Inne · 30 min czytania
Historia dość niezwykła!
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
1
Wszystko zaczęło się w poniedziałek. Zachorowałam i nie poszłam tego dnia do szkoły. Pamiętam, że kumpelka miała mi oddać płytkę ze slajdami do prezentacji. Okazało się jednak, że sama nie mogła wpaść i przysłała do mnie osobę, której się najmniej spodziewałam – Marka. Bardzo go lubię, kiedyś nawet przechodziłam rozterki sercowe z jego powodu, ale nigdy nawet nie pomyślałabym o tym, że może mnie odwiedzić i to z własnej woli. Oczywiście byłam bardzo zadowolona. Nawet nie zauważyłam, kiedy upłynęły ponad trzy godziny jego pobytu u mnie. Rozmawiało mi się z nim naprawdę fantastycznie. Później dużo o tym rozmyślałam – o naszej rozmowie, o nim i o tym, że świetnie się złożyło, że zachorowałam, bo przynajmniej mnie odwiedził. Następnego dnia również nie poszłam do szkoły, a Marek znów przyszedł po swoich lekcjach znowu do mojego domu. I po raz kolejny rozmawiało nam się wspaniale, a czas płynął jak szalony. Nawet nie zauważyłam, kiedy upłynęło ponad dwie godziny. Później przychodził do mnie codziennie, a z chwilą mojego powrotu do szkoły, rozmawialiśmy prawie na każdej przerwie. Kolejne dni sprawiały, że myślałam o nim coraz to bardziej intensywnie. Nie mogłam się skupić na lekcjach, często błądziłam myślami w innym świecie. Znajomi zadawali mnóstwo pytań, oczywiście związanych z Markiem, ale ja jakoś nie miałam ochoty na nie odpowiadać. Tak naprawdę to tylko moja przyjaciółka – Kasia – wiedziała, co dzieje się w moim sercu. Każda chwila, nawet ta najkrótsza, spędzona z Markiem była dla mnie czymś wspaniałym. Chciałam, żeby nasze spotkania trwały jak najdłużej. Pewnego pięknego i słonecznego dnia spotkaliśmy się, ale z powodu niesamowitego upału, wpadliśmy na dość nietypowy, ale i zakręcony pomysł – pojechać do centrum handlowego i „pozwiedzać” sklepy. Od razu, bez chwili namysłu, zaczęliśmy kierować się do tramwaju. Kiedy przybyliśmy już na miejsce, wyczerpani dłuuugą podróżą, usiedliśmy na ławce przed marketem, żeby chwilkę odpocząć i wtedy on wyciągnął papierosa. Tak naprawdę - nie znoszę, gdy ktoś przy mnie pali -, ale wszyscy dobrze wiedzą jak trudno wyciągnąć człowieka z nałogu. Nie ma sprawy, jak musi, niech pali, ale chciałam, żeby przy mnie palił naprawdę mało albo najlepiej wcale. Wiadomo, że było ciężko, ale trzeba przyznać, że nie jest, aż tak najgorzej. W czasie zwiedzania sklepów okazało się, że mamy bardzo podobne gusta i zgadzamy się niemal w każdej, nawet najdrobniejszej rzeczy. W pewnym momencie od wąchania perfum bolała mnie już głowa, ale poza tym czułam się naprawdę wspaniale. Nigdy nawet nie pomyślałam o tym, że z chłopakiem można się tak świetnie bawić, i to na zakupach. Nasze spotkanie było nadzwyczaj długie (ok. sześciu godzin), ale znowu muszę z przykrością przyznać… Dlaczego tak krótko??!! Dlaczego tak szybko ten czas mijają??!! Po tym magicznym dniu zrozumiałam, że niestety on nie jest dla mnie tylko przyjacielem. Zaczęły się we mnie budzić uczucia sprzed niespełna pół roku temu. Wtedy kompletnie nie wiedziałam, co mam myśleć… Byłam w siódmym niebie, ale równocześnie zdawałam sobie sprawę, że nie mam za bardzo, na, co liczyć. Jestem dla niego tylko przyjaciółką – taki jest fakt. Ja jednak pomimo mojej wiedzy, dalej o nim myślę, nawet czasami łapię małe dołki, ale staram się tego nie pokazywać w miarę możliwości. Jakiś tydzień temu Marek, jak zwykle, wpadł do mnie, tym razem na trochę krócej, ale zawsze coś, jak to mówią. Dowiedziałam się jednak, że następnego dnia nie będzie go w szkole – angielski… No trudno, jakoś trzeba było przetrwać ten jeden dzień. Jak się później okazało nie było aż tak źle. Napisałam sprawdzian z geografii, a po nim dzień minął mi bardzo szybko, na pełnych obrotach. Najgorszy był jednak wieczór i wyczekiwanie piątku (dnia, w którym ponownie zobaczę Marka w szkole). Po nieprzespanej nocy przyszedł nareszcie piątek! Wstałam rano, pomimo snu pełna energii i chętna do pójścia do szkoły, jak nigdy. Zjadłam grzecznie śniadanko, umyłam się i poleciałam do szkoły, jak na skrzydłach. Niestety to był błąd…
2
Nie powinnam tego dnia w ogóle wychodzić z domu. Przydarzały mi się same nieszczęścia, jedno po drugim. Na „dobry” początek dnia dostałam trzy ze sprawdzianu z angielskiego, ale żeby tego było mało za godzinę zgarnęłam następną tróję, tym razem z niemieckiego za odpowiedź. Jednak to był dopiero początek „wspaniałego” dnia. Podczas przerwy jeden z gimnazjalistów szarpnął za moją spódniczkę, która momentalnie wzniosła się do góry, ukazując moje niezbyt piękne majtki. Takiego upokorzenia jeszcze nie przeżyłam. Naprawdę miałam serdecznie dość tego piątku. Chciało mi się autentycznie wyć! Ale z tym musiałam jeszcze trochę poczekać. Zapomniałam jednak o tym, że przede mną jeszcze dwie lekcje. Pierwszą z nich była fizyka, na której profesorka również mną nie pogardziła, stawiając mi pałę za sprawdzian. Załamałam się wtedy totalnie. Kompletnie nie wiedziałam, co robić! Chciałam się zapaść pod ziemię, po prostu zniknąć z tego świata. Pewnie myślicie, że to już koniec moich traumatycznych przeżyć, jednak najgorsze dopiero przed Wami. Po fizyce poszłam do klasy pierwszej A do Kasi. Chciałam z kimś naprawdę szczerze porozmawiać. Kaśka stała z całą paczką przyjaciół, więc poszliśmy na dwór wszyscy razem. Siedziałam na ławce przed szkołą i myślałam o moim koszmarnym dniu, który na moje nieszczęście się jeszcze nie skończył. I wtedy podszedł do nas Marek, widziałam, że jemu humor dzisiaj też nie dopisywał, dlatego spytałam się, co się stało, że jest dzisiaj nie w sosie? Ale odpowiedź, którą uzyskałam nie zawierała żadnej informacji, jak tylko aluzję, żebym przestała już gadać i sobie poszła. Tak też zrobiłam. Siadłam znowu na ławce i udawałam, że czytam matmę. Nic, totalnie nic nie wychodziło mi tego dnia! Ponieważ Marek kończył lekcje o tej samej godzinie, co ja, zdecydowałam, że poczekam na niego to znowu (jak ,co dzień) wrócimy ze szkoły. On jednak się nie pojawił. W końcu usiadłam z Kaśką na ławce i zaczęłyśmy rozmawiać o wydarzeniach, jakie mi się dzisiaj przytrafiły (3.06.2005r.). Naprawdę miałam wszystkiego dość! Jakieś dwadzieścia minut przegadałyśmy, a później stwierdziłyśmy, że pójdziemy do profesor Gorlickiej – z wf-u – żeby zapytać, co z sobotnim występem. Schodząc ze schodów spotkałyśmy Marka siedzącego z koleżanką z klasy i uczącego się angielskiego. A ponieważ miałyśmy z Kaśką jeszcze jakieś pięć minut, dosiadłyśmy się do nich. Jednak w tym momencie oni zebrali swoje rzeczy, wstali i żegnając się z nami – wyszli ze szkoły. Moje rozczarowanie jego zachowaniem było tak ogromne, że nie miałam pojęcia, co powiedzieć. Jednym słowem było mi bardzo przykro. Po jakiś dziesięciu minutach my również wyszłyśmy ze szkoły. Ja zdecydowałam się pojechać do mojej babci – najprawdziwszej przyjaciółki -, a że Kaśka szła w moja stronę, miałyśmy jeszcze trochę czasu na babskie pogaduchy. Kiedy kierowałyśmy się w stronę przystanku, zobaczyłyśmy Marka stojącego z kumpelką na rogu dwóch ulic. Momentalnie, gdy nas zobaczyli skręcili w przeciwnym kierunku. Ja byłam w tym momencie na skraju wytrzymałości nerwowej. Chciałam znaleźć się wtedy w moim pokoju i ryczeć w poduszkę tak długo, aż mi łez zabraknie. Za trzydzieści minut znalazłam się u babci. Nie zdążyłam jeszcze dobrze usiąść, kiedy zadzwoniła moja siostra, oznajmiając mi, że Marek siedział dość długo pod moim domem, a później się zmył (prawdopodobnie, dlatego, że mnie nie było).To już kompletnie mnie dobiło. W tym momencie puściły mi nerwy i popłakałam się (nie cierpię tego słowa!). Nie mogłam już dłużej, to wszystko mnie przerastało. Zrozumiałam wtedy, że naprawdę mi na nim bardzo zależy. Jakąś godzinę później byłam już w domu, zadzwoniłam do Marka, jednak go nie zastałam. Ponieważ za chwilę miałam trening cheerleaderek, napiłam się czegoś i wyparowałam z domu jak najszybciej się dało. Po treningu nie miałam najmniejszej ochoty wracać do domu, więc poszłam z Kaśką na stadion XX-lecia. Tam dopiero ochłonęłam i zebrałam się w sobie. Bardzo tego potrzebowałam. Za dwie godziny wróciłam do domu, ponieważ był mecz siatkarzy polskich z Grecją. A ja jako ich zagorzała wielbicielka nie mogłam odpuścić tego meczu. Bałam się, że znowu skończy się jakimś nieszczęściem, zważając na cały dzisiejszy dzień. Jednak tak się nie stało. Polacy wygrali 3:2, z czego byłam ogromnie zadowolona. Mogłam, przynajmniej po tym, położyć się spać i czekać na to, co przyniesie mi kolejny dzień.
3
Część 22 / 2
Jejku!!! Ale miałam sen… Śnił mi się Marek… proszący mnie o rękę! Niesamowite jest to, co potrafi wytworzyć się w mojej głowie podczas snu. Skąd to wszystko się bierze? Bo jeszcze, gdybym o tym myślała wieczorami to zrozumiałe, ale mi coś takiego nawet przez myśl nie przeszło. W porządku zostawiam tę kwestię, bo to nie jest w tym momencie aż tak bardzo istotne. Dzisiaj – wtorek – była fizyka! Następna tragedia! Napisałam poprawę sprawdzianu, ale później okazało się, że jedno zadanie mam na pewno źle, więc na piątkę nie mam, co liczyć. Ja zawsze coś wymyślę niemądrego! Ależ ja jestem głupia. Dzisiaj tylko raz widziałam Marka i okazało się, że chyba o ten jeden raz za dużo. Jeśli on ma zamiar mnie olewać, to ja nie będę gorsza. W ogóle to, dlaczego, i z jakiej racji ja mam się martwić o to, co się z nim dzieje, jeśli on ma mnie totalnie głęboko w… Czy nie wydaje wam się, że to jest bez sensu? Bo ja sądzę, że jednostronne staranie się jest do niczego. Z jednej strony naprawdę czuję, że Marek jest dla mnie KIMŚ więcej niż tylko przyjacielem, a z drugiej strony mam już dość jego humorów i wahań nastroju. I ogólnie jestem zdania, że dwa słowa wyjaśnienia, a propos jego zachowania mi się należą. Zresztą sama już nie wiem, co tak naprawdę mam myśleć, czasami odechciewa mi się żyć… Staram się jednak wychodzić przeciwieństwom na przeciw, co nie zawsze się udaję, ale próbuję być twarda! Za jakieś 10 minut położę się i wtedy znowu odpłynę, a w mojej głowie narodzi się coś całkiem nowego i na pewno dziwnego. Mam tylko nadzieję, że to nie będzie Marek ani nic, co się z nim wiąże. Jednak ostatnia rzecz, jaką napiszę będzie brzmiała dość pesymistycznie: miałam nieodebrane połączenie od Marka (dzwonił z telefonu domowego). Zdecydowałam się jednak nie oddzwaniać, bo pewnie znowu usłyszałabym, że pomylił numery. A ponieważ zdołowałoby mnie to jeszcze bardziej, dlatego też starałam się nie myśleć: „Co by było gdyby…”. Próbowałam myśleć optymistycznie, ale w obecnej sytuacji było to wykonalne. Jutrzejszy dzień zacznie się sprawdzianem z niemca, a później – wprost wymarzony początek dnia. Ale założyłam, że przetrwam ten trudny czas, a później odpocznę od szkoły podczas weekendu. A ciągnie to za sobą przeświadczenie o zbliżających się wakacjach. 4
Następny dzień i następny koszmar! Niemiecki – trója na koniec roku! Przecież to jest tragiczne! Ale jak to kiedyś powiedział mój kolega: „Nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej”. Piękne powiedzenie, ale chyba nie zawsze trafne. Dobrze, więc z niemiecki jeszcze zdążę poprawić, ale z informatyki na świadectwie maturalnym będzie widniała czwórka! To, to jest dopiero pogrom! Mam już dosłownie dość tej szkoły! Ja chcę znowu być małym dzieckiem! Jednak w dzisiejszym dniu (środa) wydarzyło się coś, co pozytywnie wpłynęło na moją psychikę – dostałam czwórkę ze sprawdzianu z geografii. Pewnie myślicie, że głupia jestem, że się tak cieszę, bo to przecież tylko czwórka, ale musicie wiedzieć, że dla mnie to nie jest TYLKO czwórka, ale to jest naprawdę ŚWIETNA ocena, a zwłaszcza, jeśli chodzi o geografię. Natomiast po szkole również nie zabrakło mi dobrej zabawy. Pojechałam na cheerleaderki na rowerku. Przyznaję, że dzisiaj (jak nigdy) sprawiało mi to ogromną radość! Tańcząc chciałam wyzwolić z siebie całą swoją energię! Było naprawdę niesamowicie! A jeszcze przy okazji dowiedziałam się, że za reprezentowanie szkoły będę miała szóstkę z wf-u na koniec roku! Jeszcze bardziej poprawiło mi to humor! Jednak w tym dniu oprócz spraw szkolnych i niepowodzeń z ocenami, nie zabrakło także rozterek sercowych. Niemal na każdej przerwie spotykałam Marka. Ja już tak dłużej nie mogę! Aż mnie rozrywa, żeby podejść od niego i porozmawiać o tym, co się dzieje. Wiem jednak, że będzie to nie na miejscu z mojej strony, dlatego też pozwalam sytuacji samej się rozwijać. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam, ale uzbroiłam się porządnie w cierpliwość! Mam nadzieję, że to się wkrótce rozwiąże… Po „wyczerpującej” jeździe na rowerze z Kaśką, wróciłam do domu i nareszcie mogłam odpocząć od szkoły, szumu aut i całego tego hałasu, panującego na zewnątrz. Zasnęłam…
5
Czwartek… Następny dzień z przeżyciami. Dlaczego ja cały czas o nim myślę?! Przecież on się do mnie nie odzywa. I z tego, co widzę nie ma zamiaru się odezwać… Wszystko mi się sypie! Ile ja tak jeszcze wytrzymam?! Przyszedł czas na piątek, Rano, wyprawiona przez babcię, pomaszerowałam do szkoły (nie zdając sobie sprawy z tego, co mnie w niej spotka). No i zaczęło się „fantastycznie”! Marek przeszedł koło mnie i.. NIC! Totalnie NIC! Co ja takiego zrobiłam, że w on w ogóle nie zwraca na mnie uwagi? Po przerwie… angielski… Następna trója na koniec! To jest przegięcie, co się ze mną dzieje?! Minęło kilka lekcji. Na jednej z przerw poszłam odwiedzić Kaśkę. I czego się dowiedziałam? Marek sądzi, że umywam ręce od jego problemów i nie odzywam się do niego, bo uważam, że ma „nie równo pod sufitem”! Co za bzdura?! Gdyby on tylko wiedział, co ja tak naprawdę czuję i myślę, od razu zmieniłby zdanie! Ja, kiedy to usłyszałam, nie wytrzymałam nerwowo i popłakałam się! Miałam ochotę uciec jak najdalej od wszystkich i wszystkiego, co sprawiało, że nie chciało mi się żyć! Czułam się strasznie przytłoczona i nie zdolna do działania! Następna przerwa… Podjęłam decyzję. Pójdę do niego, nawet, jeśli powie mi coś niemiłego, powiem, co mi leży na sercu. Czułam, że już dłużej nie wytrzymam, a tym bardziej, że zbliżał się weekend. Gdybym nie podeszła teraz do Marka, nie zrobiłabym już tego w ogóle! Stało się… zaczęłam rozmowę, choć kompletnie nie wiedziałam, co powiedzieć! Byłam strasznie zdenerwowana! Marek (przynajmniej w moim mniemaniu) nie wykazywał większej chęci do rozmowy, ja jednak chciałam mu powiedzieć wszystko i teraz już nic nie mogło mnie przed tym powstrzymać! Z tego wszystkiego, dowiedziałam się, że Marek myślał, że ja go olałam, a ja myślałam to samo o nim! Ale głupota! Totalna pomyłka! Jednak po tej rozmowie bardziej mi ulżyło i mogłam spokojnie wrócić na biologię i zdać ją na czwórkę! Tak też się stało. Potem szło mi już wszystko jak z płatka. Z polskiego dostałam też czwórkę na koniec i tym sposobem szczęśliwie zakończyłam, strasznie pokręcony dzień w szkole. Po powrocie do domu zabrałam się za przygotowanie obiadu, ponieważ niedługo miałam wychodzić na spotkanie z Damianem – najukochańszym przyjacielem z Knórowa. Aż tu w pewnym momencie dzwonek do…