Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 9 min czytania

Historia pewnego zwyczajnego nastolatka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Witajcie. Nazywam się Jared i mam 19 lat. Mieszkam w przeciętnym mieście, mam przeciętnych znajomych i do tej pory byłem jednym z takich właśnie przeciętnych nastolatków. To śmieszne, jak jeden głupi błąd może zniszczyć wszystko na co pracowało się całe życie. Ale może zacznijmy od początku. Od zawsze w moim sercu gościła miłość, ale nie taka zwyczajna do drugiego człowieka, tylko miłość wyjątkowa. Miłość do muzyki. Gdy miałem dziesięć lat, wracając do domu po szarym dniu spędzonym wśród książek, przystawałem przy witrynie sklepu muzycznego na rogu i podziwiałem lśniące instrumenty leżące na wystawie. Któregoś dnia biegnąc, aby móc odprawić mój mały, codzienny rytuał, z daleko zauważyłem, że coś się zmieniło. Zamiast pozłacanych saksofonów i lakierowanych gitar, okno wystawy zabite było deskami, a wielki szyld głosił okropną nowinę : „Na sprzedaż”. Następnego dnia postanowiłem, że pójdę na tył sklepu i rozejrzę się. Tam znalazłem ją. Stała samotnie w strugach deszczu. Gitara, którą tak wiele razy pieściłem myślami, podziwiając ją zza szyby. Przygarnąłem ją i postanowiłem zacząć żyć z muzyki. Szybko opanowałem sztukę gry na tym instrumencie. Każde drgnienie struny przyprawiało mnie o dreszcze. Akordy wypływające spod moich dłoni sprawiały, że zapominałem o otaczającej mnie rzeczywistości. Ten błogi stan trwał do moich siedemnastych urodzin. Tego dnia, zebrałem się w sobie i postanowiłem, że wystąpię w barze na obrzeżach miasta. Mała knajpa, do której zaglądali tylko samotnicy w poszukiwaniu szczęścia, ale od czegoś trzeba było zacząć. Po długim namyśle wszedłem do środka. Podszedłem do baru i zamówiłem szklankę wody. Na samą myśl, że za chwile mam wyjść na scenę, drżały mi ręce i zasychało w gardle. - Proszę bardzo. Kobiecy głos, który usłyszałem należał do barmanki. Podniosłem głowę i mój wzrok spoczął na głębokich oczu koloru morza. Jej rumiana cera i cudowny uśmiech sprawiały, że w jednej chwili straciłem czucie w nogach. Jej kruczoczarne włosy opadały na ramiona i podkreślały biust. - Podać coś jeszcze? – jej głos przywrócił mi rozum. - Masz piękne oczy. Dasz się zaprosić na herbatę? Powiedziałem to z taką łatwością, że dopiero po kilku sekundach poczułem jak moja twarz nabiera koloru podobnego do kasztanowego blatu w barze. Dziewczyna również zaczęła się rumienić. - Schlebiasz mi. Bardzo chętnie się z Tobą umówię. Mam na imię Mary. Zanim zdążyłem odpowiedzieć ktoś pociągnął mnie za ramię dając znak ,że moja kolej na występ. Rzuciłem Mary najlepszy uśmiech na jaki było mnie stać, wziąłem gitarę i stanąłem na scenie. Do tej pory gdy myślę o tej chwili, o tym, co wtedy czułem, od razu uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Później grywałem tam każdego wieczora. Przychodziłem wcześniej by poflirtować z Mary, a potem dawałem z siebie wszystko na scenie udowadniając, że muzyka jest moją pasją i całym moim życiem. Po każdym występie zabierałem Mary na spacer i odprowadzałem ją pod drzwi jej mieszkania. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się chodząc jak najdłuższymi i zapomnianymi uliczkami miasta. Z czasem czułem, że to ona jest dziewczyną, na którą czekałem. Zbliżały się moje osiemnaste urodziny. Planowałem spędzić ten dzień z ukochaną, lecz menadżer baru Bob, powiedział, że muszę wystąpić tego dnia. Nie chciałem stracić pracy, więc się zgodziłem. Jak się później okazało, Bob miał nieco inne plany. Razem z Mary i resztą personelu baru zaplanowali dla mnie przyjęcie urodzinowe. Tego dnia wszystko się zaczęło… Pierwszy kieliszek, tak na próbę, drugi – bo nie wypada odmówić, trzy kolejne , żeby było weselej. Nie pamiętam ile wypiłem, ani nawet jak dostałem się tej nocy do domu. Zupełna pustka w pamięci. Każdy kolejny występ w barze kończył się piwem wypitym z Bobem w jego biurze, a czasem czymś mocniejszym. W ciągu dnia byłem jednak przykładnym chłopakiem na jakiego Mary zasługiwała. Kochałem ją naprawdę i byłem pewny, że ona czuła to samo. Rzuciła pracę w barze i znalazła świetną posadę w restauracji, a ja zarabiałem coraz więcej grając w różnych miejscach. Wspólnie planowaliśmy przyszłość, mieszkanie i rodzinę. Mimo to, co noc wracałem do Boba by przy kieliszku pożegnać miniony dzień. Był piątek. Nazajutrz miałem spotkać się z ukochaną. Piliśmy z Bobem jak co wieczór. Nawet nie zauważyłem jak z biegiem czasu wlewałem w siebie coraz więcej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%