fantastyka · 6 min czytania
Historia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Historia Postaci – Aditi
I. „Huk płomieni i krzyk samotnego dziecka, niczym nocne wołanie ptaka..”
Ogień. To moje pierwsze, świadome wspomnienie z dzieciństwa. Wszystko, co było wcześniej, jest zamglone, jakby przytłumione. Czasem mam wrażenie, że okrywa to ten sam dym, który obudził mnie tamtej nocy, piętnaście lat temu. Czasem, gdy wytężam umysł udaje mi się zobaczyć twarze rodziców, kilka oderwanych od siebie scen z dzieciństwa. Zresztą to nie jest istotne, ważne jest tylko to, co jest tu i teraz. Nie chcę być więźniem przeszłości, nie chcę i nigdy nie będę. Nie na darmo nazwano mnie Aditi, co znaczy wolność... Tamtej nocy, to było tak dawno temu, a jednak wciąż widzę to tak wyraźnie. Obudził mnie krzyk i przeraźliwe gorąco. Gdzieś zza okna dobiegały słabe głosy ludzi. Coś się działo. Czułam, że coś jest nie tak, jeszcze wcześniej, niż kątem oka dostrzegłam poblask. Bałam się. Modliłam, żeby to był tylko straszny sen. Płomień powoli ogarniał drzwi. Rodziców nigdzie nie było. Krzyczałam, ale miałam wrażenie, że mój krzyk jest niemy. Powietrze rozgrzane do czerwoności drapało w gardle, a oczy piekły od wyschniętych łez. Moje ruchy, tak powolne, czas zdawał się zatrzymać bieg. Czułam się bezsilna. Ktoś mnie jednak usłyszał. W ogarniętym płomieniami domu rozległy się kroki. Widziałam coraz mniej, wszędzie, wszędzie był szary dym. Wśród skłębionej szarości zginęło wszystko, obrazy, kolory, dźwięki. Tak, jakby wszystko okryte było szarą, zwiewną pierzyną.. Jakbym wcale nie była tam, gdzie się to działo, lecz obok, obserwując magiczne, ruchome przeźrocza.. Ktoś otworzył drzwi. Zobaczyłam przewracający się od impetu uderzenia stołek, na którym stał szklany wazon. Śledziłam jego powolny lot, kwiaty i wylewającą się z niego wodę. Patrzyłam, jak uderza o podłogę i rozpryskuje się na tysiące kawałków. Na ziemi pozostały tylko kwiaty w niewielkiej, żałosnej kałuży, która miała zaraz wyschnąć. Nagle czas wrócił do swojego zwykłego biegu. Ktoś mnie chwycił i przytulił mocno do siebie. Okrył mokrą tkaniną. Wszystko działo się tak szybko. Nie wiem, nic nie wiem. Szary dym wypełnił moje myśli. Nic więcej, tylko szary, szary dym. Pożegnał mnie ogłuszający huk walącego się domu i snopy iskier wznoszące się pod niebo, jak plejada nowo narodzonych gwiazd.
II. „Jak odbudować upadłe zamki na lodzie?”
Część 22 / 2
Otworzyłam oczy. Oślepiło mnie światło dnia. To był sen, to musiał być tylko sen. Jednak te ściany były inne, mniej przyjazne. Nie słychać było też cichego szumu moich drzew. - Gdzie ja jestem? Ciche pytanie, zadane samej sobie. Znów lęk, ogarniający powoli, ale skutecznie całe ciało, zamykający serce i umysł w lodowatym uścisku. Uciec, uciec, byle dalej. Byle do domu. Dom, gdzie jest mój dom? Łzy. Nie, nie pamiętam już nic więcej...
III. „Jak na nowo nauczyć się śmiać?”
Minęło wiele czasu, nim pozwolili mi zobaczyć groby rodziców i ruiny domu. Oni byli w…