Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 7 min czytania

HIVOBIA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mgliście. W gruncie rzeczy nie wiedział co się dzieje i gdzie się znajduje. Tylko źle przybita na wpół pomalowana deska z jego ogrodzenia uświadamiała mu, ze znajduje się na swoim podwórku za domem. Wszystko było inne. Zamiast uporządkowanego trawnika rozciągało się bagno. Wokół unosiła się mgła i charakterystyczny zapach podmokłego terenu. Cisza. Było za cicho, co napełniało go lękiem. Starał się nie odrywać wzroku od deski, chcąc jakby zsolidaryzować się z jedynym elementem, który był mu znajomy, ale i tak, to co widział i odczuwał, wypełniało go coraz większym przerażeniem. Nerwowo odwrócił się i spojrzał na mętną wodę. Miał wrażenie, że woda zaczyna bulgotać. Dreszcz. Zamknął oczy i uspakajał się, śmiejąc się z siebie, że ma tak bujną wyobraźnię i głupie myśli. Kolejny dreszcz. Otworzył oczy i spojrzał jeszcze raz na bagno. Było spokojne, ale w jego głowie roiło się mnóstwo przerażających obrazów rodem z horrorów. Wstrzymał oddech, w gardle utkwił krzyk, ale nie potrafił oddać głosu. Szybko zaczął mówić zdrowaśki. Plusk. Krzyk wyrwał się nieproszony. Na tafli wody zobaczył zwierzę. Przysiągłby, że to dinozaur. I nagle spostrzegł, że mgła lekko się rozrzedziła. Mógł dostrzec na miejscu swojego domu drewnianą chatę. Postanowił za wszelką cenę się tam przedostać. Tymczasem z bagna wyłonił się kolejny dinozaur, a może aligator. I kolejny. I wtedy on bezmyślnie, pod wpływem impulsu wskoczył na grzbiet zwierzęcia. Skakał tak z jednego dinozaura na drugiego i doszedł do wniosku, że sprawia mu to dziką przyjemność. Zaczął się śmiać. Jak dzieciak. Wtem mgła stała się tak gęsta, że tworzyła wokół niego białe ściany. Teraz już nie znajdował się na swoim podwórku, ale w lekarskim gabinecie. Siedział na kozetce przykrytej zielonym, postrzępionym materiałem i patrzył na biurko, przy którym siedział jakiś mężczyzna. Nad biurkiem wisiał kalendarz - ,,Nie narkotykom” było na nim napisane, a rudowłosa dziewczynka deptała nieproporcjonalnie wielką strzykawkę. Mężczyzna siedzący przy biurku – łysiejący facet w średnim wieku w okularach połówkach i białym fartuchu patrzył na lekko żółtą ze starości kartę pacjenta. Wokół czuć było zapach publicznej instytucji: niedawno malowanego korytarza i obiadu z gotowaną marchewką i groszkiem na drugie danie. Po dłuższej chwili mężczyzna przy biurku przemówił uspokajającym, choć mimo wszystko, pełnym napięcia głosem. –Pan Paweł Mieszański, tak. Muszę poinformować pana, że ostatnie przeziębienie i pana złe samopoczucie to nie była grypa. Teraz, po badaniach możemy mieć pewność, że jest pan zarażony. Proszę mieć świadomość, że można z tym żyć. -Jak to zarażony, czym zarażony – głos mu drżał i był dziwnie wysoki - Ma pan, ale proszę nie panikować, wirusa HIV – spojrzał badawczo spod okularów, jakby oceniając sytuację i kontynuował - spokojnie to jeszcze nie AIDS – lekarzowi też zadrżał głos i zaczął szybko mrugać spod swoich okularów połówek - Hej, hej, zaraz –nawet nie zdawał sobie sprawy, że podniósł głos – przecież nie jestem pedałem, ani narkomanem. Jak to ja, zarażony – W myślach chciał użyć anuluj, albo cofnij, ale do cholery, życie to nie edytor tekstowy. Głowa zaczynała mu puchnąć od natłoku coraz bardziej ponurych myśli. Wrak człowieka. Płacz. Pogrzeb. Strach. Dreszcz przeszył jego całe ciało. I nagle usłyszał dźwięk, który wypełnił cały jego mózg. Aż złapał się rękami za głowę. Zgiął się w pół. Otworzył oczy. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to biały sufit z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
HIVOBIA — czytnik · opowiadania