Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 10 min czytania

Historia Veradilla Mortis, czyli opowieść o tym...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

-Veradill, cho no, ziemnioki trza pielić! – krzyknęła niska elfka. Elfka? Owszem, spiczaste uszy, powinna być też majestatyczna i takie tam… no, ale nie jest. Jest chłopką. Do tego matką totalnego nieroba, trzyletniego dzieciaka, który jest tylko utrapieniem, a żadnym powodem do dumy. A jednak matka go kocha, tak samo jak i ojciec. Ten zaś jest człowiekiem. Też chłop, innej opcji nie było. Elfka i człek, a więc dzieciak – półelf – dziwadło. Jakby mało było tego, że dziwnie wyglądał, to równie dziwnie się zachowywał. Biegał po lesie, rozmawiał z ptakami, wspinał się na drzewa. Tak samo jak kiedyś jego matka… dokładnie tak samo. Oczywiście wszystkie dzieciaki się z niego śmiały, zaczepiały go, biły. Przyzwyczaił się do tego. -Mamusiu, ale mi się nie chce… - odpowiedział dzieciak nieco piskliwym głosikiem. -Cho no, pomóż matce! -No dobra… - powiedział widocznie niezbyt zadowolony ze swojej decyzji. Poszedł jednak, wziął motykę i popracował chwilę, ale co z tego, skoro po kilku minutach użył motyki jako oszczepu i rzucił nią w ścianę chaty. W ścianie pojawiła się dziura, a na policzkach matki łzy.

...

W lesie było spokojnie. Półelfi bachor pogwizdywał sobie cicho i siedział na gałęzi jakiegoś wysokiego drzewa wierzgając nogami. Nie mógł wiedzieć, co dzieje się w domu. A działo się wiele. -Ratunku! – krzyczała elfka próbująca ratować się ucieczką. No, ale nie miała najmniejszych szans, napastnicy przybyli konno. Ostrze długiego półtoraka roztrzaskało jej głowę, a chwilę po tym staranował ją wielki koń bojowy. Marnie skończyła swój długi, elfi żywot. Jej męża nie spotkał lepszy los. Osaczyli go w chacie. Troje ludzi. Tak, tylko ludzie byli zdolni do czegoś takiego. Po co zaatakowali wieśniaków, którzy nie mają majątku, ani niczym nie narazili się nikomu? Dla rozrywki. Stary Mortis bronił się dzielnie, ale jego orężem stały się stare widły. Nie mógł się mierzyć z uzbrojonymi we włócznie i miecze zbójami. Przebili mu gardło grotem włóczni i zakopali go w polu. Potem jego żonę. Gdy mały Veradill wrócił do domu, miał uśmiech na twarzy. Po chwili jednak się to zmieniło. Nie było rodziców.

...

-Mamusiu, tatusiu, gdzie jesteście? - powiedział 3 letni dzieciak stojący pośrodku pustej jednoizbowej wiejskiej chatki. -Mamusiu! - krzyknął teraz bardzo głośno, tak, że wszystkie kruki siedzące na strzesze spłoszyły się i odfrunęły gdzieś w kierunku lasu. Dzieciak przechadzał się po domu zaglądając we wszystkie zakamarki, we wszystkie dziury, do szaf, oraz do wszystkich znajomych mu kryjówek. Nic nie znalazł. Mieszkał samotnie w tej chacie już niemal tydzień. Nie wiedział o tym, ale jego rodzice byli martwi. Leżeli zakopani gdzieś na polu wśród ziemniaków. Chłopak położył się na ziemi i zapłakał.

...

-Patrzaj no Horan! Półelfisko samotne! Takich wyrzutków nam właśnie trzeba. No nie Horan? Horan kurwa, szybkiś! – mówił gruby, brodaty krasnolud swoim niskim głosem. Horan – czyli barczysty, wysoki człeczyna o ciemnych długich włosach zeskoczył z wozu i pobiegł w stronę dzieciaka. Ten nawet nie zauważył nadbiegającego mężczyzny, zastanawiał się właśnie, co jutro będzie jadł. Jeśli w ogóle będzie... -Hej młody! Co porabiasz sam na farmie? -Mieszkam tutaj – odpowiedział chłopak. Nie spojrzał nawet na rozmówcę. -Ano mieszkasz, ale chyba nie chcesz, no nie? Wskakuj do mojego wozu, będzie fajnie, zobaczysz. Bo widzisz. Ja jestem cyrkowcem. Wiesz, co to cyrk? -Yhy. Mama mi kiedyś opowiadała, jak na wieś cyrk przyjechał. -Ano. A gdzie jest teraz Twoja mama? – Horan rozejrzał się dookoła, ale nikogo nie zauważył. -Nie ma jej – Veradill wziął patyk i począł rysować nim coś w piachu. -Ano nie ma! A tu jest zabawa, tu jest cyrk! Skoro wiesz, co to cyrk, to wiesz, jak tam wesoło, wskakuj więc do naszego wozu, nie masz nic do stracenia! -Ale ja pana nie znam. -No racja, nie znasz. Jestem Horan Brogg. – mężczyzna wysunął dłoń w stronę dzieciaka. -Veradill Mortis – dzieciak uścisnął jego dłoń. Miał mocny uścisk jak na młodzika. Spodobało się to Horanowi, takich właśnie szukali. Po chwili dzieciak poznał pozostałych cyrkowców: Knittla, Oslava, Tritt, oraz Barbarę. Razem było ich teraz sześcioro, z czego tylko dwóch dorosłych.

...

-A teraz droga publiczności, nasz największy talent! Ośmioletni półelf - Veradill pokaże wam sztukę akrobatyki! - krzyczał gruby mężczyzna o nieprzyjemnym niskim głosie. Po tych słowach zszedł z areny i pchnął chłopaka, a ten nie miał żadnego wyboru, musiał słuchać szefa. Wszedł na areną powolnym krokiem, a na widok półelfa tłumy siedzące na trybunach zaczęły gwizdać i rzucać wszystkim, co mieli pod ręką. Chłopak przyzwyczaił się już jednak do takiej reakcji. Unikał latających pomidorów, kamieni i... noży. Gdy tłum nieco się uspokoił, a raczej stracił wszystkie rzeczy, którymi można było rzucić, zaczął on…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%