Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 13 min czytania

Historia Suriva

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Moje życie rozpoczęło się w małym miasteczku Illid. Stało się to dzięki moim rodzicom- Heraldowi i Amorji. Kilka lat po mnie urodził im się drugi syn. Dali mu na imię Natius. Nasz dom nie należał do najładniejszych, a już na pewno nie do największych. Mimo to bardzo lubiłem tam przebywać. Być może była to zasługa otaczających mnie ludzi, którzy na każdym kroku dawali mi poczucie bezpieczeństwa i sprawiali, że czułem się tu dobrze. Nie martwiłem się zanadto o pieniądze, gdyż ojciec i matka mieli ich wystarczająco dużo. On wykuwał miecze w pobliskiej kuźni, a ona zajmowała się szyciem ubrań. Kiedy było nam naprawdę źle, szliśmy do mieszkającego 20 kroków od nas znajomego – Mistrza Solidusa. Był to staruszek niskiego wzrostu, z długą siwą brodą i takiego samego koloru włosami. Dużo przeszedł w swoim życiu. Był kiedyś potężnym wojownikiem, który wspaniale władał rapierem i przed którym w popłochu uciekali złoczyńcy. Walczył z wieloma kreaturami, strasznymi wężami i smokami. Lubiłem odwiedzać jego chatę, dlatego że opowiadał wspaniałe historie ze swojego dzieciństwa. Postanowiłem, że będę taki jak on. Obiecał, że gdy nadejdzie czas, pomoże mi to osiągnąć. Codziennie przed snem wyobrażałem sobie siebie jako dzielnego i szlachetnego młodzieńca. Mijały lata, miesiące i tygodnie, aż wreszcie przyszedł dzień, w którym otrzymałem wykuty przez tatę miecz. Z początku nie mogłem go podnieść. Po kilku próbach udało mi się jednak utrzymać go przez paręnaście sekund, a z każdym kolejnym dniem było już coraz lepiej. Pewnego dnia stwierdziłem, że najwyższy czas poprosić mistrza o spełnienie obietnicy. Poszedłem więc do niego i przypomniałem to, co powiedział tamtego dnia. Po raz kolejny pokazał, że jest honorowym człowiekiem i że jego słowa nie giną na wietrze. Od tego dnia zaczęły się nasze treningi. Składały się one z trzech półgodzinnych zajęć i dwóch dwa razy krótszych przerw. Zrobiły na mnie wrażenie jego metody nauczania. Uczył mnie skutecznego unikania ciosów, tłumaczył, co robić, aby ciosy były efektywniejsze i robił to wszystko z anielskim spokojem, ani razu nie unosząc się gniewem. Z jego lekcji wynosiłem dużo ciekawych i nowych umiejętności lub wiadomości oraz zawsze wracałem do domu w pozytywnym nastroju. Oczywiście, jak każdy człowiek, miał kilka wad, ale były to drobne tylko, niezauważalne szczegóły. Tak wyglądała moja egzystencja, do czasu gdy mój nauczyciel odezwał się do mnie w ten oto sposób :

- Zaszedłeś bardzo daleko, chłopcze. Nadeszła pora, byś sprawdził swoje umiejętności nabyte w czasie treningów i wyruszył w daleką podróż. Może ona być trudna i niebezpieczna, czasem wręcz niemożliwa. Mam nadzieję, że pamiętasz wszystko, czego cię nauczono i wystarczy to do ukończenia tego zadania. Weź ten oto list i oddaj go w mieście Fandan człowiekowi imieniem Granaht. Kieruj się na południowy-wschód. Powodzenia. - Tak uczynię. Dziękuję mistrzu. Za wszystko.

Ponieważ już się ściemniało, zaplanowałem, że wyruszę jutro przed południem. Wróciłem więc do domu i opowiedziałem o powierzonej mi misji. Początkowo rodzice nie byli przekonani co do tego pomysłu, ale w końcu zmienili zdanie. Mogłem wtedy nareszcie położyć się wygodnie spać. Następnego dnia obudziłem się wcześnie, zabrałem wszystkie niezbędne przedmioty i o zamierzonej godzinie opuściłem wioskę. Obyło się bez czułych pożegnań, co było mi na rękę, gdyż nie przepadam za czułościami. Myślami byłem daleko od ciała. Bowiem nie mogłem przestać zastanawiać się nad tym, co mi się przytrafi, kogo spotkam i co pokonam w niedalekiej przyszłości. Podnosiła mnie na duchu myśl, że uczyłem się u dobrego wojownika, który z pewnością nie zmarnował tych spędzonych ze mną godzin. Wierzyłem, że dzięki niemu ta podróż nie zakończy się dla mnie kompletnym fiaskiem. Tymczasem gdy ja tak rozmyślałem, po pewnej chwili wędrowania dotarłem do lasu. Napotkałem tam kilka zwierząt – wiewiórkę, jakieś ptaki i kilka małych małp - , które nie stanowiły dla mnie zagrożenia i kilka nieco agresywniejszych – dziki, wąż - , które przypłaciły to życiem . Nie były one jednak wymagającymi przeciwnikami, był nim dopiero niedźwiedź. Walka z nim rozpoczęła się od mojego ciosu mieczem w jego brzuch. Przeraźliwie zaryczał z bólu, a potem nieoczekiwanie uderzył mnie łapą w twarz. Myślałem, że nie zniosę tego bólu. Jednak zebrałem się w sobie i udało mi się uderzyć ponownie. Chciał kontratakować, ale chybił. Wykorzystałem ten błąd wroga i z całej siły wbiłem miecz w jego ciało. Jednak okazał się być silnym zwierzęciem, gdyż i to wytrzymał. Tego było już dla mnie za wiele. Straciłem panowanie nad sobą i wściekły zacząłem machać bronią na wszystkie strony jak opętany, tak, że oszołomiony niedźwiedź nie był w stanie nic mi zrobić. Po chwili padł martwy na ziemię i więcej go nie widziałem. Odetchnąwszy z ulgą kontynuowałem swoją misję. Idąc, miałem dziwne wrażenie, że ktoś obserwuje moje kroki. Rozejrzałem się dookoła, ale nic nie dostrzegłem. Pomyślałem, że to skutki zmęczenia po zmaganiu z potężnym przeciwnikiem. Dlatego wymyśliłem, że tu spocznę na godzinę lub dwie. Wyciągnąłem prowiant i rozpocząłem odzyskiwanie sił. najedzony położyłem się na trawie i zdrzemnąłem. Śnił mi się Solidus walczący z ogromną jaszczurką. W pewnej chwili zjawiłem się i pomogłem mu w walce ze stworem. We dwóch szybko go pokonaliśmy. Chwilę później dotarliśmy do granic miasta, o którym mówił mi na jawie. Było bardzo duże, pełne ludzi i budynków. Zapytałem pierwszego napotkanego człowieka o drogę do zamku Granahta. Mieliśmy szczęście, a tak mi się przynajmniej wtedy zdawało. Powiedział nam, że zna szukanego przez nas osobnika. Ruszyliśmy do niego po drodze rozmawiając na temat uroków tego miasta. Gdy rzekł : ,,Jesteśmy na miejscu”, zza rogu wyszło czterech ulicznych złodziei. Najwyraźniej bardzo dobrze znali tego który miał nam wskazać miejsce zamieszkania szukanej przez nas osoby. Kazali nam wybierać między zachowaniem życia w zamian za pieniądze, albo stratę obydwu tych rzeczy. Bez wahania wybraliśmy walkę.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%