Akcja · 19 min czytania
Hell'aven - 1 - DC
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Hell'aven DC
"Jeden"
Łukasz obudził się z bólem głowy. Ale to, w tym momencie był jego najmniejszym problemem. Kiedy wreszcie doszedł do siebie i rozglądnął się dookoła zrozumiał, że nie jest już w swoim rodzinnym miasteczku. To nawet szczerze mówiąc nie wyglądało jakby było w jego pobliżu. Leżał na polanie pełnej traw, kwiatów oraz innej roślinności. Wszędzie było zielono, niebiesko, czerwono. Tutaj rosły maki, tam rosły nasturcje, trochę dalej lilie. Koło niego rosły kwiaty, których nawet nie potrafił nazwać. Na prawo od niego było kilka krzaków. Wyglądały jak jeżyny albo maliny. W każdym bądź razie jakieś owocowe. Obok nich znajdowało się drzewo. Jedyne, które Łukasz widział na tej pustej polanie. Drzewo przypominało jabłoń ale tego chłopak nie był pewien. Nie znał się w końcu tak dobrze na agroturystyce. W tym momencie w jego głowie pojawiło się pytanie. "Gdzie jestem...? Co ja tutaj robię?" Wszystko wskazywało na to, że odpowiedzi nigdy nie usłyszy. Był tam sam... a jak okiem sięgnął widać było tylko tą jedną polanę. Nic więcej... - Pewnie się zastanawiasz gdzie jesteś - jakiś chłopięcy głos rozległ się po okolicy. - Co? Hej! - gdy Łukasz się obrócił zobaczył młodego chłopaka siedzącego na składanym krześle i pijącego sobie w najlepsze gorącą herbatę z kubka, na którym widniał duży napis: "We Bring Double L to Hell" - Witaj na imię mam Ergo. Jestem twoim, że tak ujmę opiekunem. - C... c... cco? Kim? Gdzie ja jestem? Kim ty jesteś? - Eee młody ciemny jesteś?! Mówiłem, na imię mam Ergo i jestem twoim opiekunem. Juhu... czy ty mnie w ogóle słuchasz? - chłopak był niskiego wzrostu. Miał może z metr sześćdziesiąt. Jego twarz była nieskazitelnie piękna. O tak... to rzuciło się Łukaszowi od razu w oczy. Twarz jego rozmówcy była tak ładna, że aż trudno było uwierzyć iż należała do chłopca. Jego oczy były koloru czerwonego, tak mocno rażącego, że aż trudno było w nie patrzeć. Usta również miał tak czerwone, że wyglądały jakby były wymalowane szminką. Niecodzienne u mężczyzn ale mu pasowało. Czarne potargane przez wiatr, którego nawet nie było, włosy zakrywały czoło i uszy. Jego strój był prosty. Zaledwie jakieś zwykła koszulka i niebieskie dżinsy. Nic ponad normę. - E...Ergo? Co ja tutaj robię? - Zaraz... to ty nie wiesz? - chłopak się tak zdziwił, że aż odłożył kubek i wstał. - Nie.. . - Oooo... szok po urazowy. No tak tego można było się spodziewać. A wiec pozwól, że ci przypomnę mój drogi. Mogę do ciebie mówić "mój drogi". Nikt inny nie chcę abym go tutaj nazywał mój drogi - mina Ergo widocznie posmutniała ale mimo wszystko nie odbierało mu to urody. - No... no... jak chcesz. Ale powiedz mi, co tu robię. - Raptuś z ciebie co? Raptuś - chłopak jako jedyny się zaśmiał po czym stwierdził z zażenowaniem - ciężko nam się będzie żyło. Ale do rzeczy. Na imię Ci Łukasz. Prawda? - Tak. - A więc - Ergo zaczął chodzić dookoła młodzieńca z poważną miną - widzisz, niedawno miałeś wypadek samochodowy. - Wypadek...? - Nie przerywaj mi jak mówię. No patrz przez ciebie straciłem wątek. Gdzie to ja byłem... ach tak, miałeś wypadek. Pędząca z oszałamiającą prędkością 60 km/h ciężarówka - chłopak się zaśmiał - wyrwała się z pod kontroli kierowcy i wjechała na chodnik, którym szedłeś ty... i twój przyjaciel Jasiu. - Jasiu... zaraz... - Nagle w głowie Łukasza zaczęły pojawiać się obrazy. Widział siebie. Widział swoje miasto. Chodnik pod swoimi nogami. Obok niego szedł jego najlepszy przyjaciel. Jasiu. Rozmawiali o czymś, ale o czym? Tego sobie nie mógł przypomnieć. Widział tylko obrazy. Nagle coś go zaniepokoiło. Coś przez co się odwrócił. Zauważył tylko napis..... Jelcz.... w tym momencie obrazy znikły a Łukasz ze strachem w oczach stwierdził. - Czy... czy...? - Tak, ty nie żyjesz! - nastała chwila ciszy, po której Ergo podskoczył i wykrzyczał - Jes, jak ja kocham tak dołować ludzi. No po prostu żebyś widział swoją minę. Ten szok. To zdziwienie. To niezrozumienie. Ta nadzieja, że jednak jest inaczej. Że to może być tylko sen. Ale to nie jest sen mój drogi. Kabum... you are dead. Game Over. - Nie... nie możliwe... To nie możliwe! - A jednak. Jesteś martwy. Kaput. Pierdut. Zgon na miejscu. Nie było nawet, co zbierać. Została z ciebie tylko plama. Mokra plama. Czaisz młody? Mokra. - Jednak Łukaszowi nie było do śmiechu, co ostatecznie skwitował Ergo - brak poczucia humoru. Będzie się nam ciężko żyło... oj ciężko. - Czyli... czyli skoro umarłem to jestem w... niebie? - Nooo - tutaj rozmówca Łukasza widocznie przekrzywił się słysząc to słowo - prawie zgadłeś. - Czyli jeśli nie niebo, to czyściec? - Uuuuu ciepło, ciepło, coraz cieplej. - Zaraz... chyba nie chcesz powiedzieć, że... - No, no, no... wypowiedz to słowo! - Piekle?! - chłopak zapytał oschle. - BINGO! Dla pana siedzącego na trawce nagroda specjalna... wieczność w piekle. W promocji dostanie pan jeszcze kilka tortur i może wizję końca świata. Ale to musze pogadać ze sponsorami - Ergo już planował wyciągnać komórkę, ale tą czynność przerwał jego rozmówca. - Co? Jestem w piekle? Nie to niemożliwe... Ale... przecież - Łukasz próbował jakoś zrozumieć, co się dzieję. Zrozumieć sytuacje w jakiej się znalazł. - No cóż. Bądźmy szczerzy... szczerość to podstawa każdego związku, wszakże. W sumie to masz rację. Nie powinno cię tu być. - Jak to? - To zdanie Erga wywołało zainteresowanie Łukasza. - No bo w sumie to nic takiego nie zrobiłeś żeby trafić do piekła. Przesiedział byś miesiąc lub dwa w czyśćcu. A jak by odprawili za ciebie ze dwie msze to może tylko tydzień. A potem strzałka do... no wiesz, tego tam u góry. - Nieba? - No właśnie. Wiesz mi jako demonowi czystej krwi aczkolwiek czwartego stopnia nie wypada wymawiać takich słów. To to by źle wpłynęło na moją reputację - powiedział cichaczem Ergo tak aby nikt inny go nie usłyszał poza Łukaszem. Co w sumie było bezpodstawne bo nikogo innego tam nie było. - Więc co ja tutaj robię? W piekle. - Jak ci to wytłumaczyć. Zawiniłeś sam sobie. Widzisz w wypadku ucierpiał również ten twój kumpel, Jasiu. Ale on to był zły. Zły aż do szpiku kości. Pracował jako satanista w jakimś hotelu. - Satanista? - Łukasz zamyślił się po czym stwierdził ze zdziwieniem - on był szatniarzem a nie satanistą... w hotelu Qubus. - Szatniarzem? - Ergo poważnie się zdziwił. - o cholera. Znowu błąd w druku. To nam się coraz częściej zdarza, ale tak to jest jak się pracuje na WindowsXP. - Windows... wy w piekle macie Windows? - A cóż w tym takiego dziwnego, he? Wszędzie jest potrzebna jakaś organizacja. Nawet w stolicy chaosu. Ale zboczyłem z tematu. Może i był szatniarzem ale i tak złym szatniarzem. Kradł portfele, futra... Więc wylądował w piekle. Czyli u nas. Ale najwyraźniej twoja dusza ulatując do światła zauważyła jak jego dusza jest zabierana przez ciemność i chciała mu pomóc. No ale nici z tego wyszły i sam wylądowałeś tutaj. Tam u góry przez ciebie mają bilans równy teraz minus 1. Dobra robota - Ergo się uśmiechnął. - Ale, ale, to nie możliwe. Przecież... przecież to nie wygląda jak piekło. To przypomina raczej rajską dolinę - Łukasz zauważył pewna nieścisłość w całym tym toku rozumowania jaki mu przedstawił Ergo. - Śmiesz podważać słowa jednego z 22 demonów czystej krwi. Strażników czeluści piekielnych. Przedstawicieli kasty Pentagro. Czego się spodziewałeś? Ognia, kotłów i nagich ladacznic przywiązanych łańcuchami do ścian? - Yyyy... wszystkiego poza tym ostatnim. - Ladacznic... w sumie to były kiedyś... ale wiesz, związki zawodowe się porobiły, solidarność zawiązali, chcieli podwyżek, wolnych sobót. W sumie interes mało opłacalny się z tego zrobił. Łukasz patrzył się na swego rozmówce ze zdziwieniem. - No co? Pośmiać się nie można... mały! Jesteśmy w piekle. Tutaj za kłamstwo cię nie ukarzą! - Ergo się oburzył oskarżycielskim wzorkiem swego podopiecznego. - Pośmiać... sądzisz, że mi jest do śmiechu? - No fakt, jeden zero dla ciebie. - Ale ja nadal nie mogę uwierzyć, że to jest piekło - Łukasz w tym momencie wstał - te wszystkie kwiaty, trawy, tutaj jest po prostu pięknie. W tym momencie Ergo jakby spoważniał. - A wiec chcesz zobaczyć piekło? Prawdziwe piekło? Nie ma sprawy. Co powiesz na to? Nagle ręka Ergo zasłoniła oczy Łukasza a kiedy odsłoniła byli już w całkiem innymi miejscu. Znajdowali się bowiem na ogromnej skalistej pustyni. Nie było tam nic. Dosłownie nic. Był tylko gładki teren. Temperatura sięgała gdzieś 80 stopni celcjusza co natychmiast młodzieniec poczuł. Powietrze było tak suche, że aż trudno było nim oddychać. - Co powiesz na to? Takie piekło może być. Wszędzie tylko pustka i nic... tylko pustka. - 'Khe.. - Łukasz zaczął kaszleć. Wreszcie uklęknął i złapał się za krtań. - Nie martw się nie umrzesz od tego. Bo już jesteś martwy - uśmiechnął się Ergo po czym spoważniał - Ale ten ból będziesz odczuwał całą wieczność. - 'khe... wy.. wydos... - Widzę, że się nie podoba. Więc może coś obrzydliwego... co powiesz więc na to. Ręka Ergo znowu zasłoniła oczy chłopaka. Kiedy je odsłoniła, Łukasz nagle zauważył, że znajduje się nad morzem... Dosłownie nad morzem. Morzem krwi. Natychmiast w nie wpadł jako, że pod jego nogami nic nie było. Czuł smak krwi... a jedyne co jego oczy widziały to hektolitry krwi. Nic tylko krew. Ale trudno w ogóle było coś widzieć w rubinowym płynie. Po chwili wychylił głowę nad powierzchnie tejże czerwonej wody. Tam na jednej z wielu wystających ponad powierzchnie skał siedział Ergo. Łukasz dopłynął