Inne · 5 min czytania
Historia pewnego sumienia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Znowu próbowała To umieścić w klatce. Ciasnej, takiej z żelaznymi prętami. Zamknąć, zatrzasnąć drzwiczki. Ale To na nowo z tej klatki wypadało. A gdy już raz udało jej się zamknąć te przeklęte drzwiczki okazało się, że szczeliny między kratami są zbyt duże i To wyleciało znowu na wolność. Jak ptak. Jak ptak, który po raz pierwszy od kilku dni wyprostował skrzydła. Kiedyś była bardzo szczęśliwa z faktu, że To było zawsze obok niej. Wolne. Unosiło się w powietrzu tuż za nią. Leciutko. Naturalnie. Towarzyszyło wszędzie. Rano gdy stała w kolejce po bułki w sklepie, albo jak siedziała w ławce w szkole, jak obierała po południu ziemniaki, gdy myła zęby, kiedy oglądała telewizję, gdy ścieliła łóżko, gdy patrzyła przez okno. Było z nią nawet kiedy podpalała gaz w kuchence gazowej i kładła ziemniaki, bądź gdy wcześniej soliła wodę. Było przy niej.
Pewnego dnia gdy siedziała na korytarzu na długiej przerwie, a trzeba zaznaczyć, że siadywała w tym miejscu codziennie na każdej długiej przerwie z książką i Tym na ramieniu, no w każdym bądź razie pewnego dnia usiadł obok niej jakiś chłopak. Nie ukazując tego bardzo się cieszyła. Bo fajnie tak obok kogoś siedzieć. Tak miło. I on wyciągnął książkę, i też czytał. Czytali oboje. Normalnie. Ale ta normalność nie była już normalnością sprzed kilu minut. Była inną normalnością. I tak było już kilka tygodni. Siadywali obydwoje na długiej przerwie i zaczynali czytać. Ale To dopominało się. Latało za nią coraz bardziej natarczywie. Już nie jak kiedyś lekko fruwało za nią, prawie niewidoczne. Teraz drapało ją po ramieniu, pukało, dobijało się.
Trochę później zaczęła się z tym chłopcem spotykać. I nie o to chodzi, że nigdy do barów nie chodziła. To biło już ją bez skrępowania. Uderzało w najmniej odpowiednich momentach. Zaczynało być jakiegoś rodzaju wrogiem. Zaczęło jej wyraźnie przeszkadzać. Co Ono sobie myśli? Dlaczego tak się zachowuje? Dlaczego nie jest takie jak przedtem? Czemu mnie kłuje? I kupiła klatkę. Ładną, złotą. I upychała tam To. Upychała i upychała. Już nie chciała, żeby latało za nią. Chciała