Biografia · 16 min czytania
HISTORIA PEWNEJ MIŁOŚCI
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
HISTORIA PEWNEJ MILOSCI ...
[ ze specjalna dedykacja dla Gremlina :* ]
Stal na balkonie wdychajac gleboko w pluca rzeskie powietrze wiosennej nocy. Z osmego pietra mial oszalamiajacy widok na miasto tonace w mroku. Tylko gdzieniegdzie z ciemnosci wyzieraly ku niemu zolte swiatla latarni ciagnacych sie wzdluz ulic. W mieszkaniu wrzalo. Coraz to nowe wybuchy smiechu rozbrzmiewaly w jego uszach, zlewajac sie z glosna muzyka. Oparl rozgrzane dlonie na zimnej poreczy wystawiajac twarz na pastwe zimnego wiatru. Alkohol przyjemnie buzowal w jego zylach, sprawiajac ze klopoty z jego rodzina, szkola i kumplami wydawaly sie takie odlegle. - Hej Kamil! - wrzasnal ktos z glebi mieszkania - Co tam tak stoisz? Wchodz do srodka! Kiedy otworzyl drzwi tumany dymu buchnely mu w twarz. Usmiechnal sie zatapiajac sie w odurzajacych oparach palonej trawy i papierosow. Znalazl sobie wygodny fotel w glebi mieszkania i tam rozsiadl sie wygodnie, popijajac swoje ulubione piwo. Jego kumple rozsiedli sie w tym czasie na wielkiej kanapie. Dziewczyny wymalowane niczym lalki barbie i ubrane w krociutkie spodniczki chichotaly miedzy soba. Z rak do rak przekazywali sobie to butelke wodki, to skrety z trawa. Tuz za sciana uslyszal przeciagle jeki Anki. Widocznie kiedy stal na balkonie wymknela sie do pokoju obok z Dawidem. Ten to nigdy nie przepuscil zadnej okazji i zadnej dziewczyny. Kamil westchnal upijajac kolejnego lyka. Gdzies tam w glebi duszy zazdroscil mu. Od kiedy rozstal sie ze swoja dziewczyna, nie mial ochoty na lozkowe zabawy. Naiwnie czekal az ona wroci do niego. Chcial byc wobec niej w porzadku. Naiwny! Glupi! Naciagnal kaptur czarnej bluzy na glowe i wstal gwaltownie z fotela. Niemalze w tym samym momencie poczul jak wpada na czyjes miekkie wlosy, skore, piersi... Uslyszal cichy pisk dziewczyny i oboje wyladowali znow na jego fotelu. Wsrod glosnej muzyki i przyciemnionego swiatla, nikt nie zauwazyl tego zdarzenia. Dziewczyna o blekitnych oczach wpatrywala sie w niego ze strachem. - Sorry mala - rzucil szybko, probujac pomoc jej wstac. - Nic sie nie stalo - szepnela szybko, poprawiajac sobie obcisla bluzke na ramionczach. Miala duze, piekne piersi. Jasna skore i ciemne wlosy gdzieniegdzie przyozdabiane zlotymi pasemkami. Ale jej oczy najbardziej go w niej zafascynowaly. Chciala mu uciec, znow wmieszac sie w tlum tanczacych w malutkim pokoiku, ale bezwiednie przytrzymal jej dlon. - Nie idz mala - jego glos zatonal w dudnieniu muzyki, lecz ona czekala na te slowa. Jakby od niechcenia wtulila sie w jego czarna bluze. Zanim sie obejrzeli tanczyli juz mocno w siebie wtuleni. Mial wrazenie, ze zapada sie w nicosci. Jej bliskosc wypelniala go blogoscia, jakiej nie czul juz od kilku miesiecy. Nie znal jej przeciez, a jednak chcial byc blisko niej. Inni dawno juz zasneli, wtuleni w stare koce i poduszki. Niektorzy porozkladali sie na kanapie, inni opanowali lozka w pokojach obok, a oni siedzieli wtuleni w siebie. Kamil puscil wolniejsza muzyke, bardziej w jego stylu, zgasil swiatlo w pokoju i zamknal drzwi wyjsciowe. Nie pytal ja o nic. Nawet nie chcial znac jej imienia. Chcial tylko czuc, ze ona jest blisko. Chcial pod opuszkami palcow czuc cieplo jej skory. Chcial wiedziec, ze nawet jesli nie na zawsze to przynajmniej przez chwile ta cudowna dziewczyna bedzie nalezec tylko do niego.
Kiedy ocknal sie rano nie bylo jej juz przy nim. Schlani kumple pochrapywali na kanapie, a przez okno do mieszkania wdzieral sie lodowaty chlod. Przetarl oczy wierzchem dloni. Ona nie byla snem! - pomyslal tylko w przeblysku rozpaczy. Jeszcze przeciez czul jej cieply oddech na swojej szyi, jeszcze w jego nozdrzach zostal zapach jej perfum. Nie znalazl jej w mieszkaniu pograzonym we snie. Nie bylo jej nigdzie indziej. Wsciekle uderzyl piescia w sciane. Dlaczego zniknela? Dlaczego go zostawila? Niech wroci! Niech do niego wroci! Klatka schodowa swiecila pustkami. Jego kroki odbijaly sie gluchym echem o pobrudzone sciany. Kiedy wyszedl przed blok po betonie snula sie mleczna mgla. Ona nie byla tylko snem. Gdzies w tym miescie wlasnie przemierzala samotnie ulice. Wracala do siebie. Gdzies w tym wielkim miescie kiedys ja odnajdzie i wtedy nie pozwoli jej juz tak po prostu odejsc. Wsiadl na swoj motor i z piskiem opon ruszyl sprzed bloku. Byl dumny ze swojego scigacza. Cale wakacje charowal na niego na budowie, nocami dorabiajac na bramce w jakiejs dyskotece. Motor byl jego odwiecznym marzeniem, teraz gdy go mial nie czul sie juz taki bezsilny wobec rzeczywistosci, ktora go otaczala. Winda wjechal na piate pietro swojego bloku. Cicho otworzyl drzwi i wsunal sie do srodka. W mieszkaniu panowal przykry zaduch. Otworzyl okno w kuchni. Umyl sie i rzucil sie do lozka. Nie mial sily juz sprzatac porozrzucanych po podlodze ubran.
Jego brat szturchal go w ramie. - Kiedy wrociles? - dopytywal sie - Jak bylo? Widziales sie z Kaska? - Daj mi spokoj - mruknal tylko Kamil odwracajac sie na drugi bok. Chlopak wydawal sie wyraznie niezadowolony brakiem checi swojego brata do opowiedzenia wydarzen z wczorajszej nocy. Podniosl sie i wyszedl do kuchni, w ktorej jego matka juz szykowala sniadanie. Podsuszony chleb smarowala maslem i posypywala sola, dla smaku. Adam wzial jedna kanapke, zarzucil torbe na plecy i rzuciwszy w jej kierunku krotkie "czesc" wyszedl do szkoly. W tym samym czasie mlodsza siostra Kamila kolysala do snu siedmiomiesieczne niemowle, ktore prawie cala noc niespokojnie przeplakalo. Kamil wiedzial, ze ojciec wyszedl o swicie do roboty. Nie musial sie wiec obawiac, ze wyrzuci go z lozka i zagoni do szkoly. Snila mu sie mala z wczorajszej imprezy. Wzial ja na dluga przejazdke na swoim motocyklu. Pamietal jak przyjemnie mu bylo jak przytulala sie do jego plecow. Gdzies w srodku trawila go tesknota za nia.
Minal tydzien. Moze wiecej. Stracil rachube. Wciaz o niej myslal. Nie chcial i nie potrafil o niej zapomniec. Szukal jej po miescie. Wypytywal znajomych. Kumpel, u ktorego byl na imprezie nie potrafil mu powiedziec kim byla i skad sie u niego wziela. Napomknal tylko, ze za tydzien szykuje sie kolejna impreza u ich wspolnego znajomego. Kamil odburknal mu wtedy, ze sie zastanowi. Wcale nie mial ochoty na nia isc, jednak jego znajomi nalegali i w koncu dal sie namowic.Do mieszkania wpadl troche po czasie, bo z grupka kumpli byl jeszcze zalatwiac wodke w monopolowym. Kiedy weszli do srodka impreza juz trwala. Ktos poklepal go po plecach, zabral mu butelke i kazal usiasc na kanapie. W telewizji lecial teledysk Pink Floyda. Wpatrywal sie w niego nic nie mowiac. Wspomnienia nachalnie wracaly. - Stary, co tak siedzisz jak kolek? - Łukasz dosiadl sie do niego, podajac mu kubek z drinkiem. - Fajna impreza - zagail o czyms innym, choc wcale nie chcialo mu sie gadac. - Ze Sławkiem wymyslilismy, bo ostatnio duzo ludzi z ekipy nie mogło sie zalapac na impreze u Dawida. - Ta, slyszalem o tym. Łukasz przypatrywal mu sie uwaznie. - Myslisz o tej dziewczynie? - wypalil nagle. - Skad wiesz? - Dawid mi mowil, ze sie o nia pytales - Łukasz wpatrywal sie w kubek z wodka - Chyba moge ci pomoc. Kamil patrzyl na niego, nie potrafiac nic z siebie wydusic. Nareszcie! Nareszcie znalazl kogos kto byl mu w stanie powiedziec gdzie ona jest. - Wiesz ... gdzie ona jest...? - Co ty od niej wlasciwie chcesz? - wypytywal go Łukasz. - To nie twoja sprawa! - żachnął sie poirytowany, chcial wstac, ale kumpel mocnym szarpnieciem posadzil go spowrotem na kanapie. - Ona jest bardzo delikatna - mruknal cicho Łukasz - Łatwo ja zranic, wiec jesli chcesz ja tylko przeleciec to... - Nie! - przerwal mu Kamil - Stary! Chce z nia byc. Nie wierzyl w to co mowil. Nigdy nie sadzil, ze otworzy sie przed niemalze obcym mu facetem. Chwila milczenia przeciagala sie w nieskonczonosc. W koncu…