Horror · 8 min czytania
Histroia leśnego zacisza
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Las, którego historia owiana tajemnicą przez wiele pokoleń budzi wciąż strach i niezdrowe zachowania, nie może być lasem przyjemnym. Rodzina Grochów, spędzała tego lata wakacje na wsi otoczonej ze wszystkich stron lasem. Błogi spokój i cień dawał wytchnienie w piekielnie gorące dni. Nic nie mogło zakłócić, tej sielankowej atmosfery. Nic? Czyżby na pewno…, nigdy nie można być tego pewnym. Wszystko zaczęło się od niewinnego niedzielnego spaceru, gdy głowa rodziny, czyli Aleksander wraz ze swoim synem wędrowali po ścieżkach pięknych józefińskich lasów. Drzewa lekko szumiały, wiaterek dawał upragnione wytchnienie od skwaru. Postanowili, że pójdą ścieżką, której wcześniej tu nie widzieli, pojawiła się tak nagle jak na niebie pojawiła się czarna chmura. Szli dalej. –Dziwne, wcześniej jej tu nie było, mógłbym nawet przysiąc. –Powiedział Aleksander z niepokojem w głosie. Jego twarz zmieniła się diametralnie, czuł się niepewnie i coś w głębi duszy zakazywało mu iść dalej, jednak ciekawość syna była tak ogromna, że nie mógł okazać się przed nim tchórzem. –To niesamowite, ta część lasu, różni się i to znacznie od poprzedniej części. –Powiedział piętnastoletni chłopiec. –Lepiej będzie jak zawrócimy, po za tym zaczyna się chmurzyć. -Masz rację tato zawracajmy. Wracali już w deszczu, który wzmagał się coraz bardziej i bardziej, choć byli pewni, że ten miesiąc miał być najsuchszym od czterdziestu lat. –Znowu się pomylili przy przepowiadaniu pogody. –Pomyślał Aleksander. Wrócili do miejsca, z którego weszli na tajemniczą drużkę. To, co tam zauważyli doprowadziło do tego, że na ich ciele pojawiła się gęsia skórka, a strach i nieogarniona tajemnica tej części lasu pchała ich do drogi powrotnej, nie mogli się oprzeć tej pokusie, by wrócić do dalszej penetracji lasu. Deszczowa pogoda kończyła się wraz z granicą tajemniczej drużki. Im bardziej się w głąb niej wpatrywali, tym bardziej ich zaskoczenie było większe. Szarość, która stamtąd biła była niesamowita i ten deszcz, który nagle się urywał na granicy szarej części lasu. Ich chora część umysłu postanowiła wejść do lasu. Szli bardzo długo, a to, co tam widzieli było lekko mówiąc przeraźliwe. Drzewa kołysały się bezwładnie, pozbawione liści i całkiem uschnięte. Wszędzie rosły tylko trujące grzyby, a ziemia była prawie całkowicie wyjałowiona. Wędrowali dalej i nic się nie odzywali, byli zbyt zszokowani, by cokolwiek mówić. Wsłuchiwali się tylko w przeklęte odgłosy lasu, słyszeli dokładnie całą jego historie, setki mordów, które tam się odbyły. Las opowiadał im całą swoją przeszłość im dalej się zagłębiali, tym więcej wiedzieli i tym bardziej nie chcieli więcej wiedzieć. Las się skończył przed nimi rozciągnęła się błoga polana, która kontrastowała z resztą lasu, bowiem na niej rosła czysto zielona trawa, tak zielona, jakby cały czas była nawadniana. Jednak był mały problem nigdzie nie było, ani najmniejszego zbiornika wodnego, który mógłby zapewnić dobre warunki do wzrostu trawy. –Co to do licha jest, co tu się dzieje… -Wydusił z siebie Aleksander z ogromnym lękiem. Syn tylko się na niego popatrzył swoimi zielonymi okrągłymi oczyma i nie wydał z siebie ani jednego dźwięku. Z trawy wysokiej na pół metra wyrastały groby, a raczej zakończenia grobów, którymi były na pół strzaskane krzyże. Stare, bardzo stare pewnie tak wiekowe jak ten las, jak ta niechlubna opinia o tym lesie. Podeszli bliżej. Łany trawy tak jak na zawołanie przewracały się przed nimi, jakby chciały wyrazić swój zachwyt przed dwójką ludzi, którzy byli na tyle głupi, aby tu przyjść. Setki, tysiące grobów zdewastowanych jak w najczarniejszym horrorze, pulsowały, jakby chciały otworzyć się i połknąć ich w czeluść zapomnienia i już nigdy nie…