dla-dzieci · 23 min czytania
Historia pewnej znajomości - Rozdział 6
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 6 Nieproszony towarzysz podróży
Poranne słońce rzucało na świat trwożliwe, złote blaski, delikatnie budzące przyrodę ze snu. Zaspane ptaki wesoło witały swoimi ptasimi ariami wschodzącą złotą kulę. Krople rosy błyszczały niczym ogromne perły na pajęczych sieciach ścielących się gęsto na dywanach mchów. Małe, leśne dzwonki delikatnie poruszały się na wietrze, szemrzącym cichutko sekrety ciemnego gąszczu i rozpraszającym zalegającą nad ziemią gęstą mgłę. W Mrocznym Lesie wstawał kolejny, nowy dzień. Z mgły, unoszącej się nad niewielką polanką gdzieś wśród tego gąszczu, wynurzyło się kilka zaspanych postaci. Na samym przedzie, na siwawym koniu, jechała elfka o kasztanowej skórze i kruczych włosach. Jej połyskujące złotawo oczy niecierpliwie spoglądały na towarzyszy jadących kilka kroków za nią. Końska uprząż wesoło pobrzękiwała przy każdym kroku konia. Elfka nosiła na sobie fioletowawe ubranko ze złotymi zdobieniami, a do pasa miała przypięty miecz, na widok którego chyba wszystkie schwarzcharaktery w okolicy wiały z przerażeniem w oczach. Na ramieniu kobiety siedział kruk. Jak się zapewne domyślacie, była to Carys Velmondo, Postrach Północy. Jadąca za nią na karym wierzchowcu Xiitane dyskretnie ziewała i przecierała zaspane oczy, opatulona w swój zielony, tańczący z wiatrem płaszczyk, który mile ją grzał. Obok niej, w jednym z tobołków, siedział miauczący Arew, objawiający oznaki choroby morskiej, który co chwilę wychylał ze swej kryjówki łebek, by stwierdzić czy towarzysze wyjechali już z lasu. Na samym końcu pochodu wlokła się Penelope niosąc w siodle pojękującego Anarona, kurczowo trzymającego się jedną ręką pofarbowanej grzywy klaczy, a w drugiej ściskającego grube tomiszcze o wdzięcznym tytule "Zostań mistrzem makijażu", z którego mężczyzna (jak można było wywnioskować z jego miny) nic a nic nie rozumiał, i na dowód tego postękiwał co chwilę: "To niesłychane", "o kurczę pieczone" albo "ja nie mogę", które padało najczęściej podczas tego monologu. Carys, jadąca na przedzie, zatrzymała wierzchowca i Xiitane, która właśnie się z nią zrównała, zapytała niepewnie: -Jak długo jeszcze będziemy jechać przez ten las? To miejsce przyprawia mnie o dreszcze... -Chyba zabłądziliśmy - stwierdziła ponuro Carys, rozglądając się dookoła. -Że jak?! - wrzasnął Anaron, gwałtownie podnosząc się znad lektury, co nie było w tej chwili najlepszym pomysłem, gdyż znajdująca się tuż przed jego nosem gałąź ani myślała ustąpić i mężczyzna spadł z siodła. Penelope nie omieszkała podsumować tego złośliwym, końskim chichotem. -O żesz! - Anaron jęknął, rozcierając potłuczony nos i podniósł się z ziemi. -Obawiam się, że zapomniałam zabrać kompasu - Carys zrobiła niewinną minkę. -Moim zdaniem to chyba zapomnieliśmy jeszcze o wielu innych ważniejszych rzeczach - zauważyła Xiitane. -Na przykład szprotki w puszcze - zamiauczał Arew z głębi tobołka. - I Malox na zgagę! -Popcorn! - rzucił Milo siedzący na ramieniu Carys. -I moje marchewki! - zarżał Bri. - Zęby można sobie połamać na tych sucharkach! A tylko one nam jeszcze zostały. -A może one są jakieś przeterminowane? - Xiitane zastanowiła się, dokładnie lustrując sucharki. -No co ty, kotku. Im starsze tym lepsze - mruknął obojętnie Anaron a reszta popatrzyła na niego ze zdziwieniem. - Jak wy nie chcecie to więcej zostaje dla mnie - dodał i wziąwszy sucharki z rąk elfki zaczął je konsumować. Xiitane i Carys popatrzyły po sobie i głośno westchnęły a Arew zamiauczał żałośnie: -To były nasze ostatnie sucharki na czarną godzinę, a ten je po prostu zeżarł! I co my teraz będziemy jedli? (Zainteresowanym wyjaśniam, że nasi przyjaciele już od dobrych kilkunastu dni bezowocnie błąkali się po Mrocznym Lesie, który nie wiedzieć czemu zyskał taką dziwną nazwę, i w międzyczasie zdążyli trochę za szybko zjeść zapasy, które wzięli na drogę, w czym Anaron był nadzwyczaj gorliwy, i niestety zostały im już tylko wyżej wymienione sucharki.) -Damy radę - stęknęła Carys. - W końcu kiedyś musimy wyjść z tego przeklętego lasu! -No to ruszajmy - odparła Xiitane i groźnym wzrokiem zmierzyła Anarona, delektującego się ostatnim i chyba najtwardszym sucharkiem. Towarzystwo ruszyło więc w dalszą drogę, rozpoczynając przy okazji nieoficjalny post, jednakże zanim minęło południe brak żywności dał im porządnie w kość. Nieszczęsny Arew zaczął już mieć omamy wzrokowe co do kruka siedzącego na ramieniu Carys, który dla kota mógłby być równie dobrze niezłą pieczenią w sosie własnym. Xiitane i Carys dzielnie znosiły uporczywe wyrzuty żołądków domagających się jedzenia, czego nie można było powiedzieć o Anaronie, zaczynającym już nawet bredzić coś o sklepie monopolowym i paru procentach, które miały postawić go na nogi. Jego towarzyszki zaczęły wręcz podejrzewać, że to objaw zjedzenia zbyt twardych sucharków, które chyba zaległy Anaronowi na żołądku. Nagle Carys usłyszała dobiegający z zarośli dziwny szelest i, zatrzymawszy Briego, dobyła miecza, by odeprzeć ewentualny atak niezidentyfikowanego kogoś czającego się w gęstwinie. Xiitane nerwowo spojrzała na towarzyszkę, a potem na szeleszczące krzaki, próbując zgadnąć, cóż to takiego może być. -Ja się boję - pisnęła cicho Xiitane. - To chyba coś dużego. -Spoko, kotku - jęknął Anaron. - Jak wydobrzeję to spuszczę niezłe manto temu czemuś! Nie będzie straszyło mojego cukiereczka! -Na razie to ty mnie przerażasz swoim widokiem - westchnęła złośliwie Xiitane. Nagle szelest ucichł i Carys odparła wesoło: -Chyba sobie poszło. I po strachu. Anaron już miał odetchnąć z ulgą, gdy nagle z zarośli wypadł... poturbowany kurczak. Towarzystwo o mało nie dostało zawału na jego widok, natomiast sam drób, uszczęśliwiony widokiem elfich podróżnych, zagdakał radośnie. -Czołem, bratkowie! Gdak! Widzę, że równi z was goście i skorzy do pomocy, gdak. Nie podrzucilibyście biednego Marewa do Tripolis? Gdak, zapewniam, że to tylko kawałek drogi stąd, a mi już łapki odpadają! Marew musi tam pogadać z jednym szurniętym magiem, który go tak urządził! Gdak! - zagdakał kurczak a nasi bohaterowie zaczęli zastanawiać się nad tym, co właśnie zobaczyli. -Obiło mi się o uszy coś o chorobie wściekłych krów - głośno pomyślał Anaron. -A może to wściekły kurczak? - Carys podchwyciła wątek, uważnie przyglądając się podskakującemu drobiowi. -Myślicie, że on gryzie? - Xiitane wyraziła pewną obawę i wszyscy spojrzeli po sobie. -No co wy?! Gdak! Gadającego drobiu nie widzieliście, czy co?! - zagdakał kurczak. -A może my mamy zbiorowe halucynacje? - stwierdził Anaron. -Taa, Ani! Zwłaszcza ty masz halucynacje, jak nie dostaniesz paru procentów! - dodała zgryźliwie Xiitane a później spojrzała na oblizującego się Arewa, którego głowę zapewne w tej chwili musiała zaprzątać myśl skonsumowania pierzastego przybysza. -Gdak! Czy ktoś mnie tu w ogóle słucha?! - wrzasnął oburzony kurczak. -Hej, kompania, a co myślicie o pieczonym drobiu? I to całkiem za darmo? - zaproponował Anaron. -To jest myśl! - zauważyła Carys i wszyscy rzucili się za kurczakiem, który, zorientowawszy się, iż tu chodzi o jego piórka, dał dyla w krzaki. Towarzystwo z Anaronem na czele ruszyło za nim, lecz sprytny drób ani myślał zostać pieczenią. W rozpaczliwej próbie ucieczki wskoczył na najbliższe drzewo i zaczął "wspinać się" na wyższe gałęzie. Xiitane i Carys ze zrezygnowanymi minami popatrzyły za uciekającym kurczakiem, lecz Anaron podjął się karkołomnej próby ściągnięcia uciekiniera na ziemię. Szło mu to nawet nie najgorzej i Xiitane musiała przyznać, że choć raz narzeczony do czegoś jej się przydał. Kurczak natomiast, widząc, że pościg siedzi mu na karku, rozpoczął żmudną wspinaczkę na cieńsze gałęzie. Niestety Anaron okazał się szybszy i wkrótce schwycił uciekającą pieczeń za szyję. -No i co ty na to? - zapytał tryumfująco. -Ty &$@#!!!* Gdak! Połamiesz mi wszystkie kosteczki, gdak! Gburze jeden! A wiesz, że, gdak, upadek z takiej wysokości grozi poważnymi urazami głowy, gdak?! - pisnął kurczak. -Ups, o tym nie pomyślałem - stwierdził Anaron, gdy gałąź, na której stał, zaczęła wydawać zatrważające dźwięki, a chwilę później wraz z delikwentami poszybowała w dół. - O kurczę pieczone... - wyjąkał mężczyzna, gdy w chwilę po upadku ziemia pod nim przestała się trząść. -Jakie pieczone?! Gdak! Moim zdaniem chcecie mnie przerobić na kotlety! - zagdakało spod Anarona. - Przynajmniej już wiem, jak się czuje maltretowany naleśnik, gdaaaak! Anaron tylko stęknął i z wielkim trudem spróbował stanąć na nogach. -Odjazdowy lot - wymamrotał podpierając najbliższe drzewo. -Ta gałąź chyba za mocno uderzyła cię w głowę i klepki ci się do reszty poprzestawiały - westchnęła Xiitane a Arew dodał z wyrzutem: -No i popatrz, co zrobiłeś z naszą piękną pieczenią! Anaron krzywo spojrzał na rozpłaszczonego na ziemi kurczaka, który zabawnie mrugając oczkami, spoglądał na otaczające go towarzystwo. -To jak, zabierzecie mnie do Tripolis? gdak! - wyszczerzył ząbki, a Carys, ostrożnie podniósłszy go za nóżkę, stwierdziła z niesmakiem: -Wiecie co, chyba sobie darujemy. Nie lubię brutalnych scen. -Masz rację. Jestem bardzo niesmaczny, gdak, i żylasty! Gdak! Żaden ze mnie pożytek! -Ale nawijać to umiesz jak katarynka - odparł Anaron. -No co wy, moi drodzy, gdak. Ja chcę tylko do Tripolis! -A co my będziemy z tego mieli? - zapytała podejrzliwie Xiitane. -Powiem wam, jak wyjść z tego lasu, gdak - zaproponował kurczak. - Przysługa za przysługę, co wy na to? -No to nawijaj, a my się zastanowimy, czy warto zrobić z ciebie kotlety - rzekł Anaron. -Eee... Wybaczcie, moi drodzy, ale nie umiem objaśniać, kiedy wiszę do góry nogami, gdak. Moglibyście postawić mnie na ziemi? Gdak! Proooszę! Carys westchnęła i chwyciła kurczaka za szyję. -Na ziemi cię nie postawię, bo masz za szybkie nóżki, ale chyba w takiej pozycji możesz już objaśniać - powiedziała ze zniecierpliwieniem. -Gdak! W co ja się wplatałem, kurka wodna, a mamusia zawsze mi powtarzała, żebym trzymał się z dala od nieznajomych, gdak - zapiszczał kurczak. - Ja się nabawię nerwicy, skończę w Wariatkowie, gdak, dostanę fiksum dyrdum! Gdak! To zbyt stresująca praca! -Będziesz w końcu gdakać od rzeczy, czy mamy cię od razu wrzucić na patelnię?! - ryknęła poirytowana Carys, aż kurczak skulił się ze strachu. -Z tej perspektywy mi nie odpowiada, gdak - zagdakał, przebierając nóżkami. - A jest tu może jakiś mag? -A ty co znowu kombinujesz? - krzyknęło chórem towarzystwo. -Tak sobie pomyślałem, gdak, że skoro moja kadencja, jako kurczaka, raczej dobiega już końca, gdak, więc może, gdak,... Bo widzicie, biedny Marew wcale nie chce być kurczakiem, tylko boi się iść do Drakoniusa sam, gdak. Bo Drakonius wypatroszy mu piórka, więc Marew szuka pomocy, gdak... - wyjaśnił kurczak. -A ten Drakonius to kto? - zapytała podejrzliwie Xiitane. -To ten świrus, gdak, który zrobił ze mnie kurczaka. -Myślicie, że blefuje? - zastanowił się Anaron. -Jak dla mnie, to on raczej uciekł z Wariatkowa - zakrakał Milo. -Pięć lat za sam wygląd... - zaczął Bri. -... I na patelnię - Arew dokończył z niecierpliwością. -To może przynajmniej spróbujemy odczarować tego biedaka - zaproponowała Xiitane. -I znowu nici z kolacji - stęknął Arew. -No dobra, Xii, niech stracimy. Jednym kurczakiem i tak się nie najemy, więc możesz spróbować go odczarować - zdecydowała w końcu Carys a drób na tę informację zagdakał radośnie. -Więc pomożecie biednemu Marewowi, dzięki, gdak! Dzięki! Marew będzie o was śpiewał ballady! -Niezły początek kariery - westchnęła Xiitane,…