktem, że po raz pierwszy ktoś stanął w jego obronie, że ktoś miał w ogóle odwagę przeciwstawić się Wielkiemu De i jego gorylom. Kumple Dudleya wściekli się słysząc wyzwiska pod ich adresem i już mieli rzucić się na Harry’ego z pięściami, gdy ten dyskretnie wskazał kuzynowi różdżkę, którą od dawna trzymał w pogotowiu. To był cenny argument. - Zostawcie go! – zawołał ku zdumieniu wszystkich Dudley (wyłączając rzecz jasna Harry’ego, który doskonale zdawał sobie sprawę, że jego kuzyn panicznie boi się magii i różdżki, którą Harry wyczarował według niego dementora). Dennis i reszta chłopaków popatrzyli się ze zdumieniem na swojego przywódcę. Ten szybko dodał. - Nie warto sobie zaprzątać głowy takim zerem. Lepiej spożytkujemy siły na kimś, kto może mieć coś cennego. Potter to biedak i jest bez grosza! Harry miał ochotę wygarnąć kuzynowi jak grubo się myli. W końcu w podziemiach Banku Gringotta na Harry’ego czekała pokaźna fortuna, jaką mu zostawili rodzice. Wcale nie był więc biedakiem. - No więc jak De? – zapytał grubiańsko Harry – Dacie spokój Markowi, czy mam cię jeszcze przekonać? – Harry ponownie dyskretnie wskazał Dudley’owi różdżkę i to poskutkowało. Dudley coś syknął do przyjaciół, którzy popychając młodego Evansa udali się zanim i po chwili znikli w oddali, gdzieś za gęstwinami parku. Gdy ich głosy ucichły, Harry zwrócił się do chłopaka, któremu ocalił skórę. - W porządku? – zapytał – Nic ci nie zrobili? Chłopak popatrzał się chwilę na Harry’ego i rzekł nieśmiało. - Ty jesteś Harry Potter? Harry zdumiał się okrutnie, że Evans zna jego nazwisko. W świecie czarodziejów było to normalne i Harry się już przyzwyczaił, ale TUTAJ... w świecie mugoli? No chyba, że Mark był małym czarodziejem, który po prostu nie trafił jeszcze do Hogwartu, bo jest za mały. - Wszyscy mówią, że jesteś zatwardziałym chuliganem – oznajmił Evans nie czekając na odpowiedź Harry’ego – Ale ja w to nie wierzę! – dodał pospiesznie. - Dlaczego? - Bo gdybyś był chuliganem, nie stanąłbyś w mojej obronie – odpowiedział spokojnie chłopak – A poza tym nie wyglądasz na żadnego chuligana. - Cieszę się, że choć jedna osoba z tego świata tak myśli?! – odrzekł Harry z goryczą w głosie – Moja ciotka i wuj wszystkim naopowiadali kłamstw o mnie. - Ale po co?! - Nie znasz ich i lepiej byłoby dla ciebie, gdybyś nigdy nie poznał. - A gdzie jesteś przez cały rok szkolny, skoro nie w św. Brutusie? – dopytywał Evans – Bo ja nigdy cię nie widziałem na Privet Drive w roku szkolnym... - Jestem... jestem w szkole z internatem... – odparł niepewnie Harry, który zdawał sobie sprawę, że nie może zdradzić nikomu prawdy, nawet małemu chłopcu, który nie uważa go za chuligana. Od tamtego dnia Harry bardzo często widywał Marka Evansa w parku. Dudley i reszta bandy już go nie prześladowała, więc chłopak chętnie chodził w to miejsce, tym bardziej, że spotykał tam Harry’ego. Między dwoma chłopcami zawiązała się nić sympatii, żeby nie powiedzieć przyjaźni. Harry dowiedział się, że Mark stracił w ubiegłym roku rodziców, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Teraz mieszka z sędziwą babcią, którą się opiekuje. Wspólne rozmowy na temat rodziców, śmierci i innych przykrych wydarzeń, pomagały nieco Harry’emu znieść śmierć Syriusza, choć każdego ranka, gdy wstawał z łóżka i widział zdjęcie Syriusza w gazecie na biurku, mimowolnie oczy napływały mu łzami. Oprócz pustki, jaką Harry czuł w sercu, chłopaka nękały także liczne koszmary. Sypiał bardzo źle. Być może wynikało to z upałów, które panowały także nocą, ale sny czasami były bardzo realne i jeszcze bardziej dziwne. Najczęściej śnił mu się Syriusz wpadający za kurtynę, jednak któregoś razu było zupełnie inaczej. Kiedy Harry po raz kolejny wpadł w sidła snu, znalazł się w dziwnym miejscu. Było tam bardzo ciemno. Harry stał w długim korytarzu na końcu, którego dało się widzieć duże drewniane drzwi. Korytarz zdawał się mu dziwnie znajomy. Widział już takie ściany i strop w lochach Hogwartu, ale przecież nie mógł się w nich znajdować. Nie teraz. Był środek wakacji i Hogwart prawdopodobnie stał pusty. Nagle drzwi na końcu korytarza uchyliły się i wyszły zza nich dwie postacie odziane w czarne szaty. Ponieważ obie miały nałożone na głowę kaptury, Harry nie mógł dostrzec ich twarzy, gdy jednak jedna z postaci przemówiła do drugiej, Harry rozpoznał jej głos od razu. Pod ciemnym kapturem skrywała się twarz Lucjusza Malfoya. Jakim jednak cudem wydostał się on z Azkabanu i dostał do lochów Hogwartu wraz z drugim śmierciożercą, jak Harry podejrzewał? - Nie ma nikogo – wyszeptał Malfoy rozglądając się po zaciemnionym korytarzu, najwyraźniej Harry był niewidoczny dla śmierciożerców, mimo, że stał dwa metry od nich – Droga wolna! - Czarny Pan będzie niezadowolony – wyjąkała druga zakapturzona postać i Harry od razu poznał ten ohydny, piskliwy głos, który należał do Petera Pettigrewa, niegdyś przyjaciela ojca Harry’ego, teraz oddanego sługi Voldemorta, który przyczynił się do jego powrotu. - Myślisz, że nie wiem! – warknął oburzony Malfoy – To sprawka Dumbledore’a! Musiał ukryć ją gdzieś indziej. - Na pewno użył jakiejś cwanej sztuczki – rzucił Glizdogon ruszając z wolna w kierunku Harry’ego . - To oczywiste! Dumbledore zawsze lubi popisywać się swoim sprytem i elokwencją! Nagle rozległ się zgrzyt otwieranych drzwi i Malfoy zamilkł. Korytarz oświetliła wiązka światła padające zza pleców Harry’ego. Chłopiec obrócił się, żeby zobaczyć, kto otworzył drzwi. Ku swemu przerażeniu ujrzał bladą i wężowatą twarz Voldemorta. Blizna na czole wybuchła przeszywającym bólem, Harry zaczął krzyczeć i opadł na kolana. Ból narastał, oślepił go już zupełnie i po chwili ustał, tak niespodziewanie, jak niespodziewanie się pojawił. Harry otworzył ponownie oczy i ku swemu zaskoczeniu stwierdził, że siedzi na łóżku, w swoim pokoju na Privet Drive 4. Po jego czole spływały krople potu mocząc górną część pidżamy. - To był tylko kolejny koszmar – powiedział sam do siebie rozglądając się za szklanką zimnej wody, gdyż zaschło mu w gardle. Wstał z łóżka i podszedł do biurka, na którym stał dzbanek. Już miał sięgnąć po niego, kiedy jego uwagę przykuł egzemplarz Proroka Codziennego ze zdjęciem Syriusza. Jak już wcześniej wspominałem, Harry bardzo często spoglądał na owe zdjęcie, na którym Syriusz uśmiechał się do niego szyderczo, wspominając moment, w którym poznał swego ojca chrzestnego. Za każdym razem chłopak się wzruszał, także i teraz. Gdy łza Harry’ego kapnęła na ruchome zdjęcie, chłopak przetarł oczy rękawem od pidżamy i zwrócił twarz w kierunku uchylonego okna, przez które do pokoju wlatywał ciepły, letni wietrzyk. Noc zdawała się ustępować dniu. Musiała być jeszcze wczesna godzina poranna, gdyż Harry nie słyszał ciotki Petuni krzątającej się po kuchni. Nagle w oddali zobaczył coś bardzo małego unoszącego się w powietrzu, coś, co najwyraźniej leciało w jego stronę. Owa mała plamka na niebie z trudem radziła sobie z lekkim wiaterkiem, który z trudem mógłby porwać choćby liść z drzewa. Owym czymś okazała się sowa, lecz nie Hedwiga, która nocą udała się na łowy i do tej pory jeszcze nie wróciła. Sowa zahukała przyjaźnie, wleciała przez otwarte okno i usiadła na oparciu od krzesła, stojącego przy biurku. U nóżki miała przywiązany kawałek kartki. Harry sięgnął po niego pospiesznie i po chwili zaczął czytać list, choć sprawiało mu to wielką trudność, gdyż litery były pisane bardzo niestarannie, jakby w pośpiechu.

{i}Cześć Harry, Dostałem twój adres od Rona Weasley. Mam super wiadomość! Wpadł mi do głowy pewien pomysł i napisałem o nim do dyrektora Dumbledore. Ten uznał moją propozycję za dobrą myśl i wyraził zgodę, żeby w te wakacje w Hogwarcie odbył się TURNIEJ QUIDDITCHA z udziałem dawnych absolwentów Hogwartu! Hurra! Znowu będę mógł zagrać w barwach Gryffindoru!! A tak. Chyba zapomniałem Ci się przedstawić, w końcu po piśmie nie rozpoznasz, bo nigdy nie widziałeś żadnych moich listów. To ja, ...{/i}

- Olliver Wood?! – przeczytał Harry z niedowierzaniem – To ci dopiero!

{i}Mam nadzieję, że z chęcią weźmiesz udział w Turnieju jako szukający Gryffindoru, zwłaszcza, że jak słyszałem przez ostatni rok nie miałeś zbytnio okazji, żeby polatać na swojej Błyskawicy. Dumbledore uważa, że mój pomysł z turniejem jest świetny, bo będzie stanowił odskocznie od tych ponurych wydarzeń związanych z Sam-Wiesz-Kim. Swoją drogą szkoda, że nie było mnie, kiedy Fred i George dali popalić tej Umbridge! Jestem bardzo podekscytowany, więc nie każ mi czekać na swoją odpowiedź!

Oliver Wood{/i}

Harry skończywszy czytać uśmiechnął się w duchu i nie chcąc pozostawiać Wooda w niepewności, wyskrobał swoim piórem krótki liścik po drugiej stronie kartki z listem przyjaciela.

{i}Z przyjemnością zagram w turnieju. Nie napisałeś jednak, kiedy mam się pojawiać w Hogwarcie!

pozdrawiam, Harry{/i}

Harry zwinął liścik w rulonik, przywiązał go sówce do nóżki i wypuścił ją przez okno. Chwilę popatrzał jak znika w promieniach słonecznych, które teraz wpadały również do jego pokoju oświetlając wnętrze. Przysiadł na swoim łóżku i zaczął rozmyślać o turnieju. Po raz pierwszy będzie miał okazję spędzić chociaż kawałek wakacji w Hogwarcie. Zobaczy ponownie Hagrida, spotka swoich przyjaciół, Rona i Hermionę. To będą najcudowniejsze wakacje, jakie miał w życiu, mimo tych okropnych wydarzeń ostatnich miesięcy. Tylko jak dostanie się do szkoły? Przecież Ekspres Hogwart nie kursuje w wakacje? No i czy Dursley’owie się zgodzą, żeby wyjechał do Hogwartu w wakacje? Im dłużej Harry się zastanawiał nad wakacjami w zamku, tym coraz więcej przeszkód znajdował. Pogrążając się w myślach, nie spostrzegł, że przez okno wleciała kolejna sowa. Tym razem była to Świstoświnka, a list pochodził od Rona.

{i}Hej Harry! Nie uwierzysz! W Hogwarcie odbędzie się turniej quidditcha z udziałem dawnych absolwentów! Fred i George też w nim będą uczestniczyć! Ja, Ginny i tata będziemy w Hogwarcie przez wszystkie dni turnieju! Może Hermiona też się pojawi, nie wiem, bo dawno nie dostałem od niej żadnego listu. Mam nadzieję, że ty też się pojawisz w Hogwarcie. Wszyscy zaczną się zjeżdżać już 30 lipca! Turniej zaczyna się dwa dni później, 1 sierpnia. Urodziny spędzisz w Hogwarcie! Czy to nie super?! Dumbledore nie będzie obecny w szkole podczas naszego pobytu. Podobno wyjeżdża na zasłużony urlop, ale moim zdaniem to będzie jakaś tajna misja związana z Zakonem Feniksa. Ciekawe, czego może dotyczyć. Tata nic nie chce zdradzić... Będę kończyć. Trzymaj się!

PS. Tata mówi, żebyś napisał, kiedy mamy po Ciebie przyjechać, żeby zabrać Cię do Nory. Odpisz jak najszybciej.{/i}

Harry uradował się bardzo z wiadomości od Rona. Od razu poprawił mu się humor. Zapomniał o dziwnym koszmarze, który zbudził go dzisiejszego poranka i o potężnym bólu blizny, który przecież nie mógł być tylko snem. Blizna bolała go naprawdę. Chłopak ponownie sięgnął po pióro i pośpiesznie wyskrobał krótki liścik:

{i}Czekam na Was. Przyjeżdżajcie po mnie jak najszybciej.

Harry{/i}

Chłopak zwinął liścik w rulonik, przywiązał do nóżki Świstoświnki, rzucił jej zakąskę Hedwigi i sówka wyleciała pośpiesznie przez okno pohukując z zadowolenia. Gdy Harry zszedł do kuchni, zastał tam ciotkę Petunię popijającą kawę. Jak każdego poranka od dwóch tygodni, od kiedy wuj Vernon wyjechał w sprawach służbowych, ciotka Petunia nie jadała śniadań, tylko piła kawę. - Dzień dobry – rzekł Harry podchodząc do lodówki, żeby wyjąć mleko – Ładny dziś dzień, prawda? - Taki jak każdy tego lata! – odparła surowym tonem ciotka – A co ty masz taki dobry humor? Czyżbyś dostał w końcu wiadomości od swoich przyjaciół?! - Faktycznie, dostałem. Mój przyjaciel, Ron Weasley zaprosił mnie do siebie na wakacje. - Chyba nie zamierzasz wyjechać?! – warknęła oburzona. - Zamierzam. Chyba raczej powinnaś się cieszyć, że nie będziesz musiała oglądać mnie przez resztę wakacji – odparł Harry bez ogródek siadając przy stole. - Przez resztę wakacji? To znaczy, że oni zaprosili cię na cały miesiąc?! - Nie. Pobędę trochę u państwa Weasley’ów a później jadę do Hogwartu na turniej quidditcha. Ciotka Petunia wyraźnie posmutniała i Harry nie rozumiał, dlaczego. Zawsze, kiedy miał znikać na resztę wakacji, cieszyła się z tego niezmiernie. - Od kiedy Hogwart jest otwarty w wakacje? – zapytała zrezygnowanym głosem – Myślałam, że Dumbledore jeszcze nie wrócił... Harry spojrzał na ciotkę zaskoczony, a ta sprawiała wrażenie przerażonej, jakby wyjawiła jakąś skrzętnie skrywaną tajemnicę. - Skąd wiesz, że Dumbledore’a nie ma teraz w Hogwarcie?! - Ja... ja nie... nie wiem nic o tym – wyjąkała i ręce zaczęły się jej trząść, a twarz zalazła się rumieńcem. Harry spojrzał na ciotkę badającym wzrokiem. - Wiesz ciociu – zaczął zaintrygowany – Wydaje mi się, że wiesz znacznie więcej na temat świata czarodziejów niż się do tego przyznajesz! Ciotka Petunia zastygła z wyrazem przerażenia na twarzy. Najwyraźniej Harry trafił w sedno. - To dość dziwne. Tak bardzo nienawidzisz naszego świata i wszystkiego, co magiczne, a mimo to wiesz o nim sporo. To niemożliwe, żebyś pamiętała tyle szczegółów jeszcze z czasów, gdy mieszkałaś pod jednym dachem z moją matką. A może ty masz z magią więcej wspólnego niż się nam wszystkim wydaje? - Co masz namyśli?! – wybuchła w końcu uderzając ręką o stół. - A może jesteś czarownicą? - Nie! – ryknęła oburzona – Jak śmiesz mnie o coś takiego posądzać! Jedyną czarownicą w naszej rodzinie była twoja matka! Jeśli kiedykolwiek zaczniesz znów o tym gadać, nie będę zwracać uwagi na żadne wyjce od Dumbledore’a i wyrzucę cię z domu raz na zawsze! Zrozumiałeś?! - Tak, tak – odparł Harry dla świętego spokoju, choć bardzo wybuchowa reakcja ciotki nie wywarła na nim większego wrażenia. Po śniadaniu postanowił pójść na spacer do parku z nadzieją, że może spotka Marka Evansa i gdy już wychodził, usłyszał ciężkie kroki stawiane na schodach. Najwyraźniej tłusty Dudley postanowił w końcu wstać i zjeść porządne śniadanie. - Co Dudziaczku? Nie możesz spać? – zagadnął Harry naśladując obrzydliwie słodki głos ciotki Petuni. - Nie mogę. Za bardzo wydzieracie się tu na dole – odrzekł oburzony tłuścioch stawiając nogę na ostatnim stopniu schodów. - Jak mi przykro. Twoją mamusię troszkę poniosło. - Słyszałem, o czym rozmawialiście – powiedział Dudley jakimś dziwnym tonem stając tuż przed Harrym, mówił ściszonym głosem, jakby bał się, że usłyszy go matka – Chciałbym z tobą o tym porozmawiać. - Tak? – zdziwił się Harry – Coś podobnego. Od kiedy to interesujesz się TAKIMI rzeczami? - Od kiedy podejrzewam, że moja matka może być czarownicą.

Harry był bardzo zaskoczony nietypowym zachowaniem Dudley’a i postanowił, że z nim porozmawia na spokojnie. Poczekał aż kuzyn naje się do syta i wyszedł z nim na przechadzkę po okolicy. - Od tamtego ataku na mnie z zeszłego lata – zaczął niepewnie Dudley – wiele się zmieniło. Teraz mam inne podejście do tego waszego świata. - Ciekawe. Jakie więc masz teraz podejście? - Teraz chciałbym się dowiedzieć więcej o nim, bo wiem już, że bez względu na to jak rodzice będą się starali mnie od niego odizolować, i tak nie będę bezpieczny. Zawsze może pojawić się jakiś zły czarodziej, który będzie chciał mnie zabić. Harry zrozumiał teraz, że Dudley naprawdę zmienił swoje podejście, a wynikało to z przerażenia i strachu przed spotkaniem czegoś jeszcze gorszego, niż dementor. - Masz rację. Teraz każdy na świecie jest narażony na niebezpieczeństwo. Ten zły czarodziej, który zabił moich rodziców powrócił i teraz chce zabić mnie. Dudley wzdrygnął się na samą myśl o tym i ciarki przeszły mu po plecach. - Nazywa się Voldemort i pragnie zawładnąć światem. Ja jestem jedyną osobą, która może go pokonać. - Skoro chce cię zabić, dlaczego nie napadnie nas na przykład teraz? - To niemożliwe. Kiedy przebywam w towarzystwie twojej matki lub jej krewnych, chronią mnie potężne zaklęcie magiczne. - Więc moja matka naprawdę jest czarownicą? - Nie wiem. Może nie jest, wcale nie musi być. To, że wie dużo o moim świecie może wynikać z tego, że mieszkała pod jednym dachem z siostrą, która była czarownicą. - Czyli ja

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Harry Potter i Kula Cienia, rozdział 1 — czytnik · opowiadania