Historia · 6 min czytania
Hazel
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Hazel. Miał białe zęby a w ręku trzymał czarną parasolkę. Miasto otuliło się nimi, jakby chciało wyprzeć się tożsamości. „Odmienność, była tutaj zupełnie nie wskazana, a tak często spotykana”- pomyślał, odwrócił się od wierzy mariackiej z nieskrywanym zniesmaczeniem. Hejnał nie był żadny. Tak właśnie pomyślał: żadny. Ależ oczywiście, nie spodziewał się, że to będzie piękna melodia, ani, że na trąbce zagra blond włosa piękność. Chciał tylko jakiegoś odróżnienia od Warszawy. A tu wszystko inaczej-takie samo. Schematyczne i niemiłe. Dlaczego w miastach nie można było wymyślić czegoś oryginalniejszego od patetycznych melodii, wielkich centrów handlowych, pasmanterii, butików. I RYNKÓW. Jak go to śmieszyło. Te rynki, ośrodki kultury, takie, wielkie, cenne dziedzictwa kultury. Przemknął z cichym śmiechem koło stołecznej komendy policji. Ha, ha, ależ to pasuje. Jak pięść do nosa… Agila krążyła wokół niego tu i tam. - O! Popatrz! Kościół mariacki! Hejnał! Patrz, patrz, sukiennice!! A! Ten sławny ratusz, pamiętasz? Plac Matejki z „Vinci”? Pamiętasz? O, sklep dla artystów! Ha, ha, jakie śmieszne obrazy, dlaczego oni wieszają je na bramie floriańskiej?, Co? Hazel, Hazel, możesz mnie posłuchać i odpowiedzieć? Ależ, słuchał, oczywiście, że słuchał. Bardzo uważnie. Czarne kosmyki jej poucinanych w nijaki sposób włosów idealnie pasowały do tak samo czarnych oczu. Te oczy były głębokie, piękne. Cała była niesamowita. Ale teraz, właśnie w tej chwili pochwycił sens, tego o czym myślał dzisiaj w nocy. Ona nie była JEGO. Chociaż właściwie można ją było potraktować za ideał (wytworzony z bajki o królewnie śnieżce, Danuty Stenki no i paru tam, znajomości), nie czuł tego co zwykle powinno się czuć, gdy stąpa się równo koło swojego ideału kobiety. Agil była oczytana, piękna, mądra. Ale przecież, nie była ani trochę roztrzepana, nie lubiła głupkowatych komedii. A co najważniejsze: nie umiała malować. Tak, każdy wie, że na świecie nie ma ludzi idealnych. Tylko dlaczego, chociaż mu się podoba, ma ciągłe, silne wrażenie tracenia czasu?... - Haazel- stanęła, drobna i nieporadna- czemu ty jesteś taki… Nie słuchasz mnie.- jej czarne, głębokie oczy wpłynęły do jego niebieskich. Wszystko co dzisiaj widział zlało się i zastanowił się przez chwile: jak on się tu znalazł? Sam, z tą dziewczyną, której wcale nawet nie lubił. Dlaczego zdecydował się tutaj przyjechać? - Słucham cię. Bardzo cię słucham. - Hm- fuknęła cicho i dwie srebrzyste łezki, popłynęły po jej różowych od grudniowego (już!) powietrza policzków.…