Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Pisarstwo · 7 min czytania

Historia, którą pies opowiedział ostu.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Schronisko to znajdowało się na obrzeżach miasta. Nie należało może do największych, nie mniej jednak było jedynym w okolicy. Dojechać tam samochodem było trudno, gdyż od strony ulicy było niewidoczne, a samego dojazdu trzeba było szukać w bardzo gęsto porośniętej krzakami „ścianie” zieleni po prawej stronie. Raz w tygodniu wyjeżdżał stamtąd samochód z okratowanymi oknami, w którym siedziało dwóch mężczyzn, ubranych w bladozielone kombinezony. Samochód wracał po kilku godzinach wypełniony zwierzętami, które błąkając się samotnie po mieście, były wyłapywane przez pracowników schroniska. Potem zamykano je w osobnych klatkach. Niewielkich tak, aby mogły zrobić tylko kilka kroków ewentualnie pospacerować sobie w kółko, gdyby potrzebowały ruchu. Ale czym może być taka klatka dla zwierzęcia, które jest przyzwyczajone do wolności i wolnej przestrzeni? Pewnego razu samochód powrócił z cotygodniowej wyprawy z miasta. W schronisku rozległo się szczekanie psów. Ujadały już na sam widok samochodu. Wiedziały, że znowu przywieziono nową „dostawę”. Pracownicy wypakowali niewielkie klatki, w których transportowano zwierzęta, a następnie zwierzęta zostały przeniesione do nowych „domów”. Jednym ze nich był stary pies. Trudno było by zakwalifikować go do jakiejkolwiek rasy. Był to prawdopodobnie mieszaniec owczarka niemieckiego z wyżłem. Jako jedyny zachowywał się spokojnie. Był stary, co widać było po nim, i całkowicie zrezygnowany. Sprawiał wrażenie jakby widział już na świecie bardzo wiele i nic nie było by w stanie go zaskoczyć. A może po prostu nie chciało mu się nawet żyć i było mu obojętne, co z nim zrobią. Został umieszczony w klatce sąsiadującej z ogrodzeniem schroniska tam, gdzie nie było w ogóle żadnych „lokatorów” w sąsiedztwie. Tuż za kratą jego nowego mieszkania rósł oset. Przez całe dnie pies leżał przy tej właśnie kracie i smutnym wzrokiem patrzył na roślinę. Wyglądało to tak jak gdyby rozmawiali ze sobą, tego jednak nikt nie mógł stwierdzić. Oset kołysał się leniwie na wietrze i nachylał się w kierunku klatki z psem. On również był stary. Rósł tam już ładnych parę lat. Polubił swojego nowego sąsiada. Tak więc kwitła przyjaźń pomiędzy psem i ostem. Pewnego dnia pies zaczął z nim rozmawiać. Nie mogli się co prawda porozumieć w żadnym języku. Pies mówił po psiemu, a oset odpowiadał mu delikatnym szumem swoich kolców na wietrze, uznał jednak, że jeśli się przed kimś wygada, ulży mu na duszy. Była to smutna historia, a opowiadała o całym jego życiu do momentu, kiedy znalazł się w schronisku.

„ Wiem, że mnie słyszysz. Wiem, że nie możesz mi odpowiedzieć, a może możesz tylko ja ciebie nie rozumiem. Kiedy byłem mały pewien człowiek przyniósł mnie do swojego domu. Nie pamiętam niestety moich rodziców. Człowiek ten miał żonę i syna, który był jedynakiem. Nie wiem, czemu nie mieli więcej dzieci. Być może zbyt byli zapatrzeni w swojego potomka, który wydawać by się mogło był dla nich całym ich życiem. Spełniali wszystkie jego zachcianki. Zawsze dostawał to, czego chciał. Ja byłem jedną z jego zachcianek. Chciał mieć psa, więc jego ojciec wystarał się o psa. Pamiętam jak się z nim bawiłem piłką, a potem, kiedy byłem większy chodził ze mną na spacery. Najbardziej lubiłem te jesienne, długie wycieczki do parku, albo na łąkę za miastem, tuż koło lasu. Biegałem po suchych…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%