Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

dla-dzieci · 10 min czytania

Historia pewnej znajomości - Rozdział 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 1 JAK XII SPOTKAŁA CARYSKĘ

Dzień był wyjątkowo piękny. Wędrująca skrajem lasu srebrnowłosa elfka wesoło pogwizdywała w takt marszu. Jej chłodne, zielonkawe oczy ciekawie rozglądały się dookoła. Miała bladą, prawie białą cerę, należała bowiem do rodu śnieżnych elfów. Podążający za nią mały, czarny kotek był już mniej zadowolony. Wolałby raczej powygrzewać się trochę na słońcu, niż włóczyć się nie wiadomo dokąd w ślad za swoją panią, która ciągle zmieniała kierunek marszu. Na dodatek poranna rosa perląca się na trawach i drobnych pajęczynkach nieznośnie moczyła czarne kocie futerko, przyprawiając Arewa o zimne dreszcze. Wędrująca przodem elfka nazywała się Xiitane Vogel, i od kilku już dni, pożegnawszy swych przyjaciół druidów z Gaju Nepusa, gdzie przebywała od najwcześniejszych swych lat pobierając nauki, podążała za głosem swego serca i szukała przygód. Arewa, swego kotka, otrzymała od opiekuna, by strzegł ją w drodze. Póki co, Xiitane miała do wykonania jedną ważną misję. Pragnęła za wszelką cenę odnaleźć tych, którzy przyczynili się do śmierci jej rodziców i siostry Inovy. Nie wiedziała o nich zbyt wiele, jedynie to, że działają w krainach wschodu a ich przywódca ukrywa się pod imieniem Orła... Xiitane na chwilkę przystanęła i zdjęła z ramienia ciężką torbę. Arew cichutko miauknął i pomyślał z ulgą, że nareszcie sobie odpocznie, ale elfka po krótkiej lustracji terenu zawołała radośnie: -Tam jest droga! Arewku, wróciliśmy na szlak! -No nie, jak długo jeszcze? - kotek zamiauczał żałośnie. -Chodź, nie marudź, Arewku! Tam czeka na nas przygoda! - zawołała Xiitane i pochwyciwszy torbę, pobiegła przodem. -Przygody, przygody... A czy mnie ktoś pytał o zdanie?! - westchnął kotek. Lecz Xiitane nawet nie przypuszczała, w jaką pakuje się przygodę. Po kilku minutach szybkiego marszu elfka dotarła do drogi i rozejrzała się dookoła bezradnie. -Na prawo las, na lewo las... A żebym to ja jeszcze wiedziała, gdzie tędy dojdziemy. -Dobrze by było, gdyby ktoś nas podwiózł. Łapki mnie już bolą - Arew zaczął narzekać. - Popatrz, jak mi opuchły! Nagle, jakby na zawołanie, w oddali podróżnicy dostrzegli zbliżający się w ich kierunku wóz. Jako, że droga była bardzo sucha, pojazd ów wzniecał ogromne tumany kurzu, tak, że Xiitane z początku nie bardzo umiała rozróżnić, co się ku nim zbliża. Postanowiła jednak wykorzystać sytuację. A nuż się uda i pojedzie na gapę? Wóz w końcu dojechał i zatrzymał się przy podróżnych, a gdy kurz i pył opadł, Xiitane zobaczyła bardzo dziwną kobietę, która do złudzenia przypominała kogoś rodem z Otchłani. Od otaczającego ją pyłu była tak brudna jakby nie brała kąpieli przez co najmniej rok. Na wozie leżały równie brudne... kasztany. Xiitane w pierwszej chwili wrzasnęła przeraźliwie na widok "demona" wpatrującego się weń swymi żółtymi, świdrującymi oczyma. -Autostopowiczów nie zabieram - odparła na to owa kobieta. -I dobrze. Wsiądę do następnego - powiedziała Xiitane, odsuwając się na bezpieczną odległość. -O ile się doczekasz. Średnio ktoś tędy przejeżdża co dwa tygodnie. To mało uczęszczany szlak. No cóż, ostatnio to ja tu biję rekordy, ale mniejsza o to... -Dwa tygodnie??! -Ano... Odkąd w okolicy rozpanoszyli się bandyci, ludzie coraz rzadziej zaglądają w te strony - nieznajoma poinformowała ze stoickim spokojem. - No nic, to ja już jadę. -Ee... A jak daleko stąd do najbliższego miasteczka? -Na piechotę to jakieś dwa dni drogi szybkim marszem. -A wozem? -Do wieczora się zajedzie - odparła nieznajoma ściągając wodze i trzasnęła bacikiem, by popędzić konia. -Niech pani zaczeka! Rozmyśliłam się. -Już mówiłam, że autostopowiczów nie biorę! Wóz mi się szybciej zużywa! -Ale ja... -Czego znowu?! -No, bo tak się składa, że w... -Że w Memphis czeka na panią chory wujek czy coś w tym stylu, czy tak? Znam te gadki, moja droga. Musisz się bardziej postarać. Xiitane krzywo spojrzała na nieznajomą i ze złością kopnęła koło wozu, który po takim "zamachu" po prostu się rozpadł a kasztany rozsypały się dookoła bezładną chmarą. Kobieta w pierwszej chwili nie bardzo wiedziała, co jest powodem tego, że nagle znalazła się na ziemi i ze zdziwieniem spojrzała na Xiitane. -Co to ma znaczyć? - zapytała. -Naprawię pani wóz, a pani mnie podwiezie - zaproponowała Xiitane. - Zgoda? -Ty mała bestyjko!! - wrzasnęła kobieta zrywając się na równe nogi. - Ja cię oskubię za ten akt wandalizmu! To jest jawny zamach na moje kasztany! -Sama pani tego chciała! -Ja?!! -Miałam być bardziej oryginalna, no nie? - elfka się zniecierpliwiła. - Więc da pani na zgodę, czy sama sobie naprawia wóz? Kobieta nerwowo potupała nogą. -No dobra. Niech będzie. Ale jak mi któryś z moich tysiąc…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%