Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 21 min czytania

Historia smutnej dziewczyny

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Opowiem Wam historię mojego życia.

Ale może na początku Wam się przedstawię. Mam na imię Paulina i mam jeszcze nieskończone 18 lat. Mieszkam w domu dziecka. Dlaczego? Czytajcie dalej a się dowiecie… Urodziłam się w 1993 roku. Miałam lekką wadę serca, ponieważ moja mama paliła po kryjomu szpitalnej toalecie papierosy. Nie miałam taty. A może miałam, ale matka mi nie chciała powiedzieć. Wychowywałam się przy babci i sąsiadce. Były trudne czasy. Mało pieniędzy i brak pracy… Lata mijały, ja rosłam jak na drożdżach. Byłam pociecha całej rodziny, jednak… Pewnego dnia zjawił się on… I od niego wszystko się zaczęło… Na początku przynosił mamie kwiaty, mi czekoladki. Jednak sielanka nie trwała długo. Urosłam, zaczęłam chodzić do szkoły. Byłam prymusem, lubiłam naukę, a gdy tylko widziałam książki to moje oczy robiły się wielkie. Nadszedł czas Pierwszej Komunii św. Moja rodzicielka nie miała zbytnio pieniędzy, lecz starała się o miłą uroczystość. Przybyli goście. Zarówno ze strony mamy, jak i Edka, bo przecież on też należał do rodziny… Z roku na rok z nauką szło mi coraz gorzej. Przeprowadziliśmy się w nowe miejsce. Nowa szkoła, nowi znajomi. Mi się podobało, ludziom nie. Zaczęłam opuszczać lekcje, lekceważyłam słowa matki. Jednak z czasem i ona zaczęła lekceważyć moje słowa… Zaczęła pić! Na początku okazjonalnie, po troszeczku. Jednak to ja wciągało. Zaczęła przepijać wszystkie pieniądze, a gdy ich brakowało, chodziła i pożyczała od ludzi. Jej partner przez cały ten czas jej towarzyszył. Ale wszystko do czasu!... Nastał rok 2006. Mama nie pracowała, Edek zarabiał marne grosze. Jak zwykle siedzieli cały dzień i pili. Ja się bawiłam na podwórku z koleżankami. Nagle usłyszałam: -Paulina! Paulina!- Krzyczała matka. -Słucham mamo?- Odpowiedziałam. -W tej chwili do domu, ojciec jest zły! -Dobrze już idę!- Moja mina już niebyła szczęśliwa. Wiedziałam, że czeka mnie lanie. Gdy weszłam do domu, od progu słyszałam lecące w moją stronę wyzwiska. -Ty niewdzięcznico, co Ty sobie wyobrażasz? Szlajasz się po dworze, zamiast się uczyć! W tej chwili do pokoju- krzyczał. Bez słowa odeszłam. Gdy po chwili wyszłam z pokoju, żeby pójść do toalety, dostałam w twarz. Zaczęłam płakać. Nie wiedziałam, za co mi się oberwało. Ledwo się obróciłam, poczułam ból na tyłku od paska. Ojczym zaczął mnie bić, baz opamiętania. Na oślep. Płakałam, matka krzyczała. Wybiegłam z domu, cała zapłakana. Siedziałam na schodach, gdy podeszła do mnie sąsiadka. -Nie płacz! Za chwilę przyjedzie policja. Minęło około 30 minut, gdy nadjechał radiowóz. Zabrali mnie i rodziców na komisariat, gdzie składałam zaznania. Funkcjonariusze byli niezbyt mili dla mojej matki i jej partnera. Podjęli decyzję, że nie mogę spać w domu i zawieźli mnie do Pogotowia Opiekuńczego w Zielonej Górze. Tam spędziłam noc, a gdy rano poszłam do jakiejś nieznajomej pani i spytałam się, kiedy wrócę do domu, ona odpowiedziała mi: - Dziecko drogie, czy Ty o niczym nie wiesz? Ty już nie wrócisz do tego piekła. Nie mogłam zrozumieć tych słów. Miałam tak mało lat, a już wiedziałam, że moje życie nie ma sensu. Chciałam z kimś porozmawiać, z kimś, kto mnie dobrze zna i rozumie. W głowie miałam tylko jeden numer telefonu. Był to, numer do mojej chrzestnej matki, młodszej siostry mojej rodzicielki. Dali mi telefon i powiedzieli żebym długo nie rozmawiała. Wystukałam cyferki i przyłożyłam telefon do ucha: - Halo? – Zabrzmiał głos po drugiej stronie. - Dzień dobry ciociu! To ja Paulina- mój głos stawał się coraz niższy i drżał. Zaczęłam płakać. - Dziecko, co się stało? Dlaczego płaczesz? Od kogo dzwonisz?- Pyta zdziwiona ciocia. - Ciociu ja jestem w Pogotowiu Opiekuńczym w Zielonej Górze. Mama znowu była pijana - powiedziałam, a moje słowa mówiły same za siebie. - Za godzinę do Ciebie przyjadę. Nie martw się wszystko będzie ok – kończyła ciocia. Rozłączyłam się i poszłam do pokoju. Usnęłam. Obudziłam się, gdy do pomieszczenia weszła moja chrzestna. Przytuliła mnie i powiedziała, że była u mnie w domu, a moja matka nawet nie wiedziała gdzie ja jestem. Przywiozła mi moje ciuchy. Posiedziała, pogadała i pojechała. Mijały dni, tygodnie, miesiące, gdy pewnego dnia zadzwoniła do mnie mama. Chciała mnie odwiedzić. Pytała mnie czy może. Pozwoliłam. Przyjechała raz, drugi, trzeci. Zaczęła się starać o to żeby mnie zabrać do domu. Miała ograniczone prawa do mnie, dlatego tak łatwo nie było. Po dłuższych staraniach mamy, wróciłam do domu. Minął rok, ja nie miałam żadnej szansy na zdanie do II klasy gimnazjum, ponieważ moje oceny z pierwszego półrocza nie dotarły do szkoły. Na drugi rok nie chciało mi się chodzić na lekcje. Coraz częściej chodziłam na wagary, piłam alkohol, paliłam papierosy. Byłam po prostu zdemoralizowana. Moja matka nadal piła. Uciekałam z domu, bo nie chciałam patrzeć jak Edek bije moja rodzicielkę, a gdy stawałam w jej obronie i mi się obrywało. Dwa lata później dostaliśmy pismo o eksmisje z domu za długi. Był to ciężki czas. Szukanie nowego mieszkania itp. Mnie coraz częściej nie było w domu. Zamieszkałam u mojej przyjaciółki niedaleko Sulechowa. To ona mi dawała pożywienie, ciuchy, schronienie. Moi rodzice dostali mieszkanie, w obskurnej kamienicy, z jednym pokojem, bez łazienki. Wróciłam, bo matka mnie straszyła ośrodkiem. Spałam w kuchni na ziemi. Edek stracił prace, przez picie, więc tylko mama utrzymywała dom. Coraz częściej lodówka była pusta, a butelek po wódce więcej. Pewnego dnia Edek przesadził, pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. 1 listopada 2009 rok. Przyszłam rano do domu po imprezie przebrać się, z zamiarem pójścia na cmentarz. Oni, jak zwykle spali pijani. Gdy się przebierałam, ojczym się obudził i zaczął krzyczeć, co ja tu robię. Uderzył matkę za to, że mnie wpuściła do mieszkania i rzucił się na mnie. Bił mnie po twarzy, ciągnął za włosy, kopał. Płakałam i krzyczałam, a moja własna matka stała obok i się patrzała. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Była to Angelika, moja przyjaciółka, która po mnie przyszła. Krzyknęłam do niej: - Angela biegnij po Marcina, on mnie zaraz zabije. Marcin był to mój chłopak, który na mnie czekał. Po omacku złapałam to, co miałam pod ręką, a była to metalowa rurka i na oślep nią machałam. Trafiłam ojczyma w rękę, on syknął z bólu i mnie puścił. Wtem do mieszkania wpadł Marcin i rzucił się na Edka. Zaczęli się szarpać tak, że trafili na korytarz. Mój chłopak bił ojczyma na leżąco, nagle partner mojej matki nabrał siły i wziął Marcina za głowę i próbował go wywalić przez okno. Usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Edek wbiegł do domu i chwycił nóż, zaczęłam krzyczeć i zamknęłam mu drzwi przed twarzą. Szybko uciekliśmy stamtąd. Na szczęście Marcin miał na głowie czapkę i nic groźnego mu się nie stało. Poszliśmy na groby i próbowaliśmy o wszystkim zapomnieć. Ale tak się nie dało. Przez jakiś czas mieszkałam u chłopaka, ale nastał dzień, w którym niestety się rozstaliśmy. Nie mogłam tego ścierpieć. Płakałam przez kilka dni, a w nocy budziłam się z krzykiem. Przez jedną małą głupotę straciłam chłopaka, z którym miałam plany i z którym mi się układało. Tak bardzo go kochałam. Ale żyć trzeba było dalej. Kto powiedział, że życie jest łatwe? Starałam się uczyć, ale mi nie wychodziło. Imprezy były dla mnie ważniejsze. Żeby zapomnieć wróciłam do Okunina. Co weekend jeździłam do Moniki i się dobrze bawiłam. To tam spędziłam najwspanialsze chwile w moim życiu. Drugim takim drastycznym dniem od 1 listopada był 12 luty 2010 rok. Piątek. Jak co weekend miałam jechać do Okunina, więc po szkole poszłam z Moniką do domu po ciuchy. Gdy weszłam do mieszkania, zobaczyłam tam starszą siostrę mojej matki, za którą nie przepadałam, pijana i pijącą alkohol z moimi rodzicami. Na samym wejściu zaczęłam: -, Co tutaj się dzieje? Znów bar robicie z mieszkania? Wynosić mi się stąd!- Powiedziałam i wyrzuciłam rzeczy gościa za drzwi. Wtem oburzył się Edek i zaczął wrzeszczeć: -, Co Ty niewdzięcznico wyprawiasz? Wynoś mi się stąd! To nie twój dom! Czego tu szukasz?- Darł się popychając mnie w stronę drzwi. Zaczęłam się z nim przepychać, gdy między nas wstąpiła ciotka: -Paulina, wynoś się. Zobaczysz ja Ci załatwię, to, że wylądujesz w ośrodku! Oddaj mi moje rzeczy!- Szarpała mnie i uderzyła w twarz. Rozgniewana oddałam jej i zaczęło się bójka. Trwało to odłamki sekund, bo Edek tak mnie popchnął, ze wpadłam na drzwi, które się otworzyły i zleciałam ze schodów. Tego było za wiele. Mówię do Moniki tak: - Idziemy do szkoły, ja powiem to wszystko Pani pedagog. Ona musi coś z tym zrobić. Mam tego serdecznie dość. I poszłyśmy. Powiedziałam wszystko, a pani pedagog zadzwoniła do mojej kuratorki. Pani kurator przyjechała i mnie zabrała do siebie, gdzie miałam czekać na policję, która miała mnie odwieźć do Pogotowia Opiekuńczego w Zielonej Gorze gdzie byłam parę lat wcześniej. Pożegnałam się z Moniką, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to będzie długie rozstanie. Gdy dotarłam na miejsce, w którym miałam spędzić swój najbliższy czas, zobaczyłam wielu znajomych, którzy byli tu wcześniej. Z reszta zapoznałam się i było super. Czas mijał. Ja chodziłam do szkoły, miałam dobre oceny, miałam nawet taką dobrą koleżankę, z którą się dogadywała, a jej mama chciała mnie zabrać do swojego domu. Jednak pewnego dnia Pani psycholog mnie zawołała do swojego gabinetu i powiedziała tak: - Posłuchaj! Jesteś już tu miesiąc czasu, to dość długo. Wiesz, że nie będziesz tu do 18-stki, bo to jest niemożliwe. Mam dla Ciebie dobra wiadomość. Zapadła chwila ciszy. - Pojutrze przyjedzie po Ciebie Pani, z PCPR i zabierze Cie do twojego nowego domu. Znaleźliśmy dla Ciebie dom dziecka w miejscowości X. Cieszysz się? Moje oczy zrobiły się malutkie i zaczęły mi z nich płynąć łzy… Nie wierzyłam w to, co przed chwilą usłyszałam. - Nie to niemożliwe. Pani Ewo niech pani powie, że pani żartuje. Ja chcę zostać tutaj, nie chcę jechać gdzie indziej. Proszę, ja będę grzeczna! Ale moje słowa szły na marne. Wróciłam do szkoły i powiedziałam to Ani. Ania się popłakała. Dwa dni później z samego rana po mnie przyjechali. Wsiadłam do samochodu z zamiarem nie odzywania się przez całą drogę. Ale rozmowa sama się rozkleiła. Pani mi opowiadała, że można mieć tam zwierzęta, każdy ma swój pokój, a na końcu powiedziała, że ten dom jest prowadzony przez siostry zakonne. To oznaczało, że będę musiała chodzić do kościoła. Ja Paulina i kościół. To nie jest…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%