Erotyka · 23 min czytania
Hello, mr. Amsterdam odc.3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Była godzina 16.14, pub powoli wypełniali zmęczeni turyści. Alexander nie spodziewał się, że nawet w listopadzie jest ich tyle. Przeklinał za ich brak znajomości angielskiego czy francuskiego, większość była przekonana, że porozumie się swoim ojczystym językiem – no tak, każdy barman powinien znać wszystkie dialekty włoskie, niemiecki, rosyjskie, chiński no i oczywiście polski. Chociaż ten ostatni znał w pewnym stopniu, rozumiał około co setne słowo,ale zawsze to coś. Tyle tylko zapamiętał z jego wyjazdów do rodziny, która mieszkała w Krakowie. „Może by tak pojechać do ciotki i wuja” pomyślał, wtedy właśnie do baru lekko podpitym krokiem przyszła niska i przysadzista Niemka. - Barmaaaaan! – zawołała jakaś gruba turystka w czerwono-czarnej koszuli w kwiaty, zdecydowanie nie umiała posługiwać się angielskim – shybko no! - Co mogę dla pani zrobić? – zapytał Alexander, poprawiwszy swoją podartą fryzurę. - Poprosić wódka z cola– z małej portmonetki wysypała kilka monet euro. - 4 Euro się należy… – podał drinka i zabrał z blatu dwie monety. - Rozboje w biały dzień, okropne! Do godziny 20 przez bar przemknęło jeszcze parę „kwiatuszków”. Najciekawszym dla Alexandra jednak okazała się pijana kobieta, która próbowała go uwieść. Po drugim piwie zaniemogła i wylądowała w toalecie. Kiedy przyszła druga barmanka-Katja, Alexander mógł w końcu wyjść. Marzył teraz o ciepłej herbacie wypitej na małym balkonie i ich małym „Burdelu” – Alice parę razy nazwała pieszczotliwie ich mieszkanie, trzeba przyznać, że nie myliła się za dużo. Do skórzanej torby wrzucił rzeczy, które leżały w jego szafeczce, ręcznik, notes, portfel i nową książkę Stiega Larssona którą kupił dzisiaj rano. - Alexander! – zawołał Kurt który właśnie wszedł do szatni. - Cześć Kurt, przepraszam,ale teraz się śpieszę. – Alexander zarzucił torbę na ramię, zamknął szafkę i już chciał ominąć Kurta ale ten zablokował go. - Alex…poczekaj chwilkę, pięć minut cię chyba nie zbawi, co? – uśmiechnął się lekko i dotknął delikatnie jego włosów. Alexander się zmieszał, przeszedł przez niego dreszcz. Ogarnęła go panika i strach. Odsunął się dwa kroki w tył. Kurt wtedy podszedł do metalowych drzwi dzielących bar od szatni i je zamknął. - Kurwa, Kurt co Ty robisz?! – wrzasnął Alexander. - Ja? Nic, bardzo mi się podobasz, wiesz? – rozpiął guziki u mankietów koszuli. - Kurt spierdalaj, jesteś za stary! - Alexandrze przesadzasz, zdecydowanie – podszedł do niego i delikatnie musnął opuszkami palców jego policzek.
- Kurwa Kurt ile razy mam Ci powtarzać, że NIE CHCE?! – Kurt stawał się jednak coraz bardziej napalony, jego pociąg do Alexandra stawał się niewyobrażalny. - Alexandrze wydaje mi się, że jednak lepiej będzie dla Ciebie jeżeli się rozluźnisz i dasz mi to czego chce – jego ręka wślizgnęła się pod podkoszulek Alexandra. Alexander usiadł na blado różowej sofie która stała w koncie małego pokoju, spojrzał znacząco w stronę Kurta. Na twarzy jego przełożonego zagościł uśmiech, miał to czego pragnął. Kurt pocałował namiętnie Alexandra, ich języki wzajemnie się przeplatały. Jego ręka dość sprawnie odpięła guziki u spodni Alexa, lekko je ściągnął. Zaczął namiętnie obściskiwać penisa swojego podwładnego, przerwał pocałunki i swoją głowę skierował ku jego kroczowi. Opuścił do kolan jego czarne slipki tak, że ujrzał to czego pragnął. Był duży, gruby czyli takie jakie lubił. Delikatnie zaczął pieścić go swoim językiem, zaczął od jąder. Delikatnie ssał, co chwile spoglądał na twarz Alexandra, cieszyła go roskosz jaką mu sprawiał. Nagle przerwał, spojrzał na niego ponownie. Na twarzy Alexandra pojawił się delikatny rumieniec. Wziął penisa do ust i zaczął mocno go obejmować swoim językiem i ssać. Alexander co chwile mocno wzdychał, zacisnął palce u stóp i rąk. Czuł, że zaraz dojdzie. Dwie minuty później do ust Kurta wytrysnęła sperma Alexandra. - I jak? – przełknął jego spermę i delikatnie go pocałował. - Było dobrze… - Wypnij się jeśli łaska! – Kurt wstał, ściągnął swoje spodnie. Alexander podniósł się z sofy i oparł się o ścianę, ściągnął po drodze koszule, spodnie i majtki. Kurt również stał nago, a na prąciu włożona była już prezerwatywa. Powoli wszedł w niego, Alexander mocno wzdychał. Jedną ręką Kurt ściskał jego nabrzmiałego penisa, poruszając tak ręką aby doprowadzić go ponownie do wytrysku. Piętnaście minut później skończyli, ubrali się. Alexander wciąż nie mógł uwierzyć, że zrobił to ze swoim przełożonym. Kurt jednak był wniebowzięty tym doświadczeniem. - Mam nadzieje, że kiedyś to jeszcze powtórzymy i nie będę musiał cię do tego aż tak namawiać – dopiął ostatni guzik koszuli, wyciągnął z kieszeni klucz i otworzył metalowe drzwi. - Ja mam nadzieje, że się nie powtórzy jednak… - wyszeptał Alexander. * * * Alice stała u progu drzwi wielkiej kamienicy umiejscowionej w ścisłym centrum. Jak się okazało ową kamienicę zamieszkiwała tylko jej przyszła pracodawczyni-stara Angielka, której mąż był holenderskim oficerem.. Podeszła bliżej i zadzwoniła, parę sekund później drzwi się otworzyły. - D-dzień dobry, nazywam się Alice Dirt-Reyes… – wyciągnęła rękę w kierunku starszej kobiety na wózku. - Nie znasz zasad savoir vivre? To ja powinnam wyciągnąć rękę, wchodź. – przesunęła się lekko tak, aby zrobić przejście dla Alice. Dom był olbrzymi, podłoga była wyłożona dębowymi panelami, ściany wytapetowane w wzorek który doskonale znała, małe zielono-purpurowe kwiatki. Pokoje udekorowane w zabytkowe meble które musiały kosztował fortunę. Na cztery piętra wiodły dębowe schody ,które były zaopatrzone w czarny dywan aby zapobiec poślizgnięciu, w kuchni była winda. - Masz się zjawiać od poniedziałku do piątku między dziesiątą a osiemnastą, w weekendy przyjeżdża moja rodzina i oni się wtedy mną opiekują. Za godzinę płacę Ci 5 euro, nie wolno Ci wyciągać jedzenia z lodówki, zabierać czegokolwiek z domu – wykaszlała, przesły do dużego salonu. - Ależ oczywiście, podpisałam już umowę z pani adwokatem w której to wszystko było zamieszczone – powiedziała na jednym wdechu Alice, była strasznie spięta i przestraszona. - Więcej szacunku młoda panno, skąd jesteś? –obróciła się na wózku w jej stronę. - Z Anglii, z Liverpoolu – stanęła prosto, wzrokiem błądziła po pokoju aby uniknąć spojrzenia w oczy starszej kobiety. - Och mam tam rodzinę, moja kuzynka jest hrabiną! – powiedziała, obróciwszy się znowu plecami do Alice – Musisz mi zmienić pampersa, Alice. *** Gabriela siedziała w kącie salonu, próbując ogarnąć wzrokiem i myślami, co się właściwie wczoraj stało. Porozrzucane po podłodze butelki, stos śmieci, pety, stół z resztką kokainy, zarzygana kanapa… Tak, wczoraj tu było naprawdę gorąco. Wszyscy jednak opuścili apartament, zanim gospodarz doprowadził się do stanu używalności żeby przypadkiem nie nawinąć się na sprzątanie. Nikt z jej "przyjaciół" nawet o tym nie pomyślał. Skulona, zrozpaczona modelka siedziała, myśląc, jak bardzo nienawidzi ich i Amsterdamu. Chciała wstać, ale zrezygnowała, kończąc cały czas na tej samej pozycji. Gdzie jest telefon? Złoty iphone był, na szczęście, w zasięgu nogi. Jim, Jim, Jim, Jim, muszę zadzwonić do Jima.. Drżącymi dłońmi wybrała numer. Wpadała w lekką histerię, a roztrzęsione palce nie trafiały w przyciski. W końcu usłyszała sygnał. - Heeej, słońce, gdzie jesteś? – usłyszała głos swojego menagera. Najwyraźniej był w wyśmienitym humorze. Z jakiegoś powodu nie chciało jej się zastanawiać, dlaczego. - Jimmy? Przyjedź tu. Natychmiast. - Gdzie? – ciamkał gumą do żucia. Wiedział, jak Gabi tego nie znosi. - A jak myślisz?! – krzyknęła, rzucając telefonem. Nie minęło piętnaście minut gdy Jimmy stanął w drzwiach jej apartamentu. Miał zapasowe klucze. - Jezus Maria…! – widok odebrał mu dech w piersiach. Szukał jej chwilę wzrokiem. Przytulona do ściany, na klęczkach, w rogu pokoju. Chude ciało wykręcone w nienaturalny sposób, wstrząsane konwulsjami płaczu. Podbiegł i wziął Gabi na ręce. Była jak lalka, nie stawiała żadnego oporu. Jej ciało było tak lekkie, ze mógłby nim bez trudu rzucać. Dziewczyna wtuliła się w jego ramię. Czuła jak unosi ją z tego bałaganu, od spraw, które ją męczą, od problemów, od jej dotychczasowego życia. - Cicho... nie płacz. – przytulił ją mocniej. - Ale... Ale... popatrz na mnie...! - łzy lały się teraz strumieniami, Gabi zaniosła się głośnym płaczem. Nie chciała, żeby Jimmy oglądał ją w takim stanie. Była modelką, musiała być perfekcyjna, była stworzona do odbierania mężczyznom tchu w piersiach. Czuła się obnażona i poniżona. Jimmy czule się uśmiechnął i pocałował ją w czoło. - A wiesz co jutro jest? – ani krzty wyczucia. Zawsze na pierwszym miejscu były pieniądze. - Jutro idziesz na wybieg, wiec szybko po prysznic, mała. Iskra ciepła i bezpieczeństwa zgasła. Skurwysyn. Gdy dotknęła stopami zimnej podłogi natychmiast udała się w stronę łazienki. Jim gwałtownie złapał ją za rękę. - Jeszcze nie skończyłem. - Tak? – siorbnęła. - Kocham Cię. - Ja Ciebie też. - skłamała. Jego twarz wykrzywiła się w lubieżnym uśmiechu. Puścił jej dłoń. Tak naprawdę nic do niego nie czuła, spanie z tym gnojem było czystym interesem. Każda kobieta sukcesu musi przez to przejść. Musiała mieć jakiegoś frajera, który jest ważny w środowisku, i który podziała jak wyrzutnia dla jej kariery. Dla Gabrieli taką osobą był właśnie Jimmy. Prawdopodobnie domyślał się kim jest tak naprawdę, ale mimo to odstawiał szopkę z „kocham cie, Gabi” nie tylko dla opinii publicznej. Trzeba jednak przyznać, że dbał o nią jak należy. W dodatku idealnie do siebie pasowali, a dla modelki nie liczyło się nic więcej. Business is business.
Gabriela weszła pospiesznie do łazienki i specjalnie nie zamknęła drzwi. Zaczęła się rozbierać, starannie unikając kontaktu wzrokowego z samą sobą w lustrze. Gdy weszła do kabiny i puściła gorącą wodę, zobaczyła, że drzwi się otwierają. Niewyraźny kształt podszedł i uchylił lekko drzwi: - Mogę się dołączyć? – oczy błyszczały mu jak świeżo wypolerowane srebrne sztućce. Kiwnęła głową. Jakby mu zależało w ogóle na jej pozwoleniu. Nie obchodziło go, ze przed chwilą płakała z bezsilności i zmęczenia, i że chciała się zrelaksować pod prysznicem. Zawsze będzie stawiał siebie przed innymi ludźmi. Ale przecież była świadoma, co się będzie działo, jeżeli po niego zadzwoni. Uświadomiła sobie, że pomimo tego, iż ten facet był skurwysynem, maniakiem, gnojem, a każde spotkanie z nim napawało ją obrzydzeniem do siebie, to w sytuacjach kryzysowych myślała właśnie o nim. U niego szukała pomocy. To przywiązanie napawało ją przerażeniem, a to z kolei napędzało jej nałóg. Kokaina, kwas, morfina, środki halucynogenne… Narkotyki były nieodłączną częścią jej życia.
Jim wszedł nagi do kabiny. Dobrze zbudowany ale nie mięśniak, wysoki ale nie wielki, ciemna karnacja ale nie mulat… Włosy ciemno brązowe, zawsze idealnie przycięte, żadnych kosmyków w bok, tylko trochę dłuższa grzywka ale nie zasłaniająca oczu, wyregulowane brwi ale wyglądające na naturalne, prosty nos, duże oczy, dołek z brodzie, lekkie dołeczki w policzkach, dwudniowy zarost jakimś sposobem ZAWSE wyglądający na dwudniowy; duże kształtne dłonie, długie palce. Do tego inteligentny, korzystający bez przerwy ze swojej zdolności retoryki i uwodzenia kobiet. Słowem, facet idealny. Właśnie taki facet stanął nago przed Gabrielą a jej zrobiło się żal…