Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

dla-dzieci · 15 min czytania

Historia pewnej znajomości - Rozdział 4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 4 CZEGO RUSZAĆ NIE WOLNO

Pierwsze promienie wschodzącego słońca delikatnie rozświetliły horyzont. Wielka, złota kula powoli wynurzała się zza górskich szczytów, majestatycznie zajmując swe miejsce na nieboskłonie. Rozświergotane ptaki wesoło oznajmiły początek nowego dnia... Xiitane uśmiechnęła się przez sen i nakryła dokładniej puchową pierzynką, jako że przez otwarte okno wdzierał się do środka pomieszczenia chłód poranka. -Pobudka!! - wrzasnęło nagle coś nad uchem elfki, która aż podskoczyła na tę komendę. - Do której to panna myśli spać, hę?! Xiitane ze zdziwieniem przetarła oczy i spojrzała na stojącą nad jej łóżkiem kobietę z dzwonkiem, którym uporczywie wywijała na wszystkie strony. -Ależ dopiero szósta - wymamrotała elfka, spoglądając na wiszący na ścianie zegar, i obróciwszy się na drugi bok, nakryła się na powrót pierzynką. - Jeszcze z godzinkę... -Ja ci dam godzinkę, śpiochu patentowany! - kobieta na nowo zaczęła gderać. - Kur już dawno zapiał! Co to za nowe porządki?! -Chce mi się spać - jęknęła Xiitane. - I niech pani już przestanie dzwonić tym żelastwem i, do licha, pójdzie sobie gdzieś! No cóż, po prawdzie to panna Vogel nie należała do rannych ptaszków a już tym bardziej nie lubiła, gdy ktoś przerywał jej sen w połowie. Do kobiety widocznie to nie dotarło, ponieważ czym prędzej zakasała rękawy i podniósłszy jeden z rogów łóżka, przechyliła je a nieszczęsna elfka potoczyła się po podłodze i dobiwszy do stolika całkiem się rozbudziła, gdy na jej głowie wylądowała miska z zimną wodą. -Ależ się panienka rozbija - kobieta pokręciła głową i podniósłszy Xiitane za kołnierz, podała jej ubranie. -To nie moje - odparła elfka, z obrzydzeniem odsuwając sukienkę na bezpieczną odległość. - Co za paskudny materiał! To gryzie! -Tylko niech panienka nie wybrzydza - kobieta ostrzegawczo uniosła lewą brew. -I na dodatek dziwacznie pachnie! Gdzie moje ubranie? -W pralni. Przechodzi gruntowne czyszczenie. -Aż takie brudne to ono nie było... -Hrabia nie zadaje się z pospółstwem. -A co to ma do rzeczy? -Pani ubranie sugerowało rynsztok. Xiitane popatrzyła na nią ze zgrozą. -Pani próbuje mnie obrazić! Pani wie, ile ja dałam za moje ubranie?! I próbuje mi wmówić, że... -Ja tylko stwierdzam fakty. Poza tym hrabia nie toleruje postkubistycznej mody. Zaopatruje się tylko u klasycznych projektantów - kobieta pouczyła Xiitane. -Post...co? - elfka zrobiła głupią minę. -Tylko bez ceregieli. Panienka założy tę sukienkę i grzecznie pójdzie na śniadanko. Już i tak jest panienka spóźniona. -Nigdy w życiu! - Xiitane gwałtownie zaprotestowała. -No to jestem zmuszona zastosować środki przymusu bezpośredniego - odparła wesoło kobieta. Zanim Xiitane połapała się, w czym rzecz, kobieta zadzwoniła dzwonkiem i do pokoju wbiegły dwie inne służące, które szybciutko unieruchomiły stawiającą opór elfkę i naciągnęły na nią nieznośny materiał. Chwilkę później chwyciły za szczotki i uczesały niesforne loki Xiitane w jakąś dziwaczną fryzurę. -Minuta i dwadzieścia pięć sekund - podsumowała "głównodowodząca" zamykając wieczko kieszonkowego zegarka. - Panienka Velmondo poddała się szybciej. No ale teraz to przynajmniej panienka wygląda na ludzi. -Jestem elfką - mruknęła Xiitane, ze zgrozą zerkając w lustro i rysującą się tam, wśród sterty koronek i falbanek, postać, której zupełnie nie poznawała. -Ale, jakem Kolma, porządek musi być. No a teraz marsz na śniadanie - zakomenderowała. -Czy możecie to ze mnie zdjąć? - pisnęła cichutko elfka, wyglądając zupełnie tak, jakby połknęła patyk. - Chyba za bardzo ścisnęłyście mi gorset... Kolma tylko skinęła na swoje podwładne, które w mig pochwyciły Xiitane i odtransportowały ją do jadalni. Tam szybciutko posadziły ją na krześle i czym prędzej zniknęły z pola widzenia. Elfka ze zdziwieniem popatrzyła wokoło... i o mało nie pękła ze śmiechu na widok Anarona, którego wciśnięto w jakiś gustowny garnitur z mnóstwem koronek i piękną muszką, utrudniającą mu poruszanie głową. Oczywiście jego przydługie włosy zapleciono w oryginalny warkoczyk przewiązany różową kokardką. Carys, nie mniej szczęśliwa od Anarona, miała na sobie suknię podobną do tej, jaką wciśnięto na Xiitane, tyle tylko że po gruntownym szorowaniu, które zaaplikowano wieczorem przybyłym, cera elfki bardziej przypominała kasztanowy kolor. Arew, miauczący przy krześle Xiitane, z mozołem starał się zerwać ze swej szyi zieloną kokardkę w niebieskie grochy z przywiązanym doń dzwoneczkiem, który czynił straszliwy hałas przy każdym ruchu kotka. Elfka ze zgrozą zauważyła, że kociak nieco wyłysiał, zapewne po jakiejś odpchlającej kąpieli, a jego pozostałe uwłosienie wyszczotkowano tak, by "stało na baczność". Siedzący przy Carys Milo z nieszczęśliwą minką przyglądał się swemu odbiciu w kieliszku, a pozostałe na jego łysej główce ostatnie piórko smutnie oklapło. Xiitane cichutko chrząknęła, tłumiąc śmiech, a później spojrzała na leżący przed nią talerz i całą masę sztućców o niewiadomym przeznaczeniu. -Czy mogłabym dostać łyżkę? - zapytała cichutko. Hrabia groźnie uniósł lewą brew a Anaron i Carys gestami dali jej do zrozumienia, że ma być cicho. Xiitane chwyciła więc pierwszy lepszy widelec i sięgnęła do najbliższego półmiska, w którym, o zgrozo, znajdowała się jakaś groszkowo - marchewkowa sałatka. Elfka skrzywiła się na widok potrawy, jednakże jej towarzysze jakoś nie protestowali, więc i jej nadgorliwa służąca nałożyła na talerz sałatkę. Elfka bez entuzjazmu zabrała się do opróżniania talerza, co okazało się nader trudne, gdyż widelec, jakim się posługiwała, wyginał się na zbyt twardym groszku, który w efekcie lądował gdzieś dalej na stole. Anaron objawiał podobne problemy i aktualnie wyławiał ziarenka grochu z kieliszka z winem. Xiitane bezradnie zerknęła na Carys, która wskazała jej odpowiedni do tej czynności widelec. Zanim elfka uporała się z niesforną sałatką, na jej talerzu wylądowała żytnio - kukurydziana mieszanka. Xiitane ostrożnie zerknęła na talerz, zastanawiając się, czy podejrzanie wyglądająca kukurydza nie zmieni się za chwilę w popcorn. Nic takiego jednak się nie stało i Xiitane zerknęła ponownie na Carys, prosząc o ratunek w doborze sztućców. Panna Velmondo tylko poczęła stukać o swój talerz w jakimś dziwnym rytmie i Milo przedefiladował między półmiskami i przyciągnął swej pani pojemnik z cukrem. -Acha - Xiitane mruknęła do siebie i ochoczo zaczęła stukać o swój talerz, jednakże bez spodziewanego efektu. Zamiast cukru, hrabia zaczął wystukiwać jej odpowiedź na swoim talerzu, której Xiitane niestety nie zrozumiała. -Mój tata mówi, że masz nadawać na wyższych falach, bo się dekoncentruje na jedzeniu - wyjaśniła jej Carys. - A propos, kukurydza z musztardą i oliwą nie jest zbyt smaczna. Xiitane tylko się skrzywiła i poprosiła stojącą nad nią służącą o inny zestaw śniadaniowy. W efekcie tego na jej talerzu wylądowała kolejna wegetariańska potrawa a elfka tylko głośno westchnęła. -Przecież ja mam zęby - odparła do służącej, wskazując na talerz, na którym leżał potarty ser z posiekanym pomidorem. W odpowiedzi na to służąca zabrała jej sprzed nosa talerz i podała obranego ze skórki ogórka. Xiitane ostrożnie postawiła na stole "jedzonko" i uśmiechnęła się głupiutko. -Carys, co będzie na obiad? - zapytała. - Bo już trochę zgłodniałam po tym groszku. -No właśnie. Mam nadzieję, że do obiadu już nas tu nie będzie - wystękał Anaron, odsuwając od siebie talerz z marynowaną papryką w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Historia pewnej znajomości - Rozdział 4 — czytnik · opowiadania