Przyjaźń · 5 min czytania
Horoskop na lipiec
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Bliźnięta W życiu uczuciowym zastój. Nie licz na upojne wieczory w towarzystwie czarującej partnerki. Neptun w opozycji do Saturna spowoduje, że staniesz się dla płci przeciwnej przezroczysty i bezwonny. Pilnuj wydatków. Merkury w ruchu wstecznym zwiastuje nieprzemyślane inwestycje i finansowe straty. Wenus ...
Iść na sobotnie zakupy z Beatką? Przecież ten Merkury! Odłożyłam gazetę i głęboko się zamyśliłam. Jolka, Jolka pamiętasz... zachrypiał Felicjan Andrzejczak. Za moją elektroniczną smycz szarpała Beata. - Jolkaaaaa... Jaaaaaceeeeeek! - I ryk w słuchawce. Od dawna stąpała po kruchym lodzie. - Co-o ja-a mam zrooooobiiiiiiić? Uuuuu.....
- Gdzie jesteś?
- Uuuuu..... . ...atka .... atka.
- Gdzie?
Część 22 / 2
- Uuuuu ... . .... atka .... uatka.
- Chatka Puchatka?
- Mm. Uuuu ... .
- Czekaj tam na mnie.
Beata siedzi przy stoliku w kącie. Już nie ryczy. Dezynfekuje się. Siadam i zamawiam dwa drinki. Jak mus to mus. Bez wspomagania ja nie wytrzymam jej jojczenia, ona znów musi się starannie znieczulić. Jeszcze dwa, trzy drinki i problem się sam rozwiąże. - Ona jest taka ładna. - Ze szklanym wzrokiem oznajmiła Beata. - Czemu ona jest taka ładna? - spytała. Na szczęście nie wymagała ode mnie odpowiedzi. Mówiła do szklanki i do swojego wnętrza. - Nie mógł mnie zdradzić z kimś brzydszym? Głupszym? Trudno mi współczuć Beacie, ja się raczej ucieszyłam, ale ona naprawdę cierpi. Postanowiłam się nie odzywać. Niech się wywnętrzy sama. Przez cały ich krótki związek Beatka cierpiała na straszną i dosyć popularną przypadłość. Ja to nazwałam widzeniem lunetowym - Jacek i nic wokoło. A on! Kupa mięśni, zero szyi i malutki mózg. Umiał kochać ale tylko siebie i siłownię. Spojrzałam na nią. W czasie długiego monologu na temat niewiernych facetów i tych wrednych dziwek, które na nich polują, morderczo dziabała cytrynę słomką. Coraz lepiej. Morderstwo, pogrzeb i po krótkiej żałobie nowe życie. Będzie dobrze - myślę. W międzynarodowym języku migowym pokazałam barmanowi: jeszcze raz to samo, ale podwójne. Beata wciągnęła jednym oddechem pół szklanki i odpaliła fajkę od fajki, po czym zamordowała Jacka w popielniczce i pożeglowała do łazienki. Gdyby nie to, że stoliki stały ciasno jeden przy drugim nie udałby jej się ten manewr w pionie. Wróciła zieloniutka. Uznałam, że czas odstawić ją do domu. Sama nie bardzo trzymałam pion. Na szczęście napatoczył się