Historia · 5 min czytania
Historia związana z przedmiotem (mieczem)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Urodziłem się w małej wiosce. Była ona miejscem, w którym spędziłem wiele lat dzieciństwa. Dużo tego czasu upłynęło mi na zabawach z moim bratem, który przyszedł na świat cztery lata później niż ja. Pomimo to traktowałem go jak rówieśnika. Mój ojciec pracował w kuźni, gdzie zajmował się wykuwaniem mieczy. Mieszkańcy kupowali je tylko od niego. Natomiast moja matka dbała o porządek w domu, przyrządzała jedzenie i szyła ubrania. Niedaleko mieszkał mistrz Solidus – dobry znajomy, przyjaciel taty z czasów ich młodości. Był staruszkiem niskiego wzrostu, o siwych włosach i z długą brodą. Dawniej wiele walczył, był silny i odważny. Zostały mu z tego jedynie wspomnienia oraz miecz, który trzymał w jednej z szaf. Był on średniej wielkości. Jego rękojeść miała zielony kolor, zbliżony do barwy szmaragdu. Głownia, wykonana prawdopodobnie z czystego srebra, błyszczała niczym księżyc w pełni. Miała regularny kształt, lekko zwężony na czubku. Jednak patrząc na tę białą broń, widziałem na niej kilka zadrapań, niewielkie ślady krwi. Już wtedy sądziłem, że mistrz niejeden raz go używał. Co jakiś czas przychodziłem do niego w odwiedziny. Lubiłem, kiedy opowiadał mi o swojej przeszłości, a i jemu chyba sprawiało radość dzielenie się z kimś młodym swoimi uczuciami i przeżyciami. Nasłuchałem się od niego wielu ciekawych historii o wojnach, smokach i podobnych stworach, lecz tylko jedna wyryła w mej pamięci trwały ślad. Opowieść ta miała swój początek mniej więcej trzydzieści lat temu. Wówczas miasteczko to było przepełnione ludźmi. Panował tutaj ruch i gwar. Tego dnia Solidus wyszedł do miasta po zakupy, po drodze napotykając Heralda, mojego późniejszego tatę. Rozmawiali ze sobą przez chwilę, kiedy nagle rozległ się głośny krzyk. Natychmiast udali się tam, skąd dochodził głos. Okazało się, że porwano żonę Mistrza. Wtedy on wziął miecz i wyruszył w niebezpieczną podróż, by odnaleźć ukochaną. Swoje poszukiwania rozpoczął w lesie. Błądził dobrych kilka godzin. Parę razy musiał stoczyć bój z wilkami, które miały ochotę na świeże mięso. Jednak to nie one stanowiły problem dla tego młodzieńca. Nieco później pojawił się bowiem niedźwiedź. Z nim walka była długa i ciężka. W żadnym razie nie zamierzał się poddać. Dopiero, gdy wojownik skupił całą energię na uderzeniu mieczem,