dla-dzieci · 22 min czytania
Historia pewnej znajomości - Rozdział 11
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 11 PUŁAPKA
Najbliższe kilka dni upływało naszym znajomym na monotonnym wspinaniu się pod górę lub tez schodzeniu w dół. Kraina wokół nich stawała się coraz bardziej dzika i nieprzystępna. Wśród otulonych mgła szczytów wiatr wył przeraźliwie i uparcie uderzał w podróżnych, zapewne chcąc ich zrzucić w przepaście, których w tym miejscu nie brakowało. Carys i jej przyjaciele musieli być bardzo ostrożni, aby przypadkiem nie zostać przysypanymi przez schodzące z gór lawiny, które nader łatwo można było wywołać, jako że Ponure Szczyty porastała tylko nieliczna ilość karłowatych krzewinek, nijak nie mogących zatrzymać toczących się z gór mas śniegu i kamieni. Renbald i Hagan posłusznie podążali za swym panem. Czasem tylko zerkali ukradkiem na Carys, groźnie marszczącą brwi na widok ścieżki, i szybko popędzali swe koniki, aby znaleźć się jak najdalej od wkurzonego Postrachu Północy. Po kilku dniach podróży Arew zaczął użalać się na swe opuchnięte łapki, ponieważ teraz częściej szli pieszo, niż jechali konno, bowiem ich wierzchowcom równie ciężko wchodziło się pod górkę z dodatkowym ciężarem. W końcu jednak Xiitane i Carys zaczęły podejrzewać, że ich przewodnik zabłądził, lecz pan Morey, nie zważając na protesty elfek, uparcie prowadził swego wierzchowca górskimi szlakami, aż dotarli do starego traktu, który z mozołem przeciskał się między masywami Ponurych Szczytów. Droga ta była równie wyszczerbiona co topory Renbalda i Hagana, podziurawiona i zarośnięta mnóstwem krzewów, którym jakoś udało się ostać pomiędzy kamiennymi blokami, jednak wszyscy zgodnie stwierdzili, że lepiej nadaje się do wędrówki niż górskie szlaki. Stary trakt był równiejszy, więc mogli teraz nieco przyspieszyć podróż. Bri, Kirq, Penelope, Dammer i koniki krasnoludów ochoczo "wrzuciły trzeci bieg" i Arew, siedzący na tobołkach, z ulgą patrzył na swe obolałe łapki. Niebawem jednak ich szlak przeciął jakiś górski potok, który, jak wyjaśnił im Nathaniel, brał swój początek gdzieś w głębi krainy Ponurych Szczytów i wpadał do jeziora koło Easthaven. Od tego jednak miejsca droga zrobiła się mniej znośna, gdyż stary trakt znikał teraz pod powierzchnią strumienia i nasi znajomi, chcąc nie chcąc, musieli podążać nowym szlakiem. Miało to tę zaletę, że nie musieli się aż nadto wspinać na górskie ściany. Ponadto woda tez była płytka, więc bez obaw mogli podróżować dalej korytem na pół wyschniętego potoku. Upalne lato i brak opadów zrobiły swoje. Na szczęście dla naszych znajomych, potok na razie nie miał zamiaru wysychać, gdyż inaczej mogłoby być z nimi krucho. Póki co, na pierwszym postoju Xiitane i Carys, korzystając z okazji, urządziły sobie kąpiel w jednym z głębszych miejsc potoku, a na kolację, za namową Nathaniela, upichciły rosół. Panna Velmondo musiała przyznać, że warzywne miksturki Kolmy już jej wychodzą bokiem a zupa z wkładką mięsną jest miłym urozmaiceniem w ich dotychczasowym menu. Arew jak zwykle zgłaszał jakieś protesty, ponieważ dla niego owo jedzonko okazało się zbyt mokre. Chętnie jednak dosiadł się do krasnoludów, którzy po kolacji wyciągnęli ze swych tobołków rozkładane wędki i wybrali się na ryby. -To kto dzisiaj stoi na straży? - zapytał w końcu Nathaniel, płucząc w potoku garnek po zupie. -Twoi ochroniarze mogliby w końcu ruszyć swoje cztery litery i choć raz nie chrapać - mruknęła Carys. - Przez nich nie można się wyspać! -Carys ma rację - przytaknęła Xiitane. - Przez nich mam same koszmary! -Niestety im nie powierzyłbym stróżowania, chyba że rano chcą towarzyszki obudzić się lżejsze o kilka cennych przedmiotów. Nie, to odpada. Ich samych raczej musiałby ktoś pilnować - westchnął Nathaniel, zerkając na dwóch krasnoludów, którzy właśnie porzucili swe wędki i zajęli się polerowaniem broni, co chwilkę wykrzykując coś po swojemu, albo popychając się. Nieszczęśliwy Arew ze smutkiem popatrzył na porzucone wędki a później na potok, w którym gdzieniegdzie przemykały drobne, srebrzyste rybki. Nie znajdując nic do roboty, wrócił do swej pani, by dotrzymać jej towarzystwa. Milo, siedzący na kamieniu obok elfek, leniwie zmrużył oczy i ziewnął. -Róbcie, co chcecie. Ja i Arew możemy się trochę poświęcić i podziobać tych karzełków, żeby trzymali się z dala od waszych sakiewek - zakrakał. -Jasne. A oni nas za to wypatroszą! - miauknął kot, zwijając się w kłębek. - Wielkie dzięki, ale wolę zachować swoje futro w jako takim stanie! -Xii, a może masz w swojej księdze jakieś zaklęcie na tych dwóch? - zapytała Carys, z nadzieją spoglądając na towarzyszkę. Elfka zastanowiła się. -Carysko, ja studiuję przeważnie zaklęcia bojowe - odparła w końcu. - A na tych dwóch niestety nic takiego nie działa! Wczoraj próbowałam wyciszacza, ale zrobiło się z tego niezłe stereo i o mało nie zasypała nas lawina. Dla nas lepiej, jeśli nie będziemy mieszać do tego magii - dodała z rezygnacją. -Więc chyba pozostaje nam tradycyjna wyliczanka - westchnął Nathaniel. -O nie, kombinatorze! Zawsze tak wyliczasz, że trafia albo na mnie, albo na Xii! - Carys oburzyła się. -A znasz jakąś inną? -Nie, ale już wiem, kto dzisiaj będzie pilnował, braciszku - elfka uśmiechnęła się figlarnie i wskazała na Nathaniela. - Ty. -Co ja? - mężczyzna udał zdziwienie. -Będziesz pilnował. -Jestem przewodnikiem i sponsorem. Chyba zasłużyłem na jakąś taryfę ulgową! - Nathaniel nie wyglądał na zadowolonego. -W naszej drużynie panuje równouprawnienie - poinformowała Carys. - Nie uznajemy żadnych taryf ulgowych! -Panie mnie kiedyś wykończą! - jęknął pan Morey. -Och, nie jęcz tak, boś nie baba! Tym razem nie dam sobą manipulować! - Carys potupała nogą. - Zresztą sam mówiłeś, że jutro powinniśmy dojść na miejsce. Jedna nieprzespana noc, cóż za różnica! -Siostrzyczka jest bez serca! -Nie! Tylko chcę się wyspać! - krzyknęła groźnie elfka, najwidoczniej mając już dość jęków braciszka. - W końcu to ja jutro będę za ciebie nadstawiać tyłek! Nathaniel krzywo spojrzał na Carys i z rezygnacją usiadł na kamień. -Myślę, że za uciążliwe warunki pracy szarpniesz się jeszcze na jakąś premię - zauważyła elfka. -Premię? - Nathaniel uśmiechnął się. - Sama przed chwilą powiedziałaś, że panuje u was równouprawnienie... A ja nie mam zamiaru łamać tych zasad. -Więc? - Xiitane podjęła wątek. -Z premii nici. Tym dwóm drabom na pewno nie dam już ani miedziaka, a gdybym wam przyznał, to już by było wyróżnienie, nie mówiąc o podejrzeniu przekupstwa! - wyjaśnił Nathaniel. - Poza tym to ja jestem sponsorem, i ja decyduję, na co przeznaczyć kasę. A w najbliższym czasie nie przewiduję żadnych premii. Carys podrapała się po głowie i spojrzała na Xiitane. -Nieźle nas braciszek załatwił - przyznała. -Stosuję się do zasad, siostrzyczko - odparł wesoło Nathaniel. - Jak widzisz, nieźle mi idzie. -Aż za dobrze - westchnęła Carys. - Tylko pamiętaj, jak ci dwaj - tu wskazała na krasnoludy, które właśnie zwijały wędki - dadzą koncert, złożę zażalenie - dodała z groźną miną, i podszedłszy do Briego, zdjęła jeden z pakunków, w którym trzymała koc. Panna Vogel poszła za jej przykładem i gdy słońce schowało się za Ponurymi Szczytami, obie elfki, zmęczone podróżą, rozpoczęły swój własny, osobliwy koncert. Po drugiej stronie ogniska rozłożyli się Renbald i Hagan. Nathaniel, z nieszczęśliwą miną, owinął się w swój własny koc i stanął na warcie, jednak nim minęła godzina, sam chrapał chyba najgłośniej z całej piątki. Milo i Arew, którzy ostatnimi czasy częściej cierpieli na bezsenność, tylko westchnęli i włożyli do uszu zatyczki. Noc minęła spokojnie, jeśli nie liczyć ataku komarów, które boleśnie pożądliły wierzchowce oraz kota i kruka. Słońce było już wysoko na niebie, gdy zaspana Carys powoli otworzyła oczy i z głośnym ziewnięciem wytoczyła się ze swego posłania. -Och, moje kości... - stęknęła Xiitane, wychodząc ze swego legowiska. - Czuję się tak, jakby mnie ktoś potraktował wałkiem do ciasta! -Zrobisz dziesięć pompek, pięćdziesiąt przysiadów i od razu ci przejdzie - poradziła Carys, kiwając głową na boki. Wtem dojrzała owiniętego kocem, chrapiącego w najlepsze Nathaniela, któremu spod okrycia ledwie wystawał czubek nosa. -Xii, czy widzisz to, co ja? - zapytała towarzyszkę, wskazując na śpiącego mężczyznę. -Owszem, widzę chrapiącego w najlepsze gościa - potwierdziła elfka. -Chyba trzeba go obudzić, nieprawdaż? - zauważyła Carys. - Już prawie południe, a my mamy jeszcze przed sobą daleką drogę... Xiitane spojrzała na towarzyszkę. -Co zamierzasz? -Zafundować mu szybką pobudkę z prysznicem. W ramach obciętej premii - zachichotała Carys. -Wchodzę w to - Xiitane uścisnęła jej rękę na zgodę. Milo i Arew zerknęli na spiskujące panny, ciekawi dalszego ciągu wydarzeń. Elfki szybciutko chwyciły zawiniętego w koc mężczyznę, jedna za nogi, druga za ramiona, i wrzuciły do potoku. Nathaniel zerwał się natychmiastowo na równe nogi i jak niepyszny wyskoczył na brzeg, gdzie Xiitane i Carys zataczały się ze śmiechu. -Która z was była tak dowcipna? - wrzasnął mokry nieszczęśnik. - Wy małe diablice!! -Postanowiłyśmy sprawdzić, jak dobrze znasz się na stróżowaniu - chichotała Carys - lecz obawiam się, że mizerny z ciebie strażnik, braciszku! Nathanielowi opadły ręce. -A więc to spisek! - syknął wściekle. - Zapamiętam to sobie, oj zapamiętam! - dodał, grożąc palcem, i podszedłszy do swego konia, zdjął jeden z tobołków i wyjął z niego suche ubranie. Dwa krasnoludy, które właśnie obudziły głośne okrzyki Nathaniela, tępo popatrzyły na swego, przemoczonego do suchej nitki pana, i zgodnie z elfkami ryknęły śmiechem. -Wy też przeciwko mnie?! - Nathaniel poczerwieniał na twarzy ze złości. -Nie gniewaj się, szefuńciu - poprosił Renbald, podchodząc do mężczyzny - ale to śmiesznie wygląda. -Co śmiesznie wygląda? - zapytał Nathaniel, odgarniając z czoła mokry kosmyk i groźnie marszcząc brwi. -Ee... Już nic - wyjąkał krasnolud i pomógł Nathanielowi się przebrać. Tymczasem Hagan zajął się fryzurą mężczyzny, wysłuchując jego niezbyt cenzurowanych zwrotów pod adresem ochroniarzy, dotyczących ich niekompetencji. Renbald miał nawet wątpliwą przyjemność otrzymać kilka razów kijaszkiem, który Nathaniel trzymał w dłoniach. -Wiesz co, on się chyba wściekł tak na poważnie - Xiitane mruknęła do Carys. - Może wrzuciłyśmy go na ostre kamulce i nieźle go pokłuło... -Przejdzie mu - odparła Carys. - Przynajmniej zapamięta na dłużej, że ładnym kobietom się nie odmawia - dodała, łobuzersko mrużąc oczy. -Chodzi ci o tę premię? - domyśliła się Xiitane. - Fakt, to było niegrzeczne z jego strony. Elfki z wesołymi minami podeszły do poszkodowanego. -To co jemy na śniadanie? - zagadnęła Carys. Nathaniel zmierzył ją groźnym wzrokiem i