Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 10 min czytania

Historia Michela cz. I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ruiny Der’Ahrg’Abel, Góry Sine. Komanda elfów przejeżdżała gościńcem. Prowadził on aż po rozwidlenie dróg w Brok’Adheg. Z naprzeciwka, czyli od bram Der’Ahrg’Abel nadjeżdżał oddział ludzi. Zapowiadało się na zażartą walkę między nacjami. Padał deszcz, drogi zamieniły się w błoto. Jedynym suchym miejscem były ruiny świątyni Der’Ahrg’Abel. Komanda elfów wychyliła się z boru, przez który prowadził gościniec. Ludzie zauważyli nieprzyjaciela, dowódca nakazał wyciągnąć oręż. Ludzie przygotowywali się do starcia, równie dobrze jak elfy. Nagle jednak z innego gościńca wybiegł jakiś człowiek ze zwiniętym pergaminem w ręce. Był zziajany podjechał na swym rumaku i wręczył kapitanowi list. - Pędziłem ile sił w końskich nogach sir. Tu jest list od samego króla Domigreva. – rzekł poseł. Kapitan przeczytawszy list oddał go posłowi i rzekł poważnym tonem. - Zanieś go powrotem królowi, powiedz, że się stawimy. - Tak jest sir. – tymi słowy poseł odjechał. - Chłopcy, wracamy do Królestwa. – zakrzyknął kapitan do swych ludzi. Oddział zwrócił się do elfów tyłem i popędził w stronę traktu do Królestwa. Kiedy już zniknęli elfom sprzed oczu z gościńca, z którego wybiegł poseł wyjechały ponad dwa tuziny jeźdźców w czarnych zbrojach i przerażających, czarnych i poszarpanych płaszczach. Ich dowódca, wysoki jeździec siedzący na opancerzonym rumaku, w czarnej zbroi i hełmie z wielkimi rogami, podjechał do dowódcy elfów i rzekł zza przyłbicy swego diabolicznego hełmu. - Szykujcie się, zbierzcie swe oddziały. - Tak jest panie. – odpowiedział elf i wraz ze swym odziałem ruszyli w dalszą podróż. - Chłopcy, jedziemy do Khalmu. – rzekł dowódca rycerzy o czarnych zbrojach. Tymi słowy czarno zbroi rycerze ruszyli za swym przywódcą gościńcem, którym przyjechali.

Gospoda „Pod Rudym Lisem”, Królestwo Króla Domigreva. Rozbrzmiewała muzyka, pary szalały na parkiecie, oprócz tego oczywiście pełno rozlanego piwa, bójki i chamstwo na ogromną skalę. W gospodzie znajdował się także ktoś imieniem Michel zwany Białym Tygrysem. Niegdyś wojownik, magik… dziś, zwykły człek. Obserwował wszystko z kąta, gdzie zadumany palił. Nogi miał wystawione na stół. Okryty cieniem i długim płaszczem z kapturem zasłaniającym mu twarz siedział tak. Do gospody weszło kilkunastu rycerzy. Byli to rycerze, którzy chcieli się bić z elfami w ruinach Der’Ahrg’Abel. Jeden z rycerzy spojrzał na Michela, ale po chwili odwrócił się w stronę swych kompanów. Michel przyglądał im się z uwagą wolno paląc. Jego złote oczy spoczęły ostatecznie na kapitanie Geirmundzie z Goatskinner. Zasiadł przy stole wraz ze swymi kompanami i jakąś dziwką wynajmowaną za marne grosze. Michel przypomniał sobie znajomą twarz Geirmunda z Goatskinner. Kiedyś, bardzo dawno temu, kiedy byli jeszcze młodzianami Geirmund zabrał Michelowi dziewczynę, i wrednie pobił jego samego. Michel wyciągnął zza pasa nóż do rzucania. – Teraz nadeszła jedyna okazja na zemstę. – pomyślał i wycelował w głowę rycerza. Nagle ktoś krzyknął „UWAGA!!!”.Rycerze zerwali się z miejsc, dziwka uciekła z piskiem za ladę a Michel rzucił nożem w kapitana. Ten jednak został tylko ranny w bok. Reszta jego kompanów wyciągnęła miecze i Geirmund nakazał im zaatakować. Michel szybkim ruchem ręki wyciągnął półtoraręczny miecz zza pasa. Lśniąca klinga szybko przecięła zbroję jednego z rycerzy powalając go na ziemię. Potem padło trzech kolejnych. Zostało zniszczonych parę krzeseł i stół. Sześciu pozostałych rycerzy chroniło kapitana i dwóch łuczników. Michel skoczył wysoko i długim cięciem straciło głowy dwóch strażników. Szybko schylił się przed dwoma ostrzami i wbił swoje w jednego z łuczników. Drugi z nich chcąc trafić Michela nieumyślnie trafił rycerza. Michel odskoczył i zrobił kilka kół rękoma a po chwili puścił ze swej dłoni kulę ognia, która odepchnęła i lekko podpaliła rycerzy na stół. Wściekły kapitan wyciągnąwszy swą klingę zza pasa rzucił się na Michela. Walczyli szybko, kapitan zadawał ciosy a Michel zgrabnie je odparowywał. Kiedy skrzyżowali ostrza jeszcze raz kapitan został odepchnięty w swoich pozostałych trzech rycerzy. Michel podszedł do Geirmunda i gdy już miał wbić swoją klingę w jego ciało coś walnęło go w głowę i zemdlał.

Jakaś komnata, Królestwo Króla Domigreva. Michel był przywiązany do krzesła, dalej kaptur zasłaniał mu twarz. Przed nim zamyślony chodził jakiś wielmoża, obok niego stało dwóch zbrojnych strażników. Michel czuł, iż ma obandażowaną głowę. Po kilku minutach wielmoża zwrócił się w stronę Michela i dalej trzymając się za podbródek rzekł doń. - Panie… -Nazywam się Michel. - A więc panie Michel, szkody, jakie pan wyrządził są równe siedmiuset reulów i karze śmierci. - Mogę zapłacić. - Wie pan pewno, iż idzie wojna, więc nie można zabijać ot tak królewskich rycerzy. Jednak mamy inny problem… niedawno pojawiły się pogłoski,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Historia Michela cz. I — czytnik · opowiadania