Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

dla-dzieci · 13 min czytania

Historia pewnej znajomości - Rozdział 5

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 5 Xii, Caryska i Anaron wyruszają w drogę

Dawno minęło południe, gdy Xiitane, Carys i Anaron w końcu zaleźli odpowiedni do wyprawy sprzęt, i panienka Velmondo zaprowadziła towarzyszy do stajni, w której ci mieli "zaopatrzyć się" w odpowiedni środek transportu. Xiitane i Anaron ciekawie zaczęli rozglądać się po przegrodach w poszukiwaniu odpowiednich wierzchowców, lecz wybór okazał się nader trudny, gdyż hrabia Velmondo posiadał bardzo wiele koni. Tymczasem Carys podeszła do przegrody, w której, po trudach podróży, odpoczywał wyczyszczony i wyszczotkowany Bri, prezentujący się teraz bardzo elegancko. Tylko zawiązana na jego ogonie różowa kokardka niezbyt pasowała do jego końskiego image i chyba wyjątkowo denerwowała Briego, który widocznie próbował już różnych sposobów na pozbycie się jej, lecz obecnie, z rezygnacją, leżał na sianie naniesionym w wielkich ilościach do jego przegrody, i krzywo spoglądał na wymiętoszoną kokardkę. -No i jak, staruszku? Gotowy do drogi? - Carys zapytała, uśmiechając się do konia i opierając ręce na biodrach. Bri tylko nerwowo wstrząsnął swą ciemną grzywą, która stanowiła dosyć ciekawy kontrast z jego prawie białą sierścią, pokrytą na brzuszku kilkoma ciemniejszymi plamkami, i obojętnie spojrzał na elfkę. -No dobra, obiecuję, że już nie będę kazała ci jeść marchewek - Carys westchnęła a Bri ciekawie nadstawił uszu. - Co powiesz na... sałatę? - zapytała, wyciągając z zawieszonej na ramieniu torby parę liści wyżej wymienionego warzywa. Bri tylko parsknął. -No dobra, może jabłuszka? - w drugiej ręce Carys pojawił się żółto - czerwony owoc, na widok którego Bri z niesmakiem odwrócił łeb. - To co ty w końcu chcesz?! Siana ci dali, a ty na nim raczysz tylko leżeć! Tam ci napakowali owsa, a ty ciągle wybrzydzasz!! Jeszcze trochę i zaczniemy tu posyłać kucharza z menu, bo szanowny koń nie umie się zdecydować, co chce zjeść! Bri parsknął i odwrócił łeb w drugą stronę. -Z tobą to się dogadać... Brak mi słów! Jesteś bardziej wymyślaty, niż mój "lewy" braciszek, który od wszystkiego dostaje wysypki! - Carys zawołała ze złością. Miała zamiar kontynuować, lecz spostrzegła, że jej towarzysze najwyraźniej zdecydowali się już w kwestii wierzchowców, w każdym bądź razie ostra wymiana zdań pomiędzy nimi świadczyłaby o tym. Carys podeszła więc bliżej, by lepiej zorientować się w sytuacji. -No i jak? - zagadnęła. - Już wybraliście? -Ja chcę tego - Xiitane wskazała na czarnego, dosyć wysokiego rumaka w charakterystycznych białych "skarpetkach". -Niezły wybór. Kirq to najszybszy koń w naszej stadninie, tylko... lubi być trochę uparty - zauważyła Carys. -Tak jak Anaron - mruknęła Xiitane, spoglądając na stojącego obok niej mężczyznę. -Wcale nie! To ja miałem jechać na tym koniu! - zaperzył się Anaron. -Nie wiesz, że kobiecie się ustępuje? Poza tym ten konik też jest niczego sobie - odparła srebrnowłosa elfka, wskazując na, stojącego w sąsiedniej zagrodzie, łaciatego, biało - brązowego wierzchowca. -Nie ma mowy! To klacz! Na takiej chabecie nie będę jeździł! - krzyknął Anaron. - Poza tym wygląda jak krowa z tymi łatami! Koń, o którym była mowa, najwyraźniej poczuł się urażony taką uwagą i chwilę później Anaron miał okazję do bliższego zapoznania się z sąsiednią ścianą po dosyć celnym kopniaku, jaki zaserwowała mu "chabeta". -Jak widać, Penelope jest dosyć humorzastym koniem - Carys zachichotała, pomagając wstać poturbowanemu Anaronowi. -Nie tylko widać, ale i czuć - skrzywił się poszkodowany, rozcierając nabitego na głowie guza. -No i ma za swoje! Nie musiał jej obrażać! - odparła Xiitane, krzywo spoglądając na towarzysza. - W końcu to też kobieta! Stojący obok Xiitane Arew uważnie zerknął na klacz i podrapał się po łebku. -Jeżeli ma zamiar tak traktować wszystkich facetów, to lepiej weźcie innego, mniej agresywnego konia - zamiauczał, odsuwając się na bezpieczną odległość. -Pan Caleb i tak by nie pozwolił jej wziąć - zakrakał Milo siadając na ramieniu swej pani. - To jego ulubiona klacz. -O wilku mowa - mruknęła Carys, gdyż do stajni właśnie wmaszerował jej rodzic z dosyć pokaźnym workiem przewieszonym przez ramię. -Miło mi znów widzieć moich drogich gości - odparł wesoło, podchodząc do podróżnych. -Co masz w tym worku, tatku? - zapytała Carys. -Cukier dla Penelope. -No tak, jeszcze trochę i koń nabawi się cukrzycy - stwierdził ponuro Anaron. -A pan to zdążył nawet sporo przytyć od naszego ostatniego spotkania - zauważył hrabia, podejrzliwie zerkając na Anarona. -Tutejsze pomidory bardzo mi służą - mężczyzna głupiutko uśmiechnął się. -A więc bardzo się cieszę - odparł hrabia i poklepał przyjacielsko Anarona po ramieniu. - Już myślałem, że... Wtem spod ciasno upiętego kubraczka Anarona zaczęły wysypywać się jakieś stare papiery i kilka zestawów sztućców, na widok których hrabia zrobił bardzo zdumioną minkę. "Ale wpadka" pomyślał ze zgrozą Anaron, a Xiitane tylko posłała mu groźne spojrzenie wyraźnie mówiące o tym, by miał się na baczności, ponieważ elfka jest bardzo na niego wściekła. -Obawiam się, że to nie od moich pomidorków tak pan przytył - powiedział hrabia. -Na to wygląda - westchnął Anaron. -Ale nic mi nie wiadomo o tym, abym miał jakiegoś klienta na te stare mapy - rzekł Caleb, spoglądając na stertę papierów leżących u nóg Anarona. - Widzę, że cierpi pan na "chroniczne nieodkładanie nie swoich rzeczy na ich miejsce po wcześniejszym zapoznaniu się z tymiż rzeczami", a to, jak panu wiadomo, jest bardzo groźnym choróbskiem, które należy tępić - pouczył hrabia. Anaron poczuł się trochę niezręcznie i postanowił jakoś uratować sytuację. -No cóż, tak sobie pomyślałem, że mogą się nam przydać w drodze. U pana hrabiego tylko brudzą się na półkach i żaden z nich pożytek - zaryzykował uwagę i dodał z teatralnym gestem rozpaczy: - Takie marnotrawstwo! -A dokąd to szanowny pan chce się udać? Na Wichrowe Wzgórza? Obawiam się, że to niezbyt ciekawy pomysł dla kogoś takiego jak pan. Taki wygłup ze strony mojej córeczki to bym jeszcze zrozumiał - zerknął ostrzegawczo na Carys, która zrobiła niewinną minkę - ale pan? Tam nawet nie ma nic do obrabowania! -No... Też racja, czułbym się dosyć bezrobotny, ale... tak się akurat składa, że pewien mój stary przyjaciel ma tam... pewne problemy ze swoimi wierzycielami... więc pan hrabia sam rozumie... - Anaron zaczął plątać się w odpowiedzi, a Xiitane tylko chwyciła się za głowę. - Przyjaciół nie zostawia się w biedzie, zwłaszcza kiedy mają jeszcze…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Historia pewnej znajomości - Rozdział 5 — czytnik · opowiadania