Historia · 7 min czytania
Henio
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Heniek obudził się z dziwnym przeczuciem, że zaspał. Otworzył oczy, wysunał czubek głowy spod dwóch kołder, tak aby nos nadal mieć pod ciepłym przykryciem nagrzanym przez własne ciało. W pokoju było ciemno. Wysunął powoli rękę, chwycił długi kij i za jego pomocą zaświecił światło. Włącznik znajdował się po drugiej stronie jego pokoju. W sumie pokój to zbyt ekstrawagancka nazwa dla klitki mającej 6 m.kw., ale dla niego nie znalazło się więcej miejsca w piętrowym domu z sześcioma pokojami. Zresztą co to za pokoje! Jeden holl na parterze, pokój gościnny, pokój sypialny ojca, pokój sypialny matki, i pokój dla gości. Ale w tej chwili Heniek o tym nie myślał. Już od dłuższej chwili patrzył na zegarek i przecierał oczy, szczypał się po policzkach, boku, a nawet wystawił czubek stopy, by przerażajace zimno mogło go dobudzić. Wciąż myślał, że nadal jakimś cudem śni. Zegarek wskazywał godzinę 10.03. Zaspał. Ale jak to możliwe, że ani razu nie usłyszał przemiłej pobudki? Ani razu nie dotarły do niego tak dobrze mu znane słowa: "Cholera jasna, wstawaj ty leniu przebrzydły! Nigdy nie możesz się wyspać tak jak ojciec, babka i cała rodzna!" I dlaczego jest tak ciemno? W końcu zebrał w sobie wszystkie siły i spojrzał w okno, które normalnie mieściło się tuż nad nim. Było ciemno. Szyba iskrzyła się wszystkimi kolorami tęczy. Iskrzyła się tak średnio pół roku, światło odbijało się od kawałkow lodu, tworzącego na szybie przepiękne wzory. - No! Borys. Czas wstawać, zbieraj się! - powiedział Heniek kierując wzrok gdzieś w czeluść kołder. Odchylił lekko nakrycie. Po chwili spod kołdry wyłonił się czarny łeb kota. Kot ziewnął, tak, że z perspektywy Heńka widać było jedynie duże różowe gębisko i trochę czarnej sierści, mruknął jeszcze coś i szybko schował się z powrotem w cieplutkie posłanie. Heniek wyskoczył jednym susem z łózka i szybko założył na siebie kożuch wiszacy na jednym z gwoździ wbitych w drewniany, spadzisty dach. Otworzył drzwi i wszedł do nagrzanego hollu. Pokój Heńka był tak samo niezwykły jak i on sam. Kiedyś była to zwykła rupieciarnia na narzędzia, jedyne nieogrzewane pomieszczenie w całym domu. W hollu ogień trzaskał w kominku. Przy stole siedzieli rodzice. Poznawał ich przede wszystkim po kapciach, bowiem górne części skrzętnie zakrywały gazety. - No wstałeś w końcu - usłyszał głos matki zza gazety. Z okładki uśmiechała się do niego jakaś nowowschodząca gwiazdeczka polskich seriali telewizyjnych. W środku zapewne były kolejne przepisy na niezwykłe dania, które matka zacznie niebawem testować na swoich chłopach. - Trzeba coś z tym zrobić - to był głos ojca. Zza gazety wysunęła sie na chwilę ręka i wskazała na okno. - Co jest? - spytał Heniek. - Idź na piętro i zobacz. Heniek powłócvzył nogami po schodach. Stanął w oknie. Z jego ust wyrwało się wiele mówiące: - O cholera! Śnieg sięgał okien pierwszego piętra. - Zrób przejście do drogi, bo zdechniemy z głodu - usłyszał ponownie matkę. - Przejście?! Tunel chyba. Heniek we wsi nosił dumne miano wioskowego głupka. Od wszystkich wyróżniał się tym, że zamiast wydawać pieniądze na jakieś…