Romans · 6 min czytania
Historia pewnej znajomości
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
HISTORIA PEWNEJ ZNAJOMOŚCI
To był kolejny ciepły dzień wiosny. Kwiecień 2006 roku. W parku delikatne cienie drzew przeplatały ciepłe promienie słońca. Wiosnę czuć było w każdym kolejnym oddechu, przepływała przez nozdrza wypełniając całe ciało. Pamiętam kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Siedząca na ławce, w ciemnych okularach i rozpuszczonych kruczo czrnych włosach. Była uwodzicielsko tajemnicza i piękna. Oszołomiony początkowo jej urodą, z zapartym w piersi tchem postanowiłem podejść do niej i przywitać się. Cześć mam na imię Piotr. Po krótkiej rozmowie, wiedziałem już że musi być moja, urzekła mnie. Była delikatnej urody, ale jednocześnie emanowała od niej siła i pewność siebie. Okazało się że zauroczenie moje było w pełni odwzajemnione. Po kilku kolejnych spotkaniach staliśmy się sobie bardzo bliscy. Zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Co w końcu pchnęło nas do podjęcia decyzji o wspólnym zamieszkaniu. Życie z nią było cudowne. Rozumieliśmy się bez słów. Czułem całym sobą, że pragnę opiekować się tą istotą do końca życia. Zdawała się być kobietą idealną dlamie. Potrafiliśmy kochać się do utraty tchu kilka razy dziennie. Każdy jej dotyk przyprawiał mnie o szybsze bicie serca. Rozmawialiśmy i przytulaliśmy się bez końca w każdym miejscu i czasie. Czy to przygotowując wspólnie posiłki, czy też oglądając nasze ulubione filmy. Bawiło ją każde moje słowo, zanosiła się od śmiechu z najbardziej błahego nawet dowcipu, czy wygłupu. Bezcenne są dla mnie wspomnienia, kiedy wskakiwała mi znienacka na kolana i prosiła żebym ją mocno przytulił. Kochałem ją tak mocno jak tylko mężczyzna może pokochać kobietę. Była dla mnie niczym Ziemia Obiecana dla Narodu Wybranego. Była spełnieniem marzenia o wielkiej miłości. Bezpieczną przystanią w rejsie przez ocean życia. Stała się jego istotą.
II
Była jesień, październik 2007 roku. Ciepłe lato i wakacyjne przygody stawały się już tylko wspomnieniem wołającym do nas ze zdjęć. Szare chmury i lejący się strugami deszcz na dobre zagościły na ojczystym niebie. Po przebudzeniu się, jak zawsze zacząłem przeszukiwać ręką chłodne zakamarki łóżka, w nadziei na odnalezienie w nim ciepłego ciała mojej ukochanej. Jak co dzień chciałem przytulając ją i ucałować jej ramie szepcząc do ucha "pora wstawać kochanie". Niestety byłem tylko ja i bezkres zimnej pościeli. Zerwałam się szybko na nogi w nadziei że w kuchni czeka na mnie ciepłe słowo i filiżanka gorącej porannej kawy. Jednak i to okazało się złudną iluzją, głupim figlem spłatanym przez mój zaspany jeszcze umysł.…