Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

melodramat · 14 min czytania

Helga i Antoni

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Helga i Antoni Tuż przed żniwami 1943 roku Antoniego skierowano do pracy w gospodarstwie rolnym, leżącym w małej, podgórskiej miejscowości w południowych Niemczech, przy granicy szwajcarskiej. Antoni błogosławił tę decyzję. Życie w stalagu stawało się już nie do zniesienia. Dawał się we znaki głód, racje żywnościowe zmniejszano z miesiąca na miesiąc, tłumacząc to zwiększającymi się coraz to bardziej potrzebami wojska, walczącego na rozległych frontach. Prawie czteroletni pobyt w tym samym towarzystwie stawał się już nie do zniesienia. Te same twarze wokół, te same tematy dyskusji. Koledzy spoglądali na siebie niezbyt życzliwie, niewielkie nieporozumienia przeradzały się w kłótnie i dzikie awantury. Antoni bardzo źle znosił pobyt w zamkniętym, ogrodzonym kolczastym płotem, obozie. Przyzwyczajony był do otwartych przestrzeni, swoje dwudziestoletnie, przedwojenne życie spędził na gospodarstwie rolnym, leżącym we wschodniej części jego rodzinnego kraju. Teraz, czytając nieregularnie przychodzące listy od matki, tęsknił do pól pokrytych zbożem, do zapachów unoszących się nad łąkami wysokich traw, do dźwięku kosy poruszanej wymachem silnych rąk. Marzył o wykonywaniu prostej, ciężkiej pracy na roli, do której był od małego przyzwyczajony. Gdy w obozie ogłoszono nabór do prac w gospodarstwach rolnych, był jednym z pierwszych, którzy się zgłosili. Długo nie czekał, w kraju brakowało siły roboczej. Miejscowi mężczyźni, którzy do tej pory zajmowali się uczciwą pracą, zostali zatrudnieni przez nowego pracodawcę, przez wojnę. Chociaż, może wcale nie mieli ochoty wojować, może nie pragnęli zamieniać lemieszy na karabiny, to jednak kazano im walczyć, zdobywać odległe, nieznane krainy, zabijać innych, podobnych im chłopów. Przekonywano ich, że od pracy ważniejsza jest walka, że sukcesy na polach wojennych wielokrotnie przewyższają te na zwyczajnych gruntach ornych. Mieli porzucić swe pola, zabudowania i walczyć, pracę pozostawić niewolnikom, prawdziwy mężczyzna stworzony jest do podbojów. Ich proste, chłopskie umysły nie pojmowały nowej ideologii. Nie pozwolono im stawiać pytań. Dzięki temu Antoni opuścił stalag i znalazł się w gospodarstwie rolnym. Właściciel jego już od dłuższego czasu przebywał na froncie, postawą swą nie bardzo potwierdzając tezę o niezłomnej woli walki prawdziwego mężczyzny. Podczas jego nieobecności gospodarstwem zajmowała się żona wraz z siedemnastoletnią córką Helgą. Praca, praca, ciężka praca. Nie dawały sobie rady. Ziemi było dużo, do tego para mocnych koni, bydło, trzoda chlewna, drób. Przed wojną w gospodarstwie pracowało dwóch najemnych robotników, obecnie wszyscy pochłonięci byli wojną, trudno było kogoś nająć. W ratuszu, w szufladzie biurka, będącego własnością pomarszczonego staruszka, kierującego administracją wsi, już od dłuższego czasu leżało, złożone przez żonę, zapotrzebowanie na jednego przynajmniej pomocnika. Antoni zjawił się w samą porę, pszenica uginała się pod ciężarem napęczniałych kłosów. Najwyższy czas na rozpoczęcie żniw. Kobieta, pomimo że liczyła dopiero czterdzieści lat wyglądała na znacznie starszą, męcząca praca na roli pozostawiała ślady na jej ciele, twarzy, rękach. Ucieszyła się gdy staruszek z ratusza przyprowadził Antoniego, podpisała kwit przyjęcia. Przeznaczyła dla nowego lokatora jeden z wielu, pustych pokoi. Już następnego ranka Antoni wszedł w codzienny, monotonny rytm pracy, którą tak dobrze znał, do której tak tęsknił podczas smutnych dni żołnierskiej niewoli. Wyciągnął kosiarkę z szopy, zaprzęgał do niej konie. Przestawienie się z prostej kosy na maszynę nie nastręczyło zbyt wielu kłopotów, zwłaszcza, że umiał obchodzić się z końmi, praca z nimi była jego ulubionym zajęciem. One wyczuły to już po założeniu postronków, po pierwszych pociągnięciach lejc. Stały posłusznie wyczekując gospodarskich poleceń. Żniwa ruszyły pełną parą. Antoni powoził, żona z Helgą odbierały i wiązały snopki. Porozumiewali się półsłówkami, mieszając dwujęzyczne wyrazy. Ale ile można mówić podczas pracy? Wystarczą drobne gesty, czasami wymach ręki, spojrzenie oczu. Praca przy panującej wspaniałej pogodzie przebiegała bardzo sprawnie i szybko. Żona była uradowana, dzięki Antoniemu spadł z jej serca olbrzymi ciężar, prowadzenie gospodarstwa stało się mniej kłopotliwe. Napisała list do męża, by się nie martwił, wszystko w porządku, ziemia uprawiona, bydło oporządzone, gdy wróci to zastanie należyty ład. Mąż już jednak nie myślał o gospodarstwie, nie myślał o powrocie. Zginął gdzieś tam, na dalekiej ziemi, podczas zdobywania czy też obrony jakiegoś ważnego obiektu. Zwłoki jego wraz z setkami innych, atakujących i broniących, zostały pogrzebane we wspólnej mogile. Zginął jak przystało na prawdziwego mężczyznę podczas walki, a nie przy pługu, czy na przykład dojąc krowę. List wysłany przez żonę wrócił z powrotem, wraz z innymi, związanymi w niewielką paczuszkę, w której, prócz nich, znajdowało się kilka osobistych rzeczy męża. Kobieta bardzo zmartwiła się tą wiadomością, spoglądała na gospodarstwo ze smutkiem i rezygnacją, odejście jej współtowarzysza pozbawiło ją radości dalszej pracy. Myślenie o powiększaniu wspólnego dobytku, o wspólnej przyszłości straciło nagle sens. Chodziła przygnębiona i zrozpaczona, coraz rzadziej wychodziła ze swego pokoju, nie pojawiała się w obejściu. Prowadzenie gospodarstwa spadło na głowę Antoniego. On poił, karmił konie, bydło, trzodę, on decydował jakie roboty i w jakiej kolejności miały być wykonywane. Młocka, orka, wykopki, poczuł się w swoim żywiole, wykonywane czynności sprawiały mu przyjemność, po beznadziejnym czasie spędzanym w stalagu w tej chwili czuł się naprawdę szczęśliwy. Helga była posłuszna jego poleceniom, wykonywała te roboty, o których wykonaniu on zadecydował. Po pewnym czasie wspólnej pracy, między nimi nawiązał się jakiś nieokreślony, bliższy stosunek. Ciekawość, ukradkowe spojrzenia, przypadkowe dotknięcia, takie były początki. Czy można byłoby to co zaszło między Antonim i Helgą nazwać miłością? Czy nie za wielkie słowo dla nieznanego uczucia jakie zrodziło się między nimi. A właściwie między ich dwoma młodymi, zdrowymi organizmami. Dorastającej, siedemnastoletniej dziewczyny i dwudziestokilkuletniego chłopca, właściwie już mężczyzny. Nie miało znaczenia skąd oni pochodzili, w jakim kraju się wychowywali, kim byli ich ojcowie, dziadowie, jakiego koloru skórę posiadali, w jakiego Boga wierzyli. Oni nie mieli wiele do powiedzenia, to chyba odbyłoby się też bez ich zgody i potwierdzenia. Pożądania dwóch młodych, ciekawych, przyciągających się wzajemnie ciał nie byli w stanie opanować. Zbyt długo przebywali razem ze sobą. Praca,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%