Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 23 min czytania

Historia pewnej znajomości - Rozdział 13

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 13 OSTATNIA BITWA ORŁA

Uwolnieni z więzów rozpoczęli nerwową debatę, zastanawiając się, co teraz powinni zrobić. I choć krasnoludy i elfy podejrzliwie na siebie zerkały, gdyż nieufność pomiędzy ich rasami jeszcze na dobre nie zniknęła, to jednak wszyscy byli zgodni, że powinni znaleźć jakąś inną drogę ucieczki, niż ta, której dostępu strzegł ich prześladowca i poddana mu magia. Mimo, że mieszkańcy miasta na skale, o czym krasnoludy żarliwie zapewniały Nathaniela i resztę, stanęłyby po stronie zbiegów, jednakże nikomu nie kwapiło się do rychłego spotkania z Orłem i jego przyjaciółmi, o których, jak na razie, nie wiedziano nic pewnego poza tym, iż są brzydcy i brak im dobrego wychowania. Siedzący z boku Nathaniel uważnie przysłuchiwał się rozmowie, ciekaw, do czego dojdą jego towarzysze, chociaż jego tajemniczy uśmieszek zdradzał, że nie o wszystkim powiedział reszcie. -Powinniśmy raz na zawsze rozprawić się z Vajdimilem - odparła w końcu Carys. - Co z tego, że stąd uciekniemy, jeżeli on nadal będzie szkodził Krainom? -Carys ma rację - westchnął Nathaniel i ponurym wzrokiem powiódł po krasnoludach. - Może nie powinniśmy... -Siedź cicho! - zgromiła go elfka. - Już dosyć mieliśmy przez ciebie problemów! -Czy nigdy nie przestaniesz się na mnie gniewać? -Jesteś synem Orła i to przesądza sprawę! - zawyrokowała Carys. -Ale to mój brat... - zaczął Requel. -A skąd możesz mieć pewność, że jemu coś nagle nie strzeli do łepetynki i nie wyda nas w ręce swego uroczego tatusia? - syknęła drowka, wskazując na Nathaniela. - Pomógł nam uwolnić bliskich, ale to cwana bestyjka. Wiem o tym! -Widzę, że w końcu zaczynasz mnie doceniać, siostrzyczko... - mruknął Nathaniel, krzyżując ręce na piersi. - Ale rozumiem, wiem, kiedy mnie nie chcą. Pójdę już sobie. -Mowy nie ma! Pójdziesz i zameldujesz o wszystkim tatusiowi! Czyż nie do tego zmierzasz?! - krzyknęła elfka. - Póki co, jesteś też naszym jeńcem i radzę ci o tym pamiętać! Nathaniel usiadł więc posłusznie na jednym z kamiennych bloków, których pełno leżało dookoła, a zebrani debatowali dalej. -Nie chciałabym w to mieszać tych rudobrodych malców - odparła Xantipe. - W końcu to sprawa pomiędzy nami a Orłem. -Moja droga, ostroucha damo - zaperzył się jeden z krasnoludów. - Może i jesteśmy mali, ale za to bardzo waleczni! -Poza tym - dodał inny - jesteśmy na niego równie wściekli, co wy, elfy. Oszukał nas, proponując uczciwą pracę i wysoki zarobek. Tylko dlatego tu przybyliśmy... A tymczasem, jedyną zapłatę jaką od niego otrzymaliśmy to baty za naszą mordęgę w tych podziemiach. -Wiem coś o tym - westchnęła Deirdre, spoglądając na swe podarte ubranko. -My też mamy mu wiele do powiedzenia - rzekł inny krasnolud. -Lecz nie macie zbyt dużo mocy, aby z nim walczyć - zauważył Lacandros. -A więc, jeżeli nam na to pozwolicie - postanowił rudobrody, zapewne przewodniczący krasnoludzkiej grupie - zajmiemy się sługusami Orła. A co zrobicie z tym oszustem, to już wasza sprawa. Mam tylko nadzieję, że od nas też mu dołożycie, i że bardzo go to zaboli. Krasnoludzi ochoczo przytaknęli słowom swego niepisanego przywódcy i spojrzeli wyczekująco na elfy. -Zgoda - Lacandros zaaprobował propozycję. - Życzymy wam powodzenia. Krasnolud mocno uścisnął dłoń srebrnowłosego elfa i uśmiechnął się do niego, po czym krzyknął na swych ziomków. Ci natychmiast pochwycili leżące w ich zasięgu narzędzia, kilku z nich znalazło nawet jakieś miecze i włócznie, i ochoczo ruszyli za swym przywódcą. Chwilę później tupot ich nóg ucichł w korytarzu i reszta pozostała sama. Nathaniel ciekawie zerknął na towarzyszy, zastanawiając się, jakie są ich plany. -Zanim ruszymy na Orła - odezwał się Requel - musimy zrobić jeszcze jedną rzecz. -Jaką? - zapytała Xiitane. -Uwolnić panią Ifrenthynai - wypalił mężczyzna, na co trójka elfów dosyć żywo zareagowała. -Czyś ty do reszty zwariował?! - krzyknęła na niego Deirdre. - Chcesz uwolnić smoka?! Carys natychmiastowo zrzedła mina, gdy usłyszała, na jakiż to świetny pomysł wpadł Requel. -Smok? - wyjąkała Xiitane, robiąc wielkie oczy. -Przecież ona nas wszystkich zje! - Xantipe przytaknęła Deirdre. - Ostatnio była bardzo wściekła. O mało nie skończyłam jako pieczeń! -Ale mnie lubi - przerwał jej Requel. - Poza tym jest młoda smoczycą. Ifrenthynai może nam się przydać... -Do czego, młody człowieku? - zapytał Lacandros. -Tak samo jak my nienawidzi Orła... No i jest smokiem, a smoki potrafią być bardzo skuteczne, jeśli chodzi o bitwy - zauważył blondyn. - Proszę, musimy jej pomóc... -Ale klucz do jej obroży ma mój tata - przerwał im Nathaniel. - Boi się jej, dlatego kazał ją zakuć... -Miałeś siedzieć cicho! - krzyknęła Carys. -Niech mówi - odparł Lacandros. - To może być ważne. Nathaniel uważnie zerknął na Carys, wyczekując jej zgody na zabranie głosu. Elfka westchnęła. -Mów - rozkazała. -Chciałem powiedzieć, że Orzeł boi się smoczycy - zaczął. - Kiedyś, gdy był innym człowiekiem, opiekował się Ifrenthynai, przyjaźnili się. Ona, Vajdimil i Rhonna, która przygarnęła smoczycę, gdy ta była jeszcze bardzo mała... Ifrenthynai była córką pani Smoczych Urwisk... Powierzyła mu wiele sekretów swego ludu. Ale później Vajdimil poznał Melusę i wykorzystał tę wiedzę, by sięgnąć po władzę. Wtedy Ifrenthynai zbuntowała się i przestała go słuchać, dlatego kazał ją tu zamknąć. Wiedział, że ściągnęłaby mu na kark całą populację Smoczych Urwisk! Ona jest srebrną smoczycą, nienawidzi złych ludzi... - wyjaśnił Nathaniel. -Zginie tutaj, jeżeli jej nie uwolnimy - dodał Requel, wyczekująco spogladając na resztę. -Jak chcesz ją uwolnić, skoro klucz ma Orzeł? - zapytała Xantipe. - Widziałam jej obrozę. Nawet moja magia by jej nie zniszczyła. -Wykombinujemy coś, prawda siostrzyczko? - Requel poklepał przyjaźnie Carys po ramieniu. -W końcu jesteśmy specami w kombinowaniu! - przytaknęła mu drowka. -Ha, a już myślałem, że w tych podziemiach jest choć trochę bezpieczniej niż w Gnieździe Orła - westchnął Nathaniel. -To miała być aluzja do mojego kombinatorstwa? - Carys krzywo zmarszczyła brwi. -Skądże znowu... - Nathaniel uśmiechnął się łobuzersko. - Tylko słyszałem, że... - tu ściszył głos do konspiracyjnego szeptu - w tych podziemiach Orzeł więzi o wiele więcej nieszczęśników, niż myślicie... Ifrenthynai nie jest jedyna. Czasem można natknąć się tu na, powiem ogółem, niezbyt miłe istoty o dosyć wyszukanym pochodzeniu. I jeżeli się nie mylę, parę demonów tam też się schowało - dodał, wskazując na inny, teraz zamknięty, korytarz. Reszta spojrzała po sobie z niezbyt pewnymi minami. -Stąd moje stwierdzenie, że jak zaczniecie uwalniać tych wszystkich nieszczęśników, to może się zrobić niezły bigos. Zapadła ponura cisza. -A jeżeli się okaże, że tam tez siedzi ktoś kogo znamy? - cicho zapytała Xiitane. -Raz kozie śmierć! - odparła Carys. - Im tez się należy, no nie? Reszta przytaknęła jej z pewnym ociąganiem się. W końcu ruszyli skalnym korytarzem w głąb chłodnych podziemi. Na przedzie szedł Nathaniel, trzymając w ręku pochodnię. Za nim podążała Carys, trzymając w pogotowiu Lilarcora i bojaźliwie rozglądając się za boki. Tuż za nią trzymała się Xiitane. Arew posłusznie dreptał u boku swej pani a Milo na powrót schował się w kapturze Carys. Na samym końcu szły dwie elfie damy. Pochód zamykał Lacandros, trzymający drugą pochodnię. Korytarz nagle skręcił w bok i nasi znajomi stanęli jak wryci, ujrzawszy czającą się postać w mroku , która chwilę później z okrzykiem radości rzuciła się na szyję Xiitane. Reszta natychmiastowo pochwyciła nieznaną im istotę, która raczej nie miała zamiaru zbyt szybko się poddać i próbowała jakoś unieszkodliwić. -Inova?! - Xiitane prawie krzyknęła, gdy w "napastniczce" rozpoznała znaną jej osobę. Xantipe i Lacandros także wyglądali na bardzo zaskoczonych tym spotkaniem. -Co ty tutaj robisz? - pytała dalej srebrnowłosa elfka, pomagając wstać poturbowanej Inovie. -No wiesz... - zaczęła kobieta, przeczesując palcami włosy i otrzepując się z kurzu. - Powiedzmy, że pojechałam na małą imprezkę i trochę za dużo wypiłam. A później trafiłam do tej niezbyt miłej izby wytrzeźwień - skrzywiła się. - Na szczęście udało mi się wydostać... Carys z przerażeniem popatrzyła na istotę, która wyglądała jak ktoś rodem z najczarniejszych koszmarów. Bo Inova była najprawdziwszym demonem, a towarzystwo takiego osobnika było trudne do zaakceptowania przez Caryskę i jej Lilarcora. -Ale co ja widzę, moja droga, dobrałaś sobie niezłe towarzystwo - odparła wesoło, zerkając na drowkę, która mierzyła ją bacznym wzrokiem. - No no no, sam postrach Północy... Orzeł już chyba cienko gwiżdże, co? -No powiedzmy - skrzywiła się Carys. - Jedno pytanko... -Tak? - Inova uśmiechnęła się figlarnie. -Myślałam, że demony mają skrzydła... -Ach, o to ci chodzi - zachichotała demonia panna. - Nimbus mi się zepsuł, a zapasowego nie mam... Wiesz, to taki prototyp dla nielatających demonów - zaczęła wyjaśniać, widząc niezbyt mądrą minę Caryski. -Aha - mruknęła elfka, ni w ząb nie rozumiejąc o co chodzi Inovie. -To idziemy do pani Ifrenthynai? - zapytał w końcu Nathaniel. -O, widzę, że ten przystojniacha tez jest z wami - demonia panna uśmiechnęła się przymilnie. Nathaniel zarumienił się po same uszy i błagalnie spojrzał na Carys. -Przystojniacha? - tym razem to Xiitane nie pojęła słów przyjaciółki. -Och Xii, no wiesz jak to jest - westchnęła Inova. - Ty masz swojego Anaronka... -On już nie jest moim narzeczonym - przerwała jej elfka. -No proszę, ależ się pozmieniało... -Chcesz powiedzieć, że przystojniacha Nathanielek ci się podoba? - Carys z krzywym uśmieszkiem spojrzała na Inovę i ryknęła śmiechem. -Nie Nathaniel, tylko Vajdimil - mruknęła przyjaciółka Xiitane. - Ma niezły temperamencik... Ale z braku czegoś lepszego ten też może być - dodała, wskazując na pana Moreya, chowającego się za plecami Carys. -Czy moglibyśmy już skończyć ten niedorzeczny temat i iść dalej? - poprosił, spoglądając na drowkę, a później rozgladając się dookoła. - Wbrew pozorom, tu wcale nie jest tak bezpiecznie... I jeżeli nie chcecie, by sufit spadł nam na głowy, to lepiej zamilknijcie! A na wyjaśnienia znajdziecie czas później. -Ech, nie masz serca... Ale lepsze to niż siedzenie tutaj samemu i bredzenie do czterech ścian - podsumowała Inova. - Nawet myszy ostatnio się pochowały... Xiitane i Carys popatrzyły po sobie i zachichotały, gdyż znany im był powód nagłej przeprowadzki gryzoni. Towarzystwo, pod przewodnictwem Nathaniela, posłusznie ruszyło dalej korytarzem do miejsca, gdzie przebywała Ifrenthynai. Srebrna smoczyca wyglądała na zrezygnowaną i wyczerpaną. Leżała na boku, zajmując prawie całą powierzchnię małej, skalnej groty i z ponurym wyrazem pyska patrzyła ku wyjściu, za które nie mogła się ruszyć. Przytrzymująca ją obroża, której łańcuch przykuto do ściany jaskini, nie dawała jej zbyt dużego pola manewru. Metal boleśnie wpijał się w szyję smoczycy, powodując bolesne otarcia. Towarzystwo niepewnie zatrzymało się w wejściu, nie wiedząc, czy może zbliżyć się do Ifrenthynai. -Przyszliśmy cię uwolnić - odparł Requel, podchodząc bliżej i kucając koło pyska smoczycy, pogłaskał ją po policzku pokrytym niebiesko-srebrnymi łuskami. Z oczu Ifrenthynai popłynęło kilka łez. Mruknęła coś cicho i odwróciła łeb. -Przyrzekam, że zrobimy wszystko, abyś była wolna - powiedział mężczyzna. - Jesteśmy twoimi przyjaciółmi i nienawidzimy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Historia pewnej znajomości - Rozdział 13 — czytnik · opowiadania